To oczywiście zależy od definicji legitymizacji władzy. W nieistniejącym realnie świecie monarchiści, w przytłaczającej większości, za legalną (pochodzącą od Boga) uważają tylko władzę tradycyjnych dynastii. A więc takich, które nie zostały obalone przez rewolucyjny motłoch w XVIII czy XIX, a nawet XX wieku. Niestety w warunkach mikroświatowych należy tę kwestię wykluczyć, gdyż: nie ma możliwości, by władza została uświęcona (w ten sposób zyskując znamiona legalności) przez Kościół, ale także nie istnieją "uświęcone Tradycją" dynastie. Stąd też mikroświatowy ruch monarchistyczny jest niejako pozbawiony tej podstawowej kwestii/argumentu.
Cóż tedy pozostaje? Gdy brakuje aspektu Boskiego oraz starych dynastii? Prawo oraz zwyczaj. Z legalistycznego punktu widzenia władza jest bezprawna. Zgodnie z prawem oraz zwyczajem władzę winien objąć syn monarchy.
Jednak muszę przyznać Wam - zwłaszcza Tobie Andrzeju - rację. Argument o nie wysunięciu przez Jego Wysokość rozczeń do korony jest jak najbardziej trafny. Legitymizacja była, ale nie z legalistycznego punktu widzenia. Jednak dopiero teraz jej dowiodłeś - przez dwa dni Aleksandra Izabella nie była w stanie tego zrobić.
Kwestia rozczeń do tronu została podjęta przeze mnie, zaraz po powrocie z martwych. Powinna zostać niezwłocznie uwzględniona- zgodnie z tym co pisałeś - przez Aleksandrę Izabellę, lecz stało się inaczej. Caryca zrzekła się tronu ze względu na ataki wyimaginowanych bandytów i rewolucjonistów (w domyśle moją osobę), to budzi moje najszczersze oburzenie.
Cara niegodnego można było zdetronizować tymczasowo, czego nie zrobiono

. Niestety nie doprowadziliście tego projektu do skutku - gdyby zaproponowany przeze Cię akt wszedł w życie ograniczyłoby to nam wielu niesnaków.
Aleksandra Izabella - kolejny katechon, naszego ukochanego profesora Wielomskiego

. Brzmi godnie i dostojnie. Ciekawe czy Caryca cieszyłaby się, że stoi w jednym szeregu z generałem Jaruzelskim i pułkownikiem Kadaffim

.