Przykro mi, Panie von Witt, ale to jest absurd na absurdzie. Jak się podporządkowuje? W jaki sposób? A po co mi zresztą jakieś "podporządkowanie Bialenii"? Co do "linczowania", to jak rozumiem naruszanie prawa dla Pana nie ma znaczenia? Obrzucanie innych obelgami jest mało istotne? Niech rzucają kalumnie, bo na Piotra de Zayma można!
Hasseland zżera Bialenię od środka, przychodzą hasselandzcy politycy, przejmują demokratycznie urzędy (ale przykład afery z wyborami prezydenckimi karze się też zastanawiać nad tą demokracją) i sieją swoje nauki, które powodowały, że w Hasselandzie mieszkała sobie dynastia, parę tam osób i jakieś klony karmione mlekiem Waszej Wysokości

Natomiast co do linczowania. W trakcie procesu politycznego Fiodora Swirydiuka zrobiono gdzieś tutaj ankietę, czy społeczeństwo chce usunąć ze swego grona jednego z członków - obywatela! Chronionego podobno Konstytucją, mającego równe prawa jak inni. Czyli zebrał się tłum i zaczął rzucać w Fiodora kamieniami. Jeśli to nie jest linczem to co jest? Dalej: w sądzie sędzia nie udaje nawet, że jest neutralny. Dalej: debilem został nazwany Wasza Wysokość ale w sądzie Waszej Wysokości nie widziałem. Jeśli to Wasza Wysokość został obrażony to WW powinien iść do sądu osobiście i skarżyć się z Fiodorem. A tak naleciały na Fiodora wściekłe służby. Nie bronię Fiodora za to, że obrażał Waszą Wysokość. Każdy ma do tego prawo, każdy też odpowiada za swe czyny, ale to wygląda tak, jakby banda Kościńskiego złapała Swirydiuka, wywlekła za szwery poza Bialenię i tam skopała mu tyłek. I na koniec: kara śmierci za wulgaryzmy i inne takie pierdoły. Nie wstyd wam wszystkim firmować swoimi imionami i nazwiskami jawną zbrodnię?
I ponownie, Panie von Witt, gada Pan bzdury. Gdzie te klony? W Pana umyśle? Wiadomo doskonale, że był problem jednego Poula Morthensena; w Hasselandzie zostało to dokładnie wyjaśnione.
Klony wyzabijał Wasza Wysokość w Hasselandzie, jak już nie były potrzebne albo stały się szkodliwe.
I znów bełkot. Po co miałem się leczyć? Że niby co, mam jakąś manię wielkości i leczę ją mikronacjami? Może Pan swoje doświadczenia pod tę sytuację podkłada. A konkretnie co złego jest w tej rzekomej "myśli hasselandzkiej"?... "myśli", która Pan sam wymyślił?
Proste jak budowa cepa:
1. W Hasselandzie leczył Wasza Wysokość kraj klonami.
2. W Bialenii nie potrzebuje Wasza Wysokość już klonów, bo tu ludzi jest od groma. Audytorium jak się patrzy. Tyle ludzi i wszyscy mogą Waszej Wysokości słuchać. Pięknie nie?

Ja nie potrzebuję mikronacji do zaspokajania moich ambicji. Pan być może tak - współczuję.
Ja współczuję Waszej Wysokości, że próbuje Wasza Wysokość mnie rozgryźć, co się Waszej Wysokości nie udaje.
No ale Pana myślenie najwyraźniej jednak zaleźy od tego, czy kogoś Pan lubi, czy nie. Mnie ewidentnie darzy Pan niechęcią, powtarzam - nie wiem czemu, ale jednak.
Proszę się nie bawić w psychoterapeutę, bo nie zna mnie Wasza Wysokość wcale, a te próby roztrząsania moich emocji i uczuć względem innych mikronautów to są zupełnie bez sensu. Nie zgadzam się z Waszą Wysokością w wielu sprawach i to wszystko. Sympatie czy antypatie nie mają tu nic do rzeczy.
Czyli, jak rozumiem, najlepiej jak p. Zanik: odreagować, zwymyślac, znieważyć, oblać błotem? To byłoby fajne? Zdrowe? Odżywcze? A może więcej: wziąć kij baseballowy, dowiedzieć się, gdzie dany człowiek mieszka w realu - i zaczaić się pod klatką schodową? I solidnie mu dołożyć jak się pojawi? To byłoby super?
Czemu od razu w skrajność. Czy ja używam kija i wyzwisk? Jakoś obchodzę się bez nich, ale nie uniemożliwia mi to wyrażania swoich poglądów. Ludzie jednak nie są tacy sami, i np. Zanik lubi sypać kalumnie na okrągło, a ktoś inny jeszcze woli po prostu nikomu się nie narażać i siedzieć sobie cichutko. Przytakiwać, jak zabawka w samochodzie przy każdej zmianie kursu jazdy, przyspieszeniu, hamowaniu czy na wybojach

Panie von Witt! Pan zapewne nie uwierzy, ale powiem tak: dla mnie mikronacje są zabawą. Nie mam potrzeby budowania swojej silnej pozycji w mikronacjach, bo nie muszą odreagowywać jakichś niepowodzeń w realu. Nie czuję żądzy władzy. Gdybym czuł, to w realu bym się zaangażował w politykę (a z działalności politycznej - i tak skromnej - zrezygnowałem około ćwierć wieku temu). W Sarmacji sprawowałem najwyższe urzędy (prócz Księcia), w Hasselandzie byłem Królem. Nie kandydowałem na urząd Prezydenta Bialenii, bo nie mam wystarczająco dużo czasu. A zresztą, nie czuję takiej głębokiej potrzeby - jak powiedziałem, wysokie urzędy już sprawowałem. Nie mam też żadnego, szczególnego pomysłu na przebudowę Bialenii, bo taka jak jest, jest OK; trzeba jedynie znaleźć sposób na przyciągnięcie nowych obywateli spoza zaklętego, mikronacyjnego kręgu. Oraz wzmocnić aktywność. I tyle.
Cała reszta, stworzona przez Pana, jest mitem do sześcianu. Mitem nie mającym żadnego pokrycia w rzeczywistości.
Wasza Wysokość na każdym kroku ucieka w real. Co mnie obchodzą Wasze ambicje w realu? Osobiście jestem osobą stosunkowo dobrze chroniącą swoją prywatność i własny "real", o którym nie opowiadam na prawo i lewo non stop. Życie, w którym mikronacje są moim hobby, nie jest wprzęgnięte w to hobby. Nie podpieram się tym, kim jestem w realu, aby zyskać większe uznanie w mikronacjach. Z Waszą Wysokością jest inaczej. Ko
******i w partii, Ko
******i w gazecie, Ko******i w telewizji... co chwile Ko
******i, którego nikt inny poza Waszą Wysokością do mikronacji nie wprowadził i nie oznajmił mikronautom kim jest, a teraz ma pretensje, że używa się tego nazwiska, identyfikuje się Waszą Wysokość po realnych personaliach, wie, czym się Wasza Wysokość zajmuje - sam WW dał te informacje ludziom! No chyba, że to te Wasze klony rozdawały te informacje, to rozumiem, czemu zostały w końcu zabite. Znaczy to: nie warto hodować klonów, bo się obrócą przeciw hodowcy
(-) Daniel von Witt