Autor Wątek: "O przypadkach dzielnych praszczurów..." - Księga III  (Przeczytany 3178 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline Konstanty Jerzy Michalski

  • Immanuel Kartografii Tamostosowanej
  • Obywatel
  • Bohater
  • ****
  • Wiadomości: 2164
  • : 21
  • Płeć: Mężczyzna
  • GG: 50930927
    • NPE: BI13111600010
  • Stopień służbowy Stopień w Siłach Zbrojnych RB
    • Zobacz profil
    • Odznaczenia
Re: "O przypadkach dzielnych praszczurów..." - Księga III
« Odpowiedź #25 dnia: Pon, 21 Kwi 2014, 19:05:08 »
W Równogrodzie, stolicy Nowej Bialenii,
Siedzi prezydent Rydel, popijając ocet winny,
I czyta ze zgrozą list otrzymany od Leksego.

Pisze on, że Nowobialeńczycy czynią wiele złego,
Że od Proroka się odwrócili plecami,
I grabieży dokonują całkiem sami.

Nie wszyscy wprawdzie, treść listu mówi,
Ale większość odeszła, na robotę głupich,
Jednak i sukces ludzi wolności się dokonał,

Część Khmerów najdzielniejszy Apostoł przekonał,
Aby na słuszną ścieżkę zstąpili, i razem z Mesjaszem,
Czynili dobro, wbrew Saremu, który jest szatanem.

Rydel z królową Katarzyną teraz rozmawia,
Mówią, że nadszedł kres tego bajania,
I pora podjąć kroki zdecydowane,

By utrzymać rodaków w dobrym stanie,
Nim więcej ich w rozbójników się zamieni,
Przynosząc wstyd Starej i Nowej Bialenii.

W Tambowie tymczasem zbiera się armia Melchizedeka,
Na jej czele stoi Czaja, najwierniejszy szlachetka,
Zelżony przez panów braci za dobro, w które uwierzył,

Nie przejmuje się tym, wie, że lepiej słusznie przeżyć.
Pod pałacem arystokraty zbiera się wtenczas ciżba,
Żądna krwi i łupów podłych rozbójników istna wyspa,

Wśród nich wielu jest Nowobialeńczyków,
Nie wiedzą, że nie chce od chłosty ryków,
Swych rodaków słuchać, ale musi,

Bo khmerski szatan mu córkę udusi,
Jedyne dziecko arystokraty, ukochane,
Dla niego woli on trzymać z szatanem.

W ten sposób anioł mroku stał się Panem,
Wielu dusz bialeńskich możnych i wielkich,
Arystokratów i oficerów niemal wszelkich.

Tłum żąda głowy arystokraty, gwiżdżąc głośno,
Ten z bólem serca wysyła na nich swe wojsko,
A sam odjeżdża, by przekazać szatanowi daninę.

Krew oblała wolnogradzką, lesistą równinę,
Krew dzieci ziemi ojczystej, synów i cór jej,
Co życie oddali dla swobody ziemi swej.

Na miejsce przychodzi Krzysztof, Apostoł,
Miał zawrócić dzieci Proroka ku Jego wioskom,
Spóźnił się, więc wśród łkań swych, modli się,

"Boże, Ojcze Wszechmogący, dziś proszę Cię,
Byś przywrócił kraju temu jego siłę i moc,
I wygnał stąd khmerską, długą noc.

W imię Ojca, Syna i Ducha,
Niech się skończy ta zawierucha."
Arystokrata dotarł do dworu Sarego,

Prosi o skończenie konfliktu strasznego,
O pokój wielki i trwały, na wieki wieków,
Skończyć wojnę jak australopiteków.

Szatan mu na to krótko i złowieszczo mówi:
"Jeszcze słowo, a córka nie będzie miała nogi!
Precz psie, pilnuj interesów swego pana, mnie!"

Stary szlachcic rzecze: "Dość tego, o nie!"
Wyjmuje szablę ojców swych i dziadów,
Rozcina wroga i znika bez żadnych śladów.

Wieść ta dociera w mig do wszystkich w Bialenii,
Wszyscy w domach cieszą się z szatana śmierci,
Jeden Samphan, zdrajca, drży aż cały, bo wie,

Że już wkrótce wściekły lud Bialenii go dorwie,
Wówczas nie będzie już żadnej litości,
Dla kolaborantów, zdrajców bialeńskości.

Z zadumy wyrywa go pukanie do drzwi,
Niemal dostaje od tego epilepsji,
Myśli, że to arystokrata córki tu szuka,

Lecz nie w tym celu on do drzwi puka.
Proponuje zdrajcy nawrócenie,
I szansę na win przebaczenie.

Samphan się zgadza, zastrzega jednak,
Że córki więzienia nie zna, wiedzy mu brak,
Arystokrata, zasmucony, prosi o dyskrecję,

Chce bowiem zdradzić straszną profecję.
Wróżka sclavińska mu wywróżyła,
Coś, czym sama się zatrwożyła.

Iż czeka wszystkich Bialeńczyków tortur całe gremium,
Od chłost, rozciągania, do krzyżowania i ciał w ogniu,
A winni będą powstańcy, Khmerom zbyt mili.

"Przypomną też ludowi co żeśmy robili,
I nas czeka zemsta za nasze czyny,
Odpokutujemy wszystkie swe winy."

W Nowej Bialenii natomiast,
Katarzyna z prezydentem budują setki miast,
nie wiedząc co jej dom rodzinny czeka.

Gdy w starym kraju brakuje i mleka,
Tam wszystko płynie mlekiem, miodem,
Na gospodarką czuwa kniaź Nikodem.

On sam, z Weblandu pochodzi,
choć nigdy Bialenii nie szkodzi.
Kniaź właśnie reformy nad transportem koni robi,

Wie, że przez to kraj się dorobi,
By dalej prowadzić srogie walki,
Zmieść wolności narodów rywalki.

Jak wie, tylko na wojnie zyskają bankierzy,
no i podli hochsztaplerzy.
Margrabia Wielobialeński bada nad wojskiem.

Gdy wnet spotyka syna pani Ochojskiej,
artystki wielkiej i jakże wpływowej,
Przeciwniczki wszelkiej misji wojskowej.

Syn ten, margrabiemu tłumacze teorię swej matki:
"Nie na darmo, zbieraliśmy datki,
aby pierwszą wyprawę głęboko zniweczyli,
« Ostatnia zmiana: Czw, 01 Sty 1970, 01:00:00 wysłana przez Guest »
/-/ Konstanty Jerzy wielki kniaź Michalski
Immanuel Kartografii Tamostosowanej
Rednacz Gazety Bialeńskiej

Offline AndrzejSwarzewski

Re: "O przypadkach dzielnych praszczurów..." - Księga III
« Odpowiedź #26 dnia: Pon, 21 Kwi 2014, 20:32:08 »
W Równogrodzie, stolicy Nowej Bialenii,
Siedzi prezydent Rydel, popijając ocet winny,
I czyta ze zgrozą list otrzymany od Leksego.

Pisze on, że Nowobialeńczycy czynią wiele złego,
Że od Proroka się odwrócili plecami,
I grabieży dokonują całkiem sami.

Nie wszyscy wprawdzie, treść listu mówi,
Ale większość odeszła, na robotę głupich,
Jednak i sukces ludzi wolności się dokonał,

Część Khmerów najdzielniejszy Apostoł przekonał,
Aby na słuszną ścieżkę zstąpili, i razem z Mesjaszem,
Czynili dobro, wbrew Saremu, który jest szatanem.

Rydel z królową Katarzyną teraz rozmawia,
Mówią, że nadszedł kres tego bajania,
I pora podjąć kroki zdecydowane,

By utrzymać rodaków w dobrym stanie,
Nim więcej ich w rozbójników się zamieni,
Przynosząc wstyd Starej i Nowej Bialenii.

W Tambowie tymczasem zbiera się armia Melchizedeka,
Na jej czele stoi Czaja, najwierniejszy szlachetka,
Zelżony przez panów braci za dobro, w które uwierzył,

Nie przejmuje się tym, wie, że lepiej słusznie przeżyć.
Pod pałacem arystokraty zbiera się wtenczas ciżba,
Żądna krwi i łupów podłych rozbójników istna wyspa,

Wśród nich wielu jest Nowobialeńczyków,
Nie wiedzą, że nie chce od chłosty ryków,
Swych rodaków słuchać, ale musi,

Bo khmerski szatan mu córkę udusi,
Jedyne dziecko arystokraty, ukochane,
Dla niego woli on trzymać z szatanem.

W ten sposób anioł mroku stał się Panem,
Wielu dusz bialeńskich możnych i wielkich,
Arystokratów i oficerów niemal wszelkich.

Tłum żąda głowy arystokraty, gwiżdżąc głośno,
Ten z bólem serca wysyła na nich swe wojsko,
A sam odjeżdża, by przekazać szatanowi daninę.

Krew oblała wolnogradzką, lesistą równinę,
Krew dzieci ziemi ojczystej, synów i cór jej,
Co życie oddali dla swobody ziemi swej.

Na miejsce przychodzi Krzysztof, Apostoł,
Miał zawrócić dzieci Proroka ku Jego wioskom,
Spóźnił się, więc wśród łkań swych, modli się,

"Boże, Ojcze Wszechmogący, dziś proszę Cię,
Byś przywrócił kraju temu jego siłę i moc,
I wygnał stąd khmerską, długą noc.

W imię Ojca, Syna i Ducha,
Niech się skończy ta zawierucha."
Arystokrata dotarł do dworu Sarego,

Prosi o skończenie konfliktu strasznego,
O pokój wielki i trwały, na wieki wieków,
Skończyć wojnę jak australopiteków.

Szatan mu na to krótko i złowieszczo mówi:
"Jeszcze słowo, a córka nie będzie miała nogi!
Precz psie, pilnuj interesów swego pana, mnie!"

Stary szlachcic rzecze: "Dość tego, o nie!"
Wyjmuje szablę ojców swych i dziadów,
Rozcina wroga i znika bez żadnych śladów.

Wieść ta dociera w mig do wszystkich w Bialenii,
Wszyscy w domach cieszą się z szatana śmierci,
Jeden Samphan, zdrajca, drży aż cały, bo wie,

Że już wkrótce wściekły lud Bialenii go dorwie,
Wówczas nie będzie już żadnej litości,
Dla kolaborantów, zdrajców bialeńskości.

Z zadumy wyrywa go pukanie do drzwi,
Niemal dostaje od tego epilepsji,
Myśli, że to arystokrata córki tu szuka,

Lecz nie w tym celu on do drzwi puka.
Proponuje zdrajcy nawrócenie,
I szansę na win przebaczenie.

Samphan się zgadza, zastrzega jednak,
Że córki więzienia nie zna, wiedzy mu brak,
Arystokrata, zasmucony, prosi o dyskrecję,

Chce bowiem zdradzić straszną profecję.
Wróżka sclavińska mu wywróżyła,
Coś, czym sama się zatrwożyła.

Iż czeka wszystkich Bialeńczyków tortur całe gremium,
Od chłost, rozciągania, do krzyżowania i ciał w ogniu,
A winni będą powstańcy, Khmerom zbyt mili.

"Przypomną też ludowi co żeśmy robili,
I nas czeka zemsta za nasze czyny,
Odpokutujemy wszystkie swe winy."

W Nowej Bialenii natomiast,
Katarzyna z prezydentem budują setki miast,
nie wiedząc co jej dom rodzinny czeka.

Gdy w starym kraju brakuje i mleka,
Tam wszystko płynie mlekiem, miodem,
Na gospodarką czuwa kniaź Nikodem.

On sam, z Weblandu pochodzi,
choć nigdy Bialenii nie szkodzi.
Kniaź właśnie reformy nad transportem koni robi,

Wie, że przez to kraj się dorobi,
By dalej prowadzić srogie walki,
Zmieść wolności narodów rywalki.

Jak wie, tylko na wojnie zyskają bankierzy,
no i podli hochsztaplerzy.
Margrabia Wielobialeński bada nad wojskiem.

Gdy wnet spotyka syna pani Ochojskiej,
artystki wielkiej i jakże wpływowej,
Przeciwniczki wszelkiej misji wojskowej.

Syn ten, margrabiemu tłumacze teorię swej matki:
"Nie na darmo, zbieraliśmy datki,
aby pierwszą wyprawę głęboko zniweczyli.

Wielu chce byśmy znowu gdzieś wkroczyli,
Lecz matka ma, sławetna hrabina,
Wie, że zysków tylko ociupina,
« Ostatnia zmiana: Czw, 01 Sty 1970, 01:00:00 wysłana przez Guest »

Offline Maciej Kamiński

  • Grand
  • Policja Krajowa
  • Entuzjasta
  • ******
  • Wiadomości: 11835
  • : 228
  • Płeć: Mężczyzna
  • Gestapo Ortograficzne, Oko Sprawiedliwości
    • NPE: BI13111700005
  • Stopień służbowy Stopień w Policji Krajowej RB
    • Zobacz profil
    • Odznaczenia
Re: "O przypadkach dzielnych praszczurów..." - Księga III
« Odpowiedź #27 dnia: Pon, 21 Kwi 2014, 20:57:06 »
W Równogrodzie, stolicy Nowej Bialenii,
Siedzi prezydent Rydel, popijając ocet winny,
I czyta ze zgrozą list otrzymany od Leksego.

Pisze on, że Nowobialeńczycy czynią wiele złego,
Że od Proroka się odwrócili plecami,
I grabieży dokonują całkiem sami.

Nie wszyscy wprawdzie, treść listu mówi,
Ale większość odeszła, na robotę głupich,
Jednak i sukces ludzi wolności się dokonał,

Część Khmerów najdzielniejszy Apostoł przekonał,
Aby na słuszną ścieżkę zstąpili, i razem z Mesjaszem,
Czynili dobro, wbrew Saremu, który jest szatanem.

Rydel z królową Katarzyną teraz rozmawia,
Mówią, że nadszedł kres tego bajania,
I pora podjąć kroki zdecydowane,

By utrzymać rodaków w dobrym stanie,
Nim więcej ich w rozbójników się zamieni,
Przynosząc wstyd Starej i Nowej Bialenii.

W Tambowie tymczasem zbiera się armia Melchizedeka,
Na jej czele stoi Czaja, najwierniejszy szlachetka,
Zelżony przez panów braci za dobro, w które uwierzył,

Nie przejmuje się tym, wie, że lepiej słusznie przeżyć.
Pod pałacem arystokraty zbiera się wtenczas ciżba,
Żądna krwi i łupów podłych rozbójników istna wyspa,

Wśród nich wielu jest Nowobialeńczyków,
Nie wiedzą, że nie chce od chłosty ryków,
Swych rodaków słuchać, ale musi,

Bo khmerski szatan mu córkę udusi,
Jedyne dziecko arystokraty, ukochane,
Dla niego woli on trzymać z szatanem.

W ten sposób anioł mroku stał się Panem,
Wielu dusz bialeńskich możnych i wielkich,
Arystokratów i oficerów niemal wszelkich.

Tłum żąda głowy arystokraty, gwiżdżąc głośno,
Ten z bólem serca wysyła na nich swe wojsko,
A sam odjeżdża, by przekazać szatanowi daninę.

Krew oblała wolnogradzką, lesistą równinę,
Krew dzieci ziemi ojczystej, synów i cór jej,
Co życie oddali dla swobody ziemi swej.

Na miejsce przychodzi Krzysztof, Apostoł,
Miał zawrócić dzieci Proroka ku Jego wioskom,
Spóźnił się, więc wśród łkań swych, modli się,

"Boże, Ojcze Wszechmogący, dziś proszę Cię,
Byś przywrócił kraju temu jego siłę i moc,
I wygnał stąd khmerską, długą noc.

W imię Ojca, Syna i Ducha,
Niech się skończy ta zawierucha."
Arystokrata dotarł do dworu Sarego,

Prosi o skończenie konfliktu strasznego,
O pokój wielki i trwały, na wieki wieków,
Skończyć wojnę jak australopiteków.

Szatan mu na to krótko i złowieszczo mówi:
"Jeszcze słowo, a córka nie będzie miała nogi!
Precz psie, pilnuj interesów swego pana, mnie!"

Stary szlachcic rzecze: "Dość tego, o nie!"
Wyjmuje szablę ojców swych i dziadów,
Rozcina wroga i znika bez żadnych śladów.

Wieść ta dociera w mig do wszystkich w Bialenii,
Wszyscy w domach cieszą się z szatana śmierci,
Jeden Samphan, zdrajca, drży aż cały, bo wie,

Że już wkrótce wściekły lud Bialenii go dorwie,
Wówczas nie będzie już żadnej litości,
Dla kolaborantów, zdrajców bialeńskości.

