Okresowe wypożyczanie też funkcjonuje (od niedawna), nazywa się to "wolnymi miastami". Lenna służą m. in. temu, żeby zapracowany mieszkaniec mógł wyraźniej odczuć, że na Bialenię składa się także jego wpływ, poprzez jego własny, bezpieczny kawałek ziemi, z którego państwo nie może go wyrugować, póki on sam tak nie zdecyduje, i gdzie może w spokoju realizować swoje pomysły, kiedy na nie już wpadnie. Albo i kiedy wpadnie akurat do kraju, raz na jakiś czas (jak np. Jan von Maikowski). Wielokrotnie zresztą padały zapowiedzi, że na "starość" Bialeńczyk taki a taki ograniczy się do aktywności w swoim lennie.
A mniej więcej równe fragmenty kraju już były przerabiane (komitety się to nazywało), nie wypaliło... Zaś groźbami nigdy nic nie wymuszono. Jeżeli liczymy, że ktoś się zajmie ziemią (a tak czy siak mało jest takich), to stawianie wymagań aktywnościowych raczej odstraszy.
Zresztą, za siebie mogę powiedzieć, że z racji ilości roboty na szczeblu centralnym, chęci na zagospodarowanie mojego małego kawałka pustyni na południe od Bengazi, który jest ze mną od już prawie trzech lat, miewam średnio przez dwa-trzy tygodnie na rok. Czy to grzech wobec pozostałych dwóch milionów kilometrów kwadratowych wolnych połaci gruntu?
I jeszcze tak w ramach pobocznej ciekawostki, ostatnio zrobiłem sobie szacunki demograficzne (żeby oszacować, ile posterunków policji powinno zostać narracyjnie zlokalizowanych i gdzie), i w oparciu o dwie dostępne dane liczbowe i potencjalne czynniki kształtujące przyrost naturalny, wyliczyłem, że mamy katastrofalne przeludnienie (ok. 880 milionów narracyjnych mieszkańców na ten moment - co oznacza gęstość zaludnienia porównywalną z realową Andorą, przy ok. 5% powierzchni niezdatnych do zamieszkania), także proletariuszy z całą pewnością nie zabraknie (szczególnie, że obszary przemysłowe są najliczniej zaludnione), i niebawem gdzieś (zapewne najpierw w Omerze) wybuchną masowe protesty.