Numer 12/1
Arona 10.12.2001
PWW "PRASA"

Copyright © eMBe

STRONA 2
STRONA 4

Reformatorzy

Wracamy. Tym jednym słowem można streścić wydarzenia ostatnich dwóch tygodni. Dreamland, niczym mityczny Feniks, powstaje z popiołów. Będę złośliwy - na razie odradza się tylko jedna jego część - Webland, zaś pozostałe podmioty federacji pozostają w odrętwieniu. Mózg, czyli Solardia znajduje się w stanie śmierci klinicznej. Furlandia łapie drugi oddech. Co do Morlandu i Blacklock nie mam wątpliwości - dawno już zgniły i nie ma czego ekshumować... Nie wymagajmy jednak zbyt wiele -wszak wspomniany Feniks potrzebował każdorazowo aż 500 lat na odrodzenie. Czy powiedzie się reanimacja Dreamlandu? Od ostatniego odcinka głupawego serialu "JAG" wiemy już, że w cuda wierzy milion katolików, a tak się jakoś składa, że Polacy, przynajmniej oficjalnie, za takich uchodzą. Uwierzymy i w ten cud. Ogromna inflacja, drastyczne obniżenie zdolności produkcyjnych, bardzo duży deficyt w bilansie płatniczym i narastające bezrobocie. To nie obraz Polski AD 2001, tylko stan gospodarki podzielonego państwa niemieckiego bezpośrednio po II wojnie światowej, która upokorzyła III Rzeszę i uczyniła zeń europejskiego pariasa. W owym czasie tylko głupcy mogli wierzyć w powodzenie procesu odbudowy gospodarczej. RFN popadała w coraz większy chaos. W Europie powszechne było przekonanie, że raz na zawsze złamano niemiecką potęgę. I w tej pozornie beznadziejnej sytuacji pojawił się wreszcie ktoś, kto wskazał Niemcom należne im miejsce na kontynencie. Cudotwórca. Tym człowiekiem był Ludwik Erhard, późniejszy minister gospodarki. Dzisiaj Niemcy to światowa potęga ekonomiczna. Podobnie rzecz ma się z Dreamlandem. Nasze pogrążone w marazmie państwo zdaje się być opuszczonym statkiem-widmo dryfującym gdzieś na wirtualnym oceanie. Ale na horyzoncie pojawili się już pierwsi reformatorzy: jest nowy Rząd Tymczasowy, z pełnym pomysłów ministrem finansów Bartłomiejem Jasińskim (dreamlandzki Balcerowicz) i energicznym dowódcą Armii Furlandii baronem Krzycholem w składzie. Jest lakoniczny premier pierwszego rządu Weblandu - Leniad. Jest również prezydent eMBe (człowiek-instytucja), prof. Pio - nowy rektor Uniwersytetu Królewskiego. Wieść gminna niesie, że Morfeusz powrócił z zaświatów. Czy się uda? Jeśli Helmutom się udało, to i nam również powinno! Ze skąpych informacji na naszej liście dyskusyjnej wnioskuję, że PioIwi, wskrzesza "Dreamlanczyka" - niegdyś najlepszy magazyn informacyjny naszego państwa. Życzę dużo zdrowia. A' propos listy dyskusyjnej. Co prawda nie należy chwalić dnia przed zachodem słońca, ale wydaje mi się, że dreamlandzka lista swoje najgorsze chwile ma już za sobą. Mija kolejny dzień, a w mojej skrzynce jakoś nie mogę odnaleźć żałosnych listów sfrustrowanych ex- Dreamlanczyków w stylu: wypiszcie mnie stąd k..... debile!!!" Ciekaw jestem, czy nadawca tej wiadomości wie, że debil - zgodnie z klasyfikacją Światowej Organizacji Zdrowia - to zaledwie pierwszy stopień upośledzenia umysłowego. Dalej w kolejce stoi imbecyl. A od tyłu popycha go idiota, który jest już dość obraźliwym określeniem. To, czy Dreamladczycy (a więc również i ja) to społeczność debilowata, zależy oczywiście od punktu widzenia. Według nowych badań debilem (a może nawet już imbecylem) jest np. były premier Rosji Wiktor Czernomyrdin (ok. 70 IQ), czy dobrze nam znana Monika Lewinsky. Tyle o debilach.

c.d...