Z zadumy wyrywa go pukanie do drzwi,
Niemal dostaje od tego epilepsji,
Myśli, że to arystokrata córki tu szuka,

Lecz nie w tym celu on do drzwi puka.
Proponuje zdrajcy nawrócenie,
I szansę na win przebaczenie.

Samphan się zgadza, zastrzega jednak,
Że córki więzienia nie zna, wiedzy mu brak,
Arystokrata, zasmucony, prosi o dyskrecję,

Chce bowiem zdradzić straszną profecję.
Wróżka sclavińska mu wywróżyła,
Coś, czym sama się zatrwożyła.

Iż czeka wszystkich Bialeńczyków tortur całe gremium,
Od chłost, rozciągania, do krzyżowania i ciał w ogniu,
A winni będą powstańcy, Khmerom zbyt mili.

"Przypomną też ludowi co żeśmy robili,
I nas czeka zemsta za nasze czyny,
Odpokutujemy wszystkie swe winy."

W Nowej Bialenii natomiast,
Katarzyna z prezydentem budują setki miast,
nie wiedząc co jej dom rodzinny czeka.

Gdy w starym kraju brakuje i mleka,
Tam wszystko płynie mlekiem, miodem,
Na gospodarką czuwa kniaź Nikodem.

On sam, z Weblandu pochodzi,
choć nigdy Bialenii nie szkodzi.
Kniaź właśnie reformy nad transportem koni robi,

Wie, że przez to kraj się dorobi,
By dalej prowadzić srogie walki,
Zmieść wolności narodów rywalki.

Jak wie, tylko na wojnie zyskają bankierzy,
no i podli hochsztaplerzy.
Margrabia Wielobialeński bada nad wojskiem.

Gdy wnet spotyka syna pani Ochojskiej,
artystki wielkiej i jakże wpływowej,
Przeciwniczki wszelkiej misji wojskowej.

Syn ten, margrabiemu tłumacze teorię swej matki:
"Nie na darmo, zbieraliśmy datki,
aby pierwszą wyprawę głęboko zniweczyli.

Wielu chce byśmy znowu gdzieś wkroczyli,
Lecz matka ma, sławetna hrabina,
Wie, że zysków tylko ociupina,

Przeto protest antywojenny chciała organizować,
Ale lud przeciw Prorokowi nie chciał spiskować,
Skończyło się na smole i pierzu na hrabinie.
« Ostatnia zmiana: Czw, 01 Sty 1970, 01:00:00 wysłana przez Guest »
lic. net Maciej Kamiński herbu Sto Osiem, Członek Bialeńskiej Partii Demokratycznej, Minister Spraw Zagranicznych, Poseł, Prezes Policji Krajowej, Honorowo obywatel Jahołdajewszczyzny, Ambasador Republiki Bialeńskiej w Maharadżacie Tirimudzii i Trizondalu, Trener LKS-u Tomaszew, Selekcjoner Dżamahiriji, Dyrektor Bialeńskiego Biura Kartograficznego, Administrator forum i strony głównej Republiki Bialeńskiej oraz fanpage'a Republiki Bialeńskiej na Facebooku, Młodszy administrator systemu e-gospodarki Republiki Bialeńskiej, Operator bialeńskiego kanału IRC, Gospodarz na Tomaszewie, Posiadacz 158 folwarków, Wang IWA, Houellebecq Lahazydii, Jasny Gieroj, Tytan Pracy Spraw Wewnętrznych 2016.

Offline Konstanty Jerzy Michalski

  • Immanuel Kartografii Tamostosowanej
  • Obywatel
  • Bohater
  • ****
  • Wiadomości: 2164
  • : 21
  • Płeć: Mężczyzna
  • GG: 50930927
    • NPE: BI13111600010
  • Stopień służbowy Stopień w Siłach Zbrojnych RB
    • Zobacz profil
    • Odznaczenia
Re: "O przypadkach dzielnych praszczurów..." - Księga III
« Odpowiedź #28 dnia: Wto, 22 Kwi 2014, 10:02:40 »
W Równogrodzie, stolicy Nowej Bialenii,
Siedzi prezydent Rydel, popijając ocet winny,
I czyta ze zgrozą list otrzymany od Leksego.

Pisze on, że Nowobialeńczycy czynią wiele złego,
Że od Proroka się odwrócili plecami,
I grabieży dokonują całkiem sami.

Nie wszyscy wprawdzie, treść listu mówi,
Ale większość odeszła, na robotę głupich,
Jednak i sukces ludzi wolności się dokonał,

Część Khmerów najdzielniejszy Apostoł przekonał,
Aby na słuszną ścieżkę zstąpili, i razem z Mesjaszem,
Czynili dobro, wbrew Saremu, który jest szatanem.

Rydel z królową Katarzyną teraz rozmawia,
Mówią, że nadszedł kres tego bajania,
I pora podjąć kroki zdecydowane,

By utrzymać rodaków w dobrym stanie,
Nim więcej ich w rozbójników się zamieni,
Przynosząc wstyd Starej i Nowej Bialenii.

W Tambowie tymczasem zbiera się armia Melchizedeka,
Na jej czele stoi Czaja, najwierniejszy szlachetka,
Zelżony przez panów braci za dobro, w które uwierzył,

Nie przejmuje się tym, wie, że lepiej słusznie przeżyć.
Pod pałacem arystokraty zbiera się wtenczas ciżba,
Żądna krwi i łupów podłych rozbójników istna wyspa,

Wśród nich wielu jest Nowobialeńczyków,
Nie wiedzą, że nie chce od chłosty ryków,
Swych rodaków słuchać, ale musi,

Bo khmerski szatan mu córkę udusi,
Jedyne dziecko arystokraty, ukochane,
Dla niego woli on trzymać z szatanem.

W ten sposób anioł mroku stał się Panem,
Wielu dusz bialeńskich możnych i wielkich,
Arystokratów i oficerów niemal wszelkich.

Tłum żąda głowy arystokraty, gwiżdżąc głośno,
Ten z bólem serca wysyła na nich swe wojsko,
A sam odjeżdża, by przekazać szatanowi daninę.

Krew oblała wolnogradzką, lesistą równinę,
Krew dzieci ziemi ojczystej, synów i cór jej,
Co życie oddali dla swobody ziemi swej.

Na miejsce przychodzi Krzysztof, Apostoł,
Miał zawrócić dzieci Proroka ku Jego wioskom,
Spóźnił się, więc wśród łkań swych, modli się,

"Boże, Ojcze Wszechmogący, dziś proszę Cię,
Byś przywrócił kraju temu jego siłę i moc,
I wygnał stąd khmerską, długą noc.

W imię Ojca, Syna i Ducha,
Niech się skończy ta zawierucha."
Arystokrata dotarł do dworu Sarego,

Prosi o skończenie konfliktu strasznego,
O pokój wielki i trwały, na wieki wieków,
Skończyć wojnę jak australopiteków.

Szatan mu na to krótko i złowieszczo mówi:
"Jeszcze słowo, a córka nie będzie miała nogi!
Precz psie, pilnuj interesów swego pana, mnie!"

Stary szlachcic rzecze: "Dość tego, o nie!"
Wyjmuje szablę ojców swych i dziadów,
Rozcina wroga i znika bez żadnych śladów.

Wieść ta dociera w mig do wszystkich w Bialenii,
Wszyscy w domach cieszą się z szatana śmierci,
Jeden Samphan, zdrajca, drży aż cały, bo wie,

Że już wkrótce wściekły lud Bialenii go dorwie,
Wówczas nie będzie już żadnej litości,
Dla kolaborantów, zdrajców bialeńskości.

Z zadumy wyrywa go pukanie do drzwi,
Niemal dostaje od tego epilepsji,
Myśli, że to arystokrata córki tu szuka,

Lecz nie w tym celu on do drzwi puka.
Proponuje zdrajcy nawrócenie,
I szansę na win przebaczenie.

Samphan się zgadza, zastrzega jednak,
Że córki więzienia nie zna, wiedzy mu brak,
Arystokrata, zasmucony, prosi o dyskrecję,

Chce bowiem zdradzić straszną profecję.
Wróżka sclavińska mu wywróżyła,
Coś, czym sama się zatrwożyła.

Iż czeka wszystkich Bialeńczyków tortur całe gremium,
Od chłost, rozciągania, do krzyżowania i ciał w ogniu,
A winni będą powstańcy, Khmerom zbyt mili.

"Przypomną też ludowi co żeśmy robili,
I nas czeka zemsta za nasze czyny,
Odpokutujemy wszystkie swe winy."

W Nowej Bialenii natomiast,
Katarzyna z prezydentem budują setki miast,
nie wiedząc co jej dom rodzinny czeka.

Gdy w starym kraju brakuje i mleka,
Tam wszystko płynie mlekiem, miodem,
Na gospodarką czuwa kniaź Nikodem.

On sam, z Weblandu pochodzi,
choć nigdy Bialenii nie szkodzi.
Kniaź właśnie reformy nad transportem koni robi,

Wie, że przez to kraj się dorobi,
By dalej prowadzić srogie walki,
Zmieść wolności narodów rywalki.

Jak wie, tylko na wojnie zyskają bankierzy,
no i podli hochsztaplerzy.
Margrabia Wielobialeński bada nad wojskiem.

Gdy wnet spotyka syna pani Ochojskiej,
artystki wielkiej i jakże wpływowej,
Przeciwniczki wszelkiej misji wojskowej.

Syn ten, margrabiemu tłumacze teorię swej matki:
"Nie na darmo, zbieraliśmy datki,
aby pierwszą wyprawę głęboko zniweczyli.

Wielu chce byśmy znowu gdzieś wkroczyli,
Lecz matka ma, sławetna hrabina,
Wie, że zysków tylko ociupina,

Przeto protest antywojenny chciała organizować,
Ale lud przeciw Prorokowi nie chciał spiskować,
Skończyło się na smole i pierzu na hrabinie.

Chociaż, jak pan wie, nie damy się Khmerskiej gadzinie,
To jednak należy zastosować sposób faktyczny,
embargo to margrabio, także sposób praktyczny.
« Ostatnia zmiana: Czw, 01 Sty 1970, 01:00:00 wysłana przez Guest »
/-/ Konstanty Jerzy wielki kniaź Michalski
Immanuel Kartografii Tamostosowanej
Rednacz Gazety Bialeńskiej

Offline Maciej Kamiński

  • Grand
  • Policja Krajowa
  • Entuzjasta
  • ******
  • Wiadomości: 11835
  • : 228
  • Płeć: Mężczyzna
  • Gestapo Ortograficzne, Oko Sprawiedliwości
    • NPE: BI13111700005
  • Stopień służbowy Stopień w Policji Krajowej RB
    • Zobacz profil
    • Odznaczenia
Re: "O przypadkach dzielnych praszczurów..." - Księga III
« Odpowiedź #29 dnia: Wto, 22 Kwi 2014, 10:10:24 »
W Równogrodzie, stolicy Nowej Bialenii,
Siedzi prezydent Rydel, popijając ocet winny,
I czyta ze zgrozą list otrzymany od Leksego.

Pisze on, że Nowobialeńczycy czynią wiele złego,
Że od Proroka się odwrócili plecami,
I grabieży dokonują całkiem sami.

Nie wszyscy wprawdzie, treść listu mówi,
Ale większość odeszła, na robotę głupich,
Jednak i sukces ludzi wolności się dokonał,

Część Khmerów najdzielniejszy Apostoł przekonał,
Aby na słuszną ścieżkę zstąpili, i razem z Mesjaszem,
Czynili dobro, wbrew Saremu, który jest szatanem.

Rydel z królową Katarzyną teraz rozmawia,
Mówią, że nadszedł kres tego bajania,
I pora podjąć kroki zdecydowane,

By utrzymać rodaków w dobrym stanie,
Nim więcej ich w rozbójników się zamieni,
Przynosząc wstyd Starej i Nowej Bialenii.

W Tambowie tymczasem zbiera się armia Melchizedeka,
Na jej czele stoi Czaja, najwierniejszy szlachetka,
Zelżony przez panów braci za dobro, w które uwierzył,

Nie przejmuje się tym, wie, że lepiej słusznie przeżyć.
Pod pałacem arystokraty zbiera się wtenczas ciżba,
Żądna krwi i łupów podłych rozbójników istna wyspa,

Wśród nich wielu jest Nowobialeńczyków,
Nie wiedzą, że nie chce od chłosty ryków,
Swych rodaków słuchać, ale musi,

Bo khmerski szatan mu córkę udusi,
Jedyne dziecko arystokraty, ukochane,
Dla niego woli on trzymać z szatanem.

W ten sposób anioł mroku stał się Panem,
Wielu dusz bialeńskich możnych i wielkich,
Arystokratów i oficerów niemal wszelkich.

Tłum żąda głowy arystokraty, gwiżdżąc głośno,
Ten z bólem serca wysyła na nich swe wojsko,
A sam odjeżdża, by przekazać szatanowi daninę.

Krew oblała wolnogradzką, lesistą równinę,
Krew dzieci ziemi ojczystej, synów i cór jej,
Co życie oddali dla swobody ziemi swej.

Na miejsce przychodzi Krzysztof, Apostoł,
Miał zawrócić dzieci Proroka ku Jego wioskom,
Spóźnił się, więc wśród łkań swych, modli się,

"Boże, Ojcze Wszechmogący, dziś proszę Cię,
Byś przywrócił kraju temu jego siłę i moc,
I wygnał stąd khmerską, długą noc.

W imię Ojca, Syna i Ducha,
Niech się skończy ta zawierucha."
Arystokrata dotarł do dworu Sarego,

Prosi o skończenie konfliktu strasznego,
O pokój wielki i trwały, na wieki wieków,
Skończyć wojnę jak australopiteków.

Szatan mu na to krótko i złowieszczo mówi:
"Jeszcze słowo, a córka nie będzie miała nogi!
Precz psie, pilnuj interesów swego pana, mnie!"

Stary szlachcic rzecze: "Dość tego, o nie!"
Wyjmuje szablę ojców swych i dziadów,
Rozcina wroga i znika bez żadnych śladów.

Wieść ta dociera w mig do wszystkich w Bialenii,
Wszyscy w domach cieszą się z szatana śmierci,
Jeden Samphan, zdrajca, drży aż cały, bo wie,

Że już wkrótce wściekły lud Bialenii go dorwie,
Wówczas nie będzie już żadnej litości,
Dla kolaborantów, zdrajców bialeńskości.

Z zadumy wyrywa go pukanie do drzwi,
Niemal dostaje od tego epilepsji,
Myśli, że to arystokrata córki tu szuka,

Lecz nie w tym celu on do drzwi puka.
Proponuje zdrajcy nawrócenie,
I szansę na win przebaczenie.

Samphan się zgadza, zastrzega jednak,
Że córki więzienia nie zna, wiedzy mu brak,
Arystokrata, zasmucony, prosi o dyskrecję,

Chce bowiem zdradzić straszną profecję.
Wróżka sclavińska mu wywróżyła,
Coś, czym sama się zatrwożyła.

Iż czeka wszystkich Bialeńczyków tortur całe gremium,
Od chłost, rozciągania, do krzyżowania i ciał w ogniu,
A winni będą powstańcy, Khmerom zbyt mili.

"Przypomną też ludowi co żeśmy robili,
I nas czeka zemsta za nasze czyny,
Odpokutujemy wszystkie swe winy."

W Nowej Bialenii natomiast,
Katarzyna z prezydentem budują setki miast,
nie wiedząc co jej dom rodzinny czeka.

Gdy w starym kraju brakuje i mleka,
Tam wszystko płynie mlekiem, miodem,
Na gospodarką czuwa kniaź Nikodem.

On sam, z Weblandu pochodzi,
choć nigdy Bialenii nie szkodzi.
Kniaź właśnie reformy nad transportem koni robi,

Wie, że przez to kraj się dorobi,
By dalej prowadzić srogie walki,
Zmieść wolności narodów rywalki.

Jak wie, tylko na wojnie zyskają bankierzy,
no i podli hochsztaplerzy.
Margrabia Wielobialeński bada nad wojskiem.

Gdy wnet spotyka syna pani Ochojskiej,
artystki wielkiej i jakże wpływowej,
Przeciwniczki wszelkiej misji wojskowej.

Syn ten, margrabiemu tłumacze teorię swej matki:
"Nie na darmo, zbieraliśmy datki,
aby pierwszą wyprawę głęboko zniweczyli.

Wielu chce byśmy znowu gdzieś wkroczyli,
Lecz matka ma, sławetna hrabina,
Wie, że zysków tylko ociupina,

Przeto protest antywojenny chciała organizować,
Ale lud przeciw Prorokowi nie chciał spiskować,
Skończyło się na smole i pierzu na hrabinie.

Chociaż, jak pan wie, nie damy się Khmerskiej gadzinie,
To jednak należy zastosować sposób faktyczny,
embargo to margrabio, także sposób praktyczny.

