Jądro w ciemności vol. 10 - "Dziewczyna z długimi oczyma"
Michał Czarnecki, 31 sierpnia 2006
Misio usiłował ustalić, jak długo walczy już z okupantem. W czasie
kiedy obozowali kilkanaście kilometrów od Musztardowa, Misio odszedł
od oddziału. Chciał być sam, żeby nikt mu nie przeszkadzał. Znalazł
jakiś konar, usiadł na nim, wyciągnął papierosa i zaczął rozmyślać.
Był teraz początek marca 1944 roku...
Wojna rozpoczęła się w kwietniu 1940 roku. Walki były zacięte, ale
niestety Sarmaci wycofywali się na całej lini. 11 maja 1940 roku był
jak cios w serce dla Misia. Dowódca jego dywizji chciał walczyć dalej. I
dowódca korpusu również - nie poddali się. Walkę toczyli do połowy
czerwca 1940 roku, dosłownie do ostatniego naboju. Potem oddział
rozwiązano, dowódcy korpusu, dywizji, brygad, pułków i batalionów
poszli do obozów jenieckich. Resztę zwolniono. Misio, bez pracy i bez
domu nie wiedział co ze sobą zrobić. Pojechał do Krezu i pracował tam
jako barman. W byłej stolicy Gellonii mieszkał prawie dwa lata, jednak
w maju 1942 roku, został wysiedlony ze swojego mieszkania w kamienicy,
która to miałabyć wyburzona, a w jej miejscu postawiono basen dla
nowych władców tych ziem. W Misiu coś pękło, miał dosyć ciągłego
poniżania, deptania i tłamszenia. W lipcu 1942 roku rozpoczął
formowanie oddziału partyzanckiego z żołnierzy byłej kompanii. Na
początku 1943 roku wszystko było gotowe... Walczyli w tym składzie
prawie cały rok...
Teraz było inaczej. Wróg był w odwrocie. Misio chciał najpierw zająć
Musztardów, a potem jeżeli warunki będą sprzyjać, zdobyć Czekany. Ale
nie chodziło mu tu o walny szturm na miejscowość, a mozolne
uszczuplanie potencjału wroga, a potem nagłym uderzeniem zając wieś.
Słowo wieś było w tym przypadku trochę na wyrost, bo Czekany były
wielkości miasteczka. Ale cel pierwszy - Musztardów - musiał być
zdobyty za wszelką cenę. Misio obawiał się, że wróg może przeprowadzić
stamtąd kontruderzenie. Nie liczył się z możliwością pomocy wojska z
Czekan. Dlaczego? Musztardów nie był w gruncie rzeczy miejscowością
strategiczną, Czekany zaś tak.
Tymczasem w sztabie Sarmackiej Armii Ludowej, dużego, komunistycznego
ugrupowania partyzanckiego, opracowywano plan zajęcia Czekan. Czerwoni
żołnierze musieli jednak najpierw rozpoznać teren, czy nie ma tam
konkurencyjnych oddziałów "leśnych ludzi".
- Towarzysze, nasz cel to Czekany. Podobno w okolicy działa jakaś
dobrze zorganizowana grupa partyzancka, która dała przykłady swojej
siły kilka razy. Z przechwyconych scholandzkich raportów wiemy, że
dowodzi nimi osoba o dużym doświadczeniu wojskowym. Jego pseudonim to
"Misio". Nikt nie zna jego prawdziwego nazwiska, jego twarzy ani też
tego jakie są jego przekonania polityczne. Dlatego pierwszym celem
naszej operacji będzie zbadanie, czy ten "Misio" jest groźny i czy nie
dałoby się go wykorzystać przy szturmie Czekan. Czy nasza siatka
wywiadowcza ma może o nim jakieś informacje?
- Nie wiemy obywatelu podpułkowniku, ale zaraz to sprawdzimy.
Zawołajcie no towarzyszkę "Katarzynę"!
