Autor Wątek: "O przypadkach dzielnych praszczurów..." - Księga III  (Przeczytany 3159 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline Maciej Kamiński

  • Grand
  • Policja Krajowa
  • Entuzjasta
  • ******
  • Wiadomości: 11835
  • : 228
  • Płeć: Mężczyzna
  • Gestapo Ortograficzne, Oko Sprawiedliwości
    • NPE: BI13111700005
  • Stopień służbowy Stopień w Policji Krajowej RB
    • Zobacz profil
    • Odznaczenia
"O przypadkach dzielnych praszczurów..." - Księga III
« dnia: Czw, 17 Kwi 2014, 19:03:31 »
Ciof!

Przepraszam, że na odtworzenie początku tej księgi epopei trzeba było tyle czekać, ale znowu dopadł mnie artystyczny przymuł. Ponieważ rozwój naszego dzieła stoi już bardzo długo, dołączam na początek nie tylko zwyczajowe streszczenie (całości epopei, dla ułatwienia), ale też listę co ważniejszych postaci.

Na Bialenię w roku 1107 napadli Khmerzy [tak naprawdę były to ludy ałtajskie - przyp. moje], pod przywództwem Alfreda. Zaatakowali oni stolicę, przebrani za kupców, korzystając m.in. z gazów bojowych, którymi sami częściowo się otruli. W miejsce zmarłego Alfreda przywódcą został jego syn, Sary. Natychmiast powstała szlachecka partyzantka, a nieco później w stolicy pojawił się cudzoziemiec, Melchizedek. Przekonał on do siebie chłopów (którzy obwołali go Mejszaszem), z których sformował własny oddział partyzancki. Potępiał jednak rozstrzyganie wojny okrutnie, dlatego też zabrał swych ludzi w podróż przez morze. Po drodze przejęli pokojowo jeden khmerski zamek, z którego zabrali ze sobą jedną dziewczynę. Daleko za morzami [w obecnej Białogórze - przyp. moje] stworzyli Nową Bialenię, społeczeństwo równości i bogactwa. Tymczasem w kraju po latach szlachecka partyzantka się zdegenerowała, spora część rebeliantów zmieniła się w zwykłych rozbójników czy piratów. Jeden z nich, Ernest Czaja dopłynął na Nową Bialenię, gdzie nawrócił się na stronę Mesjasza. Po powrocie próbował przekonać do Niego rodaków, ale bezskutecznie. Ostatecznie na Nową Bialenię zabiera tylko Katarzynę, bialeńską zdetronizowaną królową. Dzięki jej osobie udaje się sformować w Nowej Bialenii tzw. Wielką Armię Melchizedeka, która to wraz z Prorokiem rusza do starego kraju. Tam nie udaje im się dogadać ze szlachecką partyzantką, a znaczna część nowoprzybyłych buntuje się przeciw swemu Mesjaszowi. Natomiast Jego stronę bierze wieś Takowo (zwana również Tambowo), skąd misję prowadzi dwunastu Apostołów Melchizedeka. Najodważniejszy z nich, Jerzy, przeciąga na stronę Proroka część Khmerów.

Bohaterowie:
* Melchizedek Wielki - Mesjasz Bialenii, twórca Nowej Bialenii i jej społeczeństwa, potępia wygrywanie przez okrucieństwo. Cudzoziemiec. Aktualnie przebywa w Takowie/Tambowie.
* bezimienny arystokrata - jeden z najpotężniejszych ludzi w Bialenii. Służy Khmerom, ale tylko dlatego, że porwali oni jego ukochaną córkę.
* bezimienny szlachcic - pierwsza ofiara wojny.
* Samphan - rabin. Zdrajca, morderca szlachcica, czerpie wiele korzyści z khmerskich rządów.
* Pułkownik Sabin - stary wojskowy, przywódca szlacheckiej partyzantki. Niechętny Melchizedkowi.
* Adam Janowicz - dziedzic Rosienia. Prosty, ale bardzo szanowany i dzielny szlachcic.
* Ernest Czaja - Teuton, niegdyś pirat. Aktualnie jeden z Apostołów Melchizedeka, jako pierwszy ze szlacheckich partyzantów dotarł na Nową Bialenię.
* Katarzyna - królowa Bialenii, obalona przez Khmerów.
* Wojciech - sceptyczny wobec Melchizedeka chłop, nawrócił się po utracie wszystkiego.
* Jan Leksy - najwierniejszy uczeń Proroka, pochodzenia chłopskiego. Przywódca Dwunastu Apostołów.
* Jerzy - najdzielniejszy z Apostołów, działał na dworze Sarego.
* Alfred - przywódca Khmerów, umarł zatruwając się własnymi gazami bojowymi.
* Sary - syn Alfreda, rządzi Bialenią okrutnie i krwawo, mszcząc się za śmierć ojca.
* Generał Natan - przywódca khmerskiej armii. Wyjątkowo okrutny, poluje na niego Sabin.
* Achacy - książę, ojciec Atalii, sprawiedliwy pośród Khmerów. Zabity przez Sarego.
* Atalia - uczennica Mesjasza, uwieziona do Nowej Bialenii ze zdobytego przez powstańców zamku.
* Arwulf - kapitan khmerskiej armii, rywal Osmana.
* Barabasz - nawrócony przez Jerzego Khmer.
* Osman - nawrócony przez Jerzego Khmer. Wielki posiadacz ziemski, rywal Arwulfa.

A teraz odtworzony przeze mnie fragment Księgi III. W końcu możemy wrócić do normalnego pisania.

W Równogrodzie, stolicy Nowej Bialenii,
Siedzi prezydent Rydel, popijając ocet winny,
I czyta ze zgrozą list otrzymany od Leksego.

Pisze on, że Nowobialeńczycy czynią wiele złego,
Że od Proroka się odwrócili plecami,
I grabieży dokonują całkiem sami.

Nie wszyscy wprawdzie, treść listu mówi,
Ale większość odeszła, na robotę głupich,
Jednak i sukces ludzi wolności się dokonał,

Część Khmerów najdzielniejszy Apostoł przekonał,
Aby na słuszną ścieżkę zstąpili, i razem z Mesjaszem,
Czynili dobro, wbrew Saremu, który jest szatanem.

Rydel z królową Katarzyną teraz rozmawia,
Mówią, że nadszedł kres tego bajania,
I pora podjąć kroki zdecydowane,

By utrzymać rodaków w dobrym stanie,
Nim więcej ich w rozbójników się zamieni,
Przynosząc wstyd Starej i Nowej Bialenii.

W Tambowie tymczasem zbiera się armia Melchizedeka,
Na jej czele stoi Czaja, najwiernierniejszy szlachetka,
Zelżony przez panów braci za dobro, w które uwierzył,

Nie przejmuje się tym, wie, że lepiej słusznie przeżyć.
Pod pałacem arystokraty zbiera się wtenczas ciżba,
Żądna krwi i łupów podłych rozbójników istna wyspa,

Wśród nich wielu jest Nowobialeńczyków,
Nie wiedzą, że nie chce od chłosty ryków,
Swych rodaków słuchać, ale musi,

Bo khmerski szatan mu córkę udusi,
Jedyne dziecko arystokraty, ukochane,
Dla niego woli on trzymać z szatanem.
« Ostatnia zmiana: Czw, 01 Sty 1970, 01:00:00 wysłana przez Guest »
lic. net Maciej Kamiński herbu Sto Osiem, Członek Bialeńskiej Partii Demokratycznej, Minister Spraw Zagranicznych, Poseł, Prezes Policji Krajowej, Honorowo obywatel Jahołdajewszczyzny, Ambasador Republiki Bialeńskiej w Maharadżacie Tirimudzii i Trizondalu, Trener LKS-u Tomaszew, Selekcjoner Dżamahiriji, Dyrektor Bialeńskiego Biura Kartograficznego, Administrator forum i strony głównej Republiki Bialeńskiej oraz fanpage'a Republiki Bialeńskiej na Facebooku, Młodszy administrator systemu e-gospodarki Republiki Bialeńskiej, Operator bialeńskiego kanału IRC, Gospodarz na Tomaszewie, Posiadacz 158 folwarków, Wang IWA, Houellebecq Lahazydii, Jasny Gieroj, Tytan Pracy Spraw Wewnętrznych 2016.

Offline Maciej Kamiński

  • Grand
  • Policja Krajowa
  • Entuzjasta
  • ******
  • Wiadomości: 11835
  • : 228
  • Płeć: Mężczyzna
  • Gestapo Ortograficzne, Oko Sprawiedliwości
    • NPE: BI13111700005
  • Stopień służbowy Stopień w Policji Krajowej RB
    • Zobacz profil
    • Odznaczenia
Re: "O przypadkach dzielnych praszczurów..." - Księga III
« Odpowiedź #1 dnia: Sob, 19 Kwi 2014, 18:09:39 »
Et tu, Andrzej? :cry:
« Ostatnia zmiana: Czw, 01 Sty 1970, 01:00:00 wysłana przez Guest »
lic. net Maciej Kamiński herbu Sto Osiem, Członek Bialeńskiej Partii Demokratycznej, Minister Spraw Zagranicznych, Poseł, Prezes Policji Krajowej, Honorowo obywatel Jahołdajewszczyzny, Ambasador Republiki Bialeńskiej w Maharadżacie Tirimudzii i Trizondalu, Trener LKS-u Tomaszew, Selekcjoner Dżamahiriji, Dyrektor Bialeńskiego Biura Kartograficznego, Administrator forum i strony głównej Republiki Bialeńskiej oraz fanpage'a Republiki Bialeńskiej na Facebooku, Młodszy administrator systemu e-gospodarki Republiki Bialeńskiej, Operator bialeńskiego kanału IRC, Gospodarz na Tomaszewie, Posiadacz 158 folwarków, Wang IWA, Houellebecq Lahazydii, Jasny Gieroj, Tytan Pracy Spraw Wewnętrznych 2016.

Offline AndrzejSwarzewski

Re: "O przypadkach dzielnych praszczurów..." - Księga III
« Odpowiedź #2 dnia: Sob, 19 Kwi 2014, 18:14:30 »
W Równogrodzie, stolicy Nowej Bialenii,
Siedzi prezydent Rydel, popijając ocet winny,
I czyta ze zgrozą list otrzymany od Leksego.

Pisze on, że Nowobialeńczycy czynią wiele złego,
Że od Proroka się odwrócili plecami,
I grabieży dokonują całkiem sami.

Nie wszyscy wprawdzie, treść listu mówi,
Ale większość odeszła, na robotę głupich,
Jednak i sukces ludzi wolności się dokonał,

Część Khmerów najdzielniejszy Apostoł przekonał,
Aby na słuszną ścieżkę zstąpili, i razem z Mesjaszem,
Czynili dobro, wbrew Saremu, który jest szatanem.

Rydel z królową Katarzyną teraz rozmawia,
Mówią, że nadszedł kres tego bajania,
I pora podjąć kroki zdecydowane,

By utrzymać rodaków w dobrym stanie,
Nim więcej ich w rozbójników się zamieni,
Przynosząc wstyd Starej i Nowej Bialenii.

W Tambowie tymczasem zbiera się armia Melchizedeka,
Na jej czele stoi Czaja, najwiernierniejszy szlachetka,
Zelżony przez panów braci za dobro, w które uwierzył,

Nie przejmuje się tym, wie, że lepiej słusznie przeżyć.
Pod pałacem arystokraty zbiera się wtenczas ciżba,
Żądna krwi i łupów podłych rozbójników istna wyspa,

Wśród nich wielu jest Nowobialeńczyków,
Nie wiedzą, że nie chce od chłosty ryków,
Swych rodaków słuchać, ale musi,

Bo khmerski szatan mu córkę udusi,
Jedyne dziecko arystokraty, ukochane,
Dla niego woli on trzymać z szatanem.

W ten sposób anioł mroku stał się Panem,
Wielu dusz bialeńskich możnych i wielkich,
Arystokratów i oficerów niemal wszelkich.
« Ostatnia zmiana: Czw, 01 Sty 1970, 01:00:00 wysłana przez Guest »

Offline Maciej Kamiński

  • Grand
  • Policja Krajowa
  • Entuzjasta
  • ******
  • Wiadomości: 11835
  • : 228
  • Płeć: Mężczyzna
  • Gestapo Ortograficzne, Oko Sprawiedliwości
    • NPE: BI13111700005
  • Stopień służbowy Stopień w Policji Krajowej RB
    • Zobacz profil
    • Odznaczenia
Re: "O przypadkach dzielnych praszczurów..." - Księga III
« Odpowiedź #3 dnia: Sob, 19 Kwi 2014, 19:10:54 »
No. :D

W Równogrodzie, stolicy Nowej Bialenii,
Siedzi prezydent Rydel, popijając ocet winny,
I czyta ze zgrozą list otrzymany od Leksego.

Pisze on, że Nowobialeńczycy czynią wiele złego,
Że od Proroka się odwrócili plecami,
I grabieży dokonują całkiem sami.

Nie wszyscy wprawdzie, treść listu mówi,
Ale większość odeszła, na robotę głupich,
Jednak i sukces ludzi wolności się dokonał,

Część Khmerów najdzielniejszy Apostoł przekonał,
Aby na słuszną ścieżkę zstąpili, i razem z Mesjaszem,
Czynili dobro, wbrew Saremu, który jest szatanem.

Rydel z królową Katarzyną teraz rozmawia,
Mówią, że nadszedł kres tego bajania,
I pora podjąć kroki zdecydowane,

By utrzymać rodaków w dobrym stanie,
Nim więcej ich w rozbójników się zamieni,
Przynosząc wstyd Starej i Nowej Bialenii.

W Tambowie tymczasem zbiera się armia Melchizedeka,
Na jej czele stoi Czaja, najwiernierniejszy szlachetka,
Zelżony przez panów braci za dobro, w które uwierzył,

Nie przejmuje się tym, wie, że lepiej słusznie przeżyć.
Pod pałacem arystokraty zbiera się wtenczas ciżba,
Żądna krwi i łupów podłych rozbójników istna wyspa,

Wśród nich wielu jest Nowobialeńczyków,
Nie wiedzą, że nie chce od chłosty ryków,
Swych rodaków słuchać, ale musi,

Bo khmerski szatan mu córkę udusi,
Jedyne dziecko arystokraty, ukochane,
Dla niego woli on trzymać z szatanem.