Margrabia na to: "Nieprawdę, Panie Ochocki, rzeczecie,
Khmerów embargo grzeje i ziębi, w zimie i w lecie,
Mają oni zali jakieś interesy tu, w Nowej Bialenii?"
« Ostatnia zmiana: Czw, 01 Sty 1970, 01:00:00 wysłana przez Guest »
lic. net Maciej Kamiński herbu Sto Osiem, Członek Bialeńskiej Partii Demokratycznej, Minister Spraw Zagranicznych, Poseł, Prezes Policji Krajowej, Honorowo obywatel Jahołdajewszczyzny, Ambasador Republiki Bialeńskiej w Maharadżacie Tirimudzii i Trizondalu, Trener LKS-u Tomaszew, Selekcjoner Dżamahiriji, Dyrektor Bialeńskiego Biura Kartograficznego, Administrator forum i strony głównej Republiki Bialeńskiej oraz fanpage'a Republiki Bialeńskiej na Facebooku, Młodszy administrator systemu e-gospodarki Republiki Bialeńskiej, Operator bialeńskiego kanału IRC, Gospodarz na Tomaszewie, Posiadacz 158 folwarków, Wang IWA, Houellebecq Lahazydii, Jasny Gieroj, Tytan Pracy Spraw Wewnętrznych 2016.

Offline Konstanty Jerzy Michalski

  • Immanuel Kartografii Tamostosowanej
  • Obywatel
  • Bohater
  • ****
  • Wiadomości: 2164
  • : 21
  • Płeć: Mężczyzna
  • GG: 50930927
    • NPE: BI13111600010
  • Stopień służbowy Stopień w Siłach Zbrojnych RB
    • Zobacz profil
    • Odznaczenia
Re: "O przypadkach dzielnych praszczurów..." - Księga III
« Odpowiedź #30 dnia: Wto, 22 Kwi 2014, 11:29:41 »
W Równogrodzie, stolicy Nowej Bialenii,
Siedzi prezydent Rydel, popijając ocet winny,
I czyta ze zgrozą list otrzymany od Leksego.

Pisze on, że Nowobialeńczycy czynią wiele złego,
Że od Proroka się odwrócili plecami,
I grabieży dokonują całkiem sami.

Nie wszyscy wprawdzie, treść listu mówi,
Ale większość odeszła, na robotę głupich,
Jednak i sukces ludzi wolności się dokonał,

Część Khmerów najdzielniejszy Apostoł przekonał,
Aby na słuszną ścieżkę zstąpili, i razem z Mesjaszem,
Czynili dobro, wbrew Saremu, który jest szatanem.

Rydel z królową Katarzyną teraz rozmawia,
Mówią, że nadszedł kres tego bajania,
I pora podjąć kroki zdecydowane,

By utrzymać rodaków w dobrym stanie,
Nim więcej ich w rozbójników się zamieni,
Przynosząc wstyd Starej i Nowej Bialenii.

W Tambowie tymczasem zbiera się armia Melchizedeka,
Na jej czele stoi Czaja, najwierniejszy szlachetka,
Zelżony przez panów braci za dobro, w które uwierzył,

Nie przejmuje się tym, wie, że lepiej słusznie przeżyć.
Pod pałacem arystokraty zbiera się wtenczas ciżba,
Żądna krwi i łupów podłych rozbójników istna wyspa,

Wśród nich wielu jest Nowobialeńczyków,
Nie wiedzą, że nie chce od chłosty ryków,
Swych rodaków słuchać, ale musi,

Bo khmerski szatan mu córkę udusi,
Jedyne dziecko arystokraty, ukochane,
Dla niego woli on trzymać z szatanem.

W ten sposób anioł mroku stał się Panem,
Wielu dusz bialeńskich możnych i wielkich,
Arystokratów i oficerów niemal wszelkich.

Tłum żąda głowy arystokraty, gwiżdżąc głośno,
Ten z bólem serca wysyła na nich swe wojsko,
A sam odjeżdża, by przekazać szatanowi daninę.

Krew oblała wolnogradzką, lesistą równinę,
Krew dzieci ziemi ojczystej, synów i cór jej,
Co życie oddali dla swobody ziemi swej.

Na miejsce przychodzi Krzysztof, Apostoł,
Miał zawrócić dzieci Proroka ku Jego wioskom,
Spóźnił się, więc wśród łkań swych, modli się,

"Boże, Ojcze Wszechmogący, dziś proszę Cię,
Byś przywrócił kraju temu jego siłę i moc,
I wygnał stąd khmerską, długą noc.

W imię Ojca, Syna i Ducha,
Niech się skończy ta zawierucha."
Arystokrata dotarł do dworu Sarego,

Prosi o skończenie konfliktu strasznego,
O pokój wielki i trwały, na wieki wieków,
Skończyć wojnę jak australopiteków.

Szatan mu na to krótko i złowieszczo mówi:
"Jeszcze słowo, a córka nie będzie miała nogi!
Precz psie, pilnuj interesów swego pana, mnie!"

Stary szlachcic rzecze: "Dość tego, o nie!"
Wyjmuje szablę ojców swych i dziadów,
Rozcina wroga i znika bez żadnych śladów.

Wieść ta dociera w mig do wszystkich w Bialenii,
Wszyscy w domach cieszą się z szatana śmierci,
Jeden Samphan, zdrajca, drży aż cały, bo wie,

Że już wkrótce wściekły lud Bialenii go dorwie,
Wówczas nie będzie już żadnej litości,
Dla kolaborantów, zdrajców bialeńskości.

Z zadumy wyrywa go pukanie do drzwi,
Niemal dostaje od tego epilepsji,
Myśli, że to arystokrata córki tu szuka,

Lecz nie w tym celu on do drzwi puka.
Proponuje zdrajcy nawrócenie,
I szansę na win przebaczenie.

Samphan się zgadza, zastrzega jednak,
Że córki więzienia nie zna, wiedzy mu brak,
Arystokrata, zasmucony, prosi o dyskrecję,

Chce bowiem zdradzić straszną profecję.
Wróżka sclavińska mu wywróżyła,
Coś, czym sama się zatrwożyła.

Iż czeka wszystkich Bialeńczyków tortur całe gremium,
Od chłost, rozciągania, do krzyżowania i ciał w ogniu,
A winni będą powstańcy, Khmerom zbyt mili.

"Przypomną też ludowi co żeśmy robili,
I nas czeka zemsta za nasze czyny,
Odpokutujemy wszystkie swe winy."

W Nowej Bialenii natomiast,
Katarzyna z prezydentem budują setki miast,
nie wiedząc co jej dom rodzinny czeka.

Gdy w starym kraju brakuje i mleka,
Tam wszystko płynie mlekiem, miodem,
Na gospodarką czuwa kniaź Nikodem.

On sam, z Weblandu pochodzi,
choć nigdy Bialenii nie szkodzi.
Kniaź właśnie reformy nad transportem koni robi,

Wie, że przez to kraj się dorobi,
By dalej prowadzić srogie walki,
Zmieść wolności narodów rywalki.

Jak wie, tylko na wojnie zyskają bankierzy,
no i podli hochsztaplerzy.
Margrabia Wielobialeński bada nad wojskiem.

Gdy wnet spotyka syna pani Ochojskiej,
artystki wielkiej i jakże wpływowej,
Przeciwniczki wszelkiej misji wojskowej.

Syn ten, margrabiemu tłumacze teorię swej matki:
"Nie na darmo, zbieraliśmy datki,
aby pierwszą wyprawę głęboko zniweczyli.

Wielu chce byśmy znowu gdzieś wkroczyli,
Lecz matka ma, sławetna hrabina,
Wie, że zysków tylko ociupina,

Przeto protest antywojenny chciała organizować,
Ale lud przeciw Prorokowi nie chciał spiskować,
Skończyło się na smole i pierzu na hrabinie.

Chociaż, jak pan wie, nie damy się Khmerskiej gadzinie,
To jednak należy zastosować sposób faktyczny,
embargo to margrabio, także sposób praktyczny.

Margrabia na to: "Nieprawdę, Panie Ochocki, rzeczecie,
Khmerów embargo grzeje i ziębi, w zimie i w lecie,
Mają oni zali jakieś interesy tu, w Nowej Bialenii?"

Aż wtedy do debatujących przychodzi człek co przybywa z  jakiej unii:
-"Zwą mnie Jan z Aykmów, powiecie który rok macie?"
-"Pan, z Apaczów przybywa, to 1112 naszej rachuby, chodź pan na herbacie".
« Ostatnia zmiana: Czw, 01 Sty 1970, 01:00:00 wysłana przez Guest »
/-/ Konstanty Jerzy wielki kniaź Michalski
Immanuel Kartografii Tamostosowanej
Rednacz Gazety Bialeńskiej

Offline AndrzejSwarzewski

Re: "O przypadkach dzielnych praszczurów..." - Księga III
« Odpowiedź #31 dnia: Wto, 22 Kwi 2014, 11:45:41 »
W Równogrodzie, stolicy Nowej Bialenii,
Siedzi prezydent Rydel, popijając ocet winny,
I czyta ze zgrozą list otrzymany od Leksego.

Pisze on, że Nowobialeńczycy czynią wiele złego,
Że od Proroka się odwrócili plecami,
I grabieży dokonują całkiem sami.

Nie wszyscy wprawdzie, treść listu mówi,
Ale większość odeszła, na robotę głupich,
Jednak i sukces ludzi wolności się dokonał,

Część Khmerów najdzielniejszy Apostoł przekonał,
Aby na słuszną ścieżkę zstąpili, i razem z Mesjaszem,
Czynili dobro, wbrew Saremu, który jest szatanem.

Rydel z królową Katarzyną teraz rozmawia,
Mówią, że nadszedł kres tego bajania,
I pora podjąć kroki zdecydowane,

By utrzymać rodaków w dobrym stanie,
Nim więcej ich w rozbójników się zamieni,
Przynosząc wstyd Starej i Nowej Bialenii.

W Tambowie tymczasem zbiera się armia Melchizedeka,
Na jej czele stoi Czaja, najwierniejszy szlachetka,
Zelżony przez panów braci za dobro, w które uwierzył,

Nie przejmuje się tym, wie, że lepiej słusznie przeżyć.
Pod pałacem arystokraty zbiera się wtenczas ciżba,
Żądna krwi i łupów podłych rozbójników istna wyspa,

Wśród nich wielu jest Nowobialeńczyków,
Nie wiedzą, że nie chce od chłosty ryków,
Swych rodaków słuchać, ale musi,

Bo khmerski szatan mu córkę udusi,
Jedyne dziecko arystokraty, ukochane,
Dla niego woli on trzymać z szatanem.

W ten sposób anioł mroku stał się Panem,
Wielu dusz bialeńskich możnych i wielkich,
Arystokratów i oficerów niemal wszelkich.

Tłum żąda głowy arystokraty, gwiżdżąc głośno,
Ten z bólem serca wysyła na nich swe wojsko,
A sam odjeżdża, by przekazać szatanowi daninę.

Krew oblała wolnogradzką, lesistą równinę,
Krew dzieci ziemi ojczystej, synów i cór jej,
Co życie oddali dla swobody ziemi swej.

Na miejsce przychodzi Krzysztof, Apostoł,
Miał zawrócić dzieci Proroka ku Jego wioskom,
Spóźnił się, więc wśród łkań swych, modli się,

"Boże, Ojcze Wszechmogący, dziś proszę Cię,
Byś przywrócił kraju temu jego siłę i moc,
I wygnał stąd khmerską, długą noc.

W imię Ojca, Syna i Ducha,
Niech się skończy ta zawierucha."
Arystokrata dotarł do dworu Sarego,

Prosi o skończenie konfliktu strasznego,
O pokój wielki i trwały, na wieki wieków,
Skończyć wojnę jak australopiteków.

Szatan mu na to krótko i złowieszczo mówi:
"Jeszcze słowo, a córka nie będzie miała nogi!
Precz psie, pilnuj interesów swego pana, mnie!"

Stary szlachcic rzecze: "Dość tego, o nie!"
Wyjmuje szablę ojców swych i dziadów,
Rozcina wroga i znika bez żadnych śladów.

Wieść ta dociera w mig do wszystkich w Bialenii,
Wszyscy w domach cieszą się z szatana śmierci,
Jeden Samphan, zdrajca, drży aż cały, bo wie,

Że już wkrótce wściekły lud Bialenii go dorwie,
Wówczas nie będzie już żadnej litości,
Dla kolaborantów, zdrajców bialeńskości.

Z zadumy wyrywa go pukanie do drzwi,
Niemal dostaje od tego epilepsji,
Myśli, że to arystokrata córki tu szuka,

Lecz nie w tym celu on do drzwi puka.
Proponuje zdrajcy nawrócenie,
I szansę na win przebaczenie.

Samphan się zgadza, zastrzega jednak,
Że córki więzienia nie zna, wiedzy mu brak,
Arystokrata, zasmucony, prosi o dyskrecję,

Chce bowiem zdradzić straszną profecję.
Wróżka sclavińska mu wywróżyła,
Coś, czym sama się zatrwożyła.

Iż czeka wszystkich Bialeńczyków tortur całe gremium,
Od chłost, rozciągania, do krzyżowania i ciał w ogniu,
A winni będą powstańcy, Khmerom zbyt mili.

"Przypomną też ludowi co żeśmy robili,
I nas czeka zemsta za nasze czyny,
Odpokutujemy wszystkie swe winy."

W Nowej Bialenii natomiast,
Katarzyna z prezydentem budują setki miast,
nie wiedząc co jej dom rodzinny czeka.

Gdy w starym kraju brakuje i mleka,
Tam wszystko płynie mlekiem, miodem,
Na gospodarką czuwa kniaź Nikodem.

On sam, z Weblandu pochodzi,
choć nigdy Bialenii nie szkodzi.
Kniaź właśnie reformy nad transportem koni robi,

Wie, że przez to kraj się dorobi,
By dalej prowadzić srogie walki,
Zmieść wolności narodów rywalki.

Jak wie, tylko na wojnie zyskają bankierzy,
no i podli hochsztaplerzy.
Margrabia Wielobialeński bada nad wojskiem.

Gdy wnet spotyka syna pani Ochojskiej,
artystki wielkiej i jakże wpływowej,
Przeciwniczki wszelkiej misji wojskowej.

Syn ten, margrabiemu tłumacze teorię swej matki:
"Nie na darmo, zbieraliśmy datki,
aby pierwszą wyprawę głęboko zniweczyli.

Wielu chce byśmy znowu gdzieś wkroczyli,
Lecz matka ma, sławetna hrabina,
Wie, że zysków tylko ociupina,

Przeto protest antywojenny chciała organizować,
Ale lud przeciw Prorokowi nie chciał spiskować,
Skończyło się na smole i pierzu na hrabinie.

Chociaż, jak pan wie, nie damy się Khmerskiej gadzinie,
To jednak należy zastosować sposób faktyczny,
embargo to margrabio, także sposób praktyczny.

Margrabia na to: "Nieprawdę, Panie Ochocki, rzeczecie,
Khmerów embargo grzeje i ziębi, w zimie i w lecie,
Mają oni zali jakieś interesy tu, w Nowej Bialenii?"

Aż wtedy do debatujących przychodzi człek co przybywa z jakiej unii:
-"Zwą mnie Jan z Aykmów, powiecie który rok macie?"
-"Pan, z Apaczów przybywa, to 1112 naszej rachuby, chodź pan na herbacie".

Pyta gościa pan Ochojski: Po cóż tutaj przybywacie?
- Wieści mam dla nas wszystkich wspaniałe!
Lud goni z kraju khmerstwo zwyrodniałe!
-
« Ostatnia zmiana: Czw, 01 Sty 1970, 01:00:00 wysłana przez Guest »

Offline Maciej Kamiński

  • Grand
  • Policja Krajowa
  • Entuzjasta
  • ******
  • Wiadomości: 11835
  • : 228
  • Płeć: Mężczyzna
  • Gestapo Ortograficzne, Oko Sprawiedliwości
    • NPE: BI13111700005
  • Stopień służbowy Stopień w Policji Krajowej RB
    • Zobacz profil
    • Odznaczenia
Re: "O przypadkach dzielnych praszczurów..." - Księga III
« Odpowiedź #32 dnia: Wto, 22 Kwi 2014, 12:15:53 »
W Równogrodzie, stolicy Nowej Bialenii,
Siedzi prezydent Rydel, popijając ocet winny,
I czyta ze zgrozą list otrzymany od Leksego.

Pisze on, że Nowobialeńczycy czynią wiele złego,
Że od Proroka się odwrócili plecami,
I grabieży dokonują całkiem sami.

