Numer 5/1
Arona 11.08.2001
PWW "PRASA"
Copyright © eMBe
Posła sen nocy letniej
Logiczną (i prawnie usankcjonowaną) konsekwencją rozwiązania
Parlamentu (de facto dotyczy to tylko Sejmu, bo dreamlandzkiego Senatu nie
sposób rozwiązać) jest rozpisanie nowych wyborów. Otóż król niedawno skorzystał
z resztek swoich uprawnień i podziękował naszym posłom za pracę. Tak się więc
składa, że teoretycznie mamy niecodzienną okazję "pasjonować się" dwiema
kampaniami wyborczymi. Teoretycznie, bo ta w wydaniu rzeczywistym jest zawsze
(przynajmniej nad Wisłą) okresem burzliwych- i stojących zazwyczaj na niskim
poziomie - debat i dyskusji na tematy mniej lub bardziej oscylujące wokół
dylematu - jest źle czy bardzo źle? I jak odbudować nasz biedny kraj po rządach
poprzedniej ekipy? W Dreamlandzie takich pytań nikt nie stawia, bo i przesłanek
ku temu nie widać. Gospodarka rozwija się, mamy wolny rynek, nie trzeba nikogo
lustrować, niczego dekomunizować, prywatyzować, reprywatyzować i deratyzować.
Arkadia. Może właśnie z braku takich problemów dreamlandzkie partyjki, niepewne
zapotrzebowania na świadczone prze nie usługi, programowo parają się wymyślaniem
fikcyjnych problemów w postaci bezrobocia (tak jakby istniał przymus pracy),
niedostatków kodeksu karnego, cywilnego czy budowlanego. Ale nawet tym zajmują
się tylko sporadycznie, zadowalając się figurowaniem na liście parlamentarnych
ugrupowań. Ten bezruch i totalny zastój w interesie dziwi zwłaszcza teraz, na
kilka tygodni czy nawet dni przez nowymi wyborami. Czy więc polityka nikogo w
Dreamlandzie nie interesuje? Nie sądzę...
Nasi obywatele nie są aż tak
apolityczni i ambiwalentni w stosunku do władz jak można by przypuszczać. Na
kilkuset mieszkańców naszego cyber-państwa aż 80 to członkowie sześciu ugrupowań
politycznych, nie mówiąc już o tych nie zrzeszonych, a sprawujących rozmaite
urzędy w państwowej administracji. Czy mając tak rozpolitykowanych współziomków
można w ogóle mówić, że nikogo nie interesuje kto będzie otrzymywał poselską
jałmużnę, pardon - dietę?
Przeglądając się liście partii z przyzwyczajenia
doszukujemy się podziałów na lewicę i prawicę. Próżny wysiłek, bo nazwy
ugrupowań nic nam nie powiedzą. Mamy partie sukcesu, optymizmu, jedną
monarchistyczną, nawet jakaś demokratyczna się trafi. Jednakże wystarczy zajrzeć
do programu któregokolwiek z ugrupowań by stwierdzić, że w przeważającej mierze
mamy do czynienia z osobami o przekonaniach prawicowych, spod znaku Unii
Wolności, PiS-u, czy Platformy Obywatelskiej. Przypuszczam, że znalazłoby się
miejsce dla sympatyków Unii Polityki Realnej. A jak wyglądają te programy?
Pomijam fakt, że partyjne strony aktualizowane są z częstotliwością występowania
zaćmienia słońca. Programy naszpikowane, niczym arbuz pestkami, karygodnymi
błędami ortograficznymi rażą idiotycznymi sformułowaniami i brakiem znajomości
podejmowanego tematu. Przypominają one raczej tworzenie sztuki dla sztuki. Obok
niewiele znaczących i bezsensownych deklaracji o staniu na straży wolności
słowa, sumienia, itp. (tak jakby ktoś próbował ją nam odebrać), mamy zapowiedzi
wprowadzenia podatku liniowego, zniesienia podatków (nieaktualne), liberalizacji
gospodarki (co tu liberalizować?) i rozbudowy armii ;-). Wchodząc na strony
poszczególnych ugrupowań można odnieść wrażenie, że życie polityczne w państwie
o nazwie Dreamland kwitnie w najlepsze. Niektóre partie wchodzą w sojusz z
innymi, tu i ówdzie spotykamy się z zapowiedziami wydawania partyjnego
biuletynu. Niemalże jak w rzeczywistości. Równie dobrze można jednak zachwycać
się kolorystyką stolca. Dreamlandzkie partie istnieją tylko na papierze, a w
chwili obecnej znajdują się w fazie głębokiego snu zimowego, czy nawet anabiozy.
Analizując treść niektórych programów można odnieść wrażenie, że osoba która
wypociła podobne rewelacje miała tymczasową przerwę w dostawie tlenu do mózgu.
c.d.
Obecnie istniejące ugrupowania są z politycznego punktu widzenia
bezsensownymi... tworami politycznymi. Tym bardziej dziwi fakt, że partie
skupiają całą "śmietankę" kulturalną i społeczną Dreamlandu. Mam tu na myśli na
przykład Dreamlandzką Partię Monarchistyczną, zrzeszającą praktycznie cały rząd
i arcyksięcia - regenta dla okrasy. W czasie dwudziestolecia międzywojennego
mieliśmy BBWR, teraz mamy Blok Wspierania Króla. A przynajmniej takie można
odnieść wrażenie czytając program DPM, która za cel stawia sobie m.in.
"wzmocnienie roli szlachty w życiu Dreamlandu". W ten sposób można się
dowiedzieć, że -tak jak w życiu- obywatele są równi i równiejsi. Konstytucyjne
"wszyscy są równi wobec prawa" jest tu jawnie łamane i należałoby postarać się
by stosownie ukarać naszych monarchistów. Proponuję chłostę i łamanie kołem:) A
dla ociemniałego monarchy patrzącego przez palce na wybryki swych podopiecznych
przymusowy urlop w zamorskim kurorcie (w rześkim syberyjskim klimacie).
Osobiście śmieszy mnie fakt, że Dreamlandzka Partia Monarchistyczna, swoisty
dziwoląg, realizuje swój kuriozalny program w sojuszu z Demokratyczną Partią
Dreamlandu, będącą raczej lokalnym solardzkim ugrupowaniem i z rojalizmem mającą
tyle wspólnego, ile czerwone szelki ze spawarką.
Na dreamlandzkiej scenie
politycznej ranking partii zestawionych według liczby członków przedstawia się
następująco:
1. DPS (Dreamlandzka Partia Sukcesu) - 19 członków
2.
Dreamlandzka Partia Uzasadnionego Optymizmu i DPM - po 17 człoków
3. DPD -
15 członków
Na szarym końcu znajduje się nowa Unia Reform i Zieloni.
Powyższe zestawienie sporządziłem na podstawie witryn internetowych ww. partii.
Jak już powiedziałem- aktualizowanie nie jest mocną stroną tychże witryn, tak
więc jeśli zdarzy się, że dana partia zamiast 17 liczy 117 członków, lub że już
w kwietniu rozpadła się - proszę nie mnie o to nie winić.
Należy dodać, że
wszystkie partyjne programy wprost emanują życiowym optymizmem, entuzjazmem,
wiarą w przyszłość i pomysłami na lepsze jutro. Zupełnie jakbyśmy czytali
sensacyjne rządowe raporty którejś z republik środkowoamerykańskich o
przewidywanym wzroście cen bananów na światowym rynku i wynikających z tego
faktu dodatkowych wpływach do państwowego budżetu wynoszących aż 0,017% PKB.
Ponieważ o zmarłym źle się nie mówi, nie będę podawał dokładnej liczby ustaw
przyjętych bądź chociaż zainicjowanych przez rozwiązany niedawno śp. Sejm.
Nie twierdzę, że partie nie są w Dreamlandzie potrzebne. Jednakże pomyślane
jako urozmaicenie życia politycznego, dodatkowa atrakcja i może pole do popisu
dla naszych Likurgów nie spełniają swego podstawowego zadania - dostrzegania i
eliminowania rzeczywistych problemów. A największym problemem jest typowy dla
XII wiecznych państw europejskich ustrój Dreamlandu. Taki stan rzeczy stanowi
zapewne pokłosie młodzieńczych lektur naszego Demiurga, który naczytał się przed
laty tak popularnych przecież utworów fantasy. Akcja tych utworów osadzona jest
najczęściej w bajkowych królestwach, których mieszkańcy (tzw. poddani króla-
stąd zapewne pochodzi oficjalne określenie obywateli Dreamlandu używane m.in. w
Konstytucji naszego imperium) są nie dość, że pochłonięci wyrzynaniem leśnych
zezowatych stworów czyhających na ich córki, to jeszcze na tyle ociemniali, że
gotowi są za swego króla oddać życie w poszukiwaniu np. jakiegoś Graala. Ale o
tym może innym razem.
( Jacques de Brolle )
Skład redakcji "Głosu Weblandu" :
Redaktor Naczelny eMBe,
Redaktor Luna, Redaktor Evo, Redaktor
Ragen, Redaktor Jacques de Brolle,