W ten sposób anioł mroku stał się Panem,
Wielu dusz bialeńskich możnych i wielkich,
Arystokratów i oficerów niemal wszelkich.

Tłum żąda głowy arystokraty, gwiżdżąc głośno,
Ten z bólem serca wysyła na nich swe wojsko,
A sam odjeżdża, by przekazać szatanowi daninę.
« Ostatnia zmiana: Czw, 01 Sty 1970, 01:00:00 wysłana przez Guest »
lic. net Maciej Kamiński herbu Sto Osiem, Członek Bialeńskiej Partii Demokratycznej, Minister Spraw Zagranicznych, Poseł, Prezes Policji Krajowej, Honorowo obywatel Jahołdajewszczyzny, Ambasador Republiki Bialeńskiej w Maharadżacie Tirimudzii i Trizondalu, Trener LKS-u Tomaszew, Selekcjoner Dżamahiriji, Dyrektor Bialeńskiego Biura Kartograficznego, Administrator forum i strony głównej Republiki Bialeńskiej oraz fanpage'a Republiki Bialeńskiej na Facebooku, Młodszy administrator systemu e-gospodarki Republiki Bialeńskiej, Operator bialeńskiego kanału IRC, Gospodarz na Tomaszewie, Posiadacz 158 folwarków, Wang IWA, Houellebecq Lahazydii, Jasny Gieroj, Tytan Pracy Spraw Wewnętrznych 2016.

Offline AndrzejSwarzewski

Re: "O przypadkach dzielnych praszczurów..." - Księga III
« Odpowiedź #4 dnia: Sob, 19 Kwi 2014, 22:23:32 »
W Równogrodzie, stolicy Nowej Bialenii,
Siedzi prezydent Rydel, popijając ocet winny,
I czyta ze zgrozą list otrzymany od Leksego.

Pisze on, że Nowobialeńczycy czynią wiele złego,
Że od Proroka się odwrócili plecami,
I grabieży dokonują całkiem sami.

Nie wszyscy wprawdzie, treść listu mówi,
Ale większość odeszła, na robotę głupich,
Jednak i sukces ludzi wolności się dokonał,

Część Khmerów najdzielniejszy Apostoł przekonał,
Aby na słuszną ścieżkę zstąpili, i razem z Mesjaszem,
Czynili dobro, wbrew Saremu, który jest szatanem.

Rydel z królową Katarzyną teraz rozmawia,
Mówią, że nadszedł kres tego bajania,
I pora podjąć kroki zdecydowane,

By utrzymać rodaków w dobrym stanie,
Nim więcej ich w rozbójników się zamieni,
Przynosząc wstyd Starej i Nowej Bialenii.

W Tambowie tymczasem zbiera się armia Melchizedeka,
Na jej czele stoi Czaja, najwiernierniejszy szlachetka,
Zelżony przez panów braci za dobro, w które uwierzył,

Nie przejmuje się tym, wie, że lepiej słusznie przeżyć.
Pod pałacem arystokraty zbiera się wtenczas ciżba,
Żądna krwi i łupów podłych rozbójników istna wyspa,

Wśród nich wielu jest Nowobialeńczyków,
Nie wiedzą, że nie chce od chłosty ryków,
Swych rodaków słuchać, ale musi,

Bo khmerski szatan mu córkę udusi,
Jedyne dziecko arystokraty, ukochane,
Dla niego woli on trzymać z szatanem.

W ten sposób anioł mroku stał się Panem,
Wielu dusz bialeńskich możnych i wielkich,
Arystokratów i oficerów niemal wszelkich.

Tłum żąda głowy arystokraty, gwiżdżąc głośno,
Ten z bólem serca wysyła na nich swe wojsko,
A sam odjeżdża, by przekazać szatanowi daninę.

Krew oblała wolnogradzką, lesistą równinę,
Krew dzieci ziemi ojczystej, synów i cór jej,
Co życie oddali dla swobody ziemi swej.
« Ostatnia zmiana: Czw, 01 Sty 1970, 01:00:00 wysłana przez Guest »

Offline Maciej Kamiński

  • Grand
  • Policja Krajowa
  • Entuzjasta
  • ******
  • Wiadomości: 11835
  • : 228
  • Płeć: Mężczyzna
  • Gestapo Ortograficzne, Oko Sprawiedliwości
    • NPE: BI13111700005
  • Stopień służbowy Stopień w Policji Krajowej RB
    • Zobacz profil
    • Odznaczenia
Re: "O przypadkach dzielnych praszczurów..." - Księga III
« Odpowiedź #5 dnia: Nie, 20 Kwi 2014, 10:24:29 »
W Równogrodzie, stolicy Nowej Bialenii,
Siedzi prezydent Rydel, popijając ocet winny,
I czyta ze zgrozą list otrzymany od Leksego.

Pisze on, że Nowobialeńczycy czynią wiele złego,
Że od Proroka się odwrócili plecami,
I grabieży dokonują całkiem sami.

Nie wszyscy wprawdzie, treść listu mówi,
Ale większość odeszła, na robotę głupich,
Jednak i sukces ludzi wolności się dokonał,

Część Khmerów najdzielniejszy Apostoł przekonał,
Aby na słuszną ścieżkę zstąpili, i razem z Mesjaszem,
Czynili dobro, wbrew Saremu, który jest szatanem.

Rydel z królową Katarzyną teraz rozmawia,
Mówią, że nadszedł kres tego bajania,
I pora podjąć kroki zdecydowane,

By utrzymać rodaków w dobrym stanie,
Nim więcej ich w rozbójników się zamieni,
Przynosząc wstyd Starej i Nowej Bialenii.

W Tambowie tymczasem zbiera się armia Melchizedeka,
Na jej czele stoi Czaja, najwierniejszy szlachetka,
Zelżony przez panów braci za dobro, w które uwierzył,

Nie przejmuje się tym, wie, że lepiej słusznie przeżyć.
Pod pałacem arystokraty zbiera się wtenczas ciżba,
Żądna krwi i łupów podłych rozbójników istna wyspa,

Wśród nich wielu jest Nowobialeńczyków,
Nie wiedzą, że nie chce od chłosty ryków,
Swych rodaków słuchać, ale musi,

Bo khmerski szatan mu córkę udusi,
Jedyne dziecko arystokraty, ukochane,
Dla niego woli on trzymać z szatanem.

W ten sposób anioł mroku stał się Panem,
Wielu dusz bialeńskich możnych i wielkich,
Arystokratów i oficerów niemal wszelkich.

Tłum żąda głowy arystokraty, gwiżdżąc głośno,
Ten z bólem serca wysyła na nich swe wojsko,
A sam odjeżdża, by przekazać szatanowi daninę.

Krew oblała wolnogradzką, lesistą równinę,
Krew dzieci ziemi ojczystej, synów i cór jej,
Co życie oddali dla swobody ziemi swej.

Na miejsce przychodzi Krzysztof, Apostoł,
Miał zawrócić dzieci Proroka ku Jego wioskom,
Spóźnił się, więc wśród łkań swych, modli się,
« Ostatnia zmiana: Czw, 01 Sty 1970, 01:00:00 wysłana przez Guest »
lic. net Maciej Kamiński herbu Sto Osiem, Członek Bialeńskiej Partii Demokratycznej, Minister Spraw Zagranicznych, Poseł, Prezes Policji Krajowej, Honorowo obywatel Jahołdajewszczyzny, Ambasador Republiki Bialeńskiej w Maharadżacie Tirimudzii i Trizondalu, Trener LKS-u Tomaszew, Selekcjoner Dżamahiriji, Dyrektor Bialeńskiego Biura Kartograficznego, Administrator forum i strony głównej Republiki Bialeńskiej oraz fanpage'a Republiki Bialeńskiej na Facebooku, Młodszy administrator systemu e-gospodarki Republiki Bialeńskiej, Operator bialeńskiego kanału IRC, Gospodarz na Tomaszewie, Posiadacz 158 folwarków, Wang IWA, Houellebecq Lahazydii, Jasny Gieroj, Tytan Pracy Spraw Wewnętrznych 2016.

Offline AndrzejSwarzewski

Re: "O przypadkach dzielnych praszczurów..." - Księga III
« Odpowiedź #6 dnia: Nie, 20 Kwi 2014, 12:52:12 »
W Równogrodzie, stolicy Nowej Bialenii,
Siedzi prezydent Rydel, popijając ocet winny,
I czyta ze zgrozą list otrzymany od Leksego.

Pisze on, że Nowobialeńczycy czynią wiele złego,
Że od Proroka się odwrócili plecami,
I grabieży dokonują całkiem sami.

Nie wszyscy wprawdzie, treść listu mówi,
Ale większość odeszła, na robotę głupich,
Jednak i sukces ludzi wolności się dokonał,

Część Khmerów najdzielniejszy Apostoł przekonał,
Aby na słuszną ścieżkę zstąpili, i razem z Mesjaszem,
Czynili dobro, wbrew Saremu, który jest szatanem.

Rydel z królową Katarzyną teraz rozmawia,
Mówią, że nadszedł kres tego bajania,
I pora podjąć kroki zdecydowane,

By utrzymać rodaków w dobrym stanie,
Nim więcej ich w rozbójników się zamieni,
Przynosząc wstyd Starej i Nowej Bialenii.

W Tambowie tymczasem zbiera się armia Melchizedeka,
Na jej czele stoi Czaja, najwierniejszy szlachetka,
Zelżony przez panów braci za dobro, w które uwierzył,

Nie przejmuje się tym, wie, że lepiej słusznie przeżyć.
Pod pałacem arystokraty zbiera się wtenczas ciżba,
Żądna krwi i łupów podłych rozbójników istna wyspa,

Wśród nich wielu jest Nowobialeńczyków,
Nie wiedzą, że nie chce od chłosty ryków,
Swych rodaków słuchać, ale musi,

Bo khmerski szatan mu córkę udusi,
Jedyne dziecko arystokraty, ukochane,
Dla niego woli on trzymać z szatanem.

W ten sposób anioł mroku stał się Panem,
Wielu dusz bialeńskich możnych i wielkich,
Arystokratów i oficerów niemal wszelkich.

Tłum żąda głowy arystokraty, gwiżdżąc głośno,
Ten z bólem serca wysyła na nich swe wojsko,
A sam odjeżdża, by przekazać szatanowi daninę.

Krew oblała wolnogradzką, lesistą równinę,
Krew dzieci ziemi ojczystej, synów i cór jej,
Co życie oddali dla swobody ziemi swej.

Na miejsce przychodzi Krzysztof, Apostoł,
Miał zawrócić dzieci Proroka ku Jego wioskom,
Spóźnił się, więc wśród łkań swych, modli się,

"Boże, Ojcze Wszechmogący, dziś proszę Cię,
Byś przywrócił kraju temu jego siłę i moc,
I wygnał stąd khmerską, długą noc.
« Ostatnia zmiana: Czw, 01 Sty 1970, 01:00:00 wysłana przez Guest »

Offline Maciej Kamiński

  • Grand
  • Policja Krajowa
  • Entuzjasta
  • ******
  • Wiadomości: 11835
  • : 228
  • Płeć: Mężczyzna
  • Gestapo Ortograficzne, Oko Sprawiedliwości
    • NPE: BI13111700005
  • Stopień służbowy Stopień w Policji Krajowej RB
    • Zobacz profil
    • Odznaczenia
Re: "O przypadkach dzielnych praszczurów..." - Księga III
« Odpowiedź #7 dnia: Nie, 20 Kwi 2014, 18:21:27 »
W Równogrodzie, stolicy Nowej Bialenii,
Siedzi prezydent Rydel, popijając ocet winny,
I czyta ze zgrozą list otrzymany od Leksego.

Pisze on, że Nowobialeńczycy czynią wiele złego,
Że od Proroka się odwrócili plecami,
I grabieży dokonują całkiem sami.

Nie wszyscy wprawdzie, treść listu mówi,
Ale większość odeszła, na robotę głupich,
Jednak i sukces ludzi wolności się dokonał,

Część Khmerów najdzielniejszy Apostoł przekonał,
Aby na słuszną ścieżkę zstąpili, i razem z Mesjaszem,
Czynili dobro, wbrew Saremu, który jest szatanem.

Rydel z królową Katarzyną teraz rozmawia,
Mówią, że nadszedł kres tego bajania,
I pora podjąć kroki zdecydowane,

By utrzymać rodaków w dobrym stanie,
Nim więcej ich w rozbójników się zamieni,
Przynosząc wstyd Starej i Nowej Bialenii.

W Tambowie tymczasem zbiera się armia Melchizedeka,
Na jej czele stoi Czaja, najwierniejszy szlachetka,
Zelżony przez panów braci za dobro, w które uwierzył,

Nie przejmuje się tym, wie, że lepiej słusznie przeżyć.
Pod pałacem arystokraty zbiera się wtenczas ciżba,
Żądna krwi i łupów podłych rozbójników istna wyspa,

Wśród nich wielu jest Nowobialeńczyków,
Nie wiedzą, że nie chce od chłosty ryków,
Swych rodaków słuchać, ale musi,

Bo khmerski szatan mu córkę udusi,
Jedyne dziecko arystokraty, ukochane,
Dla niego woli on trzymać z szatanem.

W ten sposób anioł mroku stał się Panem,
Wielu dusz bialeńskich możnych i wielkich,
Arystokratów i oficerów niemal wszelkich.

Tłum żąda głowy arystokraty, gwiżdżąc głośno,
Ten z bólem serca wysyła na nich swe wojsko,
A sam odjeżdża, by przekazać szatanowi daninę.

Krew oblała wolnogradzką, lesistą równinę,
Krew dzieci ziemi ojczystej, synów i cór jej,
Co życie oddali dla swobody ziemi swej.

Na miejsce przychodzi Krzysztof, Apostoł,
Miał zawrócić dzieci Proroka ku Jego wioskom,
Spóźnił się, więc wśród łkań swych, modli się,

"Boże, Ojcze Wszechmogący, dziś proszę Cię,
Byś przywrócił kraju temu jego siłę i moc,
I wygnał stąd khmerską, długą noc.

