Fiodor, wspólnie z Zagrobelnym popadają w skrajności. Chociaż ten drugi mógłby powiedzieć na forum Bialenii otwarcie i odważnie, jakie ma problemy z Republiką jako obywatel.
http://caba.oxn.pl/viewtopic.php?id=2411Osobiście coś powiem - obecnie w Abachazji próbuje się lansować durną kalkę definicji i zasad funkcjonowania państwowości ze świata rzeczywistego do świata wirtualnego, świata mikronacji, gdzie rzeczywistość jest inna. W mikronacjach trudno jest rozkręcić gospodarkę na identycznych zasadach, na których to działa w "prawdziwym" świecie. Nawet pokusiłbym się o określenie "utopia" - czyli utopia dla Pollinu. Nawet dla mnie stają się nudne te wszystkie klononacje, typu grutińskie Brodrie, Koruby, Anerykim etc. - to tylko przekręcone nazwy oraz kopia ich ustrojów bez żadnego pomysłu i przede wszystkim - ludzi do zabawy.
Na przykładzie Skarlandu można stwierdzić, że próba odtworzenia rzeczywistości w świecie mikronacji całkowicie nie wychodzi. Owszem, Skarland nie miał być kopią Hiszpanii, ale osoby tworzące najpierw Królestwo, potem Cesarstwo, a teraz Imperium trochę zapomniały, i mamy, to co mamy...
Wywiad z Fiodorem jest tak płytki, że nawet nie ma do czego się odnieść. Swirydiuk nawet nie do końca sam rozumie, co głosi na ramach tego pismadła. Coś tam gdzieś poczytał, że socjalizm ma takie założenia, i takie założenia, a kapitalizm ma takie, i takie... Ale przecież oprócz tych dwóch wymienionych sposobów na dysponowanie dóbr państwowych (lub niepaństwowych) jest wiele innych koncepcji.
Ale wpierw słowa Zagrobelnego, czyli von Medisa:
Państwo to nie tylko Konstytucja, ustawy czy rozporządzenia. Państwo to też kultura i gospodarka, a także wojsko.
W mikronacjach państwo to nie tylko instytucje, a również ludzie, którzy je tworzą. Typowa mikronacja nie musi być (a wręcz nie powinna być) kopiuj-wklej odwzorowaniem wszystkich instytucji, czy też pewnych zasad, które rządzą się geopolityką.
Każde państwo prędzej czy później jakiś system odpowiedzialny za konta bankowe, posiadłości czy inne tego typu sprawy będzie miało. Bez tego mikronacji brakuje tego dopełnienia, tego zaangażowania innych w tworzenie historii państwa. Przecież nie można się tylko opierać na tworzeniu prawa. Gospodarka jest jednym z najważniejszych czynników wpływających na byt państwa. W ostatnich jednak dniach ten temat stał się dosyć głośnym.
Gospodarka w mikronacjach to obecnie koncepcja napędzana przez Księstwo Sarmacji. No bo jak tu stać się poważną mikronacją bez systemu gospodarczego? Ano można, nawet nie trzeba szukać daleko przykładu - od czasu zawieszenia gospodarki w Republice Bialeńskiej, Bialenia nie przestała być mikronacją. Czy to negatywnie wpłynęło na rozwój mikronacji? Nie, nawet dodatkowo odciążyło niektóre osoby od czynności de facto papierkowych (mam tu na myśli Macieja oraz Ronona). Bajtuś z racji swej wiedzy i umiejętności (których ja nie posiadam) zaoferował HBK, Bialenia z tego korzysta, ale nie do końca.
Abachazja również korzysta z HBK, ale czy coś tam się dzieje? Zapewne nic. A dlaczego? Bo nikt tam się tym nie interesuje. Lepiej jest popsioczyć na Bajtusia, opluć go i tak w chujowy sposób odwdzięczyć się za pracę informatyka. Szczęście, że chłop się nie wkurzył i nie pierdolnął to wszystko w pizdu. Gdyby Abachazyjczycy postarali się i stworzyli te minimalne podstawy prawne do korzystania z tego systemu, to pewnie gospodarka by tam wyglądała całkiem inaczej - i by zapewne działała. Jednak niee... Pewne osoby, które nie życzą pomyślności Bialenii wolą siać ferment. Jednak jeśli komuś coś się w Bialenii nie podoba, to po co posiada obywatelstwo takiego państwa (przypadek Zagrobelnego)?
I nie, Abachazja nie jest zależna od Bialenii, ani od żadnej z państw stowarzyszonych RB. Nie chcecie, to nie korzystajcie z tego systemu. Ale potem drugiej takiej szansy nie będzie, gdyż nikt za darmo nie będzie Wam opłacał hostingu, utrzymywał strony, a tym bardziej tworzył ją na "specjalne zamówienie".
Jestem smutny, że jesteśmy pod kontrolą gospodarczą Hasselandu i Bialenii. Powinniśmy się uniezależnić z pomocą gospodarki opisowej, opartej na zasadach wolnego rynku.
A ja jestem smutny, że szanowny Fiodor nie dojrzał do funkcjonowania w społeczności mikronacyjnej.
Nie podepnę się pod ten system, bo i tak widząc go w Bialenii wiedziałem, że nie wypali na dłuższą metę.
I kto to mówi? Osoba, która nie chciała podporządkować się zasadom gospodarczym w Carstwie Brodryjskim, gdzie ten system zaczął raczkować. Jeśli gdzieś mieszkamy (tyczy to się nawet świata realnego), to automatycznie wyrażamy zgodę na przestrzeganie zasad i prawa - to tak jakby wejść do sklepu i żądać obniżonej ceny za towar o podatek VAT, bo nie zgadzamy się z systemem i nie chcemy przestrzegać panujących zasad - absurdalne.
Jeżeli rząd mówi, że komuś coś "da" - to znaczy, że zabierze tobie, bowiem rząd nie ma żadnych własnych pieniędzy.
Człowieku, zapisz się się na jakiś wykład o ekonomii na jakiś uniwersytet w Twoim pobliżu i posłuchaj, co profesor będzie miał do powiedzenia. Nie cytuj też słów Margaret Thatcher, których nie rozumiesz. Nawet one mają się nijak do mikronacji, więc nie wiem, po co je tam w ogóle przywołano..
Takie jest moje zdanie. Pieniądze powinny być głównie środkiem niezbędnym do wymiany towarów, a nie czymś, co trzeba uzupełniać jak zabraknie. Keynesiści pokroju Bajtusia czy byłego Imperatora nie wiedzą, że ich prognozy się nie sprawdzają.
A tutaj zgadnij, co poeta miał na myśli.
To, czy pieniądze będą "dodrukowywane", czy nie - wszystko zależy od założeń założycieli gospodarki, czyli obecnie od władz Abachazji.
A jakie to w ogóle są prognozy?
Mroczne czasy nastały u północnego sąsiada.