Puls Winktown: Noworoczne fajerwerki
Otto von Teller, 1 stycznia 2015

Talerz i Tocza siedzieli z szampanem na dachu "Różowego Kundla" i patrzyli poza horyzont. Było grubo po północy i była to naprawdę piękną, bezchmurną noc. Pustkowia okryte były mrokiem i tylko elektrownia jarzyła się świetlistym blaskiem. No cóż, gnarpy, nie oszczędzały energii którą same produkowały. Gdzieniegdzie widać było również radioaktywne, zielone poświaty unoszącą się nad szczególnie mocno napromieniowanymi miejscami.
- Ech... Kiedyś to po północy zawsze Harold odpalał te fajerwerki a dzisiaj? - wspominał dawne dzieje Toczald.
- Plotki mówią że Radioactiv organizuje zbrojne, gnarpie bojówki w Dayglow i w przyszłym roku zamierza najechać na Winktown swoją dywizją pancerną. Ponoć ma już trzy czołgi na chodzie! - popisał się wiedzą wywiadowczą Porcelanowy Książę. - Fajnie, jak tu wpadnie i zacznie do nas strzelać to wybije nam kolejne 20% populacji miasta... - zaczął marudzić pierwszy, po czym pociągnął łyk szampana.
- Tylko nie wychlej wszystkiego na raz! - skarcił go Talerz - Ostatnia butelka z zapasów przywiezionych przeze mnie z Wandystanu. Wiesz jak ciężko jest tam dostać prawdziwy alkohol? Musiałem sprzedać kilo brudnego uranu żeby dostać kartki na prawdziwy alkohol!
I tak obaj spędzali sobie sylwestrową noc roku... w zasadzie to dokładnie nie wiadomo którego, bo relacje były sprzeczne. Gdzieś tam w dole Anton Sokołow, wurstlandzki niewolnik, obecnie na etacie sprzątacza - architekta, zamiatał barowy ganek.
- Kurde ale faktycznie masz rację - odezwał się po chwili Porcelana - bez porządnych fajerwerków to świętowanie Nowego Roku nie ma sensu. SOKOŁOW KARWIA MAĆ, TY TAM NIE MASZ PRZERWY NA PAPIEROSA, ZAMIATAJ DALEJ! WSZYSTKO WIDZIMY!
Profesor z Wurstlandii skulił się i zaczął ze zdwojoną siłą wymiatać kurz który nieustannie wdzierał się do knajpy.
- Jeszcze z tydzień i opracuję jak ściągnąć z szyi tą niewolniczą obrożę i zobaczycie! Zwieję łódką do La Palmy i do końca życia będę popijał drinki z palemkami a nie te pomyje które nazywacie piwem - złorzeczył na swoich panów Anton, który utrzymywał czasem że kiedyś zdarzyło mu się raz czy dwa nawet być królem gdzieś w zamorskich krainach.
Talerz dopił ostatnim łykiem szampana i dla pewności sprawdził czy nie została jeszcze jakaś kropelka wewnątrz, wytrząchując zawartość na język ale niestety musiał obejść się smakiem. Cisnął więc szklaną butelkę w dal a ta uderzyła w głowicę starej rakiety, która stanowiła obecnie element muru otaczającego Wolne Miasto Winktown.
- Ty... Tocza... W schronie dalej przechowujemy przedwojenne papiery? - oczy mu się zaświeciły dziwnym blaskiem.
- No raczej... Kazałeś niczego nie wyrzucać i nawet postawiłeś muta-transgena na straży archiwum.
- To będziemy mieli w tym roku fajerwerki na Nowy Rok!
Ciąg dalszy w Pulsie Winktown Zapraszamy do lektury!
Rodzyny
Komentarze
inż. Max Zwellrodzyn!
Helmut WalteryczRodzyn, zaiste, I sortu!
Alojzy PupkaRodzyn iście suł-tański!
(mam nadzieję, że nie pomyliłem się w pisowni dywizów, bo lubię mieć swoją głowę na szyi)
Otto von TellerDzięki, dzięki! Dawno nie miałem takiej poczytalności ;)
Raul Urban IIISpadła ale nie wybuchła.
Alojzy PupkaTowarzyszu Talerz! Twierdzicie zatem, że do tej publikacji byliście niepoczytalni? :>
inż. Max ZwellRadziecki darujcie se "zabawę w Awarę" i "spadła/nie spadła" "som tam wojska/nie ma tam wojsków" oraz oczywiście "milion czołgóff" i bierzcie przykład z tow. Talerza:) Talerz - no właśnie, jak to było z waszą poczytalnością?
Otto von TellerTo było typowe winkowe przekręcenie znaczenia słów :P W tym sensie pisząc o poczytalności, chodziło mi o to, że dawno tyle osób mojej pracy nie przeczytało ;)
A co do "spadła ale nie wybuchła", mamy tutaj do czynienia z cliffhangerem w najczystszej postaci. Towarzysz Radziecki pisał mi o tym że zeszmaciłem politykę zagraniczną i zrównałem ją z poziomem gruntu. Sarmacja robi to jednak lepiej vide negacja obecności wojsk SAL na wyspie ;) SZACH MAT.
?No w zasadzie atombomba jest dobra w zrównywaniu czegokolwiek z poziomem gruntu…
- [żeby komentować zaloguj się]



