Pokojowa akcja SAL
Ivo Danuta Karakachanow Śr, 7 sierpnia 2007
Z pamiętnika dowódcy OĆB
Zawsze lubiłem jak rozkazy zaskakiwały mnie znienacka. Przypomina mi to dzieciństwo spędzone w górskiej partyzantce. Mam dwie godziny na wydanie rozkazów, skonfiskowanie konopi baridajskiej i alkoholu, ściągnięcie ludzi z urlopów... Około godziny 9 rano stan osobowy OĆB wynosi około 80%. Ze sprzętem też nie jest najgorzej. Mamy trochę lekkich transporterów, samochody terenowe, ciężarówki. Dużo lekkiej broni (gównie automaty Karakachanowa, popularne "karachy"). Moździerze. Kilka lekkich armat polowych. Pod granice Strefy przerzucają nas Zongyańsy Lotnicy. Część moich ludzi opłynie Wandystan od południa zwykłymi pasażerskimi jachtami Mandragora ppłk. Winnickiego.
Docieramy w granice Strefy Niczyjej. Na ruinach Sigmarstadt witają nas młodzi ochotnicy zongyańsy, którzy pod naszymi rozkazami mają zajmować w pokojowy sposób Strefę. Naprędce uzbrajam oddziały i dzielę je na plutony. W godzinach popołudniowych mam spotkanie. Mandragor ppłk Winnicki, rotmistrz Czarnecki z Gellońskiego Hufca Maszynowego, ja i otoczony liczną ochroną sam Przewodniczący Szopo. Po wypiciu tradycyjnej zonyańskiej wódki ryżowej i wciągnięciu tradycyjnej wandejskiej "ścieżki" odchodzimy do swych kwater. Już niedługo realizujemy plan natarcia, "pokojowej akcji" jak mawia Prezydent Perun.
Poruszamy się dość szybko wznosząc w okolicy tumany krzu. Na południe od nas widać chmurę pyłu wzniecaną przez ciężkie kolumny pancerne GHM. Pusto i spokojnie. Nieliczni koczownicy jakich spotkaliśmy godzinę temu okazali się być pochodzenia leblandzkiego. Będąc na poziomie epoki wczesnego html"u łupanego nie są w stanie nie tylko zagrozić ale nawet pojąć tego co się dzieje. Popadam w nastrój filozoficzny i zastanawiam się nad utworzeniem rezerwatu dla nich gdzieś w okoliccach Winnicy. Może jakaś odosobniona wyspa gdzie spokojnie będą mogli polować na kukuły i wędrować w poszukiwaniu studni?
Zaczynamy się nudzić. Chłopaki z nudów testują właściwości napotkanych ziół i korzeni. Jest już kilka ofiar śmiertelnych, ale to nie przeraża reszty moich baridajskich Buffalo. GHM kopie w poszukiwaniu wody jakieś 200 km na południe. Grunt trzęsie mi się pod stopami. Mówiłem Czarneckiemu że użycie lekkich ładunków nuklearnych nie jest dobrym pomysłem.
Z dalekich rubieży dostajemy że osiągnięto granice z Lolardią i Al-Rajn. Obyło się bez incydentów. Tradycyjnie wymieniono bluzgi zza zasieków z v-arabami oraz prezerwatywy na alkohol z lolardyjczykami. Widać KSZ jeszcze nie dotarła w te rejony. Jakoś dziwnie będzie graniczyć z sarmatami na lądzie.
Budujemy skromne polowe lotnisko.
Ostatnie spotkanie z ppłk Winnickim i przybyłymi na pokładzie Air Wanda 1. Mandragorem Khandem i Prezydentem Perunem. Podsumowujemy doświadczenia, wymieniamy suweniry. Atmosfera pikniku. Misja zakończona w 100% sukcesem,
relacjonował: st. sierż. sztabowy Ivo Marija "Ingavarro" de Folvil
Rodzyny
Komentarze
Arkadij MagovHmm... Muszę też się do Was tam wybrać żołnierze...
Anarchia Napalm PerunWiwat Sarmacka Armia Ludowa! Tak wspaniale czyta się Waszą relację, że muszę SAL jeszcze gdzieś posłać!
- [żeby komentować zaloguj się]



