Poranek w Bengazi był cichy i słoneczny ludzie leniwie, z głowami wlepionymi w Przegląd Bialeński maszerowali ku swym zakładom pracy i nie mogli uwierzyć w to co czytali. Na stronie głównej znajdowało się ogłoszenie, sygnowane znakiem znanej organizacji paramilitarnej, Tygrysów Spirkina, oznajmiające, że utworzone zostały Niezależne Emiraty Bengazji i Gór Wysokich. Ludzie nie wiedzieli jak ta decyzja władzy wpłynie na ich żywot, ani jak zareagują na to władze w Wolnogradzie. Wykorzystać to w interesach postanowił młody gangster, Iwo von Rotten. Znajdował się on własnie na spotkaniu ze współspiskowcami w piwnicach podupadającego Hotelu Powstańczego, dawnej dumy Bengazi. Ten kompleks od lat znany był ze współpracy z podklasą, a jego podziemia stanowiły gigantyczny labirynt, z którego istniało wiele dróg ucieczki.
- No cóż panowie, plan jest następujący. - zaczął Ivo.
- Nie, nie, nie, młody - przerwał mu starszy kompan, zwany Niki Spoko - tak Ci się nie uda, już na początku nie wzbudzasz należytego respektu.
- Należytego respektu? A może jak ci tak zapakuje kulkę w łeb to skończysz pie

olić co Niki?
- No, i to rozumiem, jedziesz!
- Primisz ten nasz prezydent od siedmiu boleści to antyEmiracki faszysta i ma po swojej stronie armie i oni nie pozwolą na rozłam, zresztą szłyszałem że chcą broni atomowej użyć... - w tym momencie wtrącił się dotąd milczący mężczyzna siedzący u rogu stołu.
- Olej Primisza, Erni, lada chwila Swarzu go załatwi, już zresztą zaczął podchody... - odrzekł Iwo.
- Zaczął podchody? - wtrącił się Niki - Swarzu już się kończy i sam saolonowcom nie da rady!
- Niki, Ty musisz być walnięty, jeśli myślisz, że przez tak długi okres sprawowania władzy można nie narobić sobie stronnictwa.
- No to opowiedz nam o tych podchodach. - wtrącił się Abdullah Kwark, ekspert od pirotechniki.
- Czy Wy naprawdę nie przeglądacie raportów od naszych kapów?
- No cóż gorąco jest i wiesz dziewczynę poznałem i tak jakoś... - tłumaczył się Abdullah.
- Myślisz nie tą częścią ciała co trzeba, i oto efekty, a niby jesteś dwanaście lat starszy ode mnie, weź Ty się ogarnij, dynomłocie!
- Ty mi po prostu zazdrościsz, bo na ciebie żadna nie leci.
- Ta, zazdroszczę Ci, że do dwudziestego trzeciego roku życia jeździłeś na zjazdy fanów trolla Igora z tego głupiego niedzielnego teleturnieju dla dzieci na Bialsacie.
W tym samym czasie kiedy oni się kłócili, wiele kilometrów dalej w Wolnogradzie szalała ulewa, młody mężczyzna kierował się szybkim krokiem w stronę budynków rządowych. Mijał bez słowa czy nawet spojrzenia dziesiątki osób. Ze wzrokiem utkwionym w swój cel szybko pokonał schody i nawet nie zwalniając minął portiera który zignorował gościa. Celem młodziana było biuro nr 116, na siódmym piętrze.W tymże budynku urzędował Michalski i przyzwyczajał się do warunków biura poselskiego. Gdy student kroczył do biura, w pokoju poselskim toczyła się dyskusja. Mimo wytłumionych ścian słychać ją było już dwa pietra niżej.
- Ale jak to ty nic nie wiedziałeś Michalski?! - dudnił wzburzonym głosem starszy mężczyzna.
- A skąd mogłem, co ja, mafiozo z kapami?! - odrzekł KJM.
- Wypadało by jednak żeby minister...
- Wypadałoby żeby co, żebym podsłuchy zakładał?
- Żeby się ogólnie orientował.
- Mamy w tym kraju Policję, niech wreszcie zajmie się czymś pożytecznym, a nie tylko przeszkadzaniem uczciwym obywatelom.
- Michalski nie pozwalaj sobie, gdyby nie ja to już byś wisiał, twoje spiski są tak nieudolne, że to cud, że do Primisza to jeszcze nie doszło.
- Tak, akurat, zupełnie tak jakby coś mi się stało po ujawnieniu tego, co z Rohanem zrobiłem.
W tym momencie do pokoju wszedł młody mężczyzna.
- Dzień dobry, szukam posła Michalskiego. Zastałem margrabiego?
- A, jesteś wreszcie, zaledwie trzy godziny spóźnienia... - powiedział surowym głosem starszy mężczyzna.
- To i tak mało w dzisiejszych czasach, Brzetysławie. - rzekł Michalski.
- Bo te dzisiejsze czasy to jedna wielka dekadencja, pierwi takie coś by się skończyło dożywotnim skreśleniem we wszystkich zakładach pracy w promieniu stu kilometrów.
- Przepraszam, panie Brzetysławie że się wtrącę, ale zobaczcie te kilka gazet - Goniec Czarnoleski, Merkiusz Furlandzki, Kurier Dreamlandzki, Głos Rotrii i wiele więcej - powiedział to młodziak rzucając gazety na stolik do kawy.
- Młody, Ty chyba wiesz, co sądzę o zagranicy... - odrzekł chłodnym głosem Brzetysław.
- Brzetysław! Ty nawet nie patrzysz na nagłówki, zobacz... - powiedział bardzo zaskoczony Michalski - No "Kryzys polityczny w Sarmacji", "Książe Ivo Hugo abdykuje", a w Al-Rajńskich gazetach, gdzie zawsze przesadzają "Wojna domowa w Sarmacji". Co robimy?