Nie wszyscy wprawdzie, treść listu mówi,
Ale większość odeszła, na robotę głupich,
Jednak i sukces ludzi wolności się dokonał,

Część Khmerów najdzielniejszy Apostoł przekonał,
Aby na słuszną ścieżkę zstąpili, i razem z Mesjaszem,
Czynili dobro, wbrew Saremu, który jest szatanem.

Rydel z królową Katarzyną teraz rozmawia,
Mówią, że nadszedł kres tego bajania,
I pora podjąć kroki zdecydowane,

By utrzymać rodaków w dobrym stanie,
Nim więcej ich w rozbójników się zamieni,
Przynosząc wstyd Starej i Nowej Bialenii.

W Tambowie tymczasem zbiera się armia Melchizedeka,
Na jej czele stoi Czaja, najwierniejszy szlachetka,
Zelżony przez panów braci za dobro, w które uwierzył,

Nie przejmuje się tym, wie, że lepiej słusznie przeżyć.
Pod pałacem arystokraty zbiera się wtenczas ciżba,
Żądna krwi i łupów podłych rozbójników istna wyspa,

Wśród nich wielu jest Nowobialeńczyków,
Nie wiedzą, że nie chce od chłosty ryków,
Swych rodaków słuchać, ale musi,

Bo khmerski szatan mu córkę udusi,
Jedyne dziecko arystokraty, ukochane,
Dla niego woli on trzymać z szatanem.

W ten sposób anioł mroku stał się Panem,
Wielu dusz bialeńskich możnych i wielkich,
Arystokratów i oficerów niemal wszelkich.

Tłum żąda głowy arystokraty, gwiżdżąc głośno,
Ten z bólem serca wysyła na nich swe wojsko,
A sam odjeżdża, by przekazać szatanowi daninę.

Krew oblała wolnogradzką, lesistą równinę,
Krew dzieci ziemi ojczystej, synów i cór jej,
Co życie oddali dla swobody ziemi swej.

Na miejsce przychodzi Krzysztof, Apostoł,
Miał zawrócić dzieci Proroka ku Jego wioskom,
Spóźnił się, więc wśród łkań swych, modli się,

"Boże, Ojcze Wszechmogący, dziś proszę Cię,
Byś przywrócił kraju temu jego siłę i moc,
I wygnał stąd khmerską, długą noc.

W imię Ojca, Syna i Ducha,
Niech się skończy ta zawierucha."
Arystokrata dotarł do dworu Sarego,

Prosi o skończenie konfliktu strasznego,
O pokój wielki i trwały, na wieki wieków,
Skończyć wojnę jak australopiteków.

Szatan mu na to krótko i złowieszczo mówi:
"Jeszcze słowo, a córka nie będzie miała nogi!
Precz psie, pilnuj interesów swego pana, mnie!"

Stary szlachcic rzecze: "Dość tego, o nie!"
Wyjmuje szablę ojców swych i dziadów,
Rozcina wroga i znika bez żadnych śladów.

Wieść ta dociera w mig do wszystkich w Bialenii,
Wszyscy w domach cieszą się z szatana śmierci,
Jeden Samphan, zdrajca, drży aż cały, bo wie,

Że już wkrótce wściekły lud Bialenii go dorwie,
Wówczas nie będzie już żadnej litości,
Dla kolaborantów, zdrajców bialeńskości.

Z zadumy wyrywa go pukanie do drzwi,
Niemal dostaje od tego epilepsji,
Myśli, że to arystokrata córki tu szuka,

Lecz nie w tym celu on do drzwi puka.
Proponuje zdrajcy nawrócenie,
I szansę na win przebaczenie.

Samphan się zgadza, zastrzega jednak,
Że córki więzienia nie zna, wiedzy mu brak,
Arystokrata, zasmucony, prosi o dyskrecję,

Chce bowiem zdradzić straszną profecję.
Wróżka sclavińska mu wywróżyła,
Coś, czym sama się zatrwożyła.

Iż czeka wszystkich Bialeńczyków tortur całe gremium,
Od chłost, rozciągania, do krzyżowania i ciał w ogniu,
A winni będą powstańcy, Khmerom zbyt mili.

"Przypomną też ludowi co żeśmy robili,
I nas czeka zemsta za nasze czyny,
Odpokutujemy wszystkie swe winy."

W Nowej Bialenii natomiast,
Katarzyna z prezydentem budują setki miast,
nie wiedząc co jej dom rodzinny czeka.

Gdy w starym kraju brakuje i mleka,
Tam wszystko płynie mlekiem, miodem,
Na gospodarką czuwa kniaź Nikodem.

On sam, z Weblandu pochodzi,
choć nigdy Bialenii nie szkodzi.
Kniaź właśnie reformy nad transportem koni robi,

Wie, że przez to kraj się dorobi,
By dalej prowadzić srogie walki,
Zmieść wolności narodów rywalki.

Jak wie, tylko na wojnie zyskają bankierzy,
no i podli hochsztaplerzy.
Margrabia Wielobialeński bada nad wojskiem.

Gdy wnet spotyka syna pani Ochojskiej,
artystki wielkiej i jakże wpływowej,
Przeciwniczki wszelkiej misji wojskowej.

Syn ten, margrabiemu tłumacze teorię swej matki:
"Nie na darmo, zbieraliśmy datki,
aby pierwszą wyprawę głęboko zniweczyli.

Wielu chce byśmy znowu gdzieś wkroczyli,
Lecz matka ma, sławetna hrabina,
Wie, że zysków tylko ociupina,

Przeto protest antywojenny chciała organizować,
Ale lud przeciw Prorokowi nie chciał spiskować,
Skończyło się na smole i pierzu na hrabinie.

Chociaż, jak pan wie, nie damy się Khmerskiej gadzinie,
To jednak należy zastosować sposób faktyczny,
embargo to margrabio, także sposób praktyczny.

Margrabia na to: "Nieprawdę, Panie Ochojski, rzeczecie,
Khmerów embargo grzeje i ziębi, w zimie i w lecie,
Mają oni zali jakieś interesy tu, w Nowej Bialenii?"

Aż wtedy do debatujących przychodzi człek co przybywa z jakiej unii:
-"Zwą mnie Jan z Aykmów, powiecie który rok macie?"
-"Pan, z Apaczów przybywa, to 1112 naszej rachuby, chodź pan na herbacie".

Pyta gościa pan Ochojski: Po cóż tutaj przybywacie?
- Wieści mam dla nas wszystkich wspaniałe!
Lud goni z kraju khmerstwo zwyrodniałe!

Już ten szatan do piekła jak należy, odszedł,
Arystokrata nasz przeszedł na jasną stronę,
Nastaje dzień coraz jaśniejszy, wiwat!"
« Ostatnia zmiana: Czw, 01 Sty 1970, 01:00:00 wysłana przez Guest »
lic. net Maciej Kamiński herbu Sto Osiem, Członek Bialeńskiej Partii Demokratycznej, Minister Spraw Zagranicznych, Poseł, Prezes Policji Krajowej, Honorowo obywatel Jahołdajewszczyzny, Ambasador Republiki Bialeńskiej w Maharadżacie Tirimudzii i Trizondalu, Trener LKS-u Tomaszew, Selekcjoner Dżamahiriji, Dyrektor Bialeńskiego Biura Kartograficznego, Administrator forum i strony głównej Republiki Bialeńskiej oraz fanpage'a Republiki Bialeńskiej na Facebooku, Młodszy administrator systemu e-gospodarki Republiki Bialeńskiej, Operator bialeńskiego kanału IRC, Gospodarz na Tomaszewie, Posiadacz 158 folwarków, Wang IWA, Houellebecq Lahazydii, Jasny Gieroj, Tytan Pracy Spraw Wewnętrznych 2016.

Offline Konstanty Jerzy Michalski

  • Immanuel Kartografii Tamostosowanej
  • Obywatel
  • Bohater
  • ****
  • Wiadomości: 2164
  • : 21
  • Płeć: Mężczyzna
  • GG: 50930927
    • NPE: BI13111600010
  • Stopień służbowy Stopień w Siłach Zbrojnych RB
    • Zobacz profil
    • Odznaczenia
Re: "O przypadkach dzielnych praszczurów..." - Księga III
« Odpowiedź #33 dnia: Wto, 22 Kwi 2014, 12:32:39 »
W Równogrodzie, stolicy Nowej Bialenii,
Siedzi prezydent Rydel, popijając ocet winny,
I czyta ze zgrozą list otrzymany od Leksego.

Pisze on, że Nowobialeńczycy czynią wiele złego,
Że od Proroka się odwrócili plecami,
I grabieży dokonują całkiem sami.

Nie wszyscy wprawdzie, treść listu mówi,
Ale większość odeszła, na robotę głupich,
Jednak i sukces ludzi wolności się dokonał,

Część Khmerów najdzielniejszy Apostoł przekonał,
Aby na słuszną ścieżkę zstąpili, i razem z Mesjaszem,
Czynili dobro, wbrew Saremu, który jest szatanem.

Rydel z królową Katarzyną teraz rozmawia,
Mówią, że nadszedł kres tego bajania,
I pora podjąć kroki zdecydowane,

By utrzymać rodaków w dobrym stanie,
Nim więcej ich w rozbójników się zamieni,
Przynosząc wstyd Starej i Nowej Bialenii.

W Tambowie tymczasem zbiera się armia Melchizedeka,
Na jej czele stoi Czaja, najwierniejszy szlachetka,
Zelżony przez panów braci za dobro, w które uwierzył,

Nie przejmuje się tym, wie, że lepiej słusznie przeżyć.
Pod pałacem arystokraty zbiera się wtenczas ciżba,
Żądna krwi i łupów podłych rozbójników istna wyspa,

Wśród nich wielu jest Nowobialeńczyków,
Nie wiedzą, że nie chce od chłosty ryków,
Swych rodaków słuchać, ale musi,

Bo khmerski szatan mu córkę udusi,
Jedyne dziecko arystokraty, ukochane,
Dla niego woli on trzymać z szatanem.

W ten sposób anioł mroku stał się Panem,
Wielu dusz bialeńskich możnych i wielkich,
Arystokratów i oficerów niemal wszelkich.

Tłum żąda głowy arystokraty, gwiżdżąc głośno,
Ten z bólem serca wysyła na nich swe wojsko,
A sam odjeżdża, by przekazać szatanowi daninę.

Krew oblała wolnogradzką, lesistą równinę,
Krew dzieci ziemi ojczystej, synów i cór jej,
Co życie oddali dla swobody ziemi swej.

Na miejsce przychodzi Krzysztof, Apostoł,
Miał zawrócić dzieci Proroka ku Jego wioskom,
Spóźnił się, więc wśród łkań swych, modli się,

"Boże, Ojcze Wszechmogący, dziś proszę Cię,
Byś przywrócił kraju temu jego siłę i moc,
I wygnał stąd khmerską, długą noc.

W imię Ojca, Syna i Ducha,
Niech się skończy ta zawierucha."
Arystokrata dotarł do dworu Sarego,

Prosi o skończenie konfliktu strasznego,
O pokój wielki i trwały, na wieki wieków,
Skończyć wojnę jak australopiteków.

Szatan mu na to krótko i złowieszczo mówi:
"Jeszcze słowo, a córka nie będzie miała nogi!
Precz psie, pilnuj interesów swego pana, mnie!"

Stary szlachcic rzecze: "Dość tego, o nie!"
Wyjmuje szablę ojców swych i dziadów,
Rozcina wroga i znika bez żadnych śladów.

Wieść ta dociera w mig do wszystkich w Bialenii,
Wszyscy w domach cieszą się z szatana śmierci,
Jeden Samphan, zdrajca, drży aż cały, bo wie,

Że już wkrótce wściekły lud Bialenii go dorwie,
Wówczas nie będzie już żadnej litości,
Dla kolaborantów, zdrajców bialeńskości.

Z zadumy wyrywa go pukanie do drzwi,
Niemal dostaje od tego epilepsji,
Myśli, że to arystokrata córki tu szuka,

Lecz nie w tym celu on do drzwi puka.
Proponuje zdrajcy nawrócenie,
I szansę na win przebaczenie.

Samphan się zgadza, zastrzega jednak,
Że córki więzienia nie zna, wiedzy mu brak,
Arystokrata, zasmucony, prosi o dyskrecję,

Chce bowiem zdradzić straszną profecję.
Wróżka sclavińska mu wywróżyła,
Coś, czym sama się zatrwożyła.

Iż czeka wszystkich Bialeńczyków tortur całe gremium,
Od chłost, rozciągania, do krzyżowania i ciał w ogniu,
A winni będą powstańcy, Khmerom zbyt mili.

"Przypomną też ludowi co żeśmy robili,
I nas czeka zemsta za nasze czyny,
Odpokutujemy wszystkie swe winy."

W Nowej Bialenii natomiast,
Katarzyna z prezydentem budują setki miast,
nie wiedząc co jej dom rodzinny czeka.

Gdy w starym kraju brakuje i mleka,
Tam wszystko płynie mlekiem, miodem,
Na gospodarką czuwa kniaź Nikodem.

On sam, z Weblandu pochodzi,
choć nigdy Bialenii nie szkodzi.
Kniaź właśnie reformy nad transportem koni robi,

Wie, że przez to kraj się dorobi,
By dalej prowadzić srogie walki,
Zmieść wolności narodów rywalki.

Jak wie, tylko na wojnie zyskają bankierzy,
no i podli hochsztaplerzy.
Margrabia Wielobialeński bada nad wojskiem.

Gdy wnet spotyka syna pani Ochojskiej,
artystki wielkiej i jakże wpływowej,
Przeciwniczki wszelkiej misji wojskowej.

Syn ten, margrabiemu tłumacze teorię swej matki:
"Nie na darmo, zbieraliśmy datki,
aby pierwszą wyprawę głęboko zniweczyli.

Wielu chce byśmy znowu gdzieś wkroczyli,
Lecz matka ma, sławetna hrabina,
Wie, że zysków tylko ociupina,

Przeto protest antywojenny chciała organizować,
Ale lud przeciw Prorokowi nie chciał spiskować,
Skończyło się na smole i pierzu na hrabinie.

Chociaż, jak pan wie, nie damy się Khmerskiej gadzinie,
To jednak należy zastosować sposób faktyczny,
embargo to margrabio, także sposób praktyczny.

Margrabia na to: "Nieprawdę, Panie Ochojski, rzeczecie,
Khmerów embargo grzeje i ziębi, w zimie i w lecie,
Mają oni zali jakieś interesy tu, w Nowej Bialenii?"

Aż wtedy do debatujących przychodzi człek co przybywa z jakiej unii:
-"Zwą mnie Jan z Aykmów, powiecie który rok macie?"
-"Pan, z Apaczów przybywa, to 1112 naszej rachuby, chodź pan na herbacie".

Pyta gościa pan Ochojski: Po cóż tutaj przybywacie?
- Wieści mam dla nas wszystkich wspaniałe!
Lud goni z kraju khmerstwo zwyrodniałe!

Już ten szatan do piekła jak należy, odszedł,
Arystokrata nasz przeszedł na jasną stronę,
Nastaje dzień coraz jaśniejszy, wiwat!"

Wszyscy oni biegną na Nowej Bialenii Dwuwirat,
Prezydenta i królowej z Kazimieniczów rządy.
Jakby z tej okazji, nie wiedząc, zakwitły klomby.
« Ostatnia zmiana: Czw, 01 Sty 1970, 01:00:00 wysłana przez Guest »
/-/ Konstanty Jerzy wielki kniaź Michalski
Immanuel Kartografii Tamostosowanej
Rednacz Gazety Bialeńskiej

Offline Maciej Kamiński

  • Grand
  • Policja Krajowa
  • Entuzjasta
  • ******
  • Wiadomości: 11835
  • : 228
  • Płeć: Mężczyzna
  • Gestapo Ortograficzne, Oko Sprawiedliwości
    • NPE: BI13111700005
  • Stopień służbowy Stopień w Policji Krajowej RB
    • Zobacz profil
    • Odznaczenia
Re: "O przypadkach dzielnych praszczurów..." - Księga III
« Odpowiedź #34 dnia: Wto, 22 Kwi 2014, 12:50:25 »
W Równogrodzie, stolicy Nowej Bialenii,
Siedzi prezydent Rydel, popijając ocet winny,
I czyta ze zgrozą list otrzymany od Leksego.

Pisze on, że Nowobialeńczycy czynią wiele złego,
Że od Proroka się odwrócili plecami,
I grabieży dokonują całkiem sami.

Nie wszyscy wprawdzie, treść listu mówi,
Ale większość odeszła, na robotę głupich,
Jednak i sukces ludzi wolności się dokonał,

Część Khmerów najdzielniejszy Apostoł przekonał,
Aby na słuszną ścieżkę zstąpili, i razem z Mesjaszem,
Czynili dobro, wbrew Saremu, który jest szatanem.