W imię Ojca, Syna i Ducha,
Niech się skończy ta zawierucha."
Arystokrata dotarł do dworu Sarego,
« Ostatnia zmiana: Czw, 01 Sty 1970, 01:00:00 wysłana przez Guest »
lic. net Maciej Kamiński herbu Sto Osiem, Członek Bialeńskiej Partii Demokratycznej, Minister Spraw Zagranicznych, Poseł, Prezes Policji Krajowej, Honorowo obywatel Jahołdajewszczyzny, Ambasador Republiki Bialeńskiej w Maharadżacie Tirimudzii i Trizondalu, Trener LKS-u Tomaszew, Selekcjoner Dżamahiriji, Dyrektor Bialeńskiego Biura Kartograficznego, Administrator forum i strony głównej Republiki Bialeńskiej oraz fanpage'a Republiki Bialeńskiej na Facebooku, Młodszy administrator systemu e-gospodarki Republiki Bialeńskiej, Operator bialeńskiego kanału IRC, Gospodarz na Tomaszewie, Posiadacz 158 folwarków, Wang IWA, Houellebecq Lahazydii, Jasny Gieroj, Tytan Pracy Spraw Wewnętrznych 2016.

Offline AndrzejSwarzewski

Re: "O przypadkach dzielnych praszczurów..." - Księga III
« Odpowiedź #8 dnia: Nie, 20 Kwi 2014, 18:52:51 »
W Równogrodzie, stolicy Nowej Bialenii,
Siedzi prezydent Rydel, popijając ocet winny,
I czyta ze zgrozą list otrzymany od Leksego.

Pisze on, że Nowobialeńczycy czynią wiele złego,
Że od Proroka się odwrócili plecami,
I grabieży dokonują całkiem sami.

Nie wszyscy wprawdzie, treść listu mówi,
Ale większość odeszła, na robotę głupich,
Jednak i sukces ludzi wolności się dokonał,

Część Khmerów najdzielniejszy Apostoł przekonał,
Aby na słuszną ścieżkę zstąpili, i razem z Mesjaszem,
Czynili dobro, wbrew Saremu, który jest szatanem.

Rydel z królową Katarzyną teraz rozmawia,
Mówią, że nadszedł kres tego bajania,
I pora podjąć kroki zdecydowane,

By utrzymać rodaków w dobrym stanie,
Nim więcej ich w rozbójników się zamieni,
Przynosząc wstyd Starej i Nowej Bialenii.

W Tambowie tymczasem zbiera się armia Melchizedeka,
Na jej czele stoi Czaja, najwierniejszy szlachetka,
Zelżony przez panów braci za dobro, w które uwierzył,

Nie przejmuje się tym, wie, że lepiej słusznie przeżyć.
Pod pałacem arystokraty zbiera się wtenczas ciżba,
Żądna krwi i łupów podłych rozbójników istna wyspa,

Wśród nich wielu jest Nowobialeńczyków,
Nie wiedzą, że nie chce od chłosty ryków,
Swych rodaków słuchać, ale musi,

Bo khmerski szatan mu córkę udusi,
Jedyne dziecko arystokraty, ukochane,
Dla niego woli on trzymać z szatanem.

W ten sposób anioł mroku stał się Panem,
Wielu dusz bialeńskich możnych i wielkich,
Arystokratów i oficerów niemal wszelkich.

Tłum żąda głowy arystokraty, gwiżdżąc głośno,
Ten z bólem serca wysyła na nich swe wojsko,
A sam odjeżdża, by przekazać szatanowi daninę.

Krew oblała wolnogradzką, lesistą równinę,
Krew dzieci ziemi ojczystej, synów i cór jej,
Co życie oddali dla swobody ziemi swej.

Na miejsce przychodzi Krzysztof, Apostoł,
Miał zawrócić dzieci Proroka ku Jego wioskom,
Spóźnił się, więc wśród łkań swych, modli się,

"Boże, Ojcze Wszechmogący, dziś proszę Cię,
Byś przywrócił kraju temu jego siłę i moc,
I wygnał stąd khmerską, długą noc.

W imię Ojca, Syna i Ducha,
Niech się skończy ta zawierucha."
Arystokrata dotarł do dworu Sarego,

Prosi o skończenie konfliktu strasznego,
O pokój wielki i trwały, na wieki wieków,
Skończyć wojnę jak australopiteków.
« Ostatnia zmiana: Czw, 01 Sty 1970, 01:00:00 wysłana przez Guest »

Offline Maciej Kamiński

  • Grand
  • Policja Krajowa
  • Entuzjasta
  • ******
  • Wiadomości: 11835
  • : 228
  • Płeć: Mężczyzna
  • Gestapo Ortograficzne, Oko Sprawiedliwości
    • NPE: BI13111700005
  • Stopień służbowy Stopień w Policji Krajowej RB
    • Zobacz profil
    • Odznaczenia
Re: "O przypadkach dzielnych praszczurów..." - Księga III
« Odpowiedź #9 dnia: Nie, 20 Kwi 2014, 19:06:28 »
W Równogrodzie, stolicy Nowej Bialenii,
Siedzi prezydent Rydel, popijając ocet winny,
I czyta ze zgrozą list otrzymany od Leksego.

Pisze on, że Nowobialeńczycy czynią wiele złego,
Że od Proroka się odwrócili plecami,
I grabieży dokonują całkiem sami.

Nie wszyscy wprawdzie, treść listu mówi,
Ale większość odeszła, na robotę głupich,
Jednak i sukces ludzi wolności się dokonał,

Część Khmerów najdzielniejszy Apostoł przekonał,
Aby na słuszną ścieżkę zstąpili, i razem z Mesjaszem,
Czynili dobro, wbrew Saremu, który jest szatanem.

Rydel z królową Katarzyną teraz rozmawia,
Mówią, że nadszedł kres tego bajania,
I pora podjąć kroki zdecydowane,

By utrzymać rodaków w dobrym stanie,
Nim więcej ich w rozbójników się zamieni,
Przynosząc wstyd Starej i Nowej Bialenii.

W Tambowie tymczasem zbiera się armia Melchizedeka,
Na jej czele stoi Czaja, najwierniejszy szlachetka,
Zelżony przez panów braci za dobro, w które uwierzył,

Nie przejmuje się tym, wie, że lepiej słusznie przeżyć.
Pod pałacem arystokraty zbiera się wtenczas ciżba,
Żądna krwi i łupów podłych rozbójników istna wyspa,

Wśród nich wielu jest Nowobialeńczyków,
Nie wiedzą, że nie chce od chłosty ryków,
Swych rodaków słuchać, ale musi,

Bo khmerski szatan mu córkę udusi,
Jedyne dziecko arystokraty, ukochane,
Dla niego woli on trzymać z szatanem.

W ten sposób anioł mroku stał się Panem,
Wielu dusz bialeńskich możnych i wielkich,
Arystokratów i oficerów niemal wszelkich.

Tłum żąda głowy arystokraty, gwiżdżąc głośno,
Ten z bólem serca wysyła na nich swe wojsko,
A sam odjeżdża, by przekazać szatanowi daninę.

Krew oblała wolnogradzką, lesistą równinę,
Krew dzieci ziemi ojczystej, synów i cór jej,
Co życie oddali dla swobody ziemi swej.

Na miejsce przychodzi Krzysztof, Apostoł,
Miał zawrócić dzieci Proroka ku Jego wioskom,
Spóźnił się, więc wśród łkań swych, modli się,

"Boże, Ojcze Wszechmogący, dziś proszę Cię,
Byś przywrócił kraju temu jego siłę i moc,
I wygnał stąd khmerską, długą noc.

W imię Ojca, Syna i Ducha,
Niech się skończy ta zawierucha."
Arystokrata dotarł do dworu Sarego,

Prosi o skończenie konfliktu strasznego,
O pokój wielki i trwały, na wieki wieków,
Skończyć wojnę jak australopiteków.

Szatan mu na to krótko i złowieszczo mówi:
"Jeszcze słowo, a córka nie będzie miała nogi!
Precz psie, pilnuj interesów swego pana, mnie!"
« Ostatnia zmiana: Czw, 01 Sty 1970, 01:00:00 wysłana przez Guest »
lic. net Maciej Kamiński herbu Sto Osiem, Członek Bialeńskiej Partii Demokratycznej, Minister Spraw Zagranicznych, Poseł, Prezes Policji Krajowej, Honorowo obywatel Jahołdajewszczyzny, Ambasador Republiki Bialeńskiej w Maharadżacie Tirimudzii i Trizondalu, Trener LKS-u Tomaszew, Selekcjoner Dżamahiriji, Dyrektor Bialeńskiego Biura Kartograficznego, Administrator forum i strony głównej Republiki Bialeńskiej oraz fanpage'a Republiki Bialeńskiej na Facebooku, Młodszy administrator systemu e-gospodarki Republiki Bialeńskiej, Operator bialeńskiego kanału IRC, Gospodarz na Tomaszewie, Posiadacz 158 folwarków, Wang IWA, Houellebecq Lahazydii, Jasny Gieroj, Tytan Pracy Spraw Wewnętrznych 2016.

Offline AndrzejSwarzewski

Re: "O przypadkach dzielnych praszczurów..." - Księga III
« Odpowiedź #10 dnia: Nie, 20 Kwi 2014, 19:11:15 »
W Równogrodzie, stolicy Nowej Bialenii,
Siedzi prezydent Rydel, popijając ocet winny,
I czyta ze zgrozą list otrzymany od Leksego.

Pisze on, że Nowobialeńczycy czynią wiele złego,
Że od Proroka się odwrócili plecami,
I grabieży dokonują całkiem sami.

Nie wszyscy wprawdzie, treść listu mówi,
Ale większość odeszła, na robotę głupich,
Jednak i sukces ludzi wolności się dokonał,

Część Khmerów najdzielniejszy Apostoł przekonał,
Aby na słuszną ścieżkę zstąpili, i razem z Mesjaszem,
Czynili dobro, wbrew Saremu, który jest szatanem.

Rydel z królową Katarzyną teraz rozmawia,
Mówią, że nadszedł kres tego bajania,
I pora podjąć kroki zdecydowane,

By utrzymać rodaków w dobrym stanie,
Nim więcej ich w rozbójników się zamieni,
Przynosząc wstyd Starej i Nowej Bialenii.

W Tambowie tymczasem zbiera się armia Melchizedeka,
Na jej czele stoi Czaja, najwierniejszy szlachetka,
Zelżony przez panów braci za dobro, w które uwierzył,

Nie przejmuje się tym, wie, że lepiej słusznie przeżyć.
Pod pałacem arystokraty zbiera się wtenczas ciżba,
Żądna krwi i łupów podłych rozbójników istna wyspa,

Wśród nich wielu jest Nowobialeńczyków,
Nie wiedzą, że nie chce od chłosty ryków,
Swych rodaków słuchać, ale musi,

Bo khmerski szatan mu córkę udusi,
Jedyne dziecko arystokraty, ukochane,
Dla niego woli on trzymać z szatanem.

W ten sposób anioł mroku stał się Panem,
Wielu dusz bialeńskich możnych i wielkich,
Arystokratów i oficerów niemal wszelkich.

Tłum żąda głowy arystokraty, gwiżdżąc głośno,
Ten z bólem serca wysyła na nich swe wojsko,
A sam odjeżdża, by przekazać szatanowi daninę.

Krew oblała wolnogradzką, lesistą równinę,
Krew dzieci ziemi ojczystej, synów i cór jej,
Co życie oddali dla swobody ziemi swej.

Na miejsce przychodzi Krzysztof, Apostoł,
Miał zawrócić dzieci Proroka ku Jego wioskom,
Spóźnił się, więc wśród łkań swych, modli się,

"Boże, Ojcze Wszechmogący, dziś proszę Cię,
Byś przywrócił kraju temu jego siłę i moc,
I wygnał stąd khmerską, długą noc.

W imię Ojca, Syna i Ducha,
Niech się skończy ta zawierucha."
Arystokrata dotarł do dworu Sarego,

Prosi o skończenie konfliktu strasznego,
O pokój wielki i trwały, na wieki wieków,
Skończyć wojnę jak australopiteków.

Szatan mu na to krótko i złowieszczo mówi:
"Jeszcze słowo, a córka nie będzie miała nogi!
Precz psie, pilnuj interesów swego pana, mnie!"

Stary szlachcic rzecze: "Dość tego, o nie!"
Wyjmuje szablę ojców swych i dziadów,
Rozcina wroga i znika bez żadnych śladów.
« Ostatnia zmiana: Czw, 01 Sty 1970, 01:00:00 wysłana przez Guest »

Offline Maciej Kamiński

  • Grand
  • Policja Krajowa
  • Entuzjasta
  • ******
  • Wiadomości: 11835
  • : 228
  • Płeć: Mężczyzna
  • Gestapo Ortograficzne, Oko Sprawiedliwości
    • NPE: BI13111700005
  • Stopień służbowy Stopień w Policji Krajowej RB
    • Zobacz profil
    • Odznaczenia
Re: "O przypadkach dzielnych praszczurów..." - Księga III
« Odpowiedź #11 dnia: Nie, 20 Kwi 2014, 20:26:35 »
W Równogrodzie, stolicy Nowej Bialenii,
Siedzi prezydent Rydel, popijając ocet winny,
I czyta ze zgrozą list otrzymany od Leksego.

Pisze on, że Nowobialeńczycy czynią wiele złego,
Że od Proroka się odwrócili plecami,
I grabieży dokonują całkiem sami.

Nie wszyscy wprawdzie, treść listu mówi,
Ale większość odeszła, na robotę głupich,
Jednak i sukces ludzi wolności się dokonał,

Część Khmerów najdzielniejszy Apostoł przekonał,
Aby na słuszną ścieżkę zstąpili, i razem z Mesjaszem,
Czynili dobro, wbrew Saremu, który jest szatanem.

Rydel z królową Katarzyną teraz rozmawia,
Mówią, że nadszedł kres tego bajania,
I pora podjąć kroki zdecydowane,

By utrzymać rodaków w dobrym stanie,
Nim więcej ich w rozbójników się zamieni,
Przynosząc wstyd Starej i Nowej Bialenii.

