|
|||||
![]() |
|||||
Co oferuje nam Traktat? - rozmowa z S. Kanikovem
Remus: Czy może się Pan przedstawić naszym Czytelnikom?
Kanikov: Sergiej P. Kanikov, hrabia Tanis. Premier i Minister Spraw Zagranicz- nych Królewskiego Rządu Scholandii. W poprzednim rządzie byłem ministrem Spraw Wewnętrznych Administracji i Infrastruktury, a w Rządzie Tymczaso- wym (powołanym na początku istnienia Królestwa) zajmowałem się samą infra- strukturą. Byłem także ambasadorem Scholandii w Królestwie Dreamland i w chwili obecnej wciąż pełnię tę funkcję, ale już jako MSZ.
Remus: Od jak dawna jest Pan Minis- trem Spraw Zagranicznych w Scholandii?
Kanikov: Ministrem Spraw Zagranicznych jestem od 4 lipca b.r. Jednak z Dream- landem mam kontakt od ponad pół roku, od kiedy zostałem ambasadorem.
Remus: Kiedy zrodził się pomysł zawarcia sojuszu między Scholandią a Dreamlan- dem i kto był pomysłodawcą?
Kanikov: Szczerze? W Scholandii było tak wielu zwolenników współpracy ze Scholandią, że nie pamiętam. Najwięcej pomysłów wyszło ze strony korony oraz hrabiego Reichenau czyli dr. Bartkiewicza, który wraz z markizem Wewiórą mają największe zasługi w tej kwestii.
Remus: Czym jest ten sojusz i jakie ma znaczenie dla naszych państw?
Kanikov: Sojusz ten jest "podstawą do współpracy". Podstawą, ponieważ sam w sobie nie reguluje wiele, jednak daje możliwość wydawania przemyślanych regulacji wykonawczych. W ten sposób wszystkie dotychczasowe przepisy oraz te, które dopiero powstaną będą two- rzyć jedną całość - łatwiej będzie się w tym połapać.
Remus: Czy zawarcie traktatu oznacza, że stosunki między naszymi państwami są na dobrej drodze?
Kanikov: Jak najbardziej. Następnym krokiem będzie wykorzystanie możliwości jakie daje ten sojusz.
Remus: O jakiej współpracy jest mowa w traktacie sojuszniczym?
Kanikov: Polityka zagraniczna - traktat mówi o konsultowaniu się w tych spra- wach i wzajemnej informacji. Bezpieczeń- stwo - teraz jesteśmy zobowiązani do
wzajemnej pomocy w sytuacji zagroże- nia. Gospodarka - mamy obowiązek usku- tecznić wymianę gospodarczą. Prace nad tym potrwają zapewne jeszcze dość długo (ze względów technicznych - nasze systemy różnią się od siebie), ale traktat daje taką możliwość i wręcz obliguje nas do starania się, aby zapewnić przepływ pieniądza, towarów, usług etc. Najważ- niejszym jednak (choć chyba najbardziej prozaicznym) faktem jest posiadanie wszelkich praw (oprócz prawa wyborcze- go i piastowania wyższych urzędów państwowych) obywatela jednego pań- stwa w królestwie sojuszniczym. Dzięki traktatowi możemy szybciej zawierać kolejne sojusze. Nie są już potrzebne podpisy naszych władców, przedstawicieli rządów, a nawet MSZ'etów. W wielu przypadkach wystarczać będzie regulacja wykonawcza członków komisji traktato- wej, których wybierają sygnatariusze traktatu.
Remus: Czy nasze państwa mogą coś zyskać na tym sojuszu?
Kanikov: Myślę, że po analizie poprzed- niej odpowiedzi czytelnicy sami odpowie- dzą sobie na to pytanie. Teraz możliwa jest bardzo bliska współpraca między obywatelami państw sojuszniczych przy jednoczesnym zachowaniu suwerenności. To jest cel tego sojuszu i moim zdaniem "zysk". :-)
Remus: Czy zawarcie traktatu oznacza, że będziemy mieli wspólny rynek gospo- darczy?
Kanikov: Nie... jeszcze nie. Traktat mówi o wymianie walutowej i towaro- wej. Jednak ze względów technicznych nie jest to jeszcze dzisiaj możliwe. Wspól- ny rynek wymaga utworzenia "mostu", który połączy Triglav z naszym systemem gospodarczym. Alternatywą mogłoby być wspólne stworzenie nowego sytemu gospodarczego. Nie sądzę jednak, abyś- my się na to zdecydowali. Obie strony włożyły bardzo dużo pracy w swoje obecne systemy.
Remus: Czy nasze firmy, jak i Wasze, będą mogły zakładać swoje filie w zaprzy- jaźnionych państwach - w Scholandii i w Dreamlandzie?
Kanikov: Jak najbardziej. Jednak na dzień dzisiejszy nie będzie to wyglądało jeszcze tak jakbyśmy chcieli. Niemożliwy jest przepływ towarów... Dreamlandzka firma będzie musiała zaczynać w Scho- landii "od nowa". Będzie miała dotychcza-
sową renomę, jednak nie ma możliwości przeniesienia kapitału.
Remus: Podpisanie traktatu sojusznicze- go oznacza pewnie zarazem pomoc militarną w razie kłopotów z innym państwem?
Kanikov: Tak. Wspomniałem już o tym. W razie bezpośredniego ataku jesteśmy zobowiązani niezwłocznie udzielić sobie aktywnej, zbrojnej pomocy.
Remus: A sport? Będą może jakieś rozgrywki klubowe między naszymi pań- stwami? Czy może nawet wspólna liga?
Kanikov: To już zależy od animatorów sportu w obu państwach oraz od chęci obywateli do udziału w tego typu przedsięwzięciach. Mam nadzieję, że uda się zachęcić Scholandczyków do Ligi Hokeja. Podoba mi się ta gra :-).
Remus: Teraz pytania bardziej na luzie. Napewno zwiedzał Pan nasze państwo. Jak się Panu u nas podoba?
Kanikov: Lubię Dreamland. Przede wszystkim to kulturalne państwo. Wyda- wało by się, że to banał, ale jednak... nie wszędzie znajdziemy taką kulturę wypo- wiedzi. Państwo wirtualne to Jego Oby- watele. Szanuję, podziwiam i bardzo lubię wielu obywateli Dreamlandu. Jako amba- sador, a teraz jako Min. Spraw Zagra- nicznych udało mi się zawrzeć wiele ciekawych znajomości, a nawet przyjaźni. Mam zamiar przyjechać na dłużej do Dreamlandu, ale jeszcze nie wiem kiedy.
Remus: Jako człowiek z zewnątrz, co by Pan zmienił w naszym państwie na lepsze?
Kanikov: <śmiech> cóż... stworzyłbym możliwość rejestracji dla osób nie będą- cych obywatelami Dreamlandu i dał możli- wość otrzymania numeru NIM na "spec- jalnych" zasadach. Myślę, że to kwestia czasu.
Remus: Za jakiego człowieka uważa Pan naszego Króla eMBe? Nie jest to pytanie na tle politycznym. Po prostu chcemy wiedzieć, jak nasz Król jest postrzegany za granicą w innych panstwach.
Kanikov: Niezbyt skory do ceremonii; myślę, że stanowczy i zapracowany. Więcej nie powiem. No... tajemniczy, ale to dlatego, że czasem trudno o kontakt z JKM eMBe.