Rydel z królową Katarzyną teraz rozmawia,
Mówią, że nadszedł kres tego bajania,
I pora podjąć kroki zdecydowane,

By utrzymać rodaków w dobrym stanie,
Nim więcej ich w rozbójników się zamieni,
Przynosząc wstyd Starej i Nowej Bialenii.

W Tambowie tymczasem zbiera się armia Melchizedeka,
Na jej czele stoi Czaja, najwierniejszy szlachetka,
Zelżony przez panów braci za dobro, w które uwierzył,

Nie przejmuje się tym, wie, że lepiej słusznie przeżyć.
Pod pałacem arystokraty zbiera się wtenczas ciżba,
Żądna krwi i łupów podłych rozbójników istna wyspa,

Wśród nich wielu jest Nowobialeńczyków,
Nie wiedzą, że nie chce od chłosty ryków,
Swych rodaków słuchać, ale musi,

Bo khmerski szatan mu córkę udusi,
Jedyne dziecko arystokraty, ukochane,
Dla niego woli on trzymać z szatanem.

W ten sposób anioł mroku stał się Panem,
Wielu dusz bialeńskich możnych i wielkich,
Arystokratów i oficerów niemal wszelkich.

Tłum żąda głowy arystokraty, gwiżdżąc głośno,
Ten z bólem serca wysyła na nich swe wojsko,
A sam odjeżdża, by przekazać szatanowi daninę.

Krew oblała wolnogradzką, lesistą równinę,
Krew dzieci ziemi ojczystej, synów i cór jej,
Co życie oddali dla swobody ziemi swej.

Na miejsce przychodzi Krzysztof, Apostoł,
Miał zawrócić dzieci Proroka ku Jego wioskom,
Spóźnił się, więc wśród łkań swych, modli się,

"Boże, Ojcze Wszechmogący, dziś proszę Cię,
Byś przywrócił kraju temu jego siłę i moc,
I wygnał stąd khmerską, długą noc.

W imię Ojca, Syna i Ducha,
Niech się skończy ta zawierucha."
Arystokrata dotarł do dworu Sarego,

Prosi o skończenie konfliktu strasznego,
O pokój wielki i trwały, na wieki wieków,
Skończyć wojnę jak australopiteków.

Szatan mu na to krótko i złowieszczo mówi:
"Jeszcze słowo, a córka nie będzie miała nogi!
Precz psie, pilnuj interesów swego pana, mnie!"

Stary szlachcic rzecze: "Dość tego, o nie!"
Wyjmuje szablę ojców swych i dziadów,
Rozcina wroga i znika bez żadnych śladów.

Wieść ta dociera w mig do wszystkich w Bialenii,
Wszyscy w domach cieszą się z szatana śmierci,
Jeden Samphan, zdrajca, drży aż cały, bo wie,

Że już wkrótce wściekły lud Bialenii go dorwie,
Wówczas nie będzie już żadnej litości,
Dla kolaborantów, zdrajców bialeńskości.

Z zadumy wyrywa go pukanie do drzwi,
Niemal dostaje od tego epilepsji,
Myśli, że to arystokrata córki tu szuka,

Lecz nie w tym celu on do drzwi puka.
Proponuje zdrajcy nawrócenie,
I szansę na win przebaczenie.

Samphan się zgadza, zastrzega jednak,
Że córki więzienia nie zna, wiedzy mu brak,
Arystokrata, zasmucony, prosi o dyskrecję,

Chce bowiem zdradzić straszną profecję.
Wróżka sclavińska mu wywróżyła,
Coś, czym sama się zatrwożyła.

Iż czeka wszystkich Bialeńczyków tortur całe gremium,
Od chłost, rozciągania, do krzyżowania i ciał w ogniu,
A winni będą powstańcy, Khmerom zbyt mili.

"Przypomną też ludowi co żeśmy robili,
I nas czeka zemsta za nasze czyny,
Odpokutujemy wszystkie swe winy."

W Nowej Bialenii natomiast,
Katarzyna z prezydentem budują setki miast,
nie wiedząc co jej dom rodzinny czeka.

Gdy w starym kraju brakuje i mleka,
Tam wszystko płynie mlekiem, miodem,
Na gospodarką czuwa kniaź Nikodem.

On sam, z Weblandu pochodzi,
choć nigdy Bialenii nie szkodzi.
Kniaź właśnie reformy nad transportem koni robi,

Wie, że przez to kraj się dorobi,
By dalej prowadzić srogie walki,
Zmieść wolności narodów rywalki.

Jak wie, tylko na wojnie zyskają bankierzy,
no i podli hochsztaplerzy.
Margrabia Wielobialeński bada nad wojskiem.

Gdy wnet spotyka syna pani Ochojskiej,
artystki wielkiej i jakże wpływowej,
Przeciwniczki wszelkiej misji wojskowej.

Syn ten, margrabiemu tłumacze teorię swej matki:
"Nie na darmo, zbieraliśmy datki,
aby pierwszą wyprawę głęboko zniweczyli.

Wielu chce byśmy znowu gdzieś wkroczyli,
Lecz matka ma, sławetna hrabina,
Wie, że zysków tylko ociupina,

Przeto protest antywojenny chciała organizować,
Ale lud przeciw Prorokowi nie chciał spiskować,
Skończyło się na smole i pierzu na hrabinie.

Chociaż, jak pan wie, nie damy się Khmerskiej gadzinie,
To jednak należy zastosować sposób faktyczny,
embargo to margrabio, także sposób praktyczny.

Margrabia na to: "Nieprawdę, Panie Ochojski, rzeczecie,
Khmerów embargo grzeje i ziębi, w zimie i w lecie,
Mają oni zali jakieś interesy tu, w Nowej Bialenii?"

Aż wtedy do debatujących przychodzi człek co przybywa z jakiej unii:
-"Zwą mnie Jan z Aykmów, powiecie który rok macie?"
-"Pan, z Apaczów przybywa, to 1112 naszej rachuby, chodź pan na herbacie".

Pyta gościa pan Ochojski: Po cóż tutaj przybywacie?
- Wieści mam dla nas wszystkich wspaniałe!
Lud goni z kraju khmerstwo zwyrodniałe!

Już ten szatan do piekła jak należy, odszedł,
Arystokrata nasz przeszedł na jasną stronę,
Nastaje dzień coraz jaśniejszy, wiwat!"

Wszyscy oni biegną na Nowej Bialenii Dwuwirat,
Prezydenta i królowej z Kazimieniczów rządy.
Jakby z tej okazji, nie wiedząc, zakwitły klomby.

Tam ma być wygłaszane przemówienie Rydla,
O działaniach podjętych, najwyższego szczebla,
Jednak nie przemówi on. Ktoś go bowiem mieczem potraktował,
« Ostatnia zmiana: Czw, 01 Sty 1970, 01:00:00 wysłana przez Guest »
lic. net Maciej Kamiński herbu Sto Osiem, Członek Bialeńskiej Partii Demokratycznej, Minister Spraw Zagranicznych, Poseł, Prezes Policji Krajowej, Honorowo obywatel Jahołdajewszczyzny, Ambasador Republiki Bialeńskiej w Maharadżacie Tirimudzii i Trizondalu, Trener LKS-u Tomaszew, Selekcjoner Dżamahiriji, Dyrektor Bialeńskiego Biura Kartograficznego, Administrator forum i strony głównej Republiki Bialeńskiej oraz fanpage'a Republiki Bialeńskiej na Facebooku, Młodszy administrator systemu e-gospodarki Republiki Bialeńskiej, Operator bialeńskiego kanału IRC, Gospodarz na Tomaszewie, Posiadacz 158 folwarków, Wang IWA, Houellebecq Lahazydii, Jasny Gieroj, Tytan Pracy Spraw Wewnętrznych 2016.

Offline Konstanty Jerzy Michalski

  • Immanuel Kartografii Tamostosowanej
  • Obywatel
  • Bohater
  • ****
  • Wiadomości: 2164
  • : 21
  • Płeć: Mężczyzna
  • GG: 50930927
    • NPE: BI13111600010
  • Stopień służbowy Stopień w Siłach Zbrojnych RB
    • Zobacz profil
    • Odznaczenia
Re: "O przypadkach dzielnych praszczurów..." - Księga III
« Odpowiedź #35 dnia: Wto, 22 Kwi 2014, 12:59:51 »
W Równogrodzie, stolicy Nowej Bialenii,
Siedzi prezydent Rydel, popijając ocet winny,
I czyta ze zgrozą list otrzymany od Leksego.

Pisze on, że Nowobialeńczycy czynią wiele złego,
Że od Proroka się odwrócili plecami,
I grabieży dokonują całkiem sami.

Nie wszyscy wprawdzie, treść listu mówi,
Ale większość odeszła, na robotę głupich,
Jednak i sukces ludzi wolności się dokonał,

Część Khmerów najdzielniejszy Apostoł przekonał,
Aby na słuszną ścieżkę zstąpili, i razem z Mesjaszem,
Czynili dobro, wbrew Saremu, który jest szatanem.

Rydel z królową Katarzyną teraz rozmawia,
Mówią, że nadszedł kres tego bajania,
I pora podjąć kroki zdecydowane,

By utrzymać rodaków w dobrym stanie,
Nim więcej ich w rozbójników się zamieni,
Przynosząc wstyd Starej i Nowej Bialenii.

W Tambowie tymczasem zbiera się armia Melchizedeka,
Na jej czele stoi Czaja, najwierniejszy szlachetka,
Zelżony przez panów braci za dobro, w które uwierzył,

Nie przejmuje się tym, wie, że lepiej słusznie przeżyć.
Pod pałacem arystokraty zbiera się wtenczas ciżba,
Żądna krwi i łupów podłych rozbójników istna wyspa,

Wśród nich wielu jest Nowobialeńczyków,
Nie wiedzą, że nie chce od chłosty ryków,
Swych rodaków słuchać, ale musi,

Bo khmerski szatan mu córkę udusi,
Jedyne dziecko arystokraty, ukochane,
Dla niego woli on trzymać z szatanem.

W ten sposób anioł mroku stał się Panem,
Wielu dusz bialeńskich możnych i wielkich,
Arystokratów i oficerów niemal wszelkich.

Tłum żąda głowy arystokraty, gwiżdżąc głośno,
Ten z bólem serca wysyła na nich swe wojsko,
A sam odjeżdża, by przekazać szatanowi daninę.

Krew oblała wolnogradzką, lesistą równinę,
Krew dzieci ziemi ojczystej, synów i cór jej,
Co życie oddali dla swobody ziemi swej.

Na miejsce przychodzi Krzysztof, Apostoł,
Miał zawrócić dzieci Proroka ku Jego wioskom,
Spóźnił się, więc wśród łkań swych, modli się,

"Boże, Ojcze Wszechmogący, dziś proszę Cię,
Byś przywrócił kraju temu jego siłę i moc,
I wygnał stąd khmerską, długą noc.

W imię Ojca, Syna i Ducha,
Niech się skończy ta zawierucha."
Arystokrata dotarł do dworu Sarego,

Prosi o skończenie konfliktu strasznego,
O pokój wielki i trwały, na wieki wieków,
Skończyć wojnę jak australopiteków.

Szatan mu na to krótko i złowieszczo mówi:
"Jeszcze słowo, a córka nie będzie miała nogi!
Precz psie, pilnuj interesów swego pana, mnie!"

Stary szlachcic rzecze: "Dość tego, o nie!"
Wyjmuje szablę ojców swych i dziadów,
Rozcina wroga i znika bez żadnych śladów.

Wieść ta dociera w mig do wszystkich w Bialenii,
Wszyscy w domach cieszą się z szatana śmierci,
Jeden Samphan, zdrajca, drży aż cały, bo wie,

Że już wkrótce wściekły lud Bialenii go dorwie,
Wówczas nie będzie już żadnej litości,
Dla kolaborantów, zdrajców bialeńskości.

Z zadumy wyrywa go pukanie do drzwi,
Niemal dostaje od tego epilepsji,
Myśli, że to arystokrata córki tu szuka,

Lecz nie w tym celu on do drzwi puka.
Proponuje zdrajcy nawrócenie,
I szansę na win przebaczenie.

Samphan się zgadza, zastrzega jednak,
Że córki więzienia nie zna, wiedzy mu brak,
Arystokrata, zasmucony, prosi o dyskrecję,

Chce bowiem zdradzić straszną profecję.
Wróżka sclavińska mu wywróżyła,
Coś, czym sama się zatrwożyła.

Iż czeka wszystkich Bialeńczyków tortur całe gremium,
Od chłost, rozciągania, do krzyżowania i ciał w ogniu,
A winni będą powstańcy, Khmerom zbyt mili.

"Przypomną też ludowi co żeśmy robili,
I nas czeka zemsta za nasze czyny,
Odpokutujemy wszystkie swe winy."

W Nowej Bialenii natomiast,
Katarzyna z prezydentem budują setki miast,
nie wiedząc co jej dom rodzinny czeka.

Gdy w starym kraju brakuje i mleka,
Tam wszystko płynie mlekiem, miodem,
Na gospodarką czuwa kniaź Nikodem.

On sam, z Weblandu pochodzi,
choć nigdy Bialenii nie szkodzi.
Kniaź właśnie reformy nad transportem koni robi,

Wie, że przez to kraj się dorobi,
By dalej prowadzić srogie walki,
Zmieść wolności narodów rywalki.

Jak wie, tylko na wojnie zyskają bankierzy,
no i podli hochsztaplerzy.
Margrabia Wielobialeński bada nad wojskiem.

Gdy wnet spotyka syna pani Ochojskiej,
artystki wielkiej i jakże wpływowej,
Przeciwniczki wszelkiej misji wojskowej.

Syn ten, margrabiemu tłumacze teorię swej matki:
"Nie na darmo, zbieraliśmy datki,
aby pierwszą wyprawę głęboko zniweczyli.

Wielu chce byśmy znowu gdzieś wkroczyli,
Lecz matka ma, sławetna hrabina,
Wie, że zysków tylko ociupina,

Przeto protest antywojenny chciała organizować,
Ale lud przeciw Prorokowi nie chciał spiskować,
Skończyło się na smole i pierzu na hrabinie.

Chociaż, jak pan wie, nie damy się Khmerskiej gadzinie,
To jednak należy zastosować sposób faktyczny,
embargo to margrabio, także sposób praktyczny.

Margrabia na to: "Nieprawdę, Panie Ochojski, rzeczecie,
Khmerów embargo grzeje i ziębi, w zimie i w lecie,
Mają oni zali jakieś interesy tu, w Nowej Bialenii?"

Aż wtedy do debatujących przychodzi człek co przybywa z jakiej unii:
-"Zwą mnie Jan z Aykmów, powiecie który rok macie?"
-"Pan, z Apaczów przybywa, to 1112 naszej rachuby, chodź pan na herbacie".

Pyta gościa pan Ochojski: Po cóż tutaj przybywacie?
- Wieści mam dla nas wszystkich wspaniałe!
Lud goni z kraju khmerstwo zwyrodniałe!

Już ten szatan do piekła jak należy, odszedł,
Arystokrata nasz przeszedł na jasną stronę,
Nastaje dzień coraz jaśniejszy, wiwat!"

Wszyscy oni biegną na Nowej Bialenii Dwuwirat,
Prezydenta i królowej z Kazimieniczów rządy.
Jakby z tej okazji, nie wiedząc, zakwitły klomby.

Tam ma być wygłaszane przemówienie Rydla,
O działaniach podjętych, najwyższego szczebla,
Jednak nie przemówi on. Ktoś go bowiem mieczem potraktował,

Acz, swojej pracy zabójca nie szanował,
ucho odciął, zamiast kark uciąć.
Miasto w posadach się musi chwiać.
« Ostatnia zmiana: Czw, 01 Sty 1970, 01:00:00 wysłana przez Guest »
/-/ Konstanty Jerzy wielki kniaź Michalski
Immanuel Kartografii Tamostosowanej
Rednacz Gazety Bialeńskiej

Offline Maciej Kamiński

  • Grand
  • Policja Krajowa
  • Entuzjasta
  • ******
  • Wiadomości: 11835
  • : 228
  • Płeć: Mężczyzna
  • Gestapo Ortograficzne, Oko Sprawiedliwości
    • NPE: BI13111700005
  • Stopień służbowy Stopień w Policji Krajowej RB
    • Zobacz profil
    • Odznaczenia
Re: "O przypadkach dzielnych praszczurów..." - Księga III
« Odpowiedź #36 dnia: Wto, 22 Kwi 2014, 19:04:13 »
W Równogrodzie, stolicy Nowej Bialenii,
Siedzi prezydent Rydel, popijając ocet winny,
I czyta ze zgrozą list otrzymany od Leksego.

Pisze on, że Nowobialeńczycy czynią wiele złego,
Że od Proroka się odwrócili plecami,
I grabieży dokonują całkiem sami.