W Tambowie tymczasem zbiera się armia Melchizedeka,
Na jej czele stoi Czaja, najwierniejszy szlachetka,
Zelżony przez panów braci za dobro, w które uwierzył,

Nie przejmuje się tym, wie, że lepiej słusznie przeżyć.
Pod pałacem arystokraty zbiera się wtenczas ciżba,
Żądna krwi i łupów podłych rozbójników istna wyspa,

Wśród nich wielu jest Nowobialeńczyków,
Nie wiedzą, że nie chce od chłosty ryków,
Swych rodaków słuchać, ale musi,

Bo khmerski szatan mu córkę udusi,
Jedyne dziecko arystokraty, ukochane,
Dla niego woli on trzymać z szatanem.

W ten sposób anioł mroku stał się Panem,
Wielu dusz bialeńskich możnych i wielkich,
Arystokratów i oficerów niemal wszelkich.

Tłum żąda głowy arystokraty, gwiżdżąc głośno,
Ten z bólem serca wysyła na nich swe wojsko,
A sam odjeżdża, by przekazać szatanowi daninę.

Krew oblała wolnogradzką, lesistą równinę,
Krew dzieci ziemi ojczystej, synów i cór jej,
Co życie oddali dla swobody ziemi swej.

Na miejsce przychodzi Krzysztof, Apostoł,
Miał zawrócić dzieci Proroka ku Jego wioskom,
Spóźnił się, więc wśród łkań swych, modli się,

"Boże, Ojcze Wszechmogący, dziś proszę Cię,
Byś przywrócił kraju temu jego siłę i moc,
I wygnał stąd khmerską, długą noc.

W imię Ojca, Syna i Ducha,
Niech się skończy ta zawierucha."
Arystokrata dotarł do dworu Sarego,

Prosi o skończenie konfliktu strasznego,
O pokój wielki i trwały, na wieki wieków,
Skończyć wojnę jak australopiteków.

Szatan mu na to krótko i złowieszczo mówi:
"Jeszcze słowo, a córka nie będzie miała nogi!
Precz psie, pilnuj interesów swego pana, mnie!"

Stary szlachcic rzecze: "Dość tego, o nie!"
Wyjmuje szablę ojców swych i dziadów,
Rozcina wroga i znika bez żadnych śladów.

Wieść ta dociera w mig do wszystkich w Bialenii,
Wszyscy w domach cieszą się z szatana śmierci,
Jeden Samphan, zdrajca, drży aż cały, bo wie,
« Ostatnia zmiana: Czw, 01 Sty 1970, 01:00:00 wysłana przez Guest »
lic. net Maciej Kamiński herbu Sto Osiem, Członek Bialeńskiej Partii Demokratycznej, Minister Spraw Zagranicznych, Poseł, Prezes Policji Krajowej, Honorowo obywatel Jahołdajewszczyzny, Ambasador Republiki Bialeńskiej w Maharadżacie Tirimudzii i Trizondalu, Trener LKS-u Tomaszew, Selekcjoner Dżamahiriji, Dyrektor Bialeńskiego Biura Kartograficznego, Administrator forum i strony głównej Republiki Bialeńskiej oraz fanpage'a Republiki Bialeńskiej na Facebooku, Młodszy administrator systemu e-gospodarki Republiki Bialeńskiej, Operator bialeńskiego kanału IRC, Gospodarz na Tomaszewie, Posiadacz 158 folwarków, Wang IWA, Houellebecq Lahazydii, Jasny Gieroj, Tytan Pracy Spraw Wewnętrznych 2016.

Offline AndrzejSwarzewski

Re: "O przypadkach dzielnych praszczurów..." - Księga III
« Odpowiedź #12 dnia: Nie, 20 Kwi 2014, 21:31:59 »
W Równogrodzie, stolicy Nowej Bialenii,
Siedzi prezydent Rydel, popijając ocet winny,
I czyta ze zgrozą list otrzymany od Leksego.

Pisze on, że Nowobialeńczycy czynią wiele złego,
Że od Proroka się odwrócili plecami,
I grabieży dokonują całkiem sami.

Nie wszyscy wprawdzie, treść listu mówi,
Ale większość odeszła, na robotę głupich,
Jednak i sukces ludzi wolności się dokonał,

Część Khmerów najdzielniejszy Apostoł przekonał,
Aby na słuszną ścieżkę zstąpili, i razem z Mesjaszem,
Czynili dobro, wbrew Saremu, który jest szatanem.

Rydel z królową Katarzyną teraz rozmawia,
Mówią, że nadszedł kres tego bajania,
I pora podjąć kroki zdecydowane,

By utrzymać rodaków w dobrym stanie,
Nim więcej ich w rozbójników się zamieni,
Przynosząc wstyd Starej i Nowej Bialenii.

W Tambowie tymczasem zbiera się armia Melchizedeka,
Na jej czele stoi Czaja, najwierniejszy szlachetka,
Zelżony przez panów braci za dobro, w które uwierzył,

Nie przejmuje się tym, wie, że lepiej słusznie przeżyć.
Pod pałacem arystokraty zbiera się wtenczas ciżba,
Żądna krwi i łupów podłych rozbójników istna wyspa,

Wśród nich wielu jest Nowobialeńczyków,
Nie wiedzą, że nie chce od chłosty ryków,
Swych rodaków słuchać, ale musi,

Bo khmerski szatan mu córkę udusi,
Jedyne dziecko arystokraty, ukochane,
Dla niego woli on trzymać z szatanem.

W ten sposób anioł mroku stał się Panem,
Wielu dusz bialeńskich możnych i wielkich,
Arystokratów i oficerów niemal wszelkich.

Tłum żąda głowy arystokraty, gwiżdżąc głośno,
Ten z bólem serca wysyła na nich swe wojsko,
A sam odjeżdża, by przekazać szatanowi daninę.

Krew oblała wolnogradzką, lesistą równinę,
Krew dzieci ziemi ojczystej, synów i cór jej,
Co życie oddali dla swobody ziemi swej.

Na miejsce przychodzi Krzysztof, Apostoł,
Miał zawrócić dzieci Proroka ku Jego wioskom,
Spóźnił się, więc wśród łkań swych, modli się,

"Boże, Ojcze Wszechmogący, dziś proszę Cię,
Byś przywrócił kraju temu jego siłę i moc,
I wygnał stąd khmerską, długą noc.

W imię Ojca, Syna i Ducha,
Niech się skończy ta zawierucha."
Arystokrata dotarł do dworu Sarego,

Prosi o skończenie konfliktu strasznego,
O pokój wielki i trwały, na wieki wieków,
Skończyć wojnę jak australopiteków.

Szatan mu na to krótko i złowieszczo mówi:
"Jeszcze słowo, a córka nie będzie miała nogi!
Precz psie, pilnuj interesów swego pana, mnie!"

Stary szlachcic rzecze: "Dość tego, o nie!"
Wyjmuje szablę ojców swych i dziadów,
Rozcina wroga i znika bez żadnych śladów.

Wieść ta dociera w mig do wszystkich w Bialenii,
Wszyscy w domach cieszą się z szatana śmierci,
Jeden Samphan, zdrajca, drży aż cały, bo wie,

Że już wkrótce wściekły lud Bialenii go dorwie,
Wówczas nie będzie już żadnej litości,
Dla kolaborantów, zdrajców bialeńskości.
« Ostatnia zmiana: Czw, 01 Sty 1970, 01:00:00 wysłana przez Guest »

Offline Maciej Kamiński

  • Grand
  • Policja Krajowa
  • Entuzjasta
  • ******
  • Wiadomości: 11835
  • : 228
  • Płeć: Mężczyzna
  • Gestapo Ortograficzne, Oko Sprawiedliwości
    • NPE: BI13111700005
  • Stopień służbowy Stopień w Policji Krajowej RB
    • Zobacz profil
    • Odznaczenia
Re: "O przypadkach dzielnych praszczurów..." - Księga III
« Odpowiedź #13 dnia: Nie, 20 Kwi 2014, 21:52:30 »
W Równogrodzie, stolicy Nowej Bialenii,
Siedzi prezydent Rydel, popijając ocet winny,
I czyta ze zgrozą list otrzymany od Leksego.

Pisze on, że Nowobialeńczycy czynią wiele złego,
Że od Proroka się odwrócili plecami,
I grabieży dokonują całkiem sami.

Nie wszyscy wprawdzie, treść listu mówi,
Ale większość odeszła, na robotę głupich,
Jednak i sukces ludzi wolności się dokonał,

Część Khmerów najdzielniejszy Apostoł przekonał,
Aby na słuszną ścieżkę zstąpili, i razem z Mesjaszem,
Czynili dobro, wbrew Saremu, który jest szatanem.

Rydel z królową Katarzyną teraz rozmawia,
Mówią, że nadszedł kres tego bajania,
I pora podjąć kroki zdecydowane,

By utrzymać rodaków w dobrym stanie,
Nim więcej ich w rozbójników się zamieni,
Przynosząc wstyd Starej i Nowej Bialenii.

W Tambowie tymczasem zbiera się armia Melchizedeka,
Na jej czele stoi Czaja, najwierniejszy szlachetka,
Zelżony przez panów braci za dobro, w które uwierzył,

Nie przejmuje się tym, wie, że lepiej słusznie przeżyć.
Pod pałacem arystokraty zbiera się wtenczas ciżba,
Żądna krwi i łupów podłych rozbójników istna wyspa,

Wśród nich wielu jest Nowobialeńczyków,
Nie wiedzą, że nie chce od chłosty ryków,
Swych rodaków słuchać, ale musi,

Bo khmerski szatan mu córkę udusi,
Jedyne dziecko arystokraty, ukochane,
Dla niego woli on trzymać z szatanem.

W ten sposób anioł mroku stał się Panem,
Wielu dusz bialeńskich możnych i wielkich,
Arystokratów i oficerów niemal wszelkich.

Tłum żąda głowy arystokraty, gwiżdżąc głośno,
Ten z bólem serca wysyła na nich swe wojsko,
A sam odjeżdża, by przekazać szatanowi daninę.

Krew oblała wolnogradzką, lesistą równinę,
Krew dzieci ziemi ojczystej, synów i cór jej,
Co życie oddali dla swobody ziemi swej.

Na miejsce przychodzi Krzysztof, Apostoł,
Miał zawrócić dzieci Proroka ku Jego wioskom,
Spóźnił się, więc wśród łkań swych, modli się,

"Boże, Ojcze Wszechmogący, dziś proszę Cię,
Byś przywrócił kraju temu jego siłę i moc,
I wygnał stąd khmerską, długą noc.

W imię Ojca, Syna i Ducha,
Niech się skończy ta zawierucha."
Arystokrata dotarł do dworu Sarego,

Prosi o skończenie konfliktu strasznego,
O pokój wielki i trwały, na wieki wieków,
Skończyć wojnę jak australopiteków.

Szatan mu na to krótko i złowieszczo mówi:
"Jeszcze słowo, a córka nie będzie miała nogi!
Precz psie, pilnuj interesów swego pana, mnie!"

Stary szlachcic rzecze: "Dość tego, o nie!"
Wyjmuje szablę ojców swych i dziadów,
Rozcina wroga i znika bez żadnych śladów.

Wieść ta dociera w mig do wszystkich w Bialenii,
Wszyscy w domach cieszą się z szatana śmierci,
Jeden Samphan, zdrajca, drży aż cały, bo wie,

Że już wkrótce wściekły lud Bialenii go dorwie,
Wówczas nie będzie już żadnej litości,
Dla kolaborantów, zdrajców bialeńskości.

Z zadumy wyrywa go pukanie do drzwi,
Niemal dostaje od tego epilepsji,
Myśli, że to arystokrata córki tu szuka,
« Ostatnia zmiana: Czw, 01 Sty 1970, 01:00:00 wysłana przez Guest »
lic. net Maciej Kamiński herbu Sto Osiem, Członek Bialeńskiej Partii Demokratycznej, Minister Spraw Zagranicznych, Poseł, Prezes Policji Krajowej, Honorowo obywatel Jahołdajewszczyzny, Ambasador Republiki Bialeńskiej w Maharadżacie Tirimudzii i Trizondalu, Trener LKS-u Tomaszew, Selekcjoner Dżamahiriji, Dyrektor Bialeńskiego Biura Kartograficznego, Administrator forum i strony głównej Republiki Bialeńskiej oraz fanpage'a Republiki Bialeńskiej na Facebooku, Młodszy administrator systemu e-gospodarki Republiki Bialeńskiej, Operator bialeńskiego kanału IRC, Gospodarz na Tomaszewie, Posiadacz 158 folwarków, Wang IWA, Houellebecq Lahazydii, Jasny Gieroj, Tytan Pracy Spraw Wewnętrznych 2016.

Offline AndrzejSwarzewski

Re: "O przypadkach dzielnych praszczurów..." - Księga III
« Odpowiedź #14 dnia: Nie, 20 Kwi 2014, 21:55:56 »
W Równogrodzie, stolicy Nowej Bialenii,
Siedzi prezydent Rydel, popijając ocet winny,
I czyta ze zgrozą list otrzymany od Leksego.

Pisze on, że Nowobialeńczycy czynią wiele złego,
Że od Proroka się odwrócili plecami,
I grabieży dokonują całkiem sami.

Nie wszyscy wprawdzie, treść listu mówi,
Ale większość odeszła, na robotę głupich,
Jednak i sukces ludzi wolności się dokonał,

Część Khmerów najdzielniejszy Apostoł przekonał,
Aby na słuszną ścieżkę zstąpili, i razem z Mesjaszem,
Czynili dobro, wbrew Saremu, który jest szatanem.

Rydel z królową Katarzyną teraz rozmawia,
Mówią, że nadszedł kres tego bajania,
I pora podjąć kroki zdecydowane,

By utrzymać rodaków w dobrym stanie,
Nim więcej ich w rozbójników się zamieni,
Przynosząc wstyd Starej i Nowej Bialenii.

W Tambowie tymczasem zbiera się armia Melchizedeka,
Na jej czele stoi Czaja, najwierniejszy szlachetka,
Zelżony przez panów braci za dobro, w które uwierzył,

Nie przejmuje się tym, wie, że lepiej słusznie przeżyć.
Pod pałacem arystokraty zbiera się wtenczas ciżba,
Żądna krwi i łupów podłych rozbójników istna wyspa,

Wśród nich wielu jest Nowobialeńczyków,
Nie wiedzą, że nie chce od chłosty ryków,
Swych rodaków słuchać, ale musi,

Bo khmerski szatan mu córkę udusi,
Jedyne dziecko arystokraty, ukochane,
Dla niego woli on trzymać z szatanem.