Po pewnym czasie do namiotu weszła podporucznik "Katarzyna". Była ona SAL-owską
oficer wywiadu, jeżeli można było mówić o jakimkolwiek wywiadzie.
Podobno miała jakieś doświadczenie, była stosunkowo nowym nabytkiem
SAL. Jej poprzedniczka udławiła się niedogotowanym ziemniakiem z
obozowej kuchni.
- Słucham obywatelu podpułkowniku?! - zapytała wyprostowana na
baczność pani podporucznik.
- Spocznijcie towarzyszko... - odpowiedział spokojnie tow. Wanda -
Mamy zadanie dla wywiadu. Macie dowiedzieć się kim jest niejaki
"Misio".
- "Misio"?! - na twarzy "Katarzyny" pojawiło się wyraźne zakłopotanie
- Ten "Misio" z okolic Athos?
- Aaa... Coś o nim słyszałem chyba... A wiecie może coś o nim więcej?
Jakie ma przekonania polityczne? Bo widzicie, jego oddział grasuje tu
gdzieś w okolicach i nie chcemy mieć z nim nieprzyjemności.
- "Misio"... Nie nie, on jest politycznie neutralny, czyli
niegroźny... Przynajmniej kiedyś był...
- Dobra, już coś wiemy i tego się trzymajmy. Musimy go dostarczyć na
rozmowę ! - zakomenderował tow. Wanda...
Misio był zaskoczony propozycją rozmów. Nie znał żadnego SAL-u, ani
towarzyszy Wandy, Żenady czy Krystyny. W sumie zwisali mu nisko,
ale... Ale mieli jeden atut... Mógł kosztem ich żołnierzy osiągnąć cel
jakim były Czekany. Dlatego, po chwili namysłu i konsultacji z
porucznikiem Właśniakiem, zdecydował się na przyjęcie oferty złożonej
mu przez dowódctwo SAL, a przyniesionej przez łącznika przebranego za
krzaka ze srającym przy nim lisem. Misio pojechał rowerem, wraz z
porucznikiem Właśniakiem i jednym z sierżantów do głównego namiotu
SAL. Tam miał poraz pierwszy (i nie ostatni) spotkać z dowództwem
Sarmackiej Armii Ludowej.
Weszli spokojnie, we trzech, z gracją i dostojnością sarmackich
żołnierzy, mimo iż nie wyglądali na takich. Mundury kiedyś były
sarmackie, ale teraz trochę wypłowiały i otrzymały swoją własną,
niepowtarzalną barwę. Mieli też hełmy, pasy z wyposażeniem, oraz buty
które również pochodziły z sarmackiej armii. Tylko broń była
zdobyczna, poza Misia. On miał przecież swojego tommyguna. I to
właśnie ów pistolet maszynowy zrobił największe wrażenie na
komendantach SAL. Generalnie, Ci trzej faceci z lasu wyglądali inaczej
niż sobie to towarzysze wyobrażali. Pierwszy do nich wystąpił tow.
Krystyna.
- Witajcie towarzysze, jestem major "Krystyna" - przywitał ich
wyciągając dłoń na dzień dobry do Misia. Ten odsalutował mu.
- Kapitan "Misio", prawdziwego imienia nie podaje z oczywistych
względów. To jest poruczniki Właśniak, moja prawa ręka, a to sierżant
Mnożnik.
- Witajcie towarzysze... - odpowiedział ppłk Wanda - Rozumiem, że
wiecie już jakie plany mamy?
- Tak tak, mniej więcej. Chcielibyśmy jednak zerknąć na nie bardziej
dokładnie, jeśli można oczywiście - Misio nie chciał krwawych jatek,
jakie znał z Chin, czy z walk w ZSRR. Czytał dużo o Wojnie Domowej w
Rosji i o kampanii japońskiej w Chinach.
- Oczywiście. O to nasz plan. Zakłada on atak frontalny na Musztardów
i potem szybki, oskrzydlający atak od południa, prawym brzegiem Narwi na Czekany.
- Tak spytam panowie, czy któryś z was miał praktykę w armii? - spytał
towarzyszy Misio.