Nie wszyscy wprawdzie, treść listu mówi,
Ale większość odeszła, na robotę głupich,
Jednak i sukces ludzi wolności się dokonał,

Część Khmerów najdzielniejszy Apostoł przekonał,
Aby na słuszną ścieżkę zstąpili, i razem z Mesjaszem,
Czynili dobro, wbrew Saremu, który jest szatanem.

Rydel z królową Katarzyną teraz rozmawia,
Mówią, że nadszedł kres tego bajania,
I pora podjąć kroki zdecydowane,

By utrzymać rodaków w dobrym stanie,
Nim więcej ich w rozbójników się zamieni,
Przynosząc wstyd Starej i Nowej Bialenii.

W Tambowie tymczasem zbiera się armia Melchizedeka,
Na jej czele stoi Czaja, najwierniejszy szlachetka,
Zelżony przez panów braci za dobro, w które uwierzył,

Nie przejmuje się tym, wie, że lepiej słusznie przeżyć.
Pod pałacem arystokraty zbiera się wtenczas ciżba,
Żądna krwi i łupów podłych rozbójników istna wyspa,

Wśród nich wielu jest Nowobialeńczyków,
Nie wiedzą, że nie chce od chłosty ryków,
Swych rodaków słuchać, ale musi,

Bo khmerski szatan mu córkę udusi,
Jedyne dziecko arystokraty, ukochane,
Dla niego woli on trzymać z szatanem.

W ten sposób anioł mroku stał się Panem,
Wielu dusz bialeńskich możnych i wielkich,
Arystokratów i oficerów niemal wszelkich.

Tłum żąda głowy arystokraty, gwiżdżąc głośno,
Ten z bólem serca wysyła na nich swe wojsko,
A sam odjeżdża, by przekazać szatanowi daninę.

Krew oblała wolnogradzką, lesistą równinę,
Krew dzieci ziemi ojczystej, synów i cór jej,
Co życie oddali dla swobody ziemi swej.

Na miejsce przychodzi Krzysztof, Apostoł,
Miał zawrócić dzieci Proroka ku Jego wioskom,
Spóźnił się, więc wśród łkań swych, modli się,

"Boże, Ojcze Wszechmogący, dziś proszę Cię,
Byś przywrócił kraju temu jego siłę i moc,
I wygnał stąd khmerską, długą noc.

W imię Ojca, Syna i Ducha,
Niech się skończy ta zawierucha."
Arystokrata dotarł do dworu Sarego,

Prosi o skończenie konfliktu strasznego,
O pokój wielki i trwały, na wieki wieków,
Skończyć wojnę jak australopiteków.

Szatan mu na to krótko i złowieszczo mówi:
"Jeszcze słowo, a córka nie będzie miała nogi!
Precz psie, pilnuj interesów swego pana, mnie!"

Stary szlachcic rzecze: "Dość tego, o nie!"
Wyjmuje szablę ojców swych i dziadów,
Rozcina wroga i znika bez żadnych śladów.

Wieść ta dociera w mig do wszystkich w Bialenii,
Wszyscy w domach cieszą się z szatana śmierci,
Jeden Samphan, zdrajca, drży aż cały, bo wie,

Że już wkrótce wściekły lud Bialenii go dorwie,
Wówczas nie będzie już żadnej litości,
Dla kolaborantów, zdrajców bialeńskości.

Z zadumy wyrywa go pukanie do drzwi,
Niemal dostaje od tego epilepsji,
Myśli, że to arystokrata córki tu szuka,

Lecz nie w tym celu on do drzwi puka.
Proponuje zdrajcy nawrócenie,
I szansę na win przebaczenie.

Samphan się zgadza, zastrzega jednak,
Że córki więzienia nie zna, wiedzy mu brak,
Arystokrata, zasmucony, prosi o dyskrecję,

Chce bowiem zdradzić straszną profecję.
Wróżka sclavińska mu wywróżyła,
Coś, czym sama się zatrwożyła.

Iż czeka wszystkich Bialeńczyków tortur całe gremium,
Od chłost, rozciągania, do krzyżowania i ciał w ogniu,
A winni będą powstańcy, Khmerom zbyt mili.

"Przypomną też ludowi co żeśmy robili,
I nas czeka zemsta za nasze czyny,
Odpokutujemy wszystkie swe winy."

W Nowej Bialenii natomiast,
Katarzyna z prezydentem budują setki miast,
nie wiedząc co jej dom rodzinny czeka.

Gdy w starym kraju brakuje i mleka,
Tam wszystko płynie mlekiem, miodem,
Na gospodarką czuwa kniaź Nikodem.

On sam, z Weblandu pochodzi,
choć nigdy Bialenii nie szkodzi.
Kniaź właśnie reformy nad transportem koni robi,

Wie, że przez to kraj się dorobi,
By dalej prowadzić srogie walki,
Zmieść wolności narodów rywalki.

Jak wie, tylko na wojnie zyskają bankierzy,
no i podli hochsztaplerzy.
Margrabia Wielobialeński bada nad wojskiem.

Gdy wnet spotyka syna pani Ochojskiej,
artystki wielkiej i jakże wpływowej,
Przeciwniczki wszelkiej misji wojskowej.

Syn ten, margrabiemu tłumacze teorię swej matki:
"Nie na darmo, zbieraliśmy datki,
aby pierwszą wyprawę głęboko zniweczyli.

Wielu chce byśmy znowu gdzieś wkroczyli,
Lecz matka ma, sławetna hrabina,
Wie, że zysków tylko ociupina,

Przeto protest antywojenny chciała organizować,
Ale lud przeciw Prorokowi nie chciał spiskować,
Skończyło się na smole i pierzu na hrabinie.

Chociaż, jak pan wie, nie damy się Khmerskiej gadzinie,
To jednak należy zastosować sposób faktyczny,
embargo to margrabio, także sposób praktyczny.

Margrabia na to: "Nieprawdę, Panie Ochojski, rzeczecie,
Khmerów embargo grzeje i ziębi, w zimie i w lecie,
Mają oni zali jakieś interesy tu, w Nowej Bialenii?"

Aż wtedy do debatujących przychodzi człek co przybywa z jakiej unii:
-"Zwą mnie Jan z Aykmów, powiecie który rok macie?"
-"Pan, z Apaczów przybywa, to 1112 naszej rachuby, chodź pan na herbacie".

Pyta gościa pan Ochojski: Po cóż tutaj przybywacie?
- Wieści mam dla nas wszystkich wspaniałe!
Lud goni z kraju khmerstwo zwyrodniałe!

Już ten szatan do piekła jak należy, odszedł,
Arystokrata nasz przeszedł na jasną stronę,
Nastaje dzień coraz jaśniejszy, wiwat!"

Wszyscy oni biegną na Nowej Bialenii Dwuwirat,
Prezydenta i królowej z Kazimieniczów rządy.
Jakby z tej okazji, nie wiedząc, zakwitły klomby.

Tam ma być wygłaszane przemówienie Rydla,
O działaniach podjętych, najwyższego szczebla,
Jednak nie przemówi on. Ktoś go bowiem mieczem potraktował,

Acz, swojej pracy zabójca nie szanował,
ucho odciął, zamiast kark uciąć.
Miasto w posadach się musi chwiać.

Rydel w szoku jest, nikt nie zauważył,
Że w gardło jego wbity jest nożyk,
Rana lekka, lecz głosu go pozbawi,
« Ostatnia zmiana: Czw, 01 Sty 1970, 01:00:00 wysłana przez Guest »
lic. net Maciej Kamiński herbu Sto Osiem, Członek Bialeńskiej Partii Demokratycznej, Minister Spraw Zagranicznych, Poseł, Prezes Policji Krajowej, Honorowo obywatel Jahołdajewszczyzny, Ambasador Republiki Bialeńskiej w Maharadżacie Tirimudzii i Trizondalu, Trener LKS-u Tomaszew, Selekcjoner Dżamahiriji, Dyrektor Bialeńskiego Biura Kartograficznego, Administrator forum i strony głównej Republiki Bialeńskiej oraz fanpage'a Republiki Bialeńskiej na Facebooku, Młodszy administrator systemu e-gospodarki Republiki Bialeńskiej, Operator bialeńskiego kanału IRC, Gospodarz na Tomaszewie, Posiadacz 158 folwarków, Wang IWA, Houellebecq Lahazydii, Jasny Gieroj, Tytan Pracy Spraw Wewnętrznych 2016.

Offline AndrzejSwarzewski

Re: "O przypadkach dzielnych praszczurów..." - Księga III
« Odpowiedź #37 dnia: Wto, 22 Kwi 2014, 19:25:36 »
W Równogrodzie, stolicy Nowej Bialenii,
Siedzi prezydent Rydel, popijając ocet winny,
I czyta ze zgrozą list otrzymany od Leksego.

Pisze on, że Nowobialeńczycy czynią wiele złego,
Że od Proroka się odwrócili plecami,
I grabieży dokonują całkiem sami.

Nie wszyscy wprawdzie, treść listu mówi,
Ale większość odeszła, na robotę głupich,
Jednak i sukces ludzi wolności się dokonał,

Część Khmerów najdzielniejszy Apostoł przekonał,
Aby na słuszną ścieżkę zstąpili, i razem z Mesjaszem,
Czynili dobro, wbrew Saremu, który jest szatanem.

Rydel z królową Katarzyną teraz rozmawia,
Mówią, że nadszedł kres tego bajania,
I pora podjąć kroki zdecydowane,

By utrzymać rodaków w dobrym stanie,
Nim więcej ich w rozbójników się zamieni,
Przynosząc wstyd Starej i Nowej Bialenii.

W Tambowie tymczasem zbiera się armia Melchizedeka,
Na jej czele stoi Czaja, najwierniejszy szlachetka,
Zelżony przez panów braci za dobro, w które uwierzył,

Nie przejmuje się tym, wie, że lepiej słusznie przeżyć.
Pod pałacem arystokraty zbiera się wtenczas ciżba,
Żądna krwi i łupów podłych rozbójników istna wyspa,

Wśród nich wielu jest Nowobialeńczyków,
Nie wiedzą, że nie chce od chłosty ryków,
Swych rodaków słuchać, ale musi,

Bo khmerski szatan mu córkę udusi,
Jedyne dziecko arystokraty, ukochane,
Dla niego woli on trzymać z szatanem.

W ten sposób anioł mroku stał się Panem,
Wielu dusz bialeńskich możnych i wielkich,
Arystokratów i oficerów niemal wszelkich.

Tłum żąda głowy arystokraty, gwiżdżąc głośno,
Ten z bólem serca wysyła na nich swe wojsko,
A sam odjeżdża, by przekazać szatanowi daninę.

Krew oblała wolnogradzką, lesistą równinę,
Krew dzieci ziemi ojczystej, synów i cór jej,
Co życie oddali dla swobody ziemi swej.

Na miejsce przychodzi Krzysztof, Apostoł,
Miał zawrócić dzieci Proroka ku Jego wioskom,
Spóźnił się, więc wśród łkań swych, modli się,

"Boże, Ojcze Wszechmogący, dziś proszę Cię,
Byś przywrócił kraju temu jego siłę i moc,
I wygnał stąd khmerską, długą noc.

W imię Ojca, Syna i Ducha,
Niech się skończy ta zawierucha."
Arystokrata dotarł do dworu Sarego,

Prosi o skończenie konfliktu strasznego,
O pokój wielki i trwały, na wieki wieków,
Skończyć wojnę jak australopiteków.

Szatan mu na to krótko i złowieszczo mówi:
"Jeszcze słowo, a córka nie będzie miała nogi!
Precz psie, pilnuj interesów swego pana, mnie!"

Stary szlachcic rzecze: "Dość tego, o nie!"
Wyjmuje szablę ojców swych i dziadów,
Rozcina wroga i znika bez żadnych śladów.

Wieść ta dociera w mig do wszystkich w Bialenii,
Wszyscy w domach cieszą się z szatana śmierci,
Jeden Samphan, zdrajca, drży aż cały, bo wie,

Że już wkrótce wściekły lud Bialenii go dorwie,
Wówczas nie będzie już żadnej litości,
Dla kolaborantów, zdrajców bialeńskości.

Z zadumy wyrywa go pukanie do drzwi,
Niemal dostaje od tego epilepsji,
Myśli, że to arystokrata córki tu szuka,

Lecz nie w tym celu on do drzwi puka.
Proponuje zdrajcy nawrócenie,
I szansę na win przebaczenie.

Samphan się zgadza, zastrzega jednak,
Że córki więzienia nie zna, wiedzy mu brak,
Arystokrata, zasmucony, prosi o dyskrecję,

Chce bowiem zdradzić straszną profecję.
Wróżka sclavińska mu wywróżyła,
Coś, czym sama się zatrwożyła.

Iż czeka wszystkich Bialeńczyków tortur całe gremium,
Od chłost, rozciągania, do krzyżowania i ciał w ogniu,
A winni będą powstańcy, Khmerom zbyt mili.

"Przypomną też ludowi co żeśmy robili,
I nas czeka zemsta za nasze czyny,
Odpokutujemy wszystkie swe winy."

W Nowej Bialenii natomiast,
Katarzyna z prezydentem budują setki miast,
nie wiedząc co jej dom rodzinny czeka.

Gdy w starym kraju brakuje i mleka,
Tam wszystko płynie mlekiem, miodem,
Na gospodarką czuwa kniaź Nikodem.

On sam, z Weblandu pochodzi,
choć nigdy Bialenii nie szkodzi.
Kniaź właśnie reformy nad transportem koni robi,

Wie, że przez to kraj się dorobi,
By dalej prowadzić srogie walki,
Zmieść wolności narodów rywalki.

Jak wie, tylko na wojnie zyskają bankierzy,
no i podli hochsztaplerzy.
Margrabia Wielobialeński bada nad wojskiem.

Gdy wnet spotyka syna pani Ochojskiej,
artystki wielkiej i jakże wpływowej,
Przeciwniczki wszelkiej misji wojskowej.

Syn ten, margrabiemu tłumacze teorię swej matki:
"Nie na darmo, zbieraliśmy datki,
aby pierwszą wyprawę głęboko zniweczyli.

Wielu chce byśmy znowu gdzieś wkroczyli,
Lecz matka ma, sławetna hrabina,
Wie, że zysków tylko ociupina,

Przeto protest antywojenny chciała organizować,
Ale lud przeciw Prorokowi nie chciał spiskować,
Skończyło się na smole i pierzu na hrabinie.

Chociaż, jak pan wie, nie damy się Khmerskiej gadzinie,
To jednak należy zastosować sposób faktyczny,
embargo to margrabio, także sposób praktyczny.

Margrabia na to: "Nieprawdę, Panie Ochojski, rzeczecie,
Khmerów embargo grzeje i ziębi, w zimie i w lecie,
Mają oni zali jakieś interesy tu, w Nowej Bialenii?"

Aż wtedy do debatujących przychodzi człek co przybywa z jakiej unii:
-"Zwą mnie Jan z Aykmów, powiecie który rok macie?"
-"Pan, z Apaczów przybywa, to 1112 naszej rachuby, chodź pan na herbacie".

Pyta gościa pan Ochojski: Po cóż tutaj przybywacie?
- Wieści mam dla nas wszystkich wspaniałe!
Lud goni z kraju khmerstwo zwyrodniałe!

Już ten szatan do piekła jak należy, odszedł,
Arystokrata nasz przeszedł na jasną stronę,
Nastaje dzień coraz jaśniejszy, wiwat!"

Wszyscy oni biegną na Nowej Bialenii Dwuwirat,
Prezydenta i królowej z Kazimieniczów rządy.
Jakby z tej okazji, nie wiedząc, zakwitły klomby.

Tam ma być wygłaszane przemówienie Rydla,
O działaniach podjętych, najwyższego szczebla,
Jednak nie przemówi on. Ktoś go bowiem mieczem potraktował,

Acz, swojej pracy zabójca nie szanował,
ucho odciął, zamiast kark uciąć.
Miasto w posadach się musi chwiać.

Rydel w szoku jest, nikt nie zauważył,
Że w gardło jego wbity jest nożyk,
Rana lekka, lecz głosu go pozbawi,

Jeśli na dłużej ją zostawi.
Medycy pośpieszyli do lidera,
Od tego zależy ich kariera.
« Ostatnia zmiana: Czw, 01 Sty 1970, 01:00:00 wysłana przez Guest »

Offline Maciej Kamiński

  • Grand
  • Policja Krajowa
  • Entuzjasta
  • ******
  • Wiadomości: 11835
  • : 228
  • Płeć: Mężczyzna
  • Gestapo Ortograficzne, Oko Sprawiedliwości
    • NPE: BI13111700005
  • Stopień służbowy Stopień w Policji Krajowej RB
    • Zobacz profil
    • Odznaczenia
Re: "O przypadkach dzielnych praszczurów..." - Księga III
« Odpowiedź #38 dnia: Wto, 22 Kwi 2014, 21:12:57 »
W Równogrodzie, stolicy Nowej Bialenii,
Siedzi prezydent Rydel, popijając ocet winny,
I czyta ze zgrozą list otrzymany od Leksego.

