z notatnika weterana (cz. 2)
Damian Konieczny, 21 września 2006
Roberta “władzywładzywładzy” Czekańskiego i Krzysztofa “jedynydiukprawdziwy” Kowalczykowskiego łączy bardzo niewiele.
Krzysztof "jedynydiukprawdziwy” Kowalczykowski od zawsze siedział na wygodnym, tylnym siedzeniu tramwaju o nazwie “sarmacka plejada gwiazd i gwiazdeczek”. Nigdy nie poddał swojej pozycji w Księstwie weryfikacji wyborczej. Nigdy nie należał do żadnej partii politycznej. Nie przypominam sobie, żeby kiedykolwiek starał się w jakikolwiek sposób reklamować swój wkład w rozwój Księstwa.
Lwia większość Sarmatów nie zdaje sobie sprawy, jak wpływową był personą na dworze Jego Książęcej Mości. Piastował wprawdzie kilka istotnych stanowisk w administracji państwowej – był marszałkiem Izby Senatorskiej, namiestnikiem prowincji Miria (akurat ten projekt skończył się całkowitą klęską, co pozwala sugerować, że tworzenie własnego zaplecza aktywności nie jest mocną stroną Diuka), a nawet bywał Regentem. Niemniej jednak, jego faktyczny wpływ na Sarmacje opierał się niemalże wyłącznie na osobistej zażyłości z Jego Wysokością Piotrem Mikołajem. Bez najmniejszego ryzyka mogę stwierdzić, że Diuk Kowalczykowski miał na Księcia duży wpływ. Był bardzo wygodnym doradcą – nigdy swoją pozycją się nie chwalił, nie starał się uzyskać w oparciu o nią żadnych korzyści. Nie sposób zaprzeczyć, że doradzał zawsze w duchu patriotycznym. Trudno bowiem wskazać większego sarmackiego patriotę od Diuka Kowalczykowskiego.
Patriotyzm może mieć nie tylko różne natężenie u poszczególnych jednostek, miewa też zupełnie różne oblicza. Wirtualne poglądy Troja to apoteoza silnej władzy książęcej. Monarchii absolutystycznej wspieranej przez zasłużoną dla państwa arystokrację. Te poglądy niepodzielnie dominowały w Księstwie przez pierwsze lata jego istnienia. Za wyjątkiem nic nie znaczących epizodów nikt nie odważał się podważać dogmatu o silnej, niepochodzącej z wyboru władzy centralnej jako jedynym gwarancie istnienia państwa wirtualnego.
Niektórzy (zaznaczam, że sam się do nich nie zaliczałem) wybiegali jednak wzrokiem dalej w przyszłość. Jego Wysokość Piotr Mikołaj zdawał sobie sprawę, że wraz ze wzrostem liczby aktywnych mieszkańców potrzebny będzie wentyl bezpieczeństwa. Buforem stabilności państwa miały stać się prowincje. Idea była dobra. Niestety, jej wdrożenie okazało się największą klęską w historii Księstwa Sarmacji. Wystarczy wspomnieć los takich tworów jak Sangia, Wagaria czy Baranie Pole. Odpowiedzialność za nieudolne wprowadzenie podziału administracyjnego ponosi niestety Jego Książęca Mość. Zabrakło debaty publicznej, marketingu politycznego, właściwego uzasadnienia pomysłu, a także po prostu sprawnej organizacji (mam nadzieję rozwinąć ten wątek przy innej okazji).
To nie jedyna porażka Piotra Mikołaja. Rojalistów takich jak Diuk Kowalczykowski, a w tym okresie także ja, zabolało wycofanie się z projektu głosów ważonych (rezygnacją z tytułu szlacheckiego zagroził wtedy między innymi hrabia Nowicki, negatywną opinię wygłosił hrabia Ratymirski - Książę ustąpił). Ugięcie się pod naporem vox populi było z całą pewnością racjonalne, ale Ci, którzy głośno gardłowali za pomysłem Jego Wysokości poczuli się zdradzeni.
Tutaj dochodzimy do problemu (jesteśmy znacznie sprawniejsi od historii, jej zajęło to wiele miesięcy), który poróżnił Księcia Piotra Mikołaja i jego wiernego doradcę – Diuka Kowalczykowskiego. Czasy się zmieniły, a poglądy Troja pozostały niezmienne. Przyczyn osłabienia władzy książęcej upatrywał on nie we wzroście liczby aktywnych mieszkańców, a co za tym idzie w pluralizacji poglądów i konieczności szukania kompromisów, aby Sarmacja mogła się rozwijać, a nam wszystkim żyło się dostatniej. Winą za zmiany obarczał osobę Księcia – cechy charakteru Jego Wysokości, a także spadek aktywności monarchy, spowodowany życiem realnym.
Z nieuchronnymi zmianami w systemie społeczno-politycznym Sarmacji walczył za pomocą satyry i dziennikarstwa na wysokim poziomie, starał się walczyć także jako Regent.
