Projekt Konstytucji - źródła prawa
Przemek F., 27 września 2006
W końcu znalazłem chwilę czasu, by skomentować projekt Kondtytucji, przedstawiony jakiś czas temu przez JKM. Od początku twierdziłem, że projekt ten jest co najmniej zły. Teraz mam zamiar to uzasadnić.
Zacznijmy od tego, że Konstytucja jest aktem naczelnym i najważniejszym. Stanowi ona swego rodzaju wizytówkę państwa i jego systemu prawnego. Wymogi, jakie stawia się ustawie zasadniczej, to zwięzłość, spójność i uregulowanie najistotniejszych dla państwa spraw.
W niniejszym artykule poruszę kwestię systemu źródeł prawa, gdyż było to wskazywane jako jeden z atutów nowych uregulowań, w opozycji do aktualnie obowiązujących.
Katalog źródeł prawa powszechnie obowiązującego zawiera artykuł 6. i związany z nim artykuł 7. projektu. Zawiera on powszechnie znany podział: Konstytucja, ratyfikowane umowy międzynarodowe, ustawy i dekrety z mocą ustawy, rozporządzenia wykonawcze (wydawane z delegacji Konstytucji i ustaw) oraz akty prawa miejscowego.
Zatrzymajmy się tu na chwilę. Otóż katalog ten przypomina katalog znany z tego z Konstytucji RP. Przypomina, gdyż brak mu kilku elementów. Po pierwsze: w RP źródłem powszechnie obowiązującego prawa są także umowy międzynarodowe nieratyfikowane (do których nie jest potrzebna zgoda parlamentu). Usytuowane są za ustawami, a przed rozporządzeniami. Po drugie: art. 44. projektu wprowadza pojęcie ustawy konstytucyjnej, która jest również źródłem powszechnie obowiązującego prawa, mimo że nie ma jej w katalogu. Kolejna uwaga dotyczy ratyfikowanych umów międzynarodowych. W polskiej doktrynie prawa konstytucyjnego istnieje spór jak należy je traktować. Część autorytetów opowiada się za poglądem, że umowy te stoją przed Konstytucją, ponieważ wyłączają część jej zapisów.
Kolejna sprawa to brak spójności wśród źródeł prawa. Art. 25. projektu wprowadza bowiem postanowienia. Postanowienia są źródłami prawa wewnętrznego. A o tych projekt w ogóle nie wspomina.
Ale to nic, a właściwie początek. Dalej, w tym samym artykule mamy spis spraw, w których Książę może wydawać rozporządzenia. No i tu pojawia się pytanie, czy rzeczywiście jest to "SZCZEGÓŁOWE upoważnienie zawarte w Konstytucji". Moim zdaniem - w żadnym wypadku. Art. 26. projektu stanowi nawet, że "Książę (...)wydaje rozporządzenia na zasadach okreslonych w Konstytucji". Jak to się ma do art. 7...?
Co więcej - w tym artykule czytamy także, że prawo wydawania rozporządzeń przysługuje naczelnikom urzędów książęcych. Tylko że zgodnie z powoływanym art. 7., rozporządzenia wydawane są przez organy wskazane w Konstytucji lub ustawie. Tymczasem owe urzędy książęce powołuje się na podstawie rozporządzeń.
Swoją drogą zauważyliście, że jedna norma została rozbita na kilka artykułów...?
I jeszcze z cyklu rozporządzeń - abolicja i amnestia. Otóż, zgodnie z dostępnym mi podręcznikiem, oba te pojęcia nazywają USTAWOWE akty łaski. Oczywiście, podręcznik ów traktuje o prawie RP, bo na temat amnestii i abolicji sarmackie prawo milczy.
Na koniec zostawiłem coś, co śmiało można określić "strzałem w kolano". Własne, ma się rozumieć.
Otóż wprowadzono jeden magiczny zapis: "Organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa.", a usunięto zwyczaj z katalogu źródeł prawa. Oznacza to ni mniej ni więcej tylko to, że od chwili wejścia w życie nowej Konstytucji, władzy wolno robić tylko to, co jest dokładnie opisane w prawie. Nie podejmuję się więc w tym kontekście interpretacji art. 23. ust. 2., a w szczególności: "działania faktyczne funkcjonariuszy właściwego urzędu książęcego, z zastrzeżeniem braku sprzeczności tych działań z powszechnie obowiązującym prawem (...)". Wszak administracja nie będzie mogła podjąć żadnych działań bez upoważnień ustawowych (rozporządzeń), bo będzie to speczne z art. 2.!
Ale to jeszcze nic. Nie chciałbym wypowiadać się w imieniu innych organów, ale w takim stanie prawnym sądy przestaną funkcjonować. Otóż wielokrotnie, pod płszczykiem owego zwyczaju, sądy stosowały posiłkowo prawo RP, by móc procedować i orzekać. Po wprowadzeniu legalizmu - stanie się to niemożliwe.
I tutaj dochodzimy do istotnej, moim zdaniem, kwestii. Należy włączyć prawo RP do systemu powszechnie obowiązującego prawa sarmackiego. Oczywiście nie w całości. Należy zastanowić się i wybrać te uregulowania, które mogą być nie tylko potencjalnie, ale także praktycznie użyteczne w procesie stanowienia i stosowania prawa. Nie ma bowiem co ukrywać, że sarmackie prawo czerpie z prawa RP bardzo dużo. Co, moim zdaniem, nie jest najlpszym pomysłem. Niemniej - usunięcie zwyczaju i dodanie wymogu legalizmu stanowi fatalne połączenie.
Na tym kończę. Być może będzie część kolejna.
Rodzyny
Komentarze
Defloriusz Dyman WanderTo juz lepiej wprowadzic "zasade slusznosci". Tez zly pomysl, ale lepszy od stosowania prawa RP, bo niby na jakiej podstawie wybierzemy ktore prawo stosowac, a ktore nie?
Przemek F.Można wyliczać enumeratywnie w każdej ustawie...
Defloriusz Dyman WanderNo mozna- ale bedzie tego od cholery, poza tym pchnie nasz system w strone reala- naprawde nie ma potrzeby uczenia mieszkancow zawilosci polskiego prawa. Przez lata swietnie dawalismy sobie bez tego rade, po co to zmieniac? Prosciej poprawic te Konstytucje.
Przemek F.Sęk w tym, że prawo RP było w Sarmacji stosowane od zawsze. Wszystkie luki w prawie, w szczególności definicyjne, zapełnia się właśnie na podstawie prawa RP. A prawo sarmackie i tak staje się coraz bliższe prawu realnemu, niestety. I to bynajmniej nie temu z systemu common law...
- [żeby komentować zaloguj się]