Pisze on, że Nowobialeńczycy czynią wiele złego,
Że od Proroka się odwrócili plecami,
I grabieży dokonują całkiem sami.

Nie wszyscy wprawdzie, treść listu mówi,
Ale większość odeszła, na robotę głupich,
Jednak i sukces ludzi wolności się dokonał,

Część Khmerów najdzielniejszy Apostoł przekonał,
Aby na słuszną ścieżkę zstąpili, i razem z Mesjaszem,
Czynili dobro, wbrew Saremu, który jest szatanem.

Rydel z królową Katarzyną teraz rozmawia,
Mówią, że nadszedł kres tego bajania,
I pora podjąć kroki zdecydowane,

By utrzymać rodaków w dobrym stanie,
Nim więcej ich w rozbójników się zamieni,
Przynosząc wstyd Starej i Nowej Bialenii.

W Tambowie tymczasem zbiera się armia Melchizedeka,
Na jej czele stoi Czaja, najwierniejszy szlachetka,
Zelżony przez panów braci za dobro, w które uwierzył,

Nie przejmuje się tym, wie, że lepiej słusznie przeżyć.
Pod pałacem arystokraty zbiera się wtenczas ciżba,
Żądna krwi i łupów podłych rozbójników istna wyspa,

Wśród nich wielu jest Nowobialeńczyków,
Nie wiedzą, że nie chce od chłosty ryków,
Swych rodaków słuchać, ale musi,

Bo khmerski szatan mu córkę udusi,
Jedyne dziecko arystokraty, ukochane,
Dla niego woli on trzymać z szatanem.

W ten sposób anioł mroku stał się Panem,
Wielu dusz bialeńskich możnych i wielkich,
Arystokratów i oficerów niemal wszelkich.

Tłum żąda głowy arystokraty, gwiżdżąc głośno,
Ten z bólem serca wysyła na nich swe wojsko,
A sam odjeżdża, by przekazać szatanowi daninę.

Krew oblała wolnogradzką, lesistą równinę,
Krew dzieci ziemi ojczystej, synów i cór jej,
Co życie oddali dla swobody ziemi swej.

Na miejsce przychodzi Krzysztof, Apostoł,
Miał zawrócić dzieci Proroka ku Jego wioskom,
Spóźnił się, więc wśród łkań swych, modli się,

"Boże, Ojcze Wszechmogący, dziś proszę Cię,
Byś przywrócił kraju temu jego siłę i moc,
I wygnał stąd khmerską, długą noc.

W imię Ojca, Syna i Ducha,
Niech się skończy ta zawierucha."
Arystokrata dotarł do dworu Sarego,

Prosi o skończenie konfliktu strasznego,
O pokój wielki i trwały, na wieki wieków,
Skończyć wojnę jak australopiteków.

Szatan mu na to krótko i złowieszczo mówi:
"Jeszcze słowo, a córka nie będzie miała nogi!
Precz psie, pilnuj interesów swego pana, mnie!"

Stary szlachcic rzecze: "Dość tego, o nie!"
Wyjmuje szablę ojców swych i dziadów,
Rozcina wroga i znika bez żadnych śladów.

Wieść ta dociera w mig do wszystkich w Bialenii,
Wszyscy w domach cieszą się z szatana śmierci,
Jeden Samphan, zdrajca, drży aż cały, bo wie,

Że już wkrótce wściekły lud Bialenii go dorwie,
Wówczas nie będzie już żadnej litości,
Dla kolaborantów, zdrajców bialeńskości.

Z zadumy wyrywa go pukanie do drzwi,
Niemal dostaje od tego epilepsji,
Myśli, że to arystokrata córki tu szuka,

Lecz nie w tym celu on do drzwi puka.
Proponuje zdrajcy nawrócenie,
I szansę na win przebaczenie.

Samphan się zgadza, zastrzega jednak,
Że córki więzienia nie zna, wiedzy mu brak,
Arystokrata, zasmucony, prosi o dyskrecję,

Chce bowiem zdradzić straszną profecję.
Wróżka sclavińska mu wywróżyła,
Coś, czym sama się zatrwożyła.

Iż czeka wszystkich Bialeńczyków tortur całe gremium,
Od chłost, rozciągania, do krzyżowania i ciał w ogniu,
A winni będą powstańcy, Khmerom zbyt mili.

"Przypomną też ludowi co żeśmy robili,
I nas czeka zemsta za nasze czyny,
Odpokutujemy wszystkie swe winy."

W Nowej Bialenii natomiast,
Katarzyna z prezydentem budują setki miast,
nie wiedząc co jej dom rodzinny czeka.

Gdy w starym kraju brakuje i mleka,
Tam wszystko płynie mlekiem, miodem,
Na gospodarką czuwa kniaź Nikodem.

On sam, z Weblandu pochodzi,
choć nigdy Bialenii nie szkodzi.
Kniaź właśnie reformy nad transportem koni robi,

Wie, że przez to kraj się dorobi,
By dalej prowadzić srogie walki,
Zmieść wolności narodów rywalki.

Jak wie, tylko na wojnie zyskają bankierzy,
no i podli hochsztaplerzy.
Margrabia Wielobialeński bada nad wojskiem.

Gdy wnet spotyka syna pani Ochojskiej,
artystki wielkiej i jakże wpływowej,
Przeciwniczki wszelkiej misji wojskowej.

Syn ten, margrabiemu tłumacze teorię swej matki:
"Nie na darmo, zbieraliśmy datki,
aby pierwszą wyprawę głęboko zniweczyli.

Wielu chce byśmy znowu gdzieś wkroczyli,
Lecz matka ma, sławetna hrabina,
Wie, że zysków tylko ociupina,

Przeto protest antywojenny chciała organizować,
Ale lud przeciw Prorokowi nie chciał spiskować,
Skończyło się na smole i pierzu na hrabinie.

Chociaż, jak pan wie, nie damy się Khmerskiej gadzinie,
To jednak należy zastosować sposób faktyczny,
embargo to margrabio, także sposób praktyczny.

Margrabia na to: "Nieprawdę, Panie Ochojski, rzeczecie,
Khmerów embargo grzeje i ziębi, w zimie i w lecie,
Mają oni zali jakieś interesy tu, w Nowej Bialenii?"

Aż wtedy do debatujących przychodzi człek co przybywa z jakiej unii:
-"Zwą mnie Jan z Aykmów, powiecie który rok macie?"
-"Pan, z Apaczów przybywa, to 1112 naszej rachuby, chodź pan na herbacie".

Pyta gościa pan Ochojski: Po cóż tutaj przybywacie?
- Wieści mam dla nas wszystkich wspaniałe!
Lud goni z kraju khmerstwo zwyrodniałe!

Już ten szatan do piekła jak należy, odszedł,
Arystokrata nasz przeszedł na jasną stronę,
Nastaje dzień coraz jaśniejszy, wiwat!"

Wszyscy oni biegną na Nowej Bialenii Dwuwirat,
Prezydenta i królowej z Kazimieniczów rządy.
Jakby z tej okazji, nie wiedząc, zakwitły klomby.

Tam ma być wygłaszane przemówienie Rydla,
O działaniach podjętych, najwyższego szczebla,
Jednak nie przemówi on. Ktoś go bowiem mieczem potraktował,

Acz, swojej pracy zabójca nie szanował,
ucho odciął, zamiast kark uciąć.
Miasto w posadach się musi chwiać.

Rydel w szoku jest, nikt nie zauważył,
Że w gardło jego wbity jest nożyk,
Rana lekka, lecz głosu go pozbawi,

Jeśli na dłużej ją zostawi.
Medycy pośpieszyli do lidera,
Od tego zależy ich kariera.

Lud zastanawia się, któż był zamachowcem.
Tymczasem arystokrata zakończył rozmowę,
Samphan sam siedzi, list pisać zaczyna,
« Ostatnia zmiana: Czw, 01 Sty 1970, 01:00:00 wysłana przez Guest »
lic. net Maciej Kamiński herbu Sto Osiem, Członek Bialeńskiej Partii Demokratycznej, Minister Spraw Zagranicznych, Poseł, Prezes Policji Krajowej, Honorowo obywatel Jahołdajewszczyzny, Ambasador Republiki Bialeńskiej w Maharadżacie Tirimudzii i Trizondalu, Trener LKS-u Tomaszew, Selekcjoner Dżamahiriji, Dyrektor Bialeńskiego Biura Kartograficznego, Administrator forum i strony głównej Republiki Bialeńskiej oraz fanpage'a Republiki Bialeńskiej na Facebooku, Młodszy administrator systemu e-gospodarki Republiki Bialeńskiej, Operator bialeńskiego kanału IRC, Gospodarz na Tomaszewie, Posiadacz 158 folwarków, Wang IWA, Houellebecq Lahazydii, Jasny Gieroj, Tytan Pracy Spraw Wewnętrznych 2016.

Offline AndrzejSwarzewski

Re: "O przypadkach dzielnych praszczurów..." - Księga III
« Odpowiedź #39 dnia: Śro, 23 Kwi 2014, 09:26:32 »
W Równogrodzie, stolicy Nowej Bialenii,
Siedzi prezydent Rydel, popijając ocet winny,
I czyta ze zgrozą list otrzymany od Leksego.

Pisze on, że Nowobialeńczycy czynią wiele złego,
Że od Proroka się odwrócili plecami,
I grabieży dokonują całkiem sami.

Nie wszyscy wprawdzie, treść listu mówi,
Ale większość odeszła, na robotę głupich,
Jednak i sukces ludzi wolności się dokonał,

Część Khmerów najdzielniejszy Apostoł przekonał,
Aby na słuszną ścieżkę zstąpili, i razem z Mesjaszem,
Czynili dobro, wbrew Saremu, który jest szatanem.

Rydel z królową Katarzyną teraz rozmawia,
Mówią, że nadszedł kres tego bajania,
I pora podjąć kroki zdecydowane,

By utrzymać rodaków w dobrym stanie,
Nim więcej ich w rozbójników się zamieni,
Przynosząc wstyd Starej i Nowej Bialenii.

W Tambowie tymczasem zbiera się armia Melchizedeka,
Na jej czele stoi Czaja, najwierniejszy szlachetka,
Zelżony przez panów braci za dobro, w które uwierzył,

Nie przejmuje się tym, wie, że lepiej słusznie przeżyć.
Pod pałacem arystokraty zbiera się wtenczas ciżba,
Żądna krwi i łupów podłych rozbójników istna wyspa,

Wśród nich wielu jest Nowobialeńczyków,
Nie wiedzą, że nie chce od chłosty ryków,
Swych rodaków słuchać, ale musi,

Bo khmerski szatan mu córkę udusi,
Jedyne dziecko arystokraty, ukochane,
Dla niego woli on trzymać z szatanem.

W ten sposób anioł mroku stał się Panem,
Wielu dusz bialeńskich możnych i wielkich,
Arystokratów i oficerów niemal wszelkich.

Tłum żąda głowy arystokraty, gwiżdżąc głośno,
Ten z bólem serca wysyła na nich swe wojsko,
A sam odjeżdża, by przekazać szatanowi daninę.

Krew oblała wolnogradzką, lesistą równinę,
Krew dzieci ziemi ojczystej, synów i cór jej,
Co życie oddali dla swobody ziemi swej.

Na miejsce przychodzi Krzysztof, Apostoł,
Miał zawrócić dzieci Proroka ku Jego wioskom,
Spóźnił się, więc wśród łkań swych, modli się,

"Boże, Ojcze Wszechmogący, dziś proszę Cię,
Byś przywrócił kraju temu jego siłę i moc,
I wygnał stąd khmerską, długą noc.

W imię Ojca, Syna i Ducha,
Niech się skończy ta zawierucha."
Arystokrata dotarł do dworu Sarego,

Prosi o skończenie konfliktu strasznego,
O pokój wielki i trwały, na wieki wieków,
Skończyć wojnę jak australopiteków.

Szatan mu na to krótko i złowieszczo mówi:
"Jeszcze słowo, a córka nie będzie miała nogi!
Precz psie, pilnuj interesów swego pana, mnie!"

Stary szlachcic rzecze: "Dość tego, o nie!"
Wyjmuje szablę ojców swych i dziadów,
Rozcina wroga i znika bez żadnych śladów.

Wieść ta dociera w mig do wszystkich w Bialenii,
Wszyscy w domach cieszą się z szatana śmierci,
Jeden Samphan, zdrajca, drży aż cały, bo wie,

Że już wkrótce wściekły lud Bialenii go dorwie,
Wówczas nie będzie już żadnej litości,
Dla kolaborantów, zdrajców bialeńskości.

Z zadumy wyrywa go pukanie do drzwi,
Niemal dostaje od tego epilepsji,
Myśli, że to arystokrata córki tu szuka,

Lecz nie w tym celu on do drzwi puka.
Proponuje zdrajcy nawrócenie,
I szansę na win przebaczenie.

Samphan się zgadza, zastrzega jednak,
Że córki więzienia nie zna, wiedzy mu brak,
Arystokrata, zasmucony, prosi o dyskrecję,

Chce bowiem zdradzić straszną profecję.
Wróżka sclavińska mu wywróżyła,
Coś, czym sama się zatrwożyła.

Iż czeka wszystkich Bialeńczyków tortur całe gremium,
Od chłost, rozciągania, do krzyżowania i ciał w ogniu,
A winni będą powstańcy, Khmerom zbyt mili.

"Przypomną też ludowi co żeśmy robili,
I nas czeka zemsta za nasze czyny,
Odpokutujemy wszystkie swe winy."

W Nowej Bialenii natomiast,
Katarzyna z prezydentem budują setki miast,
nie wiedząc co jej dom rodzinny czeka.

Gdy w starym kraju brakuje i mleka,
Tam wszystko płynie mlekiem, miodem,
Na gospodarką czuwa kniaź Nikodem.

On sam, z Weblandu pochodzi,
choć nigdy Bialenii nie szkodzi.
Kniaź właśnie reformy nad transportem koni robi,

Wie, że przez to kraj się dorobi,
By dalej prowadzić srogie walki,
Zmieść wolności narodów rywalki.

Jak wie, tylko na wojnie zyskają bankierzy,
no i podli hochsztaplerzy.
Margrabia Wielobialeński bada nad wojskiem.

Gdy wnet spotyka syna pani Ochojskiej,
artystki wielkiej i jakże wpływowej,
Przeciwniczki wszelkiej misji wojskowej.

Syn ten, margrabiemu tłumacze teorię swej matki:
"Nie na darmo, zbieraliśmy datki,
aby pierwszą wyprawę głęboko zniweczyli.

Wielu chce byśmy znowu gdzieś wkroczyli,
Lecz matka ma, sławetna hrabina,
Wie, że zysków tylko ociupina,

Przeto protest antywojenny chciała organizować,
Ale lud przeciw Prorokowi nie chciał spiskować,
Skończyło się na smole i pierzu na hrabinie.

Chociaż, jak pan wie, nie damy się Khmerskiej gadzinie,
To jednak należy zastosować sposób faktyczny,
embargo to margrabio, także sposób praktyczny.

Margrabia na to: "Nieprawdę, Panie Ochojski, rzeczecie,
Khmerów embargo grzeje i ziębi, w zimie i w lecie,
Mają oni zali jakieś interesy tu, w Nowej Bialenii?"

Aż wtedy do debatujących przychodzi człek co przybywa z jakiej unii:
-"Zwą mnie Jan z Aykmów, powiecie który rok macie?"
-"Pan, z Apaczów przybywa, to 1112 naszej rachuby, chodź pan na herbacie".

Pyta gościa pan Ochojski: Po cóż tutaj przybywacie?
- Wieści mam dla nas wszystkich wspaniałe!
Lud goni z kraju khmerstwo zwyrodniałe!

Już ten szatan do piekła jak należy, odszedł,
Arystokrata nasz przeszedł na jasną stronę,
Nastaje dzień coraz jaśniejszy, wiwat!"

Wszyscy oni biegną na Nowej Bialenii Dwuwirat,
Prezydenta i królowej z Kazimieniczów rządy.
Jakby z tej okazji, nie wiedząc, zakwitły klomby.

Tam ma być wygłaszane przemówienie Rydla,
O działaniach podjętych, najwyższego szczebla,
Jednak nie przemówi on. Ktoś go bowiem mieczem potraktował,

Acz, swojej pracy zabójca nie szanował,
ucho odciął, zamiast kark uciąć.
Miasto w posadach się musi chwiać.

Rydel w szoku jest, nikt nie zauważył,
Że w gardło jego wbity jest nożyk,
Rana lekka, lecz głosu go pozbawi,

Jeśli na dłużej ją zostawi.
Medycy pośpieszyli do lidera,
Od tego zależy ich kariera.

