Temat samorządów terytorialnych jest mi dość bliski - w Eskwilinii, w czasach świetności tego państwa właśnie tym się zajmowałem. Mam w tej kwestii pewne przemyślenia którymi chciałbym się podzielić ze współobywatelami.
W warunkach mikronacji odgórnie narzucone podziały administracyjne nie sprawdzają się. Może być tak że w wytyczonej na mapie jednostce administracyjnej nikt nie mieszka - co oznacza że samorząd nie może funkcjonować z oczywistych względów w takim bezludnym obszarze. Możliwa jest też sytuacja że dana jednostka ma mieszkańców, ale nikt nie jest chętny do pełnienia funkcji np burmistrza. Dlatego ja optuję aby samorząd v-terytorialny był po pierwsze elastyczny a po drugie opcjonalny.
Pod pojęciem elastyczny rozumiem to że granice jednostek administracyjnych były by w miarę "płynne" - ustawa mogła by na przykład stawiać warunek aby utworzenie nowej jednostki administracyjnej poparła większość mieszkańców planowanych granic. W przypadku braku aktywności w danym regionie władze centralne ustanawiały by np zarząd komisaryczny który mógłby podjąć decyzję o likwidacji/przyłączenia do innej jednostki nieaktywnej wspólnoty samorządowej.
Pod pojęciem opcjonalny rozumiem to że nie ma potrzeby aby wszystkie obszary państwa były objęte samorządem. O utworzeniu danego obszaru decydowali by (jak już wspomniałem) jego mieszkańcy w referendum.
Ustawa by jedynie definiowała zasady tworzenia,likwidacji i wyboru władz jednostek administracyjnych (nazwijmy je na potrzeby dalszych rozważań "gminami"). Wnioskodawca składa wniosek np Prezydentowi wniosek o utworzenie gminy w którym zawarte są granice proponowanej gminy, proponowana nazwa i statut. Jest przeprowadzane referendum wśród obywateli mieszkających w granicach proponowanej gminy - jeśli obejmuje ona lenna to można by wprowadzić wymóg konieczności wyrażenia przez właściciela lenna zgody na inkorporacje.
Co się zaś tyczy obszarów które nie należą do żadnej gminy to one były by traktowane jako "obszary nieinkorporowane" - pod bezpośrednim zarządem władz centralnych.
Gminy miały by własną osobowość prawną, prowadzić mogły by własną działalność gospodarczą, posiadać własne symbole lokalne (herb flaga,etc), ustanawiać lokalne prawo(oczywiście z zachowaniem supremacji prawa bialeńskiego). Taka formuła gdzie każdy może zainicjować powstanie "swojej" gminy według mnie była by ciekawą alternatywą dla osób próbujących swoich sił w zakładaniu małych państewek. Zamiast zakładać kolejny twór o niewielkiej szansie na bytność ktoś mógłby kreować swoją małą v-ojczyznę w ramach poważnego i sensownego organizmu państwowego jakim niewątpliwie jest Republika Bialeńska.
Przedstawiona powyżej formuła może wydawać się nieco egzotyczna - ale jest zbliżona do modelu funkcjonującego w niektórych stanach USA (zwłaszcza tych zachodnich) gdzie inkorporacja miasta jest opcjonalna, a obszar może nie należeć do żadnego miasta/wioski i podlegać bezpośrednio władzom np hrabstwa. Przypomina też nieco funkcjonowanie miast w dawnej Europie gdzie miasto otrzymywało prawa miejskie od władcy wraz z zestawem przywilejów wyłączających je od "zwykłej" jurysdykcji.
A co jeśli twórcy znudzi się gmina a nie będzie następcy? Po prostu ulegnie likwidacji