W ten sposób anioł mroku stał się Panem,
Wielu dusz bialeńskich możnych i wielkich,
Arystokratów i oficerów niemal wszelkich.

Tłum żąda głowy arystokraty, gwiżdżąc głośno,
Ten z bólem serca wysyła na nich swe wojsko,
A sam odjeżdża, by przekazać szatanowi daninę.

Krew oblała wolnogradzką, lesistą równinę,
Krew dzieci ziemi ojczystej, synów i cór jej,
Co życie oddali dla swobody ziemi swej.

Na miejsce przychodzi Krzysztof, Apostoł,
Miał zawrócić dzieci Proroka ku Jego wioskom,
Spóźnił się, więc wśród łkań swych, modli się,

"Boże, Ojcze Wszechmogący, dziś proszę Cię,
Byś przywrócił kraju temu jego siłę i moc,
I wygnał stąd khmerską, długą noc.

W imię Ojca, Syna i Ducha,
Niech się skończy ta zawierucha."
Arystokrata dotarł do dworu Sarego,

Prosi o skończenie konfliktu strasznego,
O pokój wielki i trwały, na wieki wieków,
Skończyć wojnę jak australopiteków.

Szatan mu na to krótko i złowieszczo mówi:
"Jeszcze słowo, a córka nie będzie miała nogi!
Precz psie, pilnuj interesów swego pana, mnie!"

Stary szlachcic rzecze: "Dość tego, o nie!"
Wyjmuje szablę ojców swych i dziadów,
Rozcina wroga i znika bez żadnych śladów.

Wieść ta dociera w mig do wszystkich w Bialenii,
Wszyscy w domach cieszą się z szatana śmierci,
Jeden Samphan, zdrajca, drży aż cały, bo wie,

Że już wkrótce wściekły lud Bialenii go dorwie,
Wówczas nie będzie już żadnej litości,
Dla kolaborantów, zdrajców bialeńskości.

Z zadumy wyrywa go pukanie do drzwi,
Niemal dostaje od tego epilepsji,
Myśli, że to arystokrata córki tu szuka,

Lecz nie w tym celu on do drzwi puka.
Proponuje zdrajcy nawrócenie,
I szansę na win przebaczenie.
« Ostatnia zmiana: Czw, 01 Sty 1970, 01:00:00 wysłana przez Guest »

Offline Maciej Kamiński

  • Grand
  • Policja Krajowa
  • Entuzjasta
  • ******
  • Wiadomości: 11835
  • : 228
  • Płeć: Mężczyzna
  • Gestapo Ortograficzne, Oko Sprawiedliwości
    • NPE: BI13111700005
  • Stopień służbowy Stopień w Policji Krajowej RB
    • Zobacz profil
    • Odznaczenia
Re: "O przypadkach dzielnych praszczurów..." - Księga III
« Odpowiedź #15 dnia: Pon, 21 Kwi 2014, 11:25:33 »
W Równogrodzie, stolicy Nowej Bialenii,
Siedzi prezydent Rydel, popijając ocet winny,
I czyta ze zgrozą list otrzymany od Leksego.

Pisze on, że Nowobialeńczycy czynią wiele złego,
Że od Proroka się odwrócili plecami,
I grabieży dokonują całkiem sami.

Nie wszyscy wprawdzie, treść listu mówi,
Ale większość odeszła, na robotę głupich,
Jednak i sukces ludzi wolności się dokonał,

Część Khmerów najdzielniejszy Apostoł przekonał,
Aby na słuszną ścieżkę zstąpili, i razem z Mesjaszem,
Czynili dobro, wbrew Saremu, który jest szatanem.

Rydel z królową Katarzyną teraz rozmawia,
Mówią, że nadszedł kres tego bajania,
I pora podjąć kroki zdecydowane,

By utrzymać rodaków w dobrym stanie,
Nim więcej ich w rozbójników się zamieni,
Przynosząc wstyd Starej i Nowej Bialenii.

W Tambowie tymczasem zbiera się armia Melchizedeka,
Na jej czele stoi Czaja, najwierniejszy szlachetka,
Zelżony przez panów braci za dobro, w które uwierzył,

Nie przejmuje się tym, wie, że lepiej słusznie przeżyć.
Pod pałacem arystokraty zbiera się wtenczas ciżba,
Żądna krwi i łupów podłych rozbójników istna wyspa,

Wśród nich wielu jest Nowobialeńczyków,
Nie wiedzą, że nie chce od chłosty ryków,
Swych rodaków słuchać, ale musi,

Bo khmerski szatan mu córkę udusi,
Jedyne dziecko arystokraty, ukochane,
Dla niego woli on trzymać z szatanem.

W ten sposób anioł mroku stał się Panem,
Wielu dusz bialeńskich możnych i wielkich,
Arystokratów i oficerów niemal wszelkich.

Tłum żąda głowy arystokraty, gwiżdżąc głośno,
Ten z bólem serca wysyła na nich swe wojsko,
A sam odjeżdża, by przekazać szatanowi daninę.

Krew oblała wolnogradzką, lesistą równinę,
Krew dzieci ziemi ojczystej, synów i cór jej,
Co życie oddali dla swobody ziemi swej.

Na miejsce przychodzi Krzysztof, Apostoł,
Miał zawrócić dzieci Proroka ku Jego wioskom,
Spóźnił się, więc wśród łkań swych, modli się,

"Boże, Ojcze Wszechmogący, dziś proszę Cię,
Byś przywrócił kraju temu jego siłę i moc,
I wygnał stąd khmerską, długą noc.

W imię Ojca, Syna i Ducha,
Niech się skończy ta zawierucha."
Arystokrata dotarł do dworu Sarego,

Prosi o skończenie konfliktu strasznego,
O pokój wielki i trwały, na wieki wieków,
Skończyć wojnę jak australopiteków.

Szatan mu na to krótko i złowieszczo mówi:
"Jeszcze słowo, a córka nie będzie miała nogi!
Precz psie, pilnuj interesów swego pana, mnie!"

Stary szlachcic rzecze: "Dość tego, o nie!"
Wyjmuje szablę ojców swych i dziadów,
Rozcina wroga i znika bez żadnych śladów.

Wieść ta dociera w mig do wszystkich w Bialenii,
Wszyscy w domach cieszą się z szatana śmierci,
Jeden Samphan, zdrajca, drży aż cały, bo wie,

Że już wkrótce wściekły lud Bialenii go dorwie,
Wówczas nie będzie już żadnej litości,
Dla kolaborantów, zdrajców bialeńskości.

Z zadumy wyrywa go pukanie do drzwi,
Niemal dostaje od tego epilepsji,
Myśli, że to arystokrata córki tu szuka,

Lecz nie w tym celu on do drzwi puka.
Proponuje zdrajcy nawrócenie,
I szansę na win przebaczenie.

Samphan się zgadza, zastrzega jednak,
Że córki więzienia nie zna, wiedzy mu brak,
Arystokrata, zasmucony, prosi o dyskrecję,
« Ostatnia zmiana: Czw, 01 Sty 1970, 01:00:00 wysłana przez Guest »
lic. net Maciej Kamiński herbu Sto Osiem, Członek Bialeńskiej Partii Demokratycznej, Minister Spraw Zagranicznych, Poseł, Prezes Policji Krajowej, Honorowo obywatel Jahołdajewszczyzny, Ambasador Republiki Bialeńskiej w Maharadżacie Tirimudzii i Trizondalu, Trener LKS-u Tomaszew, Selekcjoner Dżamahiriji, Dyrektor Bialeńskiego Biura Kartograficznego, Administrator forum i strony głównej Republiki Bialeńskiej oraz fanpage'a Republiki Bialeńskiej na Facebooku, Młodszy administrator systemu e-gospodarki Republiki Bialeńskiej, Operator bialeńskiego kanału IRC, Gospodarz na Tomaszewie, Posiadacz 158 folwarków, Wang IWA, Houellebecq Lahazydii, Jasny Gieroj, Tytan Pracy Spraw Wewnętrznych 2016.

Offline AndrzejSwarzewski

Re: "O przypadkach dzielnych praszczurów..." - Księga III
« Odpowiedź #16 dnia: Pon, 21 Kwi 2014, 12:46:34 »
W Równogrodzie, stolicy Nowej Bialenii,
Siedzi prezydent Rydel, popijając ocet winny,
I czyta ze zgrozą list otrzymany od Leksego.

Pisze on, że Nowobialeńczycy czynią wiele złego,
Że od Proroka się odwrócili plecami,
I grabieży dokonują całkiem sami.

Nie wszyscy wprawdzie, treść listu mówi,
Ale większość odeszła, na robotę głupich,
Jednak i sukces ludzi wolności się dokonał,

Część Khmerów najdzielniejszy Apostoł przekonał,
Aby na słuszną ścieżkę zstąpili, i razem z Mesjaszem,
Czynili dobro, wbrew Saremu, który jest szatanem.

Rydel z królową Katarzyną teraz rozmawia,
Mówią, że nadszedł kres tego bajania,
I pora podjąć kroki zdecydowane,

By utrzymać rodaków w dobrym stanie,
Nim więcej ich w rozbójników się zamieni,
Przynosząc wstyd Starej i Nowej Bialenii.

W Tambowie tymczasem zbiera się armia Melchizedeka,
Na jej czele stoi Czaja, najwierniejszy szlachetka,
Zelżony przez panów braci za dobro, w które uwierzył,

Nie przejmuje się tym, wie, że lepiej słusznie przeżyć.
Pod pałacem arystokraty zbiera się wtenczas ciżba,
Żądna krwi i łupów podłych rozbójników istna wyspa,

Wśród nich wielu jest Nowobialeńczyków,
Nie wiedzą, że nie chce od chłosty ryków,
Swych rodaków słuchać, ale musi,

Bo khmerski szatan mu córkę udusi,
Jedyne dziecko arystokraty, ukochane,
Dla niego woli on trzymać z szatanem.

W ten sposób anioł mroku stał się Panem,
Wielu dusz bialeńskich możnych i wielkich,
Arystokratów i oficerów niemal wszelkich.

Tłum żąda głowy arystokraty, gwiżdżąc głośno,
Ten z bólem serca wysyła na nich swe wojsko,
A sam odjeżdża, by przekazać szatanowi daninę.

Krew oblała wolnogradzką, lesistą równinę,
Krew dzieci ziemi ojczystej, synów i cór jej,
Co życie oddali dla swobody ziemi swej.

Na miejsce przychodzi Krzysztof, Apostoł,
Miał zawrócić dzieci Proroka ku Jego wioskom,
Spóźnił się, więc wśród łkań swych, modli się,

"Boże, Ojcze Wszechmogący, dziś proszę Cię,
Byś przywrócił kraju temu jego siłę i moc,
I wygnał stąd khmerską, długą noc.

W imię Ojca, Syna i Ducha,
Niech się skończy ta zawierucha."
Arystokrata dotarł do dworu Sarego,

Prosi o skończenie konfliktu strasznego,
O pokój wielki i trwały, na wieki wieków,
Skończyć wojnę jak australopiteków.

Szatan mu na to krótko i złowieszczo mówi:
"Jeszcze słowo, a córka nie będzie miała nogi!
Precz psie, pilnuj interesów swego pana, mnie!"

Stary szlachcic rzecze: "Dość tego, o nie!"
Wyjmuje szablę ojców swych i dziadów,
Rozcina wroga i znika bez żadnych śladów.

Wieść ta dociera w mig do wszystkich w Bialenii,
Wszyscy w domach cieszą się z szatana śmierci,
Jeden Samphan, zdrajca, drży aż cały, bo wie,

Że już wkrótce wściekły lud Bialenii go dorwie,
Wówczas nie będzie już żadnej litości,
Dla kolaborantów, zdrajców bialeńskości.

Z zadumy wyrywa go pukanie do drzwi,
Niemal dostaje od tego epilepsji,
Myśli, że to arystokrata córki tu szuka,

Lecz nie w tym celu on do drzwi puka.
Proponuje zdrajcy nawrócenie,
I szansę na win przebaczenie.

Samphan się zgadza, zastrzega jednak,
Że córki więzienia nie zna, wiedzy mu brak,
Arystokrata, zasmucony, prosi o dyskrecję,

Chce bowiem zdradzić straszną profecję.
Wróżka sclavińska mu wywróżyła,
Coś, czym sama się zatrwożyła.
« Ostatnia zmiana: Czw, 01 Sty 1970, 01:00:00 wysłana przez Guest »

Offline Maciej Kamiński

  • Grand
  • Policja Krajowa
  • Entuzjasta
  • ******
  • Wiadomości: 11835
  • : 228
  • Płeć: Mężczyzna
  • Gestapo Ortograficzne, Oko Sprawiedliwości
    • NPE: BI13111700005
  • Stopień służbowy Stopień w Policji Krajowej RB
    • Zobacz profil
    • Odznaczenia
Re: "O przypadkach dzielnych praszczurów..." - Księga III
« Odpowiedź #17 dnia: Pon, 21 Kwi 2014, 13:10:16 »
W Równogrodzie, stolicy Nowej Bialenii,
Siedzi prezydent Rydel, popijając ocet winny,
I czyta ze zgrozą list otrzymany od Leksego.

Pisze on, że Nowobialeńczycy czynią wiele złego,
Że od Proroka się odwrócili plecami,
I grabieży dokonują całkiem sami.

Nie wszyscy wprawdzie, treść listu mówi,
Ale większość odeszła, na robotę głupich,
Jednak i sukces ludzi wolności się dokonał,

Część Khmerów najdzielniejszy Apostoł przekonał,
Aby na słuszną ścieżkę zstąpili, i razem z Mesjaszem,
Czynili dobro, wbrew Saremu, który jest szatanem.

Rydel z królową Katarzyną teraz rozmawia,
Mówią, że nadszedł kres tego bajania,
I pora podjąć kroki zdecydowane,

By utrzymać rodaków w dobrym stanie,
Nim więcej ich w rozbójników się zamieni,
Przynosząc wstyd Starej i Nowej Bialenii.

