Nie mówię tu o narodowcach, a na przykład o związkowcach, przedstawicieli zawodów i tak dalej.
Nie przesadzaj... jakoś specjalnie brutalnie ich nie traktują (do czasu gdy zaczynają te "pokojowe" demonstracje robić rozróby), znowu raczej byłbym skłonny policji zarzucić brak zdecydowania w robieniu porządków niż nadmierną brutalność, oczywiście do czasu bo gdy zaczyna się walka z tłumem to trudno być delikatnym. W każdym razie z życiowej obserwacji wiem jedno - po 15 minutach od takiej rozróby nie ma już nikogo przypadkowego, kto nie chce tam być. A wcześniej to policja raczej nie zaczyna działań z użyciem bardziej drastycznych środków przymusu.
A pobłażanie tym burdom i ich uczestnikom to z zasady się kończy gdy zaczynają zagrażać naszemu spokojowi, naszemu majątkowi, okolicy gdzie mieszkamy itd. Wtedy to najchętniej chcielibyśmy by ich od razu wystrzelali. :wink: Dopóki to jest daleko w TV, to biadolenie jaka ta policja brutalna, jak bije "biednych" demonstrantów, jak się zadyma zbliża w realu do naszej chałupy to zaczyna się awantura na zasadzie "czemu ta policja nic z tym nie robi?".
...oburzeniu obywateli wobec władz Polski
A wracając do tego rzekomego oburzenia obywateli na rząd to żyję na tym świecie już prawię pół wieku, z tego 25 lat w obecnym ustroju i jakoś nie pamiętam, aby ludziska były zadowolone z jakiegokolwiek rządu. Byli "oburzeni" na każdy, który był - na jeden szybciej, na drugi nieco później, ale w społeczeństwie ustawicznych narzekaczy, marudów i ludzi wiecznie niezadowolonych to sarkanie na każdy rząd jest normą. Powód zawsze się znajdzie, bo zawsze jest jakaś grupa uważająca się (zwykle tylko oni tak uważają) za pokrzywdzonych, albo wymagających aby władza za nich rozwiązała wszystkie ich problemy.
Jak czasem słucham tych bredni w TV, to odnoszę wrażenie, że społeczeństwo zidiociało już do szczętu - mają pretensje o wszystko, nawet o to że sami są za leniwi by zrobić cokolwiek w swojej sprawie (np. przeczytać podpisywaną umowę, przeczytać dostępne przecież obecnie bez trudu akty prawne zanim zaczną cokolwiek załatwiać itd.), ciągle żądają by to ktoś za nich myślał, by prowadził za rączkę i zawsze jest winna "władza"... oni nigdy choćby tylko siedzieli i walili "owocowe" pod sklepem.
Państwo ma im dać, ma rozwiązać ich problemy, ma za nich myśleć. Ludziom się już we łbach do końca poprzewracało - sami nie robią nic w swoich sprawach, a tylko siedzą i biadolą narzekając na kolejne rządy (i tak od 1989... w sumie przedtem też, ale powiedzmy wtedy było na co - system był na tyle idiotyczny, że czasem się nie dało normalnie działać). Najwięcej zresztą narzekają z zasady ci co sobą najmniej reprezentują i są największymi leserami. Znam takiego "działacza związkowego" (też do W-wy na te spędy jeździ), z racji pewnych wspólnych zainteresowań miałem okazję go widzieć nie raz przy pracy (fakt dobrowolnej i niezawodowej na rzecz naszego stowarzyszenia) i gdybym miał takiego w normalnej robocie, to bym go pewnie po 3 dniach na zbity pysk wywalił. Ale narzekać i pyszczyć na kolejne rządy to on umie wzorowo... tylko zrobić cokolwiek z sensem już nie bardzo.
Dzisiaj to wszystko jest "wina Tuska", ale przedtem był Kaczyński i wcale nie było lepiej (narzekających też mniej nie było), przedtem Belki, a wcześniej Millera (też narzekali), na wcześniejszy rząd Buzka oczywiście również, a na Cimoszewicza jeszcze więcej bo im prawdę w oczy powiedział. Wcześniej sięgał nie będę... ale też narzekali, protestowali i obarczali wszystkimi swoimi niepowodzeniami kolejne rządy. Najwięcej ci co najmniej robili, albo robili najwięcej głupot.
Tak jak napisałem wcześniej o tych krzykaczach - to samo z narzekaczami... ich słychać znacznie głośniej niż tych co to nie narzekają, sami dbają o siebie i o zapewnienie sobie odpowiedniego do swoich umiejętności (i nie mam tutaj na myśli bynajmniej tych produkowanych masowo magistrów "od niczego", co to w PRL-u by nawet matury nie zdali, bo połowa nie potrafi poprawnie i bez błędów paru zdań we własnym języku sklecić) poziomu życia. Polakom (tej głośnej części) nigdy się żaden rząd nie podobał i założę się, że żaden podobał się nie będzie. Najpierw łykają jak pelikany, ten cały przedwyborczy populizm, a potem tą całą sieczkę z telewizora i innych brukowców.
To wszystko mi zaraz przypomina paru znajomych, których obserwuję - nie mają roboty, to rząd jest winny... a na pytanie "a zacząłeś choć szukać" pada od powiedź - "a po co przecież nie ma". I winny jest oczywiście Tusk... jak nie będzie Tuska, to winny będzie kolejny, i następny... i kolejny...