Listy z kampanii cz. 1 - Schmetterling
Raul Urban III, 24 kwietnia 2015
Pierwszy z serii artykułów dot. stacjonowania wojsk Wandejskich w Winktown relacjonuje przejęcie przyznanej SAL jako tymczasowej siedziby Bazy Schmetterling w centralnej części Pustkowi, zajętej przez uzbrojonych supermutantów.
Okolice bazy Schmetterling
Wandejski bombowiec stratosferyczny kołysał się nieco, powoli zniżając lot do nieregulaminowo niskiej wysokości.
- Za minutę otwiera się nasze trzydziestosekundowego okna! – krzyknął z kokpitu pilot.
Dwóch żołnierzy stojących przy uruchamianym ręcznie włazie bombowym spojrzeli na siebie, a następnie na ładunek niedużych bomb, które mieli sami wyrzucać.
- Myślisz, że to zadziała? - Nie wiem, ale Ci mózgowcy ze Służby Bezpieczeństwa rzadko się mylą... - Ja bym wolał załatwić to klasycznie, a nie tymi nowoczesnymi metodami... Trudno, łap za te bomby, ja otworzę właz. - Jesteśmy na pozycji ! Zrzucać! – zabrzmiała komenda pilota.
Baza Schmetterling, ten sam moment
Supermutaki w bazie uniosły głowy, gdy zahuczał nad nimi wandejski samolot. Niektóre schwyciły od razu za swoje wyrzutnie rakietowe, ale nie miały okazji aby wycelować i cokolwiek wystrzelić. Po kilku sekundach nad bazą miały miejsce drobne eksplozje, a na bazę zaczął opadać zrzut, niczym biały śnieg…
Jeden z mutków pochylił się i podniósł kawałek białego papieru, na którym mógłby przeczytać – gdyby umiał – „Rzołnierze Mistża z Mariposa! Zajmujecie bazę pżekazanom Wandystanowi przez Winktown. Opuśćcie ją w ciągu 6 godzin, albo poniesiecie trakiczne konsegwencje. Rzucajcie broń! Przechodźcie na stronę Sarmackiej Armii Ludowej. Wam zabezpieczona swoboda i szczęśliwe życie. Gównodowodzący SAL P.T. Radziecki”. Ten mutek czytać nie umiał, zmiął więc jedynie papierek i wydmuchał w niego nos.
Klku innych mutków, nieco bardziej inteligentnych, posiadło jednak umiejętność czytania, więc wkrótce w całej bazie słychać było donośny, supermutanci śmiech. Nikt nawet nie zadał sobie trudu sprzątnięcia ulotek, które zalegały w całej bazie. Niektórzy jedynie zgromadzili sobie zapas papieru na podpałkę i w innych, bardziej… higienicznych… celach.
Baza Schmetterling, osiem godzin później
- Pamiętajcie o zbieraniu broni i amunicji, siłom Winktown na pewno się przyda. Poruczniku, weźcie swój oddział i zorganizujcie dół do palenia ciał tych, którzy mieli nieco za bliski kontakt z chemi. Uważajcie, Ci którzy się podcierali mogą być nieco niestabilni, może nastąpić samozapłon, albo nawet spontaniczna eksplozja. Nieprzytomnych w kombinezony i przygotować do reedukacji. Batalion inżynieryjny niech zajmie się możliwie szybkim odkopaniem i doprowadzeniem do stanu używalności połączenia kolejowego.
Kapitan dowodzący akcją oczyszczania bazy zerknął na czujnik na lewej ręce. Stężenie gazu spadło już znacząco poniżej szkodliwego poziomu. Nareszcie. Rozszczelnił i zdjął hełm z maską, po czym wziął głęboki wdech. Powietrze cuchnęło mutakami, brudem, szczurami oraz lekko słodkawo-chemiczną pozostałością gazu, który uwolniły po 6 godzinach ulotki. Mimo smrodu, oficer uśmiechnął się. Mieli bazę, teraz musieli ją tylko posprzątać. Ale to dopiero początek ich sukcesów.
Rodzyny
Komentarze
Raul Urban IIIOryginalnie opublikowano tu: http://www.winktown.cba.pl/article.php?id=154
Alojzy PupkaUprzejmie donoszę, że służby antykorupcyjne z nieistniejącego reala ukradły ilustrację. Czyżby stanowiła ona przedmiot łapówki?
A jeśli chodzi o wandejską technikę wojskową, to zawsze w naszych inżynierów wierzyłem, ale ulotki gazowe mnie zaskoczyły − to musiał być bardzo tajny projekt!
Otto von TellerOczywiście rodzyn :)
- [żeby komentować zaloguj się]



