Wspomnienie towarzysza Mackiewicza
Raul Urban III, 18 sierpnia 2015
I powiedział Wanda, są rzeczy niezaprzeczalne, a według nich państwo
działać będzie. Poznać możecie jedynie trzy z nich, resztę sami odkrywać
będziecie:
1) Poparcia Peruna nie uzyskasz nigdy;
2) ocenzurowano na wniosek prokuratora Dziury w Dupie;
3) Z Kellerem w wyborach przegrać się nie da;
Tow. Bartosz von Thorn-Mackiewicz o aksjomatach funkcjonowania Wandystanu
Społeczność wandejską ogarnął smutek na wieść o śmierci (podkreślmy - śmierci realnej, aby uniknąć niestosownych wątpliwości) towarzysza Bartosza Mackiewicza, znanego też jako Ojebejbe - w skrócie Ojek.
Towarzysz Mackiewicz w trakcie swojej wirtualnej działalności był przede wszystkim Sarmatą i Valhallijczykiem, ale odcisnął też swoje trwałe piętno na kulturze i historii Wandystanu. Po części jako gość - pełnił m.in. funkcję ambasadora Sarmacji w Wandystanie - a po części jako mieszkaniec, który wielokrotnie do Wandystanu powracał.
Mało kto zapewne pamięta, że w okresie lipiec-sierpień 2006 roku tow. Mackiewicz zamieszkiwał w Wandystanie i pełnił funkcję Komisarza Ludowego ds. Nauki i Kultury - bezskutecznie usiłując wskrzesić do aktywnego działania Ludowy Uniwersytet Wandejski.
Przez wiele lat tow. Mackiewicz jako komentator wzbogacał LDMW swoimi celnymi uwagami i wrzutkami - doprowadzając niejednego zacietrzewionego hipokrytę do wrzenia. Bawił także i uczył wrzucając różne odnalezione w odmętach internetów materiały, takie jak zaprezentowane poniżej.
Promowana przez tow. Mackiewicza owomaltyna doktora Wandera
Poniżej przytaczamy pełną treść wywiadu z tow. Mackiewiczem, przeprowadzonego przez tow. Helmuta Walterycza w czasach zdawałoby się nieodległych - a to już półtora roku.
Leszek Karakachanow Sr, Wand-Tass: Wand-Tass jest żywotnie zainteresowana zachowaniem kultury sarmackiej i mikronacyjnej. Dlatego rozmawiamy dziś ze znanym badaczem Bartoszem von Thorn-Mackiewiczem. Ojku, określibyś siebie jako retronautę, archeologa czy historyka?
Bartosz von Thorn-Mackiewicz, Uniwesytet Starosarmacki: Witam i dziękuję za zaproszenie. Znany to może nie, ale nieskromnie powiem, że w pewnych kręgach mówi się, że wybitny. Co do pytania jakbym się określił... raczej jako starego pierdołę, który się nie odnajduje w dzisiejszych czasach i wyciąga stare materiały.
LK: Czy stare czasy były więc lepsze?
BM: Lepsze, bo moje.
LK: O upadku mikroświata mówi się już ładne kilka lat.
BM: Mówi się od kilku lat, a mikroświat się jakoś trzyma. Aktywność nie jest taka jak kiedyś, ale też Leblandia ciągle jedna.
LK: Więc lepsze tylko, bo Twoje?
BM: Nie no, ciężko mówić czy były lepsze czy gorsze. Były inne. Z tamtych czasów mam najwięcej wspomnień.
LK: A co możesz powiedzieć o najważniejszej chyba Twojej rodzinnej historii, piramidzie Cz** (Roberta „Samo Zło” von Thorna)?*
BM: Pytasz o tę budę dla psa, która stała za domem?
LK: Dokładnie o nią. Jak do tego doszło? Nie wszyscy znają tą historię.
BM: Nie pamiętam dokładnie całej historii, ale były takie czasy, że w Sarmacji dział… istniał Syriusz. Taki system gospodarczy. Najdroższym budynkiem w systemie była piramida. Kojarzę, że dużo wspólnego z jej ufundowaniem miał jeden z synów Roberta, a mój brat − Kryspin Cz******. Z wyborem zdjęcia, które miało znaleźć się w systemie podejrzewam, że miał wiele wspólnego inny z braci − Michał, który wybrał zdjęcie Piramidy w Rapie (taka miejscowość w realu, który jak wiadomo nie istnieje). Jak ktoś wie jak wygląda ta piramida, to może sobie wyobrazić jak to zdjęcie pasowało to budynku, który w Syriuszu był drogi jak sam skurw… drogi. To nic, że kąt nachylenia ścian jest taki jak w piramidzie Cheopsa, wygląda toto jak buda dla psa. No i mieliśmy w rodzinie taki budynek. Ciężko opowiedzieć i wytłumaczyć całą historię, szczególnie przy moich zdolnościach narracyjnych. Do tego pewne szczegóły mogę mylić, ale to dlatego, że nie byłem przygotowany na to pytanie.
LK: Wand-Tass nie zadaje oczywistych pytań!
BM: To, że Wand-Tass nie zadaje oczywistych pytań to wiem, dlatego do tych oczywistych nie jestem przygotowany.
LK: Piramida tak podziałała na lokatora, że ten powrócił z martwych. Swoją drogą, kiedy był ostatni przypadek odejścia zaaranżowanego jako śmierć?
BM: Jeśli chodzi o to, kiedy ostatni raz widzieliśmy „Janek Krasicki padł” zamiast „odchodzę z wirtuala”, to nie wiem i szczerze mówiąc się nie zastanawiałem. Serdecznie dziękuję za kolejną nieprzespaną noc. Jak się dowiem, to dam znać. Serio, bardzo ciekawy temat do poszukiwań.
