Wysoki Parlamencie,
Andrzeju, Rononie, Severinho,
Spokojnie - nikt nie stara się torpedować, ani działać przeciwko chętnym, czy zainteresowanym. Posłowie starają się tylko rozważyć wszelkie aspekty i podczas debaty wypracować opinię nad tym jak zagłosować. Taka debata i wyszukiwanie problemów to bardzo dobra sprawa, bo pozwala znaleźć słabe strony i ew. błędy ustawy. A czym więcej uda się takich znaleźć tym ustawa będzie lepsza. Przecież wymiana opinii, debata - tym jest właśnie demokracja.
Ale jeśli owi posłowie i tak nie są zainteresowani Uniwersytetem, to jaką im różnicę robi to, jak będzie wybierany Rektor? Jeśli ja np. nie jestem zbytnio zainteresowany Rzeszą, to nie robię problemów z tym, jak ma być wybierany Lew Wolnogradu.
Jak dla mnie, to jest próba bycia opozycją na siłę. W ten sposób możemy nie robić nic, tylko się nawzajem krytykować. Ale chciałbym przypomnieć, że aktywność i rozwój państwa buduje się na działaniu. Oczywiście Maciej może wszystko torpedować mówią, że "to już było" albo "to nie ma szans się sprawdzić", a Karol Medycyjski osobiście lub przez swoich fanów może wszystko uznawać za "odbywające się bez poszanowania podstawowych zasad tworzenia prawa". Ale mikronacje mają być zabawą. Przez rok Bialenia nieustannie się rozbijała, chociaż nikt nie miał za dużego pojęcia o tworzeniu prawa i innych tego typu kwestiach, przez ponad pół roku nie mieliśmy nawet żadnego informatyka. Bo działaliśmy, chcieliśmy coś robić i nie przeszkadzaliśmy sobie wzajemnie. Właściwie to stało u podstawy stworzenia Republiki. Gdy z Jankiem Kaniewskim rozmawialiśmy o ewentualnym stworzeniu tego kraju, to postawił on warunek: "Ty robisz swoje, ja robię swoje, każdy realizuje swoje wizje, nie wchodzimy sobie w drogę". Ale potem, w miarę rozrastania się kraju, postanowiono wszystko utrudnić. Znaleźli się eksperci od wszystkiego, a z parlamentarzystów to już w ogóle zrobiły się omnibusy. Konsekwencją tego było "poważne państwo" i reszta szczegółowych regulacji wszystkiego.
Ja spokojnie poczekam na decyzję Parlamentu i zaakceptuję ją, jakakolwiek będzie. Ja jestem, co pewnie zauważyli wszyscy, którzy od jakiegoś czasu razem ze mną działają w Bialenii, osobą, która angażuje się w to, co robi. Ale czasem, jak widzę takie całkiem bezinteresowne utrudnianie, to aż mi się wszystkiego odechciewa. Nie moglibyśmy, tak jak kiedyś, być solidarni i wspierać swoje działania? Przecież ja rozumiem, że są tutaj mądrzejsi ode mnie, że są tutaj ludzie wybitni, doświadczeni życiowo, studenci prawa, etc. Ale może jednak nie będziemy się tak napinać? To nie jest urojenie moje, Fiodora lub Severina, że w Bialenii spada aktywność (kilka ostatnich dni to tylko wyjątek od reguły). Kraj jest w coraz gorszej sytuacji nie dlatego, że zalewają nas trolle z Nordaty, że okupuje nas Hasseland, że następuje hasselandyzacja/nordatyzacja/sarmatyzacja. Brakuje wzajemnego szacunku i doceniania swojej pracy. Przez pewien czas przy nadawaniu folwarków (w ogóle jeszcze coś takiego jest?) pisałem o każdym publicznie kilka miłych słów, wymieniałem zasługi i zalety. To może było trochę przesłodzone, ale może warto do tego w jakiś sposób wrócić? Podziały w społeczeństwie są gigantyczne, ale nie z powodu wielonarodowości, tylko przez brak szacunku. Nie jest moim urojeniem, że niektórym osobom z zagranicy zależy na tym, żebyśmy się tutaj pożarli. Damy im tę satysfakcję?