Powróćmy do naszych reformatorów. Sygnał do pobudki dał Webland w osobie jego namiestnika - eMBe. Nasza prowincja z dnia na dzień stała się republiką, z prezydentem, premierem i parlamentem. Zreorganizowano uniwersytet i wielka w tym zasługa zarówno starego (prof. Atilla), jak i nowego (prof. Pio) rektora. Nadal funkcjonuje Biblioteka Modernistyczna. Dreamladzka Liga Piłkarska jeszcze zipie. To te dobre informacje. Pora na złe. Sprawdziły się moje najgorsze przewidywania i okazało się, że Webland niczym nie różni się od takiego śmiesznego państwa jakim jest np. Polska. Już wyjaśniam. Kilka dni temu kliknąłem na ostatnią stroną naszego poczytnego "Głosu..." i co zobaczyłem? Prognozę pogody. To jeszcze nie sensacja. Ale temperatura, proszę państwa, temperatura... Mróz siarczysty. A ja myślałem, że Dreamland leży na zwrotniku ;) Apeluję do wszystkich obywateli o przezwyciężenie wrodzonego lenistwa i aktywny udział w życiu kulturalnym, społecznym, gospodarczym i politycznym państwa. Przez takich darmozjadów jak WY, drodzy Dreamlandczycy, nasze państwo schodzi na psy. Gdybym był Lepperem, postraszyłbym WAS zapewne gnojem lub innym specjałem z rodzinnego gospodarstwa szanownego posła Samoobrony. A tak, powiem tylko, że wstyd mi za niektóre osoby. Mam pewien pomysł, który - w moim przekonaniu- przyczyni się do wzrostu zainteresowania sprawami państwa. Jeśli obywatel nie chce pracować społecznie, czyli za przysłowiowy uścisk dłoni prezesa, to pozwolę sobie utworzyć specjalną fundację, która nagradzać będzie wybitnych (czytaj: aktywnych) współziomków. Wysokość owej nagrody niech pozostanie na razie tajemnicą. Do inicjatywy przyłączył się już mój pracodawca - Uniwersytet Królewski, liczę jeszcze na rząd Weblandu i rząd federalny. To już jednak zależy od samego premiera Marcina. Na łamach któregoś z wcześniejszych numerów "Głosu Weblandu" poruszyłem istotny temat tytułów szlacheckich w naszym wirtualnym państwie. Rzecz to wszak normalna, że człowiek chce się dowartościować. I ja to rozumiem. Rzeczpospolita pamięta czasy, kiedy co dziesiąty Polak był szlachcicem. Inna sprawa, że znakomitej większości rodzimej szlachty słoma z butów wystawała. Lata zaborów sprawiły, że moda na szlacheckie pochodzenie minęła. Obecnie, w obliczu kryzysu autorytetu władzy, coraz częściej do głosu dochodzą monarchiści. Postulat wprowadzenia nad Wisłą monarchii jest równie sensowny, co idea sadzenia ziemniaków w doniczkach. Jest to jednak swoistego rodzaju egzotyka. Czy ktoś wyobraża sobie np. dynastię Kwaśniewskich? Albo kanclerza królewskiego Kalisza? W Dreamlandzie szlachta jest ostatnio na topie. Właściwie każdy, kto choć pierdnął w słusznym interesie państwa dziś może posługiwać się zaszczytnym tytułem hrabiego, barona czy markiza. Panowie, trochę umiaru z tymi nobilitacjami... Tytułów wystarczy dla każdego. Nawet dla tych, którzy dzisiaj wyzywają nas od debili. Użyję języka ekonomistów: nieracjonalna dystrybucja aktami nobilitacji doprowadzi do deprecjacji samej instytucji szlachectwa. Rada Regencyjna powinna więc sobie ustalić jakieś limity. Gdy już w końcu wyczerpie się lista tytułów jakimi można by obdarzyć aktywnego obywatela, proponuję wprowadzić następujące: generalissimusa, duce, imperatora i Admirała Zjednoczonej Floty Pacyfiku. ( Jacques de Brolle )

Skład redakcji "Głosu Weblandu" :
Redaktor Naczelny eMBe,    Redaktor Luna,    Redaktor Evo,    Redaktor Jacques de Brolle,