W Tambowie tymczasem zbiera się armia Melchizedeka,
Na jej czele stoi Czaja, najwierniejszy szlachetka,
Zelżony przez panów braci za dobro, w które uwierzył,

Nie przejmuje się tym, wie, że lepiej słusznie przeżyć.
Pod pałacem arystokraty zbiera się wtenczas ciżba,
Żądna krwi i łupów podłych rozbójników istna wyspa,

Wśród nich wielu jest Nowobialeńczyków,
Nie wiedzą, że nie chce od chłosty ryków,
Swych rodaków słuchać, ale musi,

Bo khmerski szatan mu córkę udusi,
Jedyne dziecko arystokraty, ukochane,
Dla niego woli on trzymać z szatanem.

W ten sposób anioł mroku stał się Panem,
Wielu dusz bialeńskich możnych i wielkich,
Arystokratów i oficerów niemal wszelkich.

Tłum żąda głowy arystokraty, gwiżdżąc głośno,
Ten z bólem serca wysyła na nich swe wojsko,
A sam odjeżdża, by przekazać szatanowi daninę.

Krew oblała wolnogradzką, lesistą równinę,
Krew dzieci ziemi ojczystej, synów i cór jej,
Co życie oddali dla swobody ziemi swej.

Na miejsce przychodzi Krzysztof, Apostoł,
Miał zawrócić dzieci Proroka ku Jego wioskom,
Spóźnił się, więc wśród łkań swych, modli się,

"Boże, Ojcze Wszechmogący, dziś proszę Cię,
Byś przywrócił kraju temu jego siłę i moc,
I wygnał stąd khmerską, długą noc.

W imię Ojca, Syna i Ducha,
Niech się skończy ta zawierucha."
Arystokrata dotarł do dworu Sarego,

Prosi o skończenie konfliktu strasznego,
O pokój wielki i trwały, na wieki wieków,
Skończyć wojnę jak australopiteków.

Szatan mu na to krótko i złowieszczo mówi:
"Jeszcze słowo, a córka nie będzie miała nogi!
Precz psie, pilnuj interesów swego pana, mnie!"

Stary szlachcic rzecze: "Dość tego, o nie!"
Wyjmuje szablę ojców swych i dziadów,
Rozcina wroga i znika bez żadnych śladów.

Wieść ta dociera w mig do wszystkich w Bialenii,
Wszyscy w domach cieszą się z szatana śmierci,
Jeden Samphan, zdrajca, drży aż cały, bo wie,

Że już wkrótce wściekły lud Bialenii go dorwie,
Wówczas nie będzie już żadnej litości,
Dla kolaborantów, zdrajców bialeńskości.

Z zadumy wyrywa go pukanie do drzwi,
Niemal dostaje od tego epilepsji,
Myśli, że to arystokrata córki tu szuka,

Lecz nie w tym celu on do drzwi puka.
Proponuje zdrajcy nawrócenie,
I szansę na win przebaczenie.

Samphan się zgadza, zastrzega jednak,
Że córki więzienia nie zna, wiedzy mu brak,
Arystokrata, zasmucony, prosi o dyskrecję,

Chce bowiem zdradzić straszną profecję.
Wróżka sclavińska mu wywróżyła,
Coś, czym sama się zatrwożyła.

Iż czeka wszystkich Bialeńczyków tortur całe gremium,
Od chłost, rozciągania, do krzyżowania i ciał w ogniu,
A winni będą powstańcy, Khmerom zbyt mili,
« Ostatnia zmiana: Czw, 01 Sty 1970, 01:00:00 wysłana przez Guest »
lic. net Maciej Kamiński herbu Sto Osiem, Członek Bialeńskiej Partii Demokratycznej, Minister Spraw Zagranicznych, Poseł, Prezes Policji Krajowej, Honorowo obywatel Jahołdajewszczyzny, Ambasador Republiki Bialeńskiej w Maharadżacie Tirimudzii i Trizondalu, Trener LKS-u Tomaszew, Selekcjoner Dżamahiriji, Dyrektor Bialeńskiego Biura Kartograficznego, Administrator forum i strony głównej Republiki Bialeńskiej oraz fanpage'a Republiki Bialeńskiej na Facebooku, Młodszy administrator systemu e-gospodarki Republiki Bialeńskiej, Operator bialeńskiego kanału IRC, Gospodarz na Tomaszewie, Posiadacz 158 folwarków, Wang IWA, Houellebecq Lahazydii, Jasny Gieroj, Tytan Pracy Spraw Wewnętrznych 2016.

Offline AndrzejSwarzewski

Re: "O przypadkach dzielnych praszczurów..." - Księga III
« Odpowiedź #18 dnia: Pon, 21 Kwi 2014, 16:57:16 »
W Równogrodzie, stolicy Nowej Bialenii,
Siedzi prezydent Rydel, popijając ocet winny,
I czyta ze zgrozą list otrzymany od Leksego.

Pisze on, że Nowobialeńczycy czynią wiele złego,
Że od Proroka się odwrócili plecami,
I grabieży dokonują całkiem sami.

Nie wszyscy wprawdzie, treść listu mówi,
Ale większość odeszła, na robotę głupich,
Jednak i sukces ludzi wolności się dokonał,

Część Khmerów najdzielniejszy Apostoł przekonał,
Aby na słuszną ścieżkę zstąpili, i razem z Mesjaszem,
Czynili dobro, wbrew Saremu, który jest szatanem.

Rydel z królową Katarzyną teraz rozmawia,
Mówią, że nadszedł kres tego bajania,
I pora podjąć kroki zdecydowane,

By utrzymać rodaków w dobrym stanie,
Nim więcej ich w rozbójników się zamieni,
Przynosząc wstyd Starej i Nowej Bialenii.

W Tambowie tymczasem zbiera się armia Melchizedeka,
Na jej czele stoi Czaja, najwierniejszy szlachetka,
Zelżony przez panów braci za dobro, w które uwierzył,

Nie przejmuje się tym, wie, że lepiej słusznie przeżyć.
Pod pałacem arystokraty zbiera się wtenczas ciżba,
Żądna krwi i łupów podłych rozbójników istna wyspa,

Wśród nich wielu jest Nowobialeńczyków,
Nie wiedzą, że nie chce od chłosty ryków,
Swych rodaków słuchać, ale musi,

Bo khmerski szatan mu córkę udusi,
Jedyne dziecko arystokraty, ukochane,
Dla niego woli on trzymać z szatanem.

W ten sposób anioł mroku stał się Panem,
Wielu dusz bialeńskich możnych i wielkich,
Arystokratów i oficerów niemal wszelkich.

Tłum żąda głowy arystokraty, gwiżdżąc głośno,
Ten z bólem serca wysyła na nich swe wojsko,
A sam odjeżdża, by przekazać szatanowi daninę.

Krew oblała wolnogradzką, lesistą równinę,
Krew dzieci ziemi ojczystej, synów i cór jej,
Co życie oddali dla swobody ziemi swej.

Na miejsce przychodzi Krzysztof, Apostoł,
Miał zawrócić dzieci Proroka ku Jego wioskom,
Spóźnił się, więc wśród łkań swych, modli się,

"Boże, Ojcze Wszechmogący, dziś proszę Cię,
Byś przywrócił kraju temu jego siłę i moc,
I wygnał stąd khmerską, długą noc.

W imię Ojca, Syna i Ducha,
Niech się skończy ta zawierucha."
Arystokrata dotarł do dworu Sarego,

Prosi o skończenie konfliktu strasznego,
O pokój wielki i trwały, na wieki wieków,
Skończyć wojnę jak australopiteków.

Szatan mu na to krótko i złowieszczo mówi:
"Jeszcze słowo, a córka nie będzie miała nogi!
Precz psie, pilnuj interesów swego pana, mnie!"

Stary szlachcic rzecze: "Dość tego, o nie!"
Wyjmuje szablę ojców swych i dziadów,
Rozcina wroga i znika bez żadnych śladów.

Wieść ta dociera w mig do wszystkich w Bialenii,
Wszyscy w domach cieszą się z szatana śmierci,
Jeden Samphan, zdrajca, drży aż cały, bo wie,

Że już wkrótce wściekły lud Bialenii go dorwie,
Wówczas nie będzie już żadnej litości,
Dla kolaborantów, zdrajców bialeńskości.

Z zadumy wyrywa go pukanie do drzwi,
Niemal dostaje od tego epilepsji,
Myśli, że to arystokrata córki tu szuka,

Lecz nie w tym celu on do drzwi puka.
Proponuje zdrajcy nawrócenie,
I szansę na win przebaczenie.

Samphan się zgadza, zastrzega jednak,
Że córki więzienia nie zna, wiedzy mu brak,
Arystokrata, zasmucony, prosi o dyskrecję,

Chce bowiem zdradzić straszną profecję.
Wróżka sclavińska mu wywróżyła,
Coś, czym sama się zatrwożyła.

Iż czeka wszystkich Bialeńczyków tortur całe gremium,
Od chłost, rozciągania, do krzyżowania i ciał w ogniu,
A winni będą powstańcy, Khmerom zbyt mili.

"Przypomną też ludowi co żeśmy robili,
I nas czeka zemsta za nasze czyny,
Odpokutujemy wszystkie swe winy."
« Ostatnia zmiana: Czw, 01 Sty 1970, 01:00:00 wysłana przez Guest »

Offline Konstanty Jerzy Michalski

  • Immanuel Kartografii Tamostosowanej
  • Obywatel
  • Bohater
  • ****
  • Wiadomości: 2164
  • : 21
  • Płeć: Mężczyzna
  • GG: 50930927
    • NPE: BI13111600010
  • Stopień służbowy Stopień w Siłach Zbrojnych RB
    • Zobacz profil
    • Odznaczenia
Re: "O przypadkach dzielnych praszczurów..." - Księga III
« Odpowiedź #19 dnia: Pon, 21 Kwi 2014, 18:32:06 »
W Równogrodzie, stolicy Nowej Bialenii,
Siedzi prezydent Rydel, popijając ocet winny,
I czyta ze zgrozą list otrzymany od Leksego.

Pisze on, że Nowobialeńczycy czynią wiele złego,
Że od Proroka się odwrócili plecami,
I grabieży dokonują całkiem sami.

Nie wszyscy wprawdzie, treść listu mówi,
Ale większość odeszła, na robotę głupich,
Jednak i sukces ludzi wolności się dokonał,

Część Khmerów najdzielniejszy Apostoł przekonał,
Aby na słuszną ścieżkę zstąpili, i razem z Mesjaszem,
Czynili dobro, wbrew Saremu, który jest szatanem.

Rydel z królową Katarzyną teraz rozmawia,
Mówią, że nadszedł kres tego bajania,
I pora podjąć kroki zdecydowane,

By utrzymać rodaków w dobrym stanie,
Nim więcej ich w rozbójników się zamieni,
Przynosząc wstyd Starej i Nowej Bialenii.

W Tambowie tymczasem zbiera się armia Melchizedeka,
Na jej czele stoi Czaja, najwierniejszy szlachetka,
Zelżony przez panów braci za dobro, w które uwierzył,

Nie przejmuje się tym, wie, że lepiej słusznie przeżyć.
Pod pałacem arystokraty zbiera się wtenczas ciżba,
Żądna krwi i łupów podłych rozbójników istna wyspa,

Wśród nich wielu jest Nowobialeńczyków,
Nie wiedzą, że nie chce od chłosty ryków,
Swych rodaków słuchać, ale musi,

Bo khmerski szatan mu córkę udusi,
Jedyne dziecko arystokraty, ukochane,
Dla niego woli on trzymać z szatanem.

W ten sposób anioł mroku stał się Panem,
Wielu dusz bialeńskich możnych i wielkich,
Arystokratów i oficerów niemal wszelkich.

Tłum żąda głowy arystokraty, gwiżdżąc głośno,
Ten z bólem serca wysyła na nich swe wojsko,
A sam odjeżdża, by przekazać szatanowi daninę.

Krew oblała wolnogradzką, lesistą równinę,
Krew dzieci ziemi ojczystej, synów i cór jej,
Co życie oddali dla swobody ziemi swej.

Na miejsce przychodzi Krzysztof, Apostoł,
Miał zawrócić dzieci Proroka ku Jego wioskom,
Spóźnił się, więc wśród łkań swych, modli się,

"Boże, Ojcze Wszechmogący, dziś proszę Cię,
Byś przywrócił kraju temu jego siłę i moc,
I wygnał stąd khmerską, długą noc.

W imię Ojca, Syna i Ducha,
Niech się skończy ta zawierucha."
Arystokrata dotarł do dworu Sarego,

Prosi o skończenie konfliktu strasznego,
O pokój wielki i trwały, na wieki wieków,
Skończyć wojnę jak australopiteków.

Szatan mu na to krótko i złowieszczo mówi:
"Jeszcze słowo, a córka nie będzie miała nogi!
Precz psie, pilnuj interesów swego pana, mnie!"

Stary szlachcic rzecze: "Dość tego, o nie!"
Wyjmuje szablę ojców swych i dziadów,
Rozcina wroga i znika bez żadnych śladów.

Wieść ta dociera w mig do wszystkich w Bialenii,
Wszyscy w domach cieszą się z szatana śmierci,
Jeden Samphan, zdrajca, drży aż cały, bo wie,

Że już wkrótce wściekły lud Bialenii go dorwie,
Wówczas nie będzie już żadnej litości,
Dla kolaborantów, zdrajców bialeńskości.

Z zadumy wyrywa go pukanie do drzwi,
Niemal dostaje od tego epilepsji,
Myśli, że to arystokrata córki tu szuka,

Lecz nie w tym celu on do drzwi puka.
Proponuje zdrajcy nawrócenie,
I szansę na win przebaczenie.

Samphan się zgadza, zastrzega jednak,
Że córki więzienia nie zna, wiedzy mu brak,
Arystokrata, zasmucony, prosi o dyskrecję,

Chce bowiem zdradzić straszną profecję.
Wróżka sclavińska mu wywróżyła,
Coś, czym sama się zatrwożyła.

Iż czeka wszystkich Bialeńczyków tortur całe gremium,
Od chłost, rozciągania, do krzyżowania i ciał w ogniu,
A winni będą powstańcy, Khmerom zbyt mili.

"Przypomną też ludowi co żeśmy robili,
I nas czeka zemsta za nasze czyny,
Odpokutujemy wszystkie swe winy."

