hrabia Dostojewski von Vincis, podczas wygłaszania przemowy przed Komisją Parlamentarną Wasze Ekscelencje!Straszenie przebrzydłym monarchizmem czas zacząć. Jak już pisałem w swoim artykuliku wprowadzenie monarchii w Bialenii jest możliwe. Wystarczą ino chęci. Jednak zdaje się, że monarchia powinna być dostosowana do naszych krajowych warunków. Pewnym wyznacznikiem naszej kultury jest Zielony Kościół, organizacja istniejąca w naszym kraju już od czasów bengazijskich. Niestety od jakiegoś czasu ta ważna organizacja jest nieaktywna. Pomyślałem tedy, a dlaczegóż by nie wprowadzić monarchii (notabene tak bliskiej mojemu sercu), która czerpała by z idei, głoszonych przez
Zielony Kościół. Byłaby to istna zielona monarchia teokratyczna, coś na wzór relanej Wlk. Brytanii (jak pięknie ujął to Kristian), jednak z mocniej zarysowaną rolą monarchy, który prawdziwie byłby zwierzchnikiem Zielonego Kościoła. Dzięki temu istniałaby szansa na przywrócenie do aktywności tegoż prześwietnego związku wyznaniowego. A poza tym, co chyba ważniejsze doprowadzilibyśmy do restauracji monarchii! Zapewniłoby to nadto monarsze owe
sacrum, o którym pisałem w artykuliku. Jak wyglądałoby to w praktyce?
Zielony Kościół stałby się religią państwową (oczywiście inne związki wyznaniowe miałby prawo do działania). Obok monarchy (
Jego Najeminentniejszej Wysokości Króla Bialenii i Anatolii) w Zielonym Kościele działaliby kapłani, którzy odprawialiby obrzędy (np. koronacje) oraz dbali o kwestie dogmatyczne. Króla wybralibyśmy podczas głosowania chyba, że wymyślimy jakiś lepszy sposób - bądź, gdy znajdzie się osoba, która przejmie władzę w wyniku zamachu stanu. Oczywiście w społeczeństwie istniałaby pewna forma hierarchizacji - tutaj moglibyśmy wymyslic jakieś bardziej
klimatyczne tytuły arystokratyczne (jakiś emir, czy ki diabeł). Wraz z monarchą państwem zaradzałaby powoływana przez niego
Rada Doradców - w jej skład wchodziliby doradcy, odpowiedzialni za poszczególne resorty oraz jeden przedstawiciel duchowieństwa Zielonego Kościoła ("zielony" odpowiednik Prymasa -
Mufti?). Zachowalibyśmy
parlament - mniejsza czy składający się z posłów elekcyjnych czy przedstawicieli samorządów czy wszystkich obywateli.

Posiadałby on prawo do kreowania prawa, lecz byłby zwoływany oraz rozwiązywany przez monarchę. Policję zamieniłbym na
Zieloną Inkwizycję, odpowiedzialną za dbanie o porządek, wydawanie wyroków w sprawach mniejszej wagi oraz doprowadzanie przestępców przed oblicze monarchy, który to by ich sądził. Kwestią wykładania prawa oraz opiniowanie aktów prawnych zajmowałby się
Królewska Komisja Trybonianiańska (powoływana przez monarchę bądź na kadencję bądź do konkretnej sprawy - przy czym przychylałbym się do tej drugiej opcji).
W kwestii samorządów. Byłbym za maksymalną
decentralizacją. Każdy obywatel musiałby należeć do danego samorządu, który byłby powoływany, gdyby znalazła się grupa przynajmniej trzech obywateli, chcących go tworzyć. Myślę że
prawo centralne byłby na tyle
ograniczone, że samorządy posiadałyby własne kodeksy porządkowe, prawa dotyczące funkcjonowania społeczności oraz jej ustroju. Dobrym rozwiązaniem byłoby pozwolenie samorządom na wybór delegatów do parlamentu zgodnie z własnym zamysłem (jeden, dwóch, trzech etc. przedstawicieli), lecz mieliby taka siłę głosu, jaką liczbę głosów otrzymaliby podczas głosowania w samorządzie. Na danego przedstawiciela głosują dwie osoby - waga jego głosu wynosi "dwa" etc.
Co o tem myśli gawiedź bialeńska?