Pierwszy raz - to chyba jak mając z 4-5 lat podpijałem ojcu piwo, "bo to na nerki"

A tak że sam z siebie z ludźmi... Ogólnie jestem abstynentem

Gdzieś tak z miesiąc temu stwierdziłem, że jak nie będzie sprawdzianu z chemii to idziemy do Alberta (taki sklep, popularny w mojej klasie, na trasie każdej integracji

) i świętuję. Pech chciał, że była to sobota, a w soboty mam treningi, więc musiałem jechać z mieczem półtoraręcznym na plecach

(2kg, 1,2m - ciężkie i nieporęczne, zwłaszcza w autobusie

). Tak więc, z tym balastem i Wesołą Kompanią szorujemy po piwo, żeby zobaczyć, czy po %-ach jestem normalniejszy niż normalnie - nie byłem, więcej mi nie dają, zabraniają mi brać miecza
