No cóż... podstawówka jak każdy wtedy (tyle, że kiedy jeszcze było "normalnie" czyli 8 klas), potem liceum. Początkowo kierunek mat.-fiz. (choć to raczej dzieło przypadku niż jakiś zamierzeń - ot lepiej czułem się "w ścisłych"), potem zmieniłem na "ogólny", ale nie ze względu na jakieś problemy z matematyką czy fizyką, a na konflikt z belferką "od polskiego" (nawiasem mówiąc sekretarzem szkolnej POP, ale konflikt nie miał nic wspólnego z polityką - mimo "burzliwych lat 80-tych", od polityki zawsze trzymałem się z daleka). Ale po roku poszedłem do roboty i przeniosłem się do zaocznego.
Po skończeniu szkoły... zgłosiłem się do armii. W sumie i tak w ciągu pół roku by mnie wzięli (na studia się nie wybierałem - 5 lat uznawałem za stratę czasu, a kiedyś to nie było 3-letnich licencjatów, a studia były normalne po 5 dni w tygodniu i koło 8 godzin dziennie), a tak mniej więcej mogłem sobie wybrać charakter służby. Dwa lata "woja", a potem... w nim zostałem na zawodowego i tak 20 lat minęło. No a potem emerytura i... różne zajęcia - jak się ma ten komfort, że ma się z czego żyć to sobie można zmieniać, jak się znudzi.
Nijakiej "kariery naukowej" nie robiłem... bo za leniwy na to jestem - a jeśli uznać to, że czasem w pewnej dziedzinie (historyczna broń strzelecka) mnie publikują (i za to płacą) czy zaciągają opinie ludziska "z branży" z "literkami przed nazwiskiem" (czasem i z "dr"), to już wynik typowego samouctwa, w zasadzie od dzieciństwa. Bo czytać się uczyłem na książkach śp. Janusza Magnuskiego - a nie jakiś bajkach itp. W sumie nigdy nie przeczytałem żadnej literatury dziecięcej czy młodzieżowej (no chyba, że w szkole zmusili - ale skuteczność mieli "średnią") i nie znałem nic z tej materii, za to jako 7-latek potrafiłem rozpoznać i opisać praktycznie każdy, bardziej znany sprzęt wojskowy z DWS.

...może w Bydgoszczy.
W razie czego mój znajomy prowadzi parę knajpek ze zniżkami dla studentów...