W Nowej Bialenii natomiast,
Katarzyna z prezydentem budują setki miast,
nie wiedząc co jej dom rodzinny czeka
« Ostatnia zmiana: Czw, 01 Sty 1970, 01:00:00 wysłana przez Guest »
/-/ Konstanty Jerzy wielki kniaź Michalski
Immanuel Kartografii Tamostosowanej
Rednacz Gazety Bialeńskiej

Offline AndrzejSwarzewski

Re: "O przypadkach dzielnych praszczurów..." - Księga III
« Odpowiedź #20 dnia: Pon, 21 Kwi 2014, 18:36:09 »
W Równogrodzie, stolicy Nowej Bialenii,
Siedzi prezydent Rydel, popijając ocet winny,
I czyta ze zgrozą list otrzymany od Leksego.

Pisze on, że Nowobialeńczycy czynią wiele złego,
Że od Proroka się odwrócili plecami,
I grabieży dokonują całkiem sami.

Nie wszyscy wprawdzie, treść listu mówi,
Ale większość odeszła, na robotę głupich,
Jednak i sukces ludzi wolności się dokonał,

Część Khmerów najdzielniejszy Apostoł przekonał,
Aby na słuszną ścieżkę zstąpili, i razem z Mesjaszem,
Czynili dobro, wbrew Saremu, który jest szatanem.

Rydel z królową Katarzyną teraz rozmawia,
Mówią, że nadszedł kres tego bajania,
I pora podjąć kroki zdecydowane,

By utrzymać rodaków w dobrym stanie,
Nim więcej ich w rozbójników się zamieni,
Przynosząc wstyd Starej i Nowej Bialenii.

W Tambowie tymczasem zbiera się armia Melchizedeka,
Na jej czele stoi Czaja, najwierniejszy szlachetka,
Zelżony przez panów braci za dobro, w które uwierzył,

Nie przejmuje się tym, wie, że lepiej słusznie przeżyć.
Pod pałacem arystokraty zbiera się wtenczas ciżba,
Żądna krwi i łupów podłych rozbójników istna wyspa,

Wśród nich wielu jest Nowobialeńczyków,
Nie wiedzą, że nie chce od chłosty ryków,
Swych rodaków słuchać, ale musi,

Bo khmerski szatan mu córkę udusi,
Jedyne dziecko arystokraty, ukochane,
Dla niego woli on trzymać z szatanem.

W ten sposób anioł mroku stał się Panem,
Wielu dusz bialeńskich możnych i wielkich,
Arystokratów i oficerów niemal wszelkich.

Tłum żąda głowy arystokraty, gwiżdżąc głośno,
Ten z bólem serca wysyła na nich swe wojsko,
A sam odjeżdża, by przekazać szatanowi daninę.

Krew oblała wolnogradzką, lesistą równinę,
Krew dzieci ziemi ojczystej, synów i cór jej,
Co życie oddali dla swobody ziemi swej.

Na miejsce przychodzi Krzysztof, Apostoł,
Miał zawrócić dzieci Proroka ku Jego wioskom,
Spóźnił się, więc wśród łkań swych, modli się,

"Boże, Ojcze Wszechmogący, dziś proszę Cię,
Byś przywrócił kraju temu jego siłę i moc,
I wygnał stąd khmerską, długą noc.

W imię Ojca, Syna i Ducha,
Niech się skończy ta zawierucha."
Arystokrata dotarł do dworu Sarego,

Prosi o skończenie konfliktu strasznego,
O pokój wielki i trwały, na wieki wieków,
Skończyć wojnę jak australopiteków.

Szatan mu na to krótko i złowieszczo mówi:
"Jeszcze słowo, a córka nie będzie miała nogi!
Precz psie, pilnuj interesów swego pana, mnie!"

Stary szlachcic rzecze: "Dość tego, o nie!"
Wyjmuje szablę ojców swych i dziadów,
Rozcina wroga i znika bez żadnych śladów.

Wieść ta dociera w mig do wszystkich w Bialenii,
Wszyscy w domach cieszą się z szatana śmierci,
Jeden Samphan, zdrajca, drży aż cały, bo wie,

Że już wkrótce wściekły lud Bialenii go dorwie,
Wówczas nie będzie już żadnej litości,
Dla kolaborantów, zdrajców bialeńskości.

Z zadumy wyrywa go pukanie do drzwi,
Niemal dostaje od tego epilepsji,
Myśli, że to arystokrata córki tu szuka,

Lecz nie w tym celu on do drzwi puka.
Proponuje zdrajcy nawrócenie,
I szansę na win przebaczenie.

Samphan się zgadza, zastrzega jednak,
Że córki więzienia nie zna, wiedzy mu brak,
Arystokrata, zasmucony, prosi o dyskrecję,

Chce bowiem zdradzić straszną profecję.
Wróżka sclavińska mu wywróżyła,
Coś, czym sama się zatrwożyła.

Iż czeka wszystkich Bialeńczyków tortur całe gremium,
Od chłost, rozciągania, do krzyżowania i ciał w ogniu,
A winni będą powstańcy, Khmerom zbyt mili.

"Przypomną też ludowi co żeśmy robili,
I nas czeka zemsta za nasze czyny,
Odpokutujemy wszystkie swe winy."

W Nowej Bialenii natomiast,
Katarzyna z prezydentem budują setki miast,
nie wiedząc co jej dom rodzinny czeka.

Gdy w starym kraju brakuje i mleka,
Tam wszystko płynie mlekiem, miodem,
Na gospodarką czuwa kniaź Nikodem.
« Ostatnia zmiana: Czw, 01 Sty 1970, 01:00:00 wysłana przez Guest »

Offline Konstanty Jerzy Michalski

  • Immanuel Kartografii Tamostosowanej
  • Obywatel
  • Bohater
  • ****
  • Wiadomości: 2164
  • : 21
  • Płeć: Mężczyzna
  • GG: 50930927
    • NPE: BI13111600010
  • Stopień służbowy Stopień w Siłach Zbrojnych RB
    • Zobacz profil
    • Odznaczenia
Re: "O przypadkach dzielnych praszczurów..." - Księga III
« Odpowiedź #21 dnia: Pon, 21 Kwi 2014, 18:43:53 »
W Równogrodzie, stolicy Nowej Bialenii,
Siedzi prezydent Rydel, popijając ocet winny,
I czyta ze zgrozą list otrzymany od Leksego.

Pisze on, że Nowobialeńczycy czynią wiele złego,
Że od Proroka się odwrócili plecami,
I grabieży dokonują całkiem sami.

Nie wszyscy wprawdzie, treść listu mówi,
Ale większość odeszła, na robotę głupich,
Jednak i sukces ludzi wolności się dokonał,

Część Khmerów najdzielniejszy Apostoł przekonał,
Aby na słuszną ścieżkę zstąpili, i razem z Mesjaszem,
Czynili dobro, wbrew Saremu, który jest szatanem.

Rydel z królową Katarzyną teraz rozmawia,
Mówią, że nadszedł kres tego bajania,
I pora podjąć kroki zdecydowane,

By utrzymać rodaków w dobrym stanie,
Nim więcej ich w rozbójników się zamieni,
Przynosząc wstyd Starej i Nowej Bialenii.

W Tambowie tymczasem zbiera się armia Melchizedeka,
Na jej czele stoi Czaja, najwierniejszy szlachetka,
Zelżony przez panów braci za dobro, w które uwierzył,

Nie przejmuje się tym, wie, że lepiej słusznie przeżyć.
Pod pałacem arystokraty zbiera się wtenczas ciżba,
Żądna krwi i łupów podłych rozbójników istna wyspa,

Wśród nich wielu jest Nowobialeńczyków,
Nie wiedzą, że nie chce od chłosty ryków,
Swych rodaków słuchać, ale musi,

Bo khmerski szatan mu córkę udusi,
Jedyne dziecko arystokraty, ukochane,
Dla niego woli on trzymać z szatanem.

W ten sposób anioł mroku stał się Panem,
Wielu dusz bialeńskich możnych i wielkich,
Arystokratów i oficerów niemal wszelkich.

Tłum żąda głowy arystokraty, gwiżdżąc głośno,
Ten z bólem serca wysyła na nich swe wojsko,
A sam odjeżdża, by przekazać szatanowi daninę.

Krew oblała wolnogradzką, lesistą równinę,
Krew dzieci ziemi ojczystej, synów i cór jej,
Co życie oddali dla swobody ziemi swej.

Na miejsce przychodzi Krzysztof, Apostoł,
Miał zawrócić dzieci Proroka ku Jego wioskom,
Spóźnił się, więc wśród łkań swych, modli się,

"Boże, Ojcze Wszechmogący, dziś proszę Cię,
Byś przywrócił kraju temu jego siłę i moc,
I wygnał stąd khmerską, długą noc.

W imię Ojca, Syna i Ducha,
Niech się skończy ta zawierucha."
Arystokrata dotarł do dworu Sarego,

Prosi o skończenie konfliktu strasznego,
O pokój wielki i trwały, na wieki wieków,
Skończyć wojnę jak australopiteków.

Szatan mu na to krótko i złowieszczo mówi:
"Jeszcze słowo, a córka nie będzie miała nogi!
Precz psie, pilnuj interesów swego pana, mnie!"

Stary szlachcic rzecze: "Dość tego, o nie!"
Wyjmuje szablę ojców swych i dziadów,
Rozcina wroga i znika bez żadnych śladów.

Wieść ta dociera w mig do wszystkich w Bialenii,
Wszyscy w domach cieszą się z szatana śmierci,
Jeden Samphan, zdrajca, drży aż cały, bo wie,

Że już wkrótce wściekły lud Bialenii go dorwie,
Wówczas nie będzie już żadnej litości,
Dla kolaborantów, zdrajców bialeńskości.

Z zadumy wyrywa go pukanie do drzwi,
Niemal dostaje od tego epilepsji,
Myśli, że to arystokrata córki tu szuka,

Lecz nie w tym celu on do drzwi puka.
Proponuje zdrajcy nawrócenie,
I szansę na win przebaczenie.

Samphan się zgadza, zastrzega jednak,
Że córki więzienia nie zna, wiedzy mu brak,
Arystokrata, zasmucony, prosi o dyskrecję,

Chce bowiem zdradzić straszną profecję.
Wróżka sclavińska mu wywróżyła,
Coś, czym sama się zatrwożyła.

Iż czeka wszystkich Bialeńczyków tortur całe gremium,
Od chłost, rozciągania, do krzyżowania i ciał w ogniu,
A winni będą powstańcy, Khmerom zbyt mili.

"Przypomną też ludowi co żeśmy robili,
I nas czeka zemsta za nasze czyny,
Odpokutujemy wszystkie swe winy."

W Nowej Bialenii natomiast,
Katarzyna z prezydentem budują setki miast,
nie wiedząc co jej dom rodzinny czeka.

Gdy w starym kraju brakuje i mleka,
Tam wszystko płynie mlekiem, miodem,
Na gospodarką czuwa kniaź Nikodem.

On sam, z Weblandu pochodzi,
choć nigdy Bialenii nie szkodzi.
Kniaź właśnie reformy nad transportem koni robi,
« Ostatnia zmiana: Czw, 01 Sty 1970, 01:00:00 wysłana przez Guest »
/-/ Konstanty Jerzy wielki kniaź Michalski
Immanuel Kartografii Tamostosowanej
Rednacz Gazety Bialeńskiej

Offline AndrzejSwarzewski

Re: "O przypadkach dzielnych praszczurów..." - Księga III
« Odpowiedź #22 dnia: Pon, 21 Kwi 2014, 18:48:18 »
W Równogrodzie, stolicy Nowej Bialenii,
Siedzi prezydent Rydel, popijając ocet winny,
I czyta ze zgrozą list otrzymany od Leksego.

Pisze on, że Nowobialeńczycy czynią wiele złego,
Że od Proroka się odwrócili plecami,
I grabieży dokonują całkiem sami.

Nie wszyscy wprawdzie, treść listu mówi,
Ale większość odeszła, na robotę głupich,
Jednak i sukces ludzi wolności się dokonał,

Część Khmerów najdzielniejszy Apostoł przekonał,
Aby na słuszną ścieżkę zstąpili, i razem z Mesjaszem,
Czynili dobro, wbrew Saremu, który jest szatanem.

Rydel z królową Katarzyną teraz rozmawia,
Mówią, że nadszedł kres tego bajania,
I pora podjąć kroki zdecydowane,

By utrzymać rodaków w dobrym stanie,
Nim więcej ich w rozbójników się zamieni,
Przynosząc wstyd Starej i Nowej Bialenii.

W Tambowie tymczasem zbiera się armia Melchizedeka,
Na jej czele stoi Czaja, najwierniejszy szlachetka,
Zelżony przez panów braci za dobro, w które uwierzył,

Nie przejmuje się tym, wie, że lepiej słusznie przeżyć.
Pod pałacem arystokraty zbiera się wtenczas ciżba,
Żądna krwi i łupów podłych rozbójników istna wyspa,

Wśród nich wielu jest Nowobialeńczyków,
Nie wiedzą, że nie chce od chłosty ryków,
Swych rodaków słuchać, ale musi,

Bo khmerski szatan mu córkę udusi,
Jedyne dziecko arystokraty, ukochane,
Dla niego woli on trzymać z szatanem.

W ten sposób anioł mroku stał się Panem,
Wielu dusz bialeńskich możnych i wielkich,
Arystokratów i oficerów niemal wszelkich.

Tłum żąda głowy arystokraty, gwiżdżąc głośno,
Ten z bólem serca wysyła na nich swe wojsko,
A sam odjeżdża, by przekazać szatanowi daninę.

Krew oblała wolnogradzką, lesistą równinę,
Krew dzieci ziemi ojczystej, synów i cór jej,
Co życie oddali dla swobody ziemi swej.

Na miejsce przychodzi Krzysztof, Apostoł,
Miał zawrócić dzieci Proroka ku Jego wioskom,
Spóźnił się, więc wśród łkań swych, modli się,

"Boże, Ojcze Wszechmogący, dziś proszę Cię,
Byś przywrócił kraju temu jego siłę i moc,
I wygnał stąd khmerską, długą noc.

W imię Ojca, Syna i Ducha,
Niech się skończy ta zawierucha."
Arystokrata dotarł do dworu Sarego,

Prosi o skończenie konfliktu strasznego,
O pokój wielki i trwały, na wieki wieków,
Skończyć wojnę jak australopiteków.

