Jeśli chodzi o te tzw. dys...cośtam to wg dzisiejszych "norm" w podstawówce spełniałem wszelkie kryteria bycia dysortografem. Na szczęście dla mnje i kolegi z klasy o podobnym problemie wtedy tych pojęć nie było i nie zostaliśmy półanalfabetami. Za to w 7 klasie pewna polonistka tak nas wzięła w obroty, że prawie powieści musieliśmy dodatkowo pisać... ale mądra była bo tematyki nam nie narzucała byśmy się nie zniechęcili. Było to wtedy upierdliwe, klęliśmy babę jak szefcy... ale do końca 8 klasy problem zniknął. W liceum już nie miałem z tym najmniejszych.
Niestety dzisiaj przez te lenioświstki, wystawiane przez czarownice zwane psychologami produkuje się magistrów półanalfabetów. Swego czasu (na szczęście już nie) po odejściu ze służby przez jakiś czas w cywilnej robocie musiałem się z takimi produktami współczesnego systemu edukacji użerać. Tytuły mieli, ale parę zdań w sensownej polszczyźnie i bez błędów to ich już mocno przerastało. Wytwór masowych szkół dających tzw. wyższe wykształcenie... porażka współczesnego systemu edukacji.