LK: Właśnie, jakie jest najbardziej poszukiwane przez Ciebie dzieło?
BM: Z audio to na pewno Wykład profesora Modrzewia z wyprawy po Valhalli − o „Rzrzownicy Karnuntumijskiej i Motylu Walikonku”. To znaczy najbardziej chciany, niekoniecznie najbardziej poszukiwany. Jest jeszcze parę osób do których się w tej sprawie nie odzywałem. Z wizualnych dzieł, to od całkiem niedawna, krótki komiks „Jak Wielki był Hergolien”, który mam nadzieję zachował się w archiwach SzU. Ale oczywiście takich zaginionych dzieł jest bardzo dużo za dużo, a jest ich bezmiar wielki.
LK: Dzieła audio są chyba najbardziej poszukiwaną kategorią, bo były hostowane na zewnętrznych serwerach. Pluję sobie w brodę, bo nie zarchiwizowałem kontentu z kowalczykowski.net, który był chyba ostatnim z czynnych.
BM: kowalczykowski.net to mi proszę nawet nie wspominać, ze ściągnięciem stripów Kroniki Władzy wyd. Neftis się spóźniłem JEDEN DZIEŃ − wieczorem patrzę są, ale jestem zmęczony, na drugi dzień R.I.P w pokoju.
LK: Płonęły też prywatne archiwa, dotknęło Ciebie to też?
BM: Oczywiście, że tak. Zginął mi folder z różnymi materiałami, w tym z Wykładem prof. Modrzewia, czy kopiami stron internetowych wielu różnych inicjatyw i dzieł „nieoficjalnych”, które mogły dotrzeć do kilku-kilkunastu osób.
LK: Mnie bardziej żal Dekretu nr 36 Udzielnego Księstwa Zakonu Templariuszy w wersji dla niesłyszących. Masz może?
BM: Niestety, Dekretu też nie mam. Może relacja z urodzin Roberta by się u Ciebie znalazła?
LK: Nie…
BM: Szkoda, ale trudno być złym na Świeckiego (oby żył wiecznie!) Troya. Archiwa giną, mało kto jest w stanie przewidzieć takie sytuacje.
LK: Jednak w momencie, kiedy miejsce na dysku/transfer na serwerach oficjalnych przestały balansować na ostrzu noża nikt nie zaczął tego w sposób zorganizowany archiwizować. Trzeba by było sporządzić listę zachowanych/zaginionych audio mikronacyjnych.
BM: No niestety nie zaczął, ale z drugiej strony były też rzeczy zarchiwizowane, ale archiwa również ginęły. Tutaj ciężko szukać winnych, a narzekanie nic już teraz nie da. Zrobić listę to jedno, ale na pewno trzeba by zjednoczyć siły i usystematyzować jakoś poszukiwania, ale to wymaga wiele wysiłku i uporu.
LK: Ilu mikronautów aktywnie zbiera relikty przeszłości, jak myślisz?
BM: Ciężko mi ocenić tę liczbę. Ja wiem o czterech na pewno. Ilu faktycznie to robi? Ciężko powiedzieć.
LK: Czym można Cię zachęcić do włączenia się w prace nad NBN?
BM: A to nie trzeba zachęcać. Już wczoraj miałem podesłać/wrzucić pierwszy materiał (Monarchia a państwa wirtualne dr net Lorda Darth Kanzlera), ale wpadłem na pomysł na to jak można by składać pliki .pdf i konsultowałem tę sprawę z Heniem Leszczyńskim. Pierwsze materiały do NBN dodam niedługo.
LK: Super! Mam nadzieję, że za Tobą podąży więcej osób.
BM: Podziękowania dla ex-Mandragora Pupki, przez którego przejrzałem ponad tysiąc wpisów w Wandei w ciągu jednego dnia.
LK: Tow. Pupka wciąż nam szczęśliwie mandragoruje, Ojku! Na koniec mam jeszcze dwa pytania, jakie jest Twoje ulubione zachowane v-dzieło?
BM: BrGrmk [Na dzień śmierci Bronisława Geremka z Pism Świeckich], a na drugim miejscu Jądro w Ciemności i Gnomia Walczy.
LK: <dowcip> Prezes Banku Teutońskiego Konrad Hergemon dzwoni w ważnej sprawie do Prezesa Banku Sarmacji. Odbiera, jak sądzi Veal, sekretarz bar. Koniasa. ― Halo? ― Czy mógłbym rozmawiać z prezesem Koniasem? ― Niestety, jest bardzo zajęty. Przegląda ważne papiery właśnie przyniesione przez posła von Kiechajasa. Veal chce porozmawiać z kimś zaufanym, więc pyta się: ― A mógłbym porozmawiać z hrabią von Kiechajasem? ― Niestety, jest on zajęty poufną rozmową z gen. Nowickim. Zaniepokojony Veal słyszy podejrzany warkot po drugiej stronie linii. ― Co to za hałas po pana stronie? ― Ekipa poszukiwawcza służb specjalnych ląduje helikopterem. ― A kogo oni szukają? ― Mnie. ― A kto mówi? ― Baronet Staszek. </dowcip>
LK: Pamiętasz, o co chodzi w tej anegdocie?
BM: owando, jak przez mgłę… Nie, nie pamiętam.
LK: Chodziło o klątwę Ministrów Dziedzictwa Narodowego, którzy po kolei bez słowa znikali z Sarmacji, trzech z rzędu. Dziękujemy za rozmowę.