Lud zastanawia się, któż był zamachowcem.
Tymczasem arystokrata zakończył rozmowę,
Samphan sam siedzi, list pisać zaczyna.

I nagle wpada na pomysł gdzie jest dziewczyna,
Piękna córka arystokraty zrozpaczonego,
Z pewnością w pałacu hrabiego Glińskiego,
« Ostatnia zmiana: Czw, 01 Sty 1970, 01:00:00 wysłana przez Guest »

Offline Maciej Kamiński

  • Grand
  • Policja Krajowa
  • Entuzjasta
  • ******
  • Wiadomości: 11835
  • : 228
  • Płeć: Mężczyzna
  • Gestapo Ortograficzne, Oko Sprawiedliwości
    • NPE: BI13111700005
  • Stopień służbowy Stopień w Policji Krajowej RB
    • Zobacz profil
    • Odznaczenia
Re: "O przypadkach dzielnych praszczurów..." - Księga III
« Odpowiedź #40 dnia: Śro, 23 Kwi 2014, 15:28:48 »
W Równogrodzie, stolicy Nowej Bialenii,
Siedzi prezydent Rydel, popijając ocet winny,
I czyta ze zgrozą list otrzymany od Leksego.

Pisze on, że Nowobialeńczycy czynią wiele złego,
Że od Proroka się odwrócili plecami,
I grabieży dokonują całkiem sami.

Nie wszyscy wprawdzie, treść listu mówi,
Ale większość odeszła, na robotę głupich,
Jednak i sukces ludzi wolności się dokonał,

Część Khmerów najdzielniejszy Apostoł przekonał,
Aby na słuszną ścieżkę zstąpili, i razem z Mesjaszem,
Czynili dobro, wbrew Saremu, który jest szatanem.

Rydel z królową Katarzyną teraz rozmawia,
Mówią, że nadszedł kres tego bajania,
I pora podjąć kroki zdecydowane,

By utrzymać rodaków w dobrym stanie,
Nim więcej ich w rozbójników się zamieni,
Przynosząc wstyd Starej i Nowej Bialenii.

W Tambowie tymczasem zbiera się armia Melchizedeka,
Na jej czele stoi Czaja, najwierniejszy szlachetka,
Zelżony przez panów braci za dobro, w które uwierzył,

Nie przejmuje się tym, wie, że lepiej słusznie przeżyć.
Pod pałacem arystokraty zbiera się wtenczas ciżba,
Żądna krwi i łupów podłych rozbójników istna wyspa,

Wśród nich wielu jest Nowobialeńczyków,
Nie wiedzą, że nie chce od chłosty ryków,
Swych rodaków słuchać, ale musi,

Bo khmerski szatan mu córkę udusi,
Jedyne dziecko arystokraty, ukochane,
Dla niego woli on trzymać z szatanem.

W ten sposób anioł mroku stał się Panem,
Wielu dusz bialeńskich możnych i wielkich,
Arystokratów i oficerów niemal wszelkich.

Tłum żąda głowy arystokraty, gwiżdżąc głośno,
Ten z bólem serca wysyła na nich swe wojsko,
A sam odjeżdża, by przekazać szatanowi daninę.

Krew oblała wolnogradzką, lesistą równinę,
Krew dzieci ziemi ojczystej, synów i cór jej,
Co życie oddali dla swobody ziemi swej.

Na miejsce przychodzi Krzysztof, Apostoł,
Miał zawrócić dzieci Proroka ku Jego wioskom,
Spóźnił się, więc wśród łkań swych, modli się,

"Boże, Ojcze Wszechmogący, dziś proszę Cię,
Byś przywrócił kraju temu jego siłę i moc,
I wygnał stąd khmerską, długą noc.

W imię Ojca, Syna i Ducha,
Niech się skończy ta zawierucha."
Arystokrata dotarł do dworu Sarego,

Prosi o skończenie konfliktu strasznego,
O pokój wielki i trwały, na wieki wieków,
Skończyć wojnę jak australopiteków.

Szatan mu na to krótko i złowieszczo mówi:
"Jeszcze słowo, a córka nie będzie miała nogi!
Precz psie, pilnuj interesów swego pana, mnie!"

Stary szlachcic rzecze: "Dość tego, o nie!"
Wyjmuje szablę ojców swych i dziadów,
Rozcina wroga i znika bez żadnych śladów.

Wieść ta dociera w mig do wszystkich w Bialenii,
Wszyscy w domach cieszą się z szatana śmierci,
Jeden Samphan, zdrajca, drży aż cały, bo wie,

Że już wkrótce wściekły lud Bialenii go dorwie,
Wówczas nie będzie już żadnej litości,
Dla kolaborantów, zdrajców bialeńskości.

Z zadumy wyrywa go pukanie do drzwi,
Niemal dostaje od tego epilepsji,
Myśli, że to arystokrata córki tu szuka,

Lecz nie w tym celu on do drzwi puka.
Proponuje zdrajcy nawrócenie,
I szansę na win przebaczenie.

Samphan się zgadza, zastrzega jednak,
Że córki więzienia nie zna, wiedzy mu brak,
Arystokrata, zasmucony, prosi o dyskrecję,

Chce bowiem zdradzić straszną profecję.
Wróżka sclavińska mu wywróżyła,
Coś, czym sama się zatrwożyła.

Iż czeka wszystkich Bialeńczyków tortur całe gremium,
Od chłost, rozciągania, do krzyżowania i ciał w ogniu,
A winni będą powstańcy, Khmerom zbyt mili.

"Przypomną też ludowi co żeśmy robili,
I nas czeka zemsta za nasze czyny,
Odpokutujemy wszystkie swe winy."

W Nowej Bialenii natomiast,
Katarzyna z prezydentem budują setki miast,
nie wiedząc co jej dom rodzinny czeka.

Gdy w starym kraju brakuje i mleka,
Tam wszystko płynie mlekiem, miodem,
Na gospodarką czuwa kniaź Nikodem.

On sam, z Weblandu pochodzi,
choć nigdy Bialenii nie szkodzi.
Kniaź właśnie reformy nad transportem koni robi,

Wie, że przez to kraj się dorobi,
By dalej prowadzić srogie walki,
Zmieść wolności narodów rywalki.

Jak wie, tylko na wojnie zyskają bankierzy,
no i podli hochsztaplerzy.
Margrabia Wielobialeński bada nad wojskiem.

Gdy wnet spotyka syna pani Ochojskiej,
artystki wielkiej i jakże wpływowej,
Przeciwniczki wszelkiej misji wojskowej.

Syn ten, margrabiemu tłumacze teorię swej matki:
"Nie na darmo, zbieraliśmy datki,
aby pierwszą wyprawę głęboko zniweczyli.

Wielu chce byśmy znowu gdzieś wkroczyli,
Lecz matka ma, sławetna hrabina,
Wie, że zysków tylko ociupina,

Przeto protest antywojenny chciała organizować,
Ale lud przeciw Prorokowi nie chciał spiskować,
Skończyło się na smole i pierzu na hrabinie.

Chociaż, jak pan wie, nie damy się Khmerskiej gadzinie,
To jednak należy zastosować sposób faktyczny,
embargo to margrabio, także sposób praktyczny.

Margrabia na to: "Nieprawdę, Panie Ochojski, rzeczecie,
Khmerów embargo grzeje i ziębi, w zimie i w lecie,
Mają oni zali jakieś interesy tu, w Nowej Bialenii?"

Aż wtedy do debatujących przychodzi człek co przybywa z jakiej unii:
-"Zwą mnie Jan z Aykmów, powiecie który rok macie?"
-"Pan, z Apaczów przybywa, to 1112 naszej rachuby, chodź pan na herbacie".

Pyta gościa pan Ochojski: Po cóż tutaj przybywacie?
- Wieści mam dla nas wszystkich wspaniałe!
Lud goni z kraju khmerstwo zwyrodniałe!

Już ten szatan do piekła jak należy, odszedł,
Arystokrata nasz przeszedł na jasną stronę,
Nastaje dzień coraz jaśniejszy, wiwat!"

Wszyscy oni biegną na Nowej Bialenii Dwuwirat,
Prezydenta i królowej z Kazimieniczów rządy.
Jakby z tej okazji, nie wiedząc, zakwitły klomby.

Tam ma być wygłaszane przemówienie Rydla,
O działaniach podjętych, najwyższego szczebla,
Jednak nie przemówi on. Ktoś go bowiem mieczem potraktował,

Acz, swojej pracy zabójca nie szanował,
ucho odciął, zamiast kark uciąć.
Miasto w posadach się musi chwiać.

Rydel w szoku jest, nikt nie zauważył,
Że w gardło jego wbity jest nożyk,
Rana lekka, lecz głosu go pozbawi,

Jeśli na dłużej ją zostawi.
Medycy pośpieszyli do lidera,
Od tego zależy ich kariera.

Lud zastanawia się, któż był zamachowcem.
Tymczasem arystokrata zakończył rozmowę,
Samphan sam siedzi, list pisać zaczyna.

I nagle wpada na pomysł gdzie jest dziewczyna,
Piękna córka arystokraty zrozpaczonego,
Z pewnością w pałacu hrabiego Glińskiego,

Jednak nie o ratunku myśli ten psi syn,
Tylko pragnie wręcz więcej mieć win,
Raport o spotkaniu wysyła do Glińskiego,
« Ostatnia zmiana: Czw, 01 Sty 1970, 01:00:00 wysłana przez Guest »
lic. net Maciej Kamiński herbu Sto Osiem, Członek Bialeńskiej Partii Demokratycznej, Minister Spraw Zagranicznych, Poseł, Prezes Policji Krajowej, Honorowo obywatel Jahołdajewszczyzny, Ambasador Republiki Bialeńskiej w Maharadżacie Tirimudzii i Trizondalu, Trener LKS-u Tomaszew, Selekcjoner Dżamahiriji, Dyrektor Bialeńskiego Biura Kartograficznego, Administrator forum i strony głównej Republiki Bialeńskiej oraz fanpage'a Republiki Bialeńskiej na Facebooku, Młodszy administrator systemu e-gospodarki Republiki Bialeńskiej, Operator bialeńskiego kanału IRC, Gospodarz na Tomaszewie, Posiadacz 158 folwarków, Wang IWA, Houellebecq Lahazydii, Jasny Gieroj, Tytan Pracy Spraw Wewnętrznych 2016.

Offline Konstanty Jerzy Michalski

  • Immanuel Kartografii Tamostosowanej
  • Obywatel
  • Bohater
  • ****
  • Wiadomości: 2164
  • : 21
  • Płeć: Mężczyzna
  • GG: 50930927
    • NPE: BI13111600010
  • Stopień służbowy Stopień w Siłach Zbrojnych RB
    • Zobacz profil
    • Odznaczenia
Re: "O przypadkach dzielnych praszczurów..." - Księga III
« Odpowiedź #41 dnia: Pią, 25 Kwi 2014, 21:09:49 »
W Równogrodzie, stolicy Nowej Bialenii,
Siedzi prezydent Rydel, popijając ocet winny,
I czyta ze zgrozą list otrzymany od Leksego.

Pisze on, że Nowobialeńczycy czynią wiele złego,
Że od Proroka się odwrócili plecami,
I grabieży dokonują całkiem sami.

Nie wszyscy wprawdzie, treść listu mówi,
Ale większość odeszła, na robotę głupich,
Jednak i sukces ludzi wolności się dokonał,

Część Khmerów najdzielniejszy Apostoł przekonał,
Aby na słuszną ścieżkę zstąpili, i razem z Mesjaszem,
Czynili dobro, wbrew Saremu, który jest szatanem.

Rydel z królową Katarzyną teraz rozmawia,
Mówią, że nadszedł kres tego bajania,
I pora podjąć kroki zdecydowane,

By utrzymać rodaków w dobrym stanie,
Nim więcej ich w rozbójników się zamieni,
Przynosząc wstyd Starej i Nowej Bialenii.

W Tambowie tymczasem zbiera się armia Melchizedeka,
Na jej czele stoi Czaja, najwierniejszy szlachetka,
Zelżony przez panów braci za dobro, w które uwierzył,

Nie przejmuje się tym, wie, że lepiej słusznie przeżyć.
Pod pałacem arystokraty zbiera się wtenczas ciżba,
Żądna krwi i łupów podłych rozbójników istna wyspa,

Wśród nich wielu jest Nowobialeńczyków,
Nie wiedzą, że nie chce od chłosty ryków,
Swych rodaków słuchać, ale musi,

Bo khmerski szatan mu córkę udusi,
Jedyne dziecko arystokraty, ukochane,
Dla niego woli on trzymać z szatanem.

W ten sposób anioł mroku stał się Panem,
Wielu dusz bialeńskich możnych i wielkich,
Arystokratów i oficerów niemal wszelkich.

Tłum żąda głowy arystokraty, gwiżdżąc głośno,
Ten z bólem serca wysyła na nich swe wojsko,
A sam odjeżdża, by przekazać szatanowi daninę.

Krew oblała wolnogradzką, lesistą równinę,
Krew dzieci ziemi ojczystej, synów i cór jej,
Co życie oddali dla swobody ziemi swej.

Na miejsce przychodzi Krzysztof, Apostoł,
Miał zawrócić dzieci Proroka ku Jego wioskom,
Spóźnił się, więc wśród łkań swych, modli się,

"Boże, Ojcze Wszechmogący, dziś proszę Cię,
Byś przywrócił kraju temu jego siłę i moc,
I wygnał stąd khmerską, długą noc.

W imię Ojca, Syna i Ducha,
Niech się skończy ta zawierucha."
Arystokrata dotarł do dworu Sarego,

Prosi o skończenie konfliktu strasznego,
O pokój wielki i trwały, na wieki wieków,
Skończyć wojnę jak australopiteków.

Szatan mu na to krótko i złowieszczo mówi:
"Jeszcze słowo, a córka nie będzie miała nogi!
Precz psie, pilnuj interesów swego pana, mnie!"

Stary szlachcic rzecze: "Dość tego, o nie!"
Wyjmuje szablę ojców swych i dziadów,
Rozcina wroga i znika bez żadnych śladów.

Wieść ta dociera w mig do wszystkich w Bialenii,
Wszyscy w domach cieszą się z szatana śmierci,
Jeden Samphan, zdrajca, drży aż cały, bo wie,

Że już wkrótce wściekły lud Bialenii go dorwie,
Wówczas nie będzie już żadnej litości,
Dla kolaborantów, zdrajców bialeńskości.

Z zadumy wyrywa go pukanie do drzwi,
Niemal dostaje od tego epilepsji,
Myśli, że to arystokrata córki tu szuka,

Lecz nie w tym celu on do drzwi puka.
Proponuje zdrajcy nawrócenie,
I szansę na win przebaczenie.

Samphan się zgadza, zastrzega jednak,
Że córki więzienia nie zna, wiedzy mu brak,
Arystokrata, zasmucony, prosi o dyskrecję,

Chce bowiem zdradzić straszną profecję.
Wróżka sclavińska mu wywróżyła,
Coś, czym sama się zatrwożyła.

Iż czeka wszystkich Bialeńczyków tortur całe gremium,
Od chłost, rozciągania, do krzyżowania i ciał w ogniu,
A winni będą powstańcy, Khmerom zbyt mili.

"Przypomną też ludowi co żeśmy robili,
I nas czeka zemsta za nasze czyny,
Odpokutujemy wszystkie swe winy."

W Nowej Bialenii natomiast,
Katarzyna z prezydentem budują setki miast,
nie wiedząc co jej dom rodzinny czeka.

Gdy w starym kraju brakuje i mleka,
Tam wszystko płynie mlekiem, miodem,
Na gospodarką czuwa kniaź Nikodem.

On sam, z Weblandu pochodzi,
choć nigdy Bialenii nie szkodzi.
Kniaź właśnie reformy nad transportem koni robi,

Wie, że przez to kraj się dorobi,
By dalej prowadzić srogie walki,
Zmieść wolności narodów rywalki.

Jak wie, tylko na wojnie zyskają bankierzy,
no i podli hochsztaplerzy.
Margrabia Wielobialeński bada nad wojskiem.

Gdy wnet spotyka syna pani Ochojskiej,
artystki wielkiej i jakże wpływowej,
Przeciwniczki wszelkiej misji wojskowej.

Syn ten, margrabiemu tłumacze teorię swej matki:
"Nie na darmo, zbieraliśmy datki,
aby pierwszą wyprawę głęboko zniweczyli.

Wielu chce byśmy znowu gdzieś wkroczyli,
Lecz matka ma, sławetna hrabina,
Wie, że zysków tylko ociupina,

Przeto protest antywojenny chciała organizować,
Ale lud przeciw Prorokowi nie chