List gończy
Aborcjusz Struszynski, 12 września 2007

Rodzyny
Komentarze
Aborcjusz StruszynskiJakby ktoś nie wiedział, chodzi o tę bajkę o świnkach, gdzie przyszedł do nich wilk i nie chciały mu otworzyć. No, ale wilk użył perfidnej strategii i przebrany za komiwojażera od akcesoriów kąpielowych mimo wszystko wtargnął do domu świnek....
Aborcjusz StruszynskiCo było dalej? Dopiszmy własne zakończenie! Proszę, oto jesteśmy w momencie, w jakim świnki otwierają komiwojażerowi.
- Dzień dobry - ten mów.
- Dzień dobry - Odpowiada najodważniejsza ze swinek.
- A co tam Pan ma? - Zapytuje najbardziej ciekawska ze świnek. - Chyba nie chce nam Pan wcisnąć znowu jakiś noży?
Aborcjusz Struszynski- Nie, nie, nie sprzedaję żadnych noży. - Powiedział akwizytor. - Ja przyszedłem tutaj do poaństwa chcąc zaproponować...
- Ech, a mnie on wygląda na sprzedwcę noży. - Szepnęła jedna ze świnek.
- Ja też tak myślę. On sprzedaje noże. - Szepnęła inna.
- Nie, drogie świnki, ja... - Powiedział komiwojażer.
- Tak, on na pewno sprzedaje noże. - Powiedziała inna świnka.
Defloriusz Dyman Wander- Nie sprzedaję noży- odparł komiwojażer. Na czole miał sreberko od czekolady. Słońce nerwowo pobłyskiwało w sreberku. - Sprzedaję ser.
- Jako świnka nie jadam sera - powiedziała świnka. - A czy ma Pan trochę koksu?
Aborcjusz Struszynski- Czego? - Zdziwił się komiwojażer. - Przepraszam, ale mam do zaoferowania ser.
W przywiewie wiatru sreberko odczepiło się i tańcowało na wysokości twarzy. Świnki wpatrywały się. Po pewnym czasie jedna:
- A ja wam mówię, że on ma noże.
- A ja chcę koksu! - Zawołała druga.
Defloriusz Dyman WanderBalkon. Trzecia ze świnek. Patrzy na zaparkowanego pod blokiem Trabanta. Przy Trabancie: Świstak (czarna kurtka skórzana, lniane spodnie), Zielona Budka (jedwabne ponczo, okrągły kapelusz w kształcie Europy), Paparapa (długi nos, spływające potem uszy). W Trabancie: sterta koksu na tylnym siedzeniu. Ślina perli się w kąciku ust trzeciej świnki. Zza paska komiwojażera wystaje egzemplarz "Świnki na gorącym, blaszanym dachu".
Ivo Danuta Karakachanow ŚrSreberko szybuje niesione nieśmiałym podmuchem leniwego wiatru w stronę sąsiadującej z domem świnek odlewni mosiądzu. Wilk zauważywszy Świstaka, Zieloną Budkę i Paparapę oraz Trabanta wpada w panikę. Zasłania twarz wyrwaną zza paska książką.
- Wiedziałem że kiedyś przyjdą po ten dług...
- Myślicie że przehandlujemy go za trochę koksu? - Pyta druga świnka.
Michał Czarnecki- Nie - odparł Kot Tadeusz, wysiadając z Trabanta - Jego można tylko przekupić paliwem rakietowym. Taki już jest z niego kawał skurwysyna...
- A to świnia - odparł Świstak.
Aborcjusz StruszynskiTymczasem świnka przebywająca na balkonie zmontowała z trzech patyków, lepca i rozprutego swetra wędkę, za pomocą której wyciąga z auta koks. Świstak drapie się po nosie.
- Kurcze, to wszystko jest bez sensu. Ostatnim razem, jak tu przyjechaliśmy, dostaliśmy wpierdol. - Rozgaduje się Zielona Budka. - Po przyjechaliśmy do świnek?
- Nie marudź. - Świstak najwyraźniej nie ma ochoty na wysłuchiwanie narzekań.
- Ja mam złe przeczucia. Już mnie boli tutaj - Zielona Budka pokazuje na niewygojoną śliwę pod okiem.
- Jak nie przestaniesz narzekać, to znowu ci wpierdolę. - Odparł Paparapa i swoim długim nosem podrapał się po plecach.
Anarchia Napalm PerunKhand nie mógł wytrzymać i podciągnął na chwilę strój zielonej budki. Zawołał znajomym hasłem do Peruna, a ten rozpiął błyskawiczny zamek świstaka i ruszyli razem w stronę saturatora. Tymczasem, niczego nieświadomy Paparapa- Ciupak stał w słońcu, marząc wciąż o przypierdoleniu Zielonej Budce. Wkurwiał go tylko ten upał. Ale woda z sokiem przeznaczona była tego dnia zupełnie innym osobom.
Świnki biegały zajebane jak świnie po pobliskim parku. I kiedy tylko zobaczyły komiwojażera wychodzącego ze sklepu, wściekły się jak wściekłe lochy i w szaleńczym pogo rzuciły na niego, kopiąc gdzie popadnie.
- Masz kurwo, to za zamelinowanie koksu!
Aborcjusz StruszynskiKomiwojażer teleportował się na Enterprise.
- Witaj. - Przywitał go Scotty. - Jak zwykle masz farta. Miałem słaby sygnał i już myślałem, że strumień się rozpadnie w trakcie.
- No właśnie, mało brakowało, a teleportowałbyś się do Pana Boga! - roześmiał się Han Solo.
- A ty, co tu kurwa robisz? - Picard zdzielił Solo dłonią po głowie. - Zjeżdżaj do swojej bajki, fajfusie!
- Panie kapitanie! - Rozległ się metaliczny głos z naściennego spikera. - Prosimy na mostek! Kontaktuje się z nami diuk Kościński, kapitan statku Surprise, który podleciał do nas trzy godziny temu.
- O! Ale miła niespodzianka! - Zawołał Picard, podszedł do spikera, coś nacisnął i gada do ściany. - Wiecie już dlaczego raczyli się odezwać dopiero teraz, po trzech godzinach?
- Tak wiemy - Odpowiada głośnik - Kapitan chciał od razu, ale nie mógł znaleźć panelu łączności. Pół załogi szukało panelu, a drugie pół czytało manuale.
- Ciekawe, kto pierwszy znalazł. - Rzucił Picard wychodząc z pokoju.
- To ja spadam do siebie. - Powiedział Solo. - Scotty, przerzuć mnie do mnie.
- Poczekaj. - Powiedział Scotty. - Otrzymuję właśnie pakiety z Czerwonym Kapturkiem, musisz poczekać, aż odbierzemy strumień w całości.- [żeby komentować zaloguj się]



