Sondaże by wskazywało że takich ludzi nie jest aż tak wielu.
Pomimo posiadania całkiem sporego elektoratu pozytywnego, ta partia ma jednak prawie największy elektorat negatywny. Można więc stwierdzić, że jednak wiele osób, które nigdy nie zagłosują na PIS (w skrajnym przypadku odpuszczą sobie głosowanie w ogóle) i o to mi chodziło.
Elektorat negatywny większy od PIS-u to ma chyba tylko Palikot i spółka - jeżeli elektorat negatywny wynosi dobrze ponad 30% społeczeństwa to uzasadnionym jest pisanie o "wielu" - 1/3 społeczeństwa to jednak "wiele".
Mi do PiSu daaaaleeeko, ale nie lubię takiego wyrzygiwania się na PiS i straszenia nim jak piątym jeźdźcem apokalipsy. PiS u władzy już było, nie szło im najlepiej - ale też nie aż tak bardzo gorzej, a państwo jak było tak jest. Więc bez paranoi 
Nie zrozumieliśmy się... owszem jak słusznie zauważasz nie szło im najlepiej (ale minęło trochę lat i wielu o tym zapomniało, a niektórzy nie pamiętają - stąd większy odsetek bardzo młodych głosujących obecnie na ta partię).
Oczywiście - że nawet PIS nie jest w stanie zniszczyć państwa... pewne mechanizmy to chronią i żaden, najgorszy nawet rząd tego nie dokona legalną drogą. Pisząc o "obrzydzeniu" w stosunku do PIS to nie należy mylić tego ze strachem przed nimi - to raczej "odruch wymiotny" na to wszystko co ta partia i jej politycy sobą reprezentują.
Jak ktoś przeżył 22 lata w PRL-u, potem pierwszą pieciolatkę "zmian systemowych" i radził sobie całkiem nieźle to naprawdę trudno go jakąś partią "zastraszyć" - strach i obrzydzenie to dwa różne uczucia....
Bo o ile wiadomo, że PPPP był kabaretem (czy się udał to nie wiem - miał ilu, 4 posłów? I to wtedy gdy nie było progu wyborczego, więc i Korwin był w Sejmie)
Ale ja wyraźnie pisałem o 1991 i Rewińskim - 16 posłów. Byliby ponad progiem - nawet wtedy gdy on się pojawił wtedy. Doskonale pamiętam - to był wtedy naprawdę pewien fenomen, a do tego paru posłów, którzy weszli właśnie dzięki PPPP potem działało w poważnych ugrupowaniach.
To UPR Korwina dostał się dzięki brakowi progów i miał 3 posłów na starcie - [potem już do Sejmu nie weszli...
...o tyle mówienie o KNP czy TR jako o kabarecie jest moim zdaniem nadużyciem. Oczywiście, można się z nich śmiać (jak ze wszystkich partii) - ale ich śmieszność nie jest zamierzona, więc i kabaret z nich żaden.
Jeśli ich śmieszność nie jest zamierzona to tym gorzej dla nich - bo jak nie celowo, to już tylko do psychiatry się udać powinni...

Prawda jest taka, że JKM potrafi ośmieszyć każda ideę, którą wspiera. Swego czasu ośmieszał (pewnie niezamierzenie - ale to już jakiś lekarz specjalista wie pewnie dlaczego) pewną ideę (akurat nie związaną z polityką - choć w sumie wszystko w jakiś tam sposób się z nią wiąże - chodziło o dostęp do broni palnej), która była mi bliska i która wpierając działałem w stowarzyszeniach oraz starałem się robić jej "dobrą prasę". Wystarczyło jednak zaprosić do TV JKM, który się ośmieszał i przy okazji to co niby chciał wspierać, aby znowu było pod górę.
Palikot miał całkiem sporą szanse, bo uderzył w dobry elektorat - ale nie potrafił go zachować, miotając się między lewicową gęba, a liberalno-prawicowymi prawdziwymi poglądami. Oczywiście, obie te partie miały różnego rodzaju happeningi i kontrowersyjne zachowania i wypowiedzi liderów - ale nie doszukujmy się kabaretu tam, gdzie są po prostu nietypowe jednostki.