Zjednoczenie z Mandragoratem Wandystanu, które odebrało Jego Wysokości znaczną część prerogatyw, przelało czarę goryczy. Diuk Kowalczykowski postanowił działać. Działać wbrew konstytucji, bo konstytucja w tym kształcie nie stanowiła dla niego żadnej wartości. Diuk Kowalczykowski akceptuje tylko te akty prawne, które zgadzają się z jego przekonaniami. Książę nie mógł na to pozwolić, wszak osobiście podpisał kilka tygodni wcześniej Traktat Zjednoczeniowy. Odwołał Troja z urzędu, a Troj wycofał się z życia publicznego w Księstwie.
Do tego momentu nie mam nic do zarzucenia Diukowi Kowalczykowskiemu. Nie zgadzam się z jego poglądami. Uważam że zabrakło mu analizy szerszej perspektywy, zrozumienia ducha czasów. Niemniej jednak, w pewnym sensie podziwiałem go za nieugiętość, stawianie wyznawanych wartości ponad sympatie towarzyskie. Nonkonformizm tej próby to rzecz niespotykana. Nawet w warunkach wirtualnych. Diukowi Kowalczykowskiemu należał się szacunek, pomnik i pamięć po wsze czasy. Należała się także możliwość powrotu w chwale, po zmianie konstytucji.
Niestety, na scene marszowym krokiem wchodzi Kaizer Czekański, w Czapce Ze Wzmocnionym Kloszem na swej cesarskiej skroni.
RCA prezentuje wiele cech, z którymi Diuk Kowalczykowski zażarcie walczył. Jest jedną z tych osób, które doskonale znają Roberta. Miałem pewność, że nasze poglądy na działalność przyszłego Kaizera są sobie bliskie. Z tą różnicą, że ja patrzyłem na Koziołka z większą sympatią, wiele jego grzeszków oceniając z dużą dozą pobłażania, natomiast Troy traktował go z właściwym sobie brakiem emocji. Tak to wyglądało na przykład podczas afery 2500 lt.
Opowiedziałem historię słynnej łapówki w charakterze zabawnej anegdoty, stojąc na korytarzu przed mieszkaniem RCA, bez butów na nogach, za to z papierosem w ustach. Był ze mną tylko Troy i Ptyś, w związku z czym czułem pełną poufałość. W życiu bym nie przypuszczał, że Diuk Kowalczykowski może jeszcze tej samej nocy opisać całą sprawę na LdKS, korzystając z komputera Roberta, pod jego własnym dachem. Myślę, że ta sytuacja doskonale ilustruje podejście Troja do ogólnie rozumianej wirtualności. Tym bardziej dziwi mnie, że przyłączył się do budowania Cesarstwa Bułki Poznańskiej.
Rozumiem, że czuje się zawiedziony brakiem wpływu na Księstwo, nieskutecznością swojego oddziaływania na Piotra Mikołaja. Rozumiem, że podjął decyzję o ostatecznym odejściu z Sarmacji. Nie potrafię jednak zrozumieć motywów jakie nim kierowały, kiedy podejmował decyzję o przyłączeniu się do projektu, który tak naprawdę służy wyłącznie zaspokojeniu ambicji kilku osób. Zastanawiam się, jak czuje się w jednej drużynie z ludźmi, którzy szukali tylko wygodnego pretekstu, żeby Księstwo Sarmacji zdradzić. Czy dalej uważa się za sarmackiego patriotę? Czy wygodniej mu ze zdrajcami, niż z Gellończykami? Chciałbym to wiedzieć.
Na koniec mogę tylko zaapelować do kolegi z redakcji Ab Ovo i Bramy Sarmackiej, papieża mojego Kościoła, namiestnika prowincji, w której najbardziej dzięcielina pałała, współbrata z tej samej Loży – jeżeli potrafisz jeszcze zawrócić z tej drogi, zawróć!
Część trzecia Notatnika ukaże się najprawdopodobniej w nocy z piątku na sobotę i będzie traktowała o różnicach pomiędzy genezą powstania Mandragoratu i Kaizerlandu.
Później definitywnie wracam do satyry, kpiarstwa i taniego efekciarstwa. Od prób zachowywania powagi nabawiłem się paskudnego wzdęcia.
Rodzyny
Komentarze
Defloriusz Dyman WanderAlez powaga swietnie Ci wychodzi :D Tylko po jaki chuj zdemaskowales Loze? :D
Przemek F.Ładne... Się mnie podoba. I wcale nie ma dłużyzn...
Marceli Baldachim KhandA komentow malo bo byly na ldks i ldmw - bo nie chodzial sarmacjaorg
Przemek F.Potwierdzam...! :)

O jakiej Loży Papież mówi?
Defloriusz Dyman WanderMasonskiej ;p
- [żeby komentować zaloguj się]



