Szanowny Panie Marszałku,
Wysoka Izbo,
rzadko się obecnie wypowiadam na łamach bialeńskiego forum; sytuacja - jak mi się z mojego mikronacyjnego grobu wydaje - jest jednak na tyle swędząca, że nie potrafię dalej stronić od drapania się. O ile dobrze prześledziłem tok debaty, Marszałek Krasnodębski upoważnił wszystkich obywateli bialeńskich (oraz państw stowarzyszonych) do wypowiadania się w Parlamencie, tak więc - jeżeli źle zinterpretowałem zamiary Marszałka (lub w czasie debaty się one zmieniły) - proszę o co najwyżej leciutkiego klapsa w prawy pośladek. Lewy już trochę mnie boli.
Jestem dość starym Bialeńczykiem w tym sensie, że - o ile w ogóle można mówić o jakiejkolwiek starości w naszym kontekście - widziałem sporo transformacji ustrojowych i prób łączenia z innymi mikronacjami. Patrząc na skład obywateli mam wrażenie jednak, że większość czasy tzw. fuzji z Republiką Ludową Siedmiogrodu pamięta, a przynajmniej pamiętać powinna; potem przyszła Brodria, a pod koniec jednej z pierwszych desaszyzacji Bialenii - Hasseland.
Pamiętajmy, że nie istnieje złoty środek dla naszej sytuacji; choć jest to truizm, to warto jednak - jak mi się wydaje - wyjść od niego: zawsze będzie niektórym z nas źle, zawsze będziemy łaknąć więcej. Na tym konflikcie interesów (choć nie tylko!) opiera się większość aktywności w politycznej strefie mikroświata. Naprawdę - szarża konno z szabelką na czołg nie jest remedium; ba, wątpię, by jakiekolwiek było nam w ogóle potrzebne.
O ile Brodria (chyba?) nie ma żadnych planów secesyjnych, ani Bialenia specjalnie nie zamierza jej likwidować (znów - chyba; nie wydaje mi się, by pojawiła się taka sugestia w innych okolicznościach niż żartobliwych), o tyle Hasseland lubi się tym lewarkować. Będąc szczery - obie strony zyskują po równo ze współpracy, choć chciałbym bardzo w tym momencie stwierdzić, że Hasseland żeruje na Bialenii, to nie mogę - bo tak zwyczajnie nie jest.
Nie podobają mi się sugestie, że Hasseland poradziłby sobie lepiej bez Bialenii; że przypływ ludzi do niej jest za mały; że Hasseland mało z tej dość słabej fali zyskuje za mało; a w końcu - że jesteśmy Hasselandowi coś winni i zawdzięczamy mu sukces Republiki.
Pomija się tutaj celowo fakt, że Bialenia ma sporą warstwę bierną - obywateli (bądź byłych obywateli), którzy nie angażują się, ale nadal czytają i interesują się co tutaj wyprawiacie. Do tej warstwy należy chociażby Martin albo ja; okresowo również Feliks i Adas. Jeżeli Hugon stwierdziłby, że nie jest w stanie dalej administrować serwisami lub zwyczajnie mu się już nie chce - to mielibyśmy nadal paru kandydatów do przejęcia pałeczki - w tym mnie. Hasseland takiej wygody - (nie)stety (w zależności dla kogo) - nie ma. Adaś rezygnuje z sądownictwa? Może zawsze wskoczyć Karol. Rozumiecie - mam nadzieję. Uwierzcie mi, umrzecie po 2-3 miesiącach; może trochę dłużej - wiem z autopsji.
Jeżeli mógłbym coś zasugerować, a nie chcę się po kimś powtarzać - posłuchajcie się Macieja. Ma rację chłopaczyna jak nigdy wcześniej.