A więc zamiast kłaść się spać trochę się rozpiszę...

Pierwszą częścią Fallouta w jaką grałem była 2-ka... był to zapewne rok 98 lub 99 kiedy to siedziałem u siostry w pokoju ze wzrokiem wlepionym w monitor. To było coś! Wówczas pociągała mnie głównie, mówiąc szczerze, przemoc, bo cóż innego może pociągać ośmiolatka? ^^
Popchnęło mnie to do tego, że jakieś 2 lata później w końcu przełamałem się i po raz pierwszy zagrałem w Fallouta samodzielnie... I prawie przeszedłem

Wciąż jednak to była dla mnie tylko gierka z fajnymi spluwami i zabijaniem (może dlatego, że miałem wersję ENG [cóż, innej nie było] a ja władałem angielskim na poziomie jeszcze dosyć podstawowym ;p)...
Aż zobaczyłem 3 lata później pudełko z Sagą Fallout w gdyńskim Klifie... za 69.99zł... spojrzałem do portfela i okazało się że mniej więcej taki sam był mój stan konta. Mimo to ten jeden egzemplarz zniknął z półki - w końcu fajnie sobie zagrać znowu w Fallouta po tylu latach i to w dodatku PL

I właśnie wtedy odkryłem prawdziwą magię Fallouta... a dokładnie pierwszej części ;] I nie, nie żałuję, że wcześniej nie dorwałem się do F1. Bo to w końcu byłaby zwykła gra ze spluwami xD Cóż... dorosłem

Niedawno po raz ósmy przeszedłem część pierwszą, i wciąż czynię to z niezwykłą przyjemnością, za każdym razem znajduję co innego... (tym razem przeszedłem grę nie zabijając/atakując NIKOGO ^^)
I postaram się często odwiedzać świątynię, w której tyle to już razy kiedyś byłem

<dobija ostatnią mrówkę>
[Potem napiszę nieco więcej o F1 bo teraz spać spać spać ^^]