- Nie. Jesteśmy taktycznymi samoukami.
- No widzicie panowie, bo ja miałem. Moje wątpliwości co do planu są
takie, że Musztardów jest może i niezbyt licznie broniony, ale jeżeli
obrońcy się dobrze okopią i wykażą odrobinę determinacji to czeka nas
tam krwawa łaźnia. Co do samego ataku na Czekany - sugerowałbym
przeprawić się przez rzekę i zaatakować z dwóch stron jednocześnie, a
tak aby odciąć Czekany całkowicie, a nie tylko w 75%. To takie moje
propozycję. I ja osobiście proponowałbym atak w nocy.
- Hmm... Widać towarzysz nie docenia naszych sił.
- Nie, tego nie powiedziałem. Ale uważam ten plan za cokolwiek
amatorski. Zwłaszcza samą fazę szturmu na Musztardów. Nie poślę na
niego moich chłopaków bo to pewna śmierć. Dlatego, odmawiam użycia
moich sił do wykonania tego planu. Sam chętnie pójdę zobaczyć jak
walczycie, ale w ramach obserwatora.
- No nie wiem, towarzyszu, nie wiem... - tow. Żenada miał wątpliwości.
- To może tak zróbmy ! - zaproponował tow. Krystyna - My zaatakujemy
wg. naszego planu, a jak się nie uda zdobyć Musztardowa, to zrobicie
to wg. własnego, ale sami. Co towarzysz na takie rozwiązanie?
- Dobra, umowa stoi. Tak więc do roboty.
Następnego ranka, w dniu szturmu na Musztardów, Misio wstał wcześniej.
Przeprowadził swój rytuał który robił przed każdą ważną bitwą. Otóż
ogolił się, zjadł treściwe śniadanie i nie zapalił papierosa. Czemu
odmówił sobie fajki? Uważał, że po wygranymi starciu smakuje wtedy
lepiej. Powiedział swoim żołnierzom, żeby szykowali się na nocną
walkę, przekazał na wszelki wypadek porucznikowi Właśniakowi plan
ataku na wieś. On miał dowodzić natarciem gdyby Misiowi coś się stało.
Wypił jeszcze drugą kawę i poszedł do obozu SAL. Tam został
przydzielony do jednego z plutonów szturmowych. Miał on iść w drugiej
fazie ataku. Bitwę rozpoczął ostrzał z kilku dział i moździerzy. Misio był
nimi zafascynowany i ubolewał, że jego oddział nie ma takiego wsparcia
na wyłączność. Ale takie były niedogodności walki partyzanckiej,
zwłaszcza jeśli używało się tylko małej kompanii i nie miało do
dyspozycji tylu ludzi co SAL. Po kilku minutach plutony ruszyły na
wyznaczone pozycje do ataku. I ruszyli ! Misio wystawił swoją głowę
zza okopu i widział jak pierwsi żołnierze Sarmackiej Armii Ludowej
giną od celnego i dobrze mierzonego ognia maszynowego przeciwnika.
Powietrze było kurzu i dymu prochowego. Nadszedł teraz czas na Misia.
Miał on poważne wątpliwości co do tego, czy przeżyje ten szturm. Zaraz
po wyjściu z okopu zginął dowódca jego plutonu, a że jego następca,
młody chłopak z pod Morwieńca nie czuł się zbyt pewnie, Misio przejął
dowodzenie plutonem. Postanowił zejść z drogi i przejść kawałek
rosnącym obok lasem, żeby mieć choć trochę osłony. Szybko przeskoczyli do sosnowego
zagajnika i ruszyli powoli do przodu, niezbyt często ostrzeliwani.
Widocznie cała furia scholandzkich obrońców skupiła się na żołnierzach
atakujących w otwartym terenie. Po przejściu kilkuset metrów, byli już
za pierwszymi liniami okopów wroga i mogli na nich uderzyć od boku.
Misio kazał załadować podległym mu SALowcom nowe magazynki i
przygotować granaty, po czym zaczęli powoli schodzić ku wsi, starając
się żeby wróg ich nie zauważył. Przeciskali się pomiędzy rosnącymi tam
rzędami winorośli. Zeszli na skraj winnicy i tam otworzyli swój
morderczy ogień. Strzelali wzdłuż okopów i rzucali granatami.
Pozwoliło to przygwożdzonym na przeciwko plutonom podnieść się i
spróbować podejść kilka metrów, żeby przełamać linie wroga. Misio
postanowił uderzyć na pierwszy z brzegu dom. Żołnierze podbiegli do
niego i wrzucili do środka kilka granatów. Dwóch czy trzech
scholandzkich żołnierzy chciało uciec ze środka, ale wychodząc zgineli
od serii karabinowych. Chłopcy z SAL weszli do budynku. Jak się
później okazało, dom ten był pod dobrze mierzonym ogniem dwóch
cekaemów, które znajdowały się w kościele. Misio musiał się wycofać.
Cały atak się nie powiódł, odwrót był na całej linii.
Po powrocie z pola walki okazało się, że pluton dowodzony przez Misia
zadał przeciwnikowi największe straty i najgłębiej wgryzł się w obronę
przeciwnika. Jednak wobec beznadziejnej sytuacji na pozostałych
odcinkach, musieli się wycofać. Misio powiedział później dowództwu
SAL, że od razu zrezygnował z ataku otwartym terenem i przekradł się
lasem. Przekazał też swoje wątpliwości co do poziomu wyszkolenia
dowódców plutonów i ich zastępców. Towarzysze z SAL przyjęli to do
wiadomości i poczęstowali Misia papierosem.
Misio wrócił do swojego oddziału spocony i wyczerpany. A czekała go
dzisiaj jeszcze jedna walka. Z miejsca gdzie obozowali było widać
wieżę kościoła. Misio rozkazał snajperom spróbować ściągnąć
cekaemistów, którzy tak celnie kładli ogień na ulice i przedpole wsi.
Poprosił też aby SAL położył ogień na kościele i na dworze. Dobrze
znał swoją wieś i wiedział jak będą atakować. Miał też jako takie
rozeznanie co do pozycji przeciwnika. Musiał się jednak przed atakiem
wyspać, co też uczynił...
Sam szturm na Musztardów, "Misiosbanditen" przeprowadzili dość
sprawnie i z gracją. Misio zastosował trik z przerzuceniem jednego
plutonu na drugą stronę wsi i atak obustronny. Tym razem było nieco
trudniej, bo i obrońcy byli dobrze wyszkoleni. Po kilkunastu minutach
gwałtownych walk było już po wszystkim. Obrońcy Musztardowa też
poniesli pewne straty podczas porannego szturmu SALu i nie bronili się
już tak mocno jak rano. Misio zdawał sobie z tego doskonale sprawę.
Podpuścił towarzyszy na poprzedniej naradzie, aby właśnie tak
potoczyła się cała bitwa. Chciał, aby duża część obrońców
scholandzkich wykrwawiła się podczas pierwszego szturmu, wtedy jego
żołnierze mieliby łatwiejsze zadanie do wykonania i chwała zdobywców
Musztardowa spłynęłaby właśnie na nich. Podniosłoby to też pozycję
Misia wobec dowódców SAL. Sumienie jednak bardzo go gnębiło - szkoda
mu było tych młodych chłopaków, którzy zgineli dziś rano...
Konsultacja historyczna dzisiejszego odcinka:
- dr hab Kaprynos Stłuczka, Instytut Historyczny SAN
- prof. Wenanty Stokrota-Knur, Akademia Unisławowska
Rodzyny
Komentarze
Raul Urban IIINiestety, Instytyut Historyczny SAN ubolewa nad pewnymi brakami, spowodowanymi nieprzekazaniem całości odcinka do konsultacji. Dr hab Kaprynos Stłuczka
Timan DemollariNo niemniej odcinek znowu na poziomie :D
- [żeby komentować zaloguj się]



