Zabiorę więc głos i ja, nie jako zwykły obywatel, a jako Król.
Coraz bardziej przychylam się do stanowiska, zaprezentowanego przez Eddarda Noqterna. W istocie rzeczy stowarzyszenie przyniosło rozliczne, pozytywne efekty. Jednak równolegle narastała w Bialenii jakaś specyficzna antyhasselandzkość. Krzyki p. Swirydiuka mogłem uznać za smutno-śmieszne i z nich żartować. Wystąpienia p. Novitusa mogłem uznawać za starannie przemyślaną operację budowy "antyhasselandzkiej niszy" politycznej. Jednak ostatnie słowa pp. Faradobusa i Krasnodębskiego powodują, że antyhasselandzki margines stał się w Bialenii - centrum, do którego odnosić trzeba wszystkie inne działania.
Problem polega na tym, że stowarzyszenie można utrzymać, ale miło i sympatycznie już nie będzie. To znaczy: może to się zmienić, ale dość zadziwiająca wolta dwóch co najmniej wspomnianych już osób przekonuje mnie, że w Bialenii jest tak, jak bywało w innych mikronacjach: jednego dnia można deklarować jedno (np. sympatię do Hasselandu), a drugiego publicznie głosić zupełnie co innego (np. oskarżać Hasselandczyków o całe zło).
W tej sytuacji, co stwierdzam mając konstytucyjne oparcie, moja decyzja jest taka:
- rozpoczniemy rozmowy ws. nowej wersji stowarzyszenia. W moim przekonaniu obecnie możliwa jest tylko wersja "very light", tzn. układ wojskowy, gospodarczy, finansowy, obecność na jednym forum i ścisłe konsultacje w sprawach międzynarodowych. Ale jeśli Bialenia przedstawi jakiś ciekawy pomysł, to go rozpatrzymy. Być może sytuacja się uspokoi i dojdziemy do jakiegoś porozumienia?
- przygotujemy spokojny wariant "Haxitu", który zapewni, że rozstaniemy się bez krzyków i oskarżeń, we w miarę dobrej atmosferze, np. tak, że Hasseland pozostanie dodatkowy miesiąc-dwa na tym forum; nie wykluczam mimo wszystko zawarcia umowy wojskowej czy gospodarczej.
I tak procedujmy.