Numer 6/1
Arona 18.08.2001
PWW "PRASA"
Copyright © eMBe
Hrabia z laptopem...
Hrabia z laptopem, czyli czeski film po
dreamlandzku.
Jako prywatna osoba występuję po raz pierwszy na łamach
prasy dreamlandzkiej. Chęci podzielenia się z innymi obywatelami tego świata
opierałem się przez pełne dwa tygodnie, lecz chyba nadszedł czas na
podsumowania.
Trudno w to uwierzyć, ale po parunastu dniach bycia obywatelem
Dreamlandu, po osiągnięciu w ciągu tych dni bardzo zaszczytnego stanowiska, nie
jestem sobie w chwili obecnej w stanie odpowiedzieć na pytanie: co dalej? do
czego dążymy? jak tu MA być?
Jednak muszę przyznać sobie ten sukces, iż wiem
chyba, co jest powodem tej mojej niepewności. Otóż wiedzcie, że jest nią
sprzeczność. Sprzeczność pomysłów, sprzeczność zamiarów, sprzeczność interesów.
Przez dwa tygodnie starałem się zasymilować z tutejszą społecznością, choć
absolutnie nie leży to w moim charakterze. Efektem jest odkrycie, że nie ma
szans zasymilować się z Weblandem, trzeba wybrać opcję.
Zadaję więc otwarte
pytanie: czy Dreamland to świat, w którym dążymy do osiągnięcia poziomu
science-fiction, czy może społeczność dążąca do osiągnięcia poprzez łącza
internetowe jak najwyższego poziomu realności. Jeśli to pierwsze, to po co nam
prawa, czemu zwracamy się do siebie na 'ty', a nie tytułami, czemu nie latamy
spodkami lub z nieba nie lecą pieniądze? Jeśli to drugie, to dlaczego
dreamlandzkie instytucje państwowe nie przypominają tych 'realnych', po co te
archaiczne tytuły szlacheckie, po co król, i czemu nie ma zdarzeń losowych?
Określę to jednym słowem: niekonsekwencja. Nie winię nikogo za taki stan
rzeczy, tak być musiało, jeśli każdy kto przychodzi, dokłada według własnego
upodobania nowe elementy. Ale czy tak musi być już zawsze?
Ja, przyznam się,
nie potrafię żyć nie wiedząc kim tak naprawdę jestem i co tak naprawdę robię.
Jestem obecnie rektorem uniwersytetu i - przysięgam - nie wiem, czy budować
go na sposób zbliżony do zwyczajów akademickich praktykowanych na całym świecie,
które nie są mi obce, czy odwrotnie - puścić wodze fantazji.
Jako rektor
otrzymuję wiele maili od wysoko postawionych osób. Nie uwierzycie, jak różne w
nich znajduję sugestie. Jedni naciskają na rozbudowę uniwersytetu, inni zaś
twierdzą, że w Dreamlandzie 99% kierunków 'realnych' nie ma racji bytu. Więc
pytam: czy uniwersytet w Weblandzie ma funkcjonować na zasadzie "tajnych
kompletów w piwnicznej izbie", czy w miarę możliwości być istotnie
uniwersytetem. No i sprawa kształcenia. Czy dyplom uniwersytetów dreamlandzkich
ma być tylko potwierdzeniem wpłaty pieniężnej dokonanej przez "studenta"? Czy
też choć w jednej setnej procenta ma być oparty na jego wiedzy. Bo jeśli to
pierwsze, to lepiej było założyć w Elsynor kiosk z pamiątkami.
c.d.
I pytanie najważniejsze: czy kształcić tylko realnych obywateli, czy
przeliczyć wszystko na potencjalnych "wirtualnych" studentów?
Ktoś kiedyś
powiedział, że w Dreamlandzie jest zbyt mało obywateli, ażeby mogła funkcjonować
gospodarka i finanse. Dlaczego więc, skoro posiadamy wirtualne wyspy i miasta,
nie posiadać wirtualnych obywateli? Jeśliby założyć, że Elsynor ma powiedzmy
10.000 osób, to co semestr znalazło by się co najmniej paruset studentów,
tysiące chodziłyby na mecze, wszyscy chodziliby do restauracji, niektórzy
kupowaliby meble, inni znów samochody itd. itd. Dochody każdej firmy i
instytucji powinna określać niezależna i wybieralna komisja, na podstawie
zapotrzebowania, kursu akcji, zaawansowania stron internetowych i aktywności.
Powołanie do istnienia w Dreamlandzie hipotetycznych mas wirtualnych
obywateli rzuciłoby rynki zbytu i działalność WSZYSTKICH firm i instytucji na
szerokie wody. Teraz to jest, jak mówią w pewnym kraju "Die toten Hosen", innymi
słowy: cisza na morzu albo po prostu zastój.
Pomyślcie, drodzy czytelnicy,
realnie. Czy armia Weblandu złożona z 10 osób to nie jest twór mogący zabijać
jedynie śmiechem? Czy uniwersytet może rzeczywiście nauczyć w ciągu miesiąca
realnego obywatela języka obcego? Czy sklep meblowy zarobi na siebie mając w
zasięgu wzroku maksymalnie dwie setki klientów i jeszcze ze dwóch konkurentów?
Gdybyśmy generowali wyniki firm i instytucji na podstawie nie tylko nas,
rzeczywistych obywateli, ale nas wraz z tysiącami głów szarej masy, to byłby
dopiero realizm wirtualny. Teraz możemy się tylko rzucać jak ryby na piasku, a
na szerokie wody nie wypłyniemy.
Ustalmy też, w atmosferze jakiej epoki i
kraju żyjemy. Czy wiek XXI z myśliwcami i komputerami, ale bez earl'ów, diuków i
namiestników, czy w średniowiecznej Anglii z pięknymi tytułami, włościami,
wojnami, turniejami rycerskimi, ale bez McDonald'sa i szybów naftowych. Nie
bądźmy naraz poddanymi faraona i internautami z Matrixa, menedżerami i hrabiami,
namiestnikami i dyrektorami.
Błagam, bądźmy konsekwentni! Jeśli mamy firmy,
to nie bądźmy hrabiami, tylko np. generalnymi dyrektorami. Markiz z komórką i
margrabia z laptopem! Nie ośmieszajmy się przed światem.
Ustalmy coś, czego
wreszcie można by się uchwycić, zamiast przebierać się co chwilę z garnituru w
zbroję w zależności od otrzymanego przed momentem maila.
Ja mam dość
realności w realu, dlatego apeluję o dążenie w kierunku mistycznego świata
średniowiecza, dzięki czemu król stałby się nam naprawdę potrzebny.
Jeśli
ktoś doczytał aż dotąd, to po pierwsze dziękuję, a po drugie zapraszam do
dyskusji.
( Atilla )
Skład redakcji "Głosu Weblandu" :
Redaktor Naczelny eMBe,
Redaktor Luna, Redaktor Evo, Redaktor
Ragen, Redaktor Jacques de Brolle,