Mandragorat Wandystanu | SKOK „Żenady”

ZAREJESTRUJ SIĘ! | Zaloguj

Homar od północy

Raul Urban III, 1 lipca 2007


Failte!

Zamiast wstępniaka... kawał (ten pierwszy). Usłyszany z ust wysoko postawionego urzędnika reżymu. Pisane z pamięci, więc jak coś, to moja wina.



Dawno temu, przed zasiądnięciem JKM Piotra Mikołaja na tronie KS, postanowił on się incognito powłóczyć po świecie... Trafił do Dreamlandu, gdzie przez konekcje zatrudnił sie u żydowskiego bankiera, jako subiekt. Pewnego dnia do banku przyszedł kupiec, który przewoził drogie kamienie dla swojego wspólnika, a który musiał zatrzymać się na jakiś czas w mieście. Zaproponował więc bankierowi, aby ten za opłatą przechował owe kamienie w swoim sejfie. Na co bankier:
- Dobrze, ale od takich precjozów musiałbym zapłacić duży podatek. Zrobimy tak - nie spiszemy żadnych papierów, ale wezwiemy tu mojego subiekta, aby był świadkiem zawarcia umowy. Piotrze!
Wszedł młody Kefas.
- Jestem, szefie.
- Jesteś świadkiem, że biorę od tego tutaj kupca te szlachetne kamienie na przechowanie.
- Dobrze, szefie.
Po tygodniu kupiec wraca do Banku, zadowolony że kamienie były bezpieczne. Osłupiał jednak, słysząc od bankiera.
- Słucham? Jakie kamienie? Nie znam Pana...
- No przecież aż wzywał Pan subiekta na świadka, że je zostawiłem...
- Piotrze! Powiedz mi, czy ten Pan zostawiał tu jakieś szlachetne kamienie?
- Nie, szefie, pierwszy raz go na oczy widzę!
- Dziękuję, możesz wracać do pracy w kantorku.
Po wyjściu Piotra Mikołaja bankier podchodzi do zaszokowanego kupca i mówi:
- Spokojnie. Oczywiście pamiętam Pana, zaraz dostanie Pan swoje klejnoty. Ale widzi Pan, Z KIM JA KURWA MUSZĘ PRACOWAĆ?



Oblężenie Winnicy. W okopach przed samym miastem siedzą Wandowie. Wśród nich - dowódca odcinka - ppłk Winnicki. W jego dłoniach lśni maleńki, srebrny pilniczek do paznokci, którym uprzyjemnia sobie oczekiwanie na atak monarchofaszystów. Od czasu do czasu przejrzy się w małym, kieszonkowym lustereczku, poprawi niesforny loczek. Nagle podbiega do niego bardzo przestraszony sierżant Jegorcew.
- Idą, towarzyszu podpułkowniku!
- Monarchofaszyści?
- Tak!!!! Są tuż, tuż!!
- Przystojni aryjczycy?
- Nie, pułkowniku! Są brudni, śmierdzący, nieogoleni, przemarznięci i bardzo wkurwieni.
- A fee. Coż więc - Ognia!



Po długiej wojnie z Lixtią Czarnecki wracał pieszo do domu. Przez największe pustkowia Wandystanu. Szedł już drugi miesiąc. Dawno skończyło mu się jedzenie, wodę znajdował rzadko, łapał i zjadał wszystko co się ruszało. Opadł z sił, już ledwo powłóczył nogami, w końcu już tylko na czworakach niestrudzenie pełzł naprzód. Kiedy już śmierć z wyczerpania zaczęła mu zaglądać w oczy, ujrzał na horyzoncie pośród pustyni chatynkę. Resztką sił doczołgał się do niej i zaskrobał do drzwi. Otworzyła je dorodna, rozłożysta dziewoja:
- Czego?
- Towarzyszko pomóżcie! Wracam do domu z wojny, jedzenie mi się skończyło miesiąc temu, wpuście, wspomóżcie weterana!
- O nie! Tu już tacy bywali! - Wpuście, pomóżcie - mówili - a potem dupczyć się brali! Nie wpuszczę!
- Co też wy towarzyszko?! Toż wam tu zemrę na progu! Nie mam przecież sił dalej iść!
- No dobrze - przeważyło w końcu miękkie serce gospodyni.
Czarnecki dostał stakanczik czaju i skibkę chleba ze słoniną, jeszcze jeden stakanczik i jeszcze jedną skibkę... Łyknął jeszcze, zrobiło mu się tak błogo i studiując paznokcie wspomniał mimochodem:
- A co wy, towarzyszko, mówiliście a propos dupczenia?



Pewien Gnom wraca do domu, otwiera Outlooka, sprawdza pocztę: "Powiększ penisa! 60cm długości! 30cm grubości! Nie przegap! ..."
Z irytacją kasuje spama mrucząc:
- Jasne, kurwa, tylko mi młodszego brata brakuje...