Szatan mu na to krótko i złowieszczo mówi:
"Jeszcze słowo, a córka nie będzie miała nogi!
Precz psie, pilnuj interesów swego pana, mnie!"

Stary szlachcic rzecze: "Dość tego, o nie!"
Wyjmuje szablę ojców swych i dziadów,
Rozcina wroga i znika bez żadnych śladów.

Wieść ta dociera w mig do wszystkich w Bialenii,
Wszyscy w domach cieszą się z szatana śmierci,
Jeden Samphan, zdrajca, drży aż cały, bo wie,

Że już wkrótce wściekły lud Bialenii go dorwie,
Wówczas nie będzie już żadnej litości,
Dla kolaborantów, zdrajców bialeńskości.

Z zadumy wyrywa go pukanie do drzwi,
Niemal dostaje od tego epilepsji,
Myśli, że to arystokrata córki tu szuka,

Lecz nie w tym celu on do drzwi puka.
Proponuje zdrajcy nawrócenie,
I szansę na win przebaczenie.

Samphan się zgadza, zastrzega jednak,
Że córki więzienia nie zna, wiedzy mu brak,
Arystokrata, zasmucony, prosi o dyskrecję,

Chce bowiem zdradzić straszną profecję.
Wróżka sclavińska mu wywróżyła,
Coś, czym sama się zatrwożyła.

Iż czeka wszystkich Bialeńczyków tortur całe gremium,
Od chłost, rozciągania, do krzyżowania i ciał w ogniu,
A winni będą powstańcy, Khmerom zbyt mili.

"Przypomną też ludowi co żeśmy robili,
I nas czeka zemsta za nasze czyny,
Odpokutujemy wszystkie swe winy."

W Nowej Bialenii natomiast,
Katarzyna z prezydentem budują setki miast,
nie wiedząc co jej dom rodzinny czeka.

Gdy w starym kraju brakuje i mleka,
Tam wszystko płynie mlekiem, miodem,
Na gospodarką czuwa kniaź Nikodem.

On sam, z Weblandu pochodzi,
choć nigdy Bialenii nie szkodzi.
Kniaź właśnie reformy nad transportem koni robi,

Wie, że przez to kraj się dorobi,
By dalej prowadzić srogie walki,
Zmieść wolności narodów rywalki.
« Ostatnia zmiana: Czw, 01 Sty 1970, 01:00:00 wysłana przez Guest »

Offline Konstanty Jerzy Michalski

  • Immanuel Kartografii Tamostosowanej
  • Obywatel
  • Bohater
  • ****
  • Wiadomości: 2164
  • : 21
  • Płeć: Mężczyzna
  • GG: 50930927
    • NPE: BI13111600010
  • Stopień służbowy Stopień w Siłach Zbrojnych RB
    • Zobacz profil
    • Odznaczenia
Re: "O przypadkach dzielnych praszczurów..." - Księga III
« Odpowiedź #23 dnia: Pon, 21 Kwi 2014, 18:55:44 »
W Równogrodzie, stolicy Nowej Bialenii,
Siedzi prezydent Rydel, popijając ocet winny,
I czyta ze zgrozą list otrzymany od Leksego.

Pisze on, że Nowobialeńczycy czynią wiele złego,
Że od Proroka się odwrócili plecami,
I grabieży dokonują całkiem sami.

Nie wszyscy wprawdzie, treść listu mówi,
Ale większość odeszła, na robotę głupich,
Jednak i sukces ludzi wolności się dokonał,

Część Khmerów najdzielniejszy Apostoł przekonał,
Aby na słuszną ścieżkę zstąpili, i razem z Mesjaszem,
Czynili dobro, wbrew Saremu, który jest szatanem.

Rydel z królową Katarzyną teraz rozmawia,
Mówią, że nadszedł kres tego bajania,
I pora podjąć kroki zdecydowane,

By utrzymać rodaków w dobrym stanie,
Nim więcej ich w rozbójników się zamieni,
Przynosząc wstyd Starej i Nowej Bialenii.

W Tambowie tymczasem zbiera się armia Melchizedeka,
Na jej czele stoi Czaja, najwierniejszy szlachetka,
Zelżony przez panów braci za dobro, w które uwierzył,

Nie przejmuje się tym, wie, że lepiej słusznie przeżyć.
Pod pałacem arystokraty zbiera się wtenczas ciżba,
Żądna krwi i łupów podłych rozbójników istna wyspa,

Wśród nich wielu jest Nowobialeńczyków,
Nie wiedzą, że nie chce od chłosty ryków,
Swych rodaków słuchać, ale musi,

Bo khmerski szatan mu córkę udusi,
Jedyne dziecko arystokraty, ukochane,
Dla niego woli on trzymać z szatanem.

W ten sposób anioł mroku stał się Panem,
Wielu dusz bialeńskich możnych i wielkich,
Arystokratów i oficerów niemal wszelkich.

Tłum żąda głowy arystokraty, gwiżdżąc głośno,
Ten z bólem serca wysyła na nich swe wojsko,
A sam odjeżdża, by przekazać szatanowi daninę.

Krew oblała wolnogradzką, lesistą równinę,
Krew dzieci ziemi ojczystej, synów i cór jej,
Co życie oddali dla swobody ziemi swej.

Na miejsce przychodzi Krzysztof, Apostoł,
Miał zawrócić dzieci Proroka ku Jego wioskom,
Spóźnił się, więc wśród łkań swych, modli się,

"Boże, Ojcze Wszechmogący, dziś proszę Cię,
Byś przywrócił kraju temu jego siłę i moc,
I wygnał stąd khmerską, długą noc.

W imię Ojca, Syna i Ducha,
Niech się skończy ta zawierucha."
Arystokrata dotarł do dworu Sarego,

Prosi o skończenie konfliktu strasznego,
O pokój wielki i trwały, na wieki wieków,
Skończyć wojnę jak australopiteków.

Szatan mu na to krótko i złowieszczo mówi:
"Jeszcze słowo, a córka nie będzie miała nogi!
Precz psie, pilnuj interesów swego pana, mnie!"

Stary szlachcic rzecze: "Dość tego, o nie!"
Wyjmuje szablę ojców swych i dziadów,
Rozcina wroga i znika bez żadnych śladów.

Wieść ta dociera w mig do wszystkich w Bialenii,
Wszyscy w domach cieszą się z szatana śmierci,
Jeden Samphan, zdrajca, drży aż cały, bo wie,

Że już wkrótce wściekły lud Bialenii go dorwie,
Wówczas nie będzie już żadnej litości,
Dla kolaborantów, zdrajców bialeńskości.

Z zadumy wyrywa go pukanie do drzwi,
Niemal dostaje od tego epilepsji,
Myśli, że to arystokrata córki tu szuka,

Lecz nie w tym celu on do drzwi puka.
Proponuje zdrajcy nawrócenie,
I szansę na win przebaczenie.

Samphan się zgadza, zastrzega jednak,
Że córki więzienia nie zna, wiedzy mu brak,
Arystokrata, zasmucony, prosi o dyskrecję,

Chce bowiem zdradzić straszną profecję.
Wróżka sclavińska mu wywróżyła,
Coś, czym sama się zatrwożyła.

Iż czeka wszystkich Bialeńczyków tortur całe gremium,
Od chłost, rozciągania, do krzyżowania i ciał w ogniu,
A winni będą powstańcy, Khmerom zbyt mili.

"Przypomną też ludowi co żeśmy robili,
I nas czeka zemsta za nasze czyny,
Odpokutujemy wszystkie swe winy."

W Nowej Bialenii natomiast,
Katarzyna z prezydentem budują setki miast,
nie wiedząc co jej dom rodzinny czeka.

Gdy w starym kraju brakuje i mleka,
Tam wszystko płynie mlekiem, miodem,
Na gospodarką czuwa kniaź Nikodem.

On sam, z Weblandu pochodzi,
choć nigdy Bialenii nie szkodzi.
Kniaź właśnie reformy nad transportem koni robi,

Wie, że przez to kraj się dorobi,
By dalej prowadzić srogie walki,
Zmieść wolności narodów rywalki.

Jak wie, tylko na wojnie zyskają bankierzy,
no i podli, a także mu okropni hochsztaplerzy.
Margrabia Wielobialeński bada nad wojskiem,
« Ostatnia zmiana: Czw, 01 Sty 1970, 01:00:00 wysłana przez Guest »
/-/ Konstanty Jerzy wielki kniaź Michalski
Immanuel Kartografii Tamostosowanej
Rednacz Gazety Bialeńskiej

Offline AndrzejSwarzewski

Re: "O przypadkach dzielnych praszczurów..." - Księga III
« Odpowiedź #24 dnia: Pon, 21 Kwi 2014, 19:00:13 »
W Równogrodzie, stolicy Nowej Bialenii,
Siedzi prezydent Rydel, popijając ocet winny,
I czyta ze zgrozą list otrzymany od Leksego.

Pisze on, że Nowobialeńczycy czynią wiele złego,
Że od Proroka się odwrócili plecami,
I grabieży dokonują całkiem sami.

Nie wszyscy wprawdzie, treść listu mówi,
Ale większość odeszła, na robotę głupich,
Jednak i sukces ludzi wolności się dokonał,

Część Khmerów najdzielniejszy Apostoł przekonał,
Aby na słuszną ścieżkę zstąpili, i razem z Mesjaszem,
Czynili dobro, wbrew Saremu, który jest szatanem.

Rydel z królową Katarzyną teraz rozmawia,
Mówią, że nadszedł kres tego bajania,
I pora podjąć kroki zdecydowane,

By utrzymać rodaków w dobrym stanie,
Nim więcej ich w rozbójników się zamieni,
Przynosząc wstyd Starej i Nowej Bialenii.

W Tambowie tymczasem zbiera się armia Melchizedeka,
Na jej czele stoi Czaja, najwierniejszy szlachetka,
Zelżony przez panów braci za dobro, w które uwierzył,

Nie przejmuje się tym, wie, że lepiej słusznie przeżyć.
Pod pałacem arystokraty zbiera się wtenczas ciżba,
Żądna krwi i łupów podłych rozbójników istna wyspa,

Wśród nich wielu jest Nowobialeńczyków,
Nie wiedzą, że nie chce od chłosty ryków,
Swych rodaków słuchać, ale musi,

Bo khmerski szatan mu córkę udusi,
Jedyne dziecko arystokraty, ukochane,
Dla niego woli on trzymać z szatanem.

W ten sposób anioł mroku stał się Panem,
Wielu dusz bialeńskich możnych i wielkich,
Arystokratów i oficerów niemal wszelkich.

Tłum żąda głowy arystokraty, gwiżdżąc głośno,
Ten z bólem serca wysyła na nich swe wojsko,
A sam odjeżdża, by przekazać szatanowi daninę.

Krew oblała wolnogradzką, lesistą równinę,
Krew dzieci ziemi ojczystej, synów i cór jej,
Co życie oddali dla swobody ziemi swej.

Na miejsce przychodzi Krzysztof, Apostoł,
Miał zawrócić dzieci Proroka ku Jego wioskom,
Spóźnił się, więc wśród łkań swych, modli się,

"Boże, Ojcze Wszechmogący, dziś proszę Cię,
Byś przywrócił kraju temu jego siłę i moc,
I wygnał stąd khmerską, długą noc.

W imię Ojca, Syna i Ducha,
Niech się skończy ta zawierucha."
Arystokrata dotarł do dworu Sarego,

Prosi o skończenie konfliktu strasznego,
O pokój wielki i trwały, na wieki wieków,
Skończyć wojnę jak australopiteków.

Szatan mu na to krótko i złowieszczo mówi:
"Jeszcze słowo, a córka nie będzie miała nogi!
Precz psie, pilnuj interesów swego pana, mnie!"

Stary szlachcic rzecze: "Dość tego, o nie!"
Wyjmuje szablę ojców swych i dziadów,
Rozcina wroga i znika bez żadnych śladów.

Wieść ta dociera w mig do wszystkich w Bialenii,
Wszyscy w domach cieszą się z szatana śmierci,
Jeden Samphan, zdrajca, drży aż cały, bo wie,

Że już wkrótce wściekły lud Bialenii go dorwie,
Wówczas nie będzie już żadnej litości,
Dla kolaborantów, zdrajców bialeńskości.

Z zadumy wyrywa go pukanie do drzwi,
Niemal dostaje od tego epilepsji,
Myśli, że to arystokrata córki tu szuka,

Lecz nie w tym celu on do drzwi puka.
Proponuje zdrajcy nawrócenie,
I szansę na win przebaczenie.

Samphan się zgadza, zastrzega jednak,
Że córki więzienia nie zna, wiedzy mu brak,
Arystokrata, zasmucony, prosi o dyskrecję,

Chce bowiem zdradzić straszną profecję.
Wróżka sclavińska mu wywróżyła,
Coś, czym sama się zatrwożyła.

Iż czeka wszystkich Bialeńczyków tortur całe gremium,
Od chłost, rozciągania, do krzyżowania i ciał w ogniu,
A winni będą powstańcy, Khmerom zbyt mili.

"Przypomną też ludowi co żeśmy robili,
I nas czeka zemsta za nasze czyny,
Odpokutujemy wszystkie swe winy."

W Nowej Bialenii natomiast,
Katarzyna z prezydentem budują setki miast,
nie wiedząc co jej dom rodzinny czeka.

Gdy w starym kraju brakuje i mleka,
Tam wszystko płynie mlekiem, miodem,
Na gospodarką czuwa kniaź Nikodem.

On sam, z Weblandu pochodzi,
choć nigdy Bialenii nie szkodzi.
Kniaź właśnie reformy nad transportem koni robi,

Wie, że przez to kraj się dorobi,
By dalej prowadzić srogie walki,
Zmieść wolności narodów rywalki.

Jak wie, tylko na wojnie zyskają bankierzy,
no i podli hochsztaplerzy.
Margrabia Wielobialeński bada nad wojskiem.

Gdy wnet spotyka syna pani Ochojskiej,
artystki wielkiej i jakże wpływowej,
Przeciwniczki wszelkiej misji wojskowej.
« Ostatnia zmiana: Czw, 01 Sty 1970, 01:00:00 wysłana przez Guest »