Kres wszystkich kresów odc. VI
Raul Urban III, 25 stycznia 2015
– Rzućcie to, idioci. Będziecie żyć, jeżeli nie zrobicie niczego głupiego. – stanowczy kobiecy głos wskazywał ewidentnie dowódcę grupy.
Wasyl i Politruk, jako weterani, głupi nie byli. Po chwili wahania w ich ślady poszedł Żółtodziób. Ręce na kark, o dziwo, nie wiązali. Zabrali im broń, bagnety, dokumenty i resztę posiadanego sprzętu, ale poza tym zostawili w spokoju.
- Z jakiej jednostki?
Politruk sprężył się w sobie. Wiedział, że może odpowiedzieć tylko na to pytanie, oraz że brak odpowiedzi na wyciąganie informacji o towarzyszach będzie miał pewnie bolesne konsekwencje.
- 13 Pułk 4 Dywizji Spadochronowej…
- To wy byliście na tym wzgórzu? – przerwała, zanim wypowiedział pełną formułkę - Była tam niezła jatka. Długo się trzymaliście, twarde skurwiele… – w pełnym uznania głosie pojawiło się zawahanie, kiedy wzrok od Wasyla i Politruka przesunął się na Żółtodzioba.
Politruk również się zawahał. Trudno było mu wyczuć intencje przeciwnika, ale coś się jednak nie zgadzało. Oficer najwyraźniej jednak skończyła rozmawiać z jeńcami, bowiem odwróciła się do pozostałych żołnierzy i zaczęła wydawać komendy.
- Saszka, odprowadź ich do obozu. Potem masz wolne.
Jeden z zamaskowanych widocznie się rozpromienił – najpierw była to sugestia oczu, która zmieniła się w faktyczny uśmiech, kiedy ten nazwany Saszką zdjął z głowy bakaławę.
- Dobra, chłopaki. Bez głupot, i tak nie macie gdzie spierdalać bez gnatów, dokumentów i sprzętu. Rozumiemy się? – nie czekając na potwierdzenie machnął lufą pistoletu wskazując kierunek. Ruszyli na północny zachód, eskortowani z tyłu przez rozradowanego, ale czujnego strażnika. Trasa była w miarę prosta. Po drodze przekraczali kilkukrotnie asfaltowe drogi i strumyki, jednak nie napotkali żywej duszy. Kilkukrotnie Saszka zatrzymywał eskortowanych i krótkim gwizdem dawał wyraźne sygnały – po odpowiedziach domyślali się innych patroli bądź straży.
Obóz wyskoczył nagle, jak z pod ziemi. Wpierw szli przez gęstszy niż inne mijane zagajnik, po czym nagle wśród drzew pojawiły się namioty, skrzynie ze sprzętem, ludzie. Saszka podprowadził ich pod największy z namiotów, kazał czekać i wszedł do środka. Stali – bo i gdzie mieli iść? – i rozglądali się z ciekawością po obozie, który pomimo stosunkowo dużego ruchu, był zapewne świetnie ukryty przed obserwacją z powietrza, dzięki stosunkowo gęstym drzewom i rozpiętymi między nimi siatkami maskującymi. Wasyl podziwiał sprawność działania partyzantów, Politruk łamał sobie głowę nad ich przynależnością polityczną a Żółtodziób zagapił się na prysznice, gdzie trzech dorodnych chłopaków spłukiwało z siebie pot po noszeniu skrzyń.
- A więc to was ta ciota wystawiła do wiatru? – rozległ się nagle za nimi dudniący kobiecy głos.
•••••
Komendant przetarł dłonią zmęczone oczy. Od dwunastu godzin nie opuszczał cuchnącego potem pomieszczenia sztabu, nie spał od jakichś dwudziestu dwóch. Mimo to nie mógł sobie teraz pozwolić na odpoczynek. Odwrócił się od ekranu ukazującego przebieg ofensywy idącej na Precelourbańsk i skupił się na oznaczonej na czerwono mapce Wysp Czerwonego Przylądka. Na największej nadal migotały symbole wojsk.
- Jak w chwili obecnej wygląda sytuacja stacji Alfa? Jak długo mogą się bronić?
Odpowiedzi udzielił natychmiast analityk-służbista:
- Towarzyszu Komendancie, po utracie pozycji w rejonie przełęczy gomułkowskiej wróg ma otwartą drogę aby uderzyć na stację z trzech kierunków. Oceniamy, że będą w stanie bronić się przez co najmniej 24 godziny. Po tym czasie zakładamy, że ktoś po ich stronie straci cierpliwość i zrówna stację z ziemią ciężką artylerią. W takiej sytuacji oceniamy czas obrony od 3 do 6 godzin...
- ...zupełnie niepotrzebnych. Ich zadanie nie wymaga bohaterskiej obrony do ostatniego naboju. Przekażcie do dowództwa desantu informację, że mają skapitulować, jeżeli przeciwnik rozpocznie ostrzał artyleryjski stacji - ale przeciągać negocjacje tak, żebyśmy jak najdłużej mieli ją pod kontrolą. Liczę że to i tak potrwa dłużej, niż by zachowała funkcjonalność pod ciężkim ostrzałem artylerii.
- Niezwłocznie przekażemy stosowne rozkazy. - analityk skinął do najbliższego łącznościowca, który rozpoczął nadawanie.
Komendant zmarszczył czoło.
- W jakim stanie są oddziały, które broniły przełęczy?
- Poniosły duże straty przy obronie swoich pozycji. Cześć sił, aczkolwiek mocno wykrwawiona, cofnęła się pod samą Bazę Alfa. Kilka pododdziałów zostało odciętych i prawdopodobnie rozbitych, choć nie można wykluczyć że części żołnierzy udało się wyrwać z kotła. W swoich rachunkach nie braliśmy ich pod uwagę, wszystko jednak wskazuje, że odciągają oni w jakiś sposób przeciwnika – zgodnie z najświeższymi meldunkami wywiadu, przeciwnik rozproszył część swoich sił. Nie wszystkie jego działania są zrozumiałe – część z jednostek przemieszcza się w kierunkach przeciwnych niż nasze pozycje, tak jakby wcale nie przygotowywali się do szturmu…
- Rozumiem. No cóż, wszystko wskazuje na to, że swoją operacją obudziliśmy potwora… cóż, historia nas oceni.
- Towarzyszu? – analityk nie zrozumiał nic z enigmatycznej wypowiedzi dowódcy.
- Obyśmy tylko sami nie spłonęli w pożarze, który wywołaliśmy.
Rodzyny
Komentarze
Raul Urban IIIWszyscy w dupie mają to napiszę jeszcze jedną część. HAHAHAHAHA
- [żeby komentować zaloguj się]