- Karakachanow, kumplu, a ty dobry jesteś w pieprzeniu?
- Staaary! Ja jestem Casanowa! Mozart pieprzenia! Rasputin XXI wieku! Jestem demonem, królem seksu, władcą kobiet! Ja...
- Ale pieprzysz...



Pasjonująca walka rozwinęła się na trzeci dzień współzawodnictwa w jeździe figurowej parami. Sensacyjny program przygotowali baridajscy łyżwiarze figurowi. Wystawili parę mężczyzn-homoseksualistów która przez półtorej godziny przedstawiała na tafli stan zakochania i namiętny akt płciowy. Po naradzie jurorów, właśnie ta para i zajęła pierwsze miejsce. Sarmaccy sprawozdawcy zaznaczyli jednak - "pasowałoby do tego założyć łyżwy".



Pierwszego dnia szkoly, przed rozpoczeciem lekcji, nauczycielka przedstawia nowego ucznia sarmackiej klasie:
- To jest Marcin Wanda z Wandystanu, nasz nowy uczeń. Bądźcie dla niego grzeczni.
Lekcja sie zaczyna. Nauczycielka mowi:
- Dobrze, zobaczymy jak sobie radzicie z historia. Kto mi powie czyje to sa slowa: "Wolnosc albo smierc"?
W klasie cisza jak makiem zasial, tylko Wanda podnosi ręke i mowi:
- Eoghan Kalafoniks, 1839 w Morwieńcu.
- Bardzo dobrze Marcinie. A kto powiedzial: "Panstwo to ludzie, ludzie nie powinni wiec ginac"?
Znowu wstaje Wanda:
- Ludwik Spokojny, 1850 w Gniewie.
Nauczycielka spoglada na uczniow z wyrzutem i mowi:
- Wstydzcie sie. Marcin jest wandejczykiem, a zna sarmacką historię lepiej od Was!
W klasie zapadla cisza i nagle slychac czyjs glosny szept
- Wanda, Wanda, SPIERDALAJ!
- Kto to powiedzial? - krzyknela nauczycielka na co Wanda podniosl reke i bez czekania wyrecytowal:
- Książę Mikołaj Mikołaj 1946 w Grodzisku.
W klasie zrobilo sie jeszcze ciszej i tylko dalo sie uslyszec cichy szept:
- Rzygać mi sie chce...
- Kto to był? - wrzasnęła nauczycielka, na co Wanda szybko odpowiedzial:
- Książę Paweł I do dreamlandzkiego premiera w 1972 podczas obiadu.
Jeden z naprawde juz wkurzonych uczniow krzyknął do nowego:
- Obciagnij mi druta!
Na to nauczycielka zrezygnowanym tonem:
- To juz koniec. Kto tym razem?
- Mikołaj Aleksander Piotr do Michasia Winnickiego w 2006 roku w Pałacu Królewskim w Almerze. -
odparl Wanda bez mrugnięcia oka. Klasa juz calkowicie popada w histerie, nauczycielka mdleje gdy otwieraja sie drzwi i wchodzi dyrektor i widząc to pandemonium, nie opanowawszy się wykrzyknął:
- Cholera, takiego burdelu to ja jeszcze nie widziałem! CISZA, JA TU KURWA RZĄDZĘ!
- Piotr Mikołaj do Kanclerza Makowskiego i reszty na pierwszym posiedzeniu KONia, 2007, Grodzisk.



Przychodzi Kaxiu do Banku Teutońskiego i mówi, że wylatuje na wakacje za granicę i prosi o kredyt w wysokości 3000 libertów na 2 tygodnie. Urzędnik prosi go o przedstawienie jakiegoś zabezpieczenia pod pożyczkę. Kaxiu wyjmuje kluczyki od Namiestnikova stojącego przed bankiem. Po sprawdzeniu wszystkiego, bank zgadza się na przyjęcie samochodu pod zastaw. Pracownik banku odbiera kluczyki i odprowadza samochód do podziemnego garażu w banku. Po 2 tygodniach Kaxiu oddaje dług w wysokości 3a000 lt i odsetki 22,50 lt. Urzednik bankowy mówi:
- Cieszymy się z udanego interesu i mamy nadzieję, że wakacje się udały. Jednakże w czasie Pana nieobecności sprawdziliśmy, że jest Pan cholernym bogaczem. Zastanawia nas, po co zawraca Pan sobie głowę pożyczka na 3000 lt?
- A gdzie do diabła w Srebrnym Rogu znalazłbym parking strzeżony dla Namiestnikova na 2 tygodnie za 22,50 libertów?

Rodzyny

Komentarze