W sumie nie ma znaczenia co chcą osiągnąć - osiągają zasadniczo śmieszność... A z tymi "nietypowymi jednostkami" to jest trochę tak jak się żartobliwie mówi o pewnych ludziach - "inteligentni inaczej" (parafrazują określenie stosowane czasem do niepełnosprawnych).
Dla mnie powrót Millera był dowodem na to, że SLD całkowicie pogubiło się w tym, gdzie chce iść. Za Olejniczaka (przynajmniej tak mi się zdawało) próbowało otworzyć się nieco bardziej na nowe nurty lewicy (choć sam Olejniczak to wychowanek aparatczyków, po rpostu taka polityka marketingowa), podczas gdy Napieralski to już reakcja bonzów i zabetonowanie. Millera wezwano chyba tylko dlatego, że wie jak sobie z tymi SLDowskimi działaczami radzić, ale ja nie widzę szans na ekspansję na nowy elektorat.
To temat na głębsza analizę - zapewne przyczyn ich upadku jest wiele... ja (i parę osób, które znam) upatrują to w właśnie w nijakości tej partii, która nastała właśnie za Olejniczaka. Na pewno swoimi wypowiedziami pozbył się np. dużej części elektoratu antyklerykalnego. Podobnie jak miotanie się pomiędzy umiarkowaną lewicą, a centrum doprowadziło do tego, że ta partia przestała wyrażać cokolwiek. Podejrzewam, że powrót Millera miał być próbą ratowania tego co już się uratować nie dało... za późno. Zmarnowali potencjał jaki dała im sprawa UE... Zgadzam się, że już się nie podniosą.
Cóż, SLD nigdy nie było partią faktycznie antyklerykalną, tak samo jak PiS nigdy nie był lewicowy (co by wam uczeni korwiniści nie mówili). Rzekoma wrażliwość społeczna PiSu kończy się na bardzo wybiórczo potraktowanej nauce społecznej kościoła. A antyklerykalizm SLD kończy się chyba na Unii Pracy, he he he.
Pod względem podejścia do opiekuńczego państwa, do rozpasania socjalu jednak PIS jest bliski lewicy. Jak dla mnie to po prostu narodowi-socjaliści (oczywiście nie mylić tego z pewną partią o takim określeniu znaną z przeszłości) - a co o nich mówią "korwiniści" to nawet nie wiem... jakoś niczego sensownego to się od nich nie spodziewam.
No ja mam to szczęście, że nigdy na mniejsze zło nie głosowałem - choć zdarzyło mi się oddać głos nieważny. I uważam, że głosowanie na mniejsze zło jest przeciwskuteczne, bo czasami musi byc jeszcze gorzej żeby się polepszyło... ;
No cóż będą zdecydowanie antyklerykałem, ale jednocześnie przeciwnikiem rozpasania socjalu, opiekuńczości państwa oraz będąc zdanie, że jest tym lepiej im się państwo w życie i pracę obywatela oraz "regulowanie gospodarki" mniej miesza, do tego nie mam żadnych fobii w stosunku do innych narodowości, państw, osób mających inny niż mój styl życia i "upodobania", a do tego jestem niewrażliwy na jakiejkolwiek slogany patriotyczno-narodowe, traktując układ państwo-obywatel jako "czysto biznesowy" - raczej nie znajduję partii, która choćby w dużej części była zgodna z moimi przekonaniami.
Pozostaje głosowanie na mniejsze zło - czyli przeciwko takim, których na pewno nie chciałbym widzieć nigdy więcej przy władzy, którzy mnie brzydzą - a głosując na takich których władze jestem w stanie tolerować, nawet jak ich zbytnio nie cenię, to mnie od nich nie odrzuca.
Problem polega na tym, że w Polsce (i gdzie indziej) o głosowaniu naprawdę decyduję sprawy trzecio- i czwartorzędne.
A tutaj się zgodzę... większość głosujących nawet nie jest w stanie wyrazić swoich (a nie zasłyszanych w sloganach) poglądów, na sprawy ważne - na państwo, na gospodarkę i na to co faktycznie ma wpływ na ich poziom życia. Smutne, ale prawdziwe...