Dzisiejszego dnia rano, na moim biurku, oprócz zwykłej dziennej poczty, znalazłem także nietypowy list. Był zrobiony z dziwnej, szorstkiej odmiany papieru, na pewno niespełniającej współczesnych wymogów jakości. Z niepokojem rozwiązałem czerwoną wstążkę, w którą był opatrzony, rozwinąłem go i znieruchomiałem. Przed moimi oczami widniały orientalne znaki. O dziwo byłem w stanie je przeczytać. Nie wiem, w jaki sposób mi się to udawało, ale to było jakby podświadome, wychodziło samo z siebie. Oto treść listu:
Opiekun Lan Li niepokoi się, że Wódz nie panuje nad narodem. Księgi Przeszłości mówią wyraźnie: "Naród jest jako to dziecko we mgle, które potrzebuje Ojca-Wodza, prowadzącego go za rękę. Bez ojca, dziecko gubi się i wpada w przepaść. Tak samo będzie z narodem, jeśli Wódz nie przybędzie".
Zdziwiło mnie to wielce, ale jakiś wewnętrzny głos mówił mi, żebym czym prędzej udał się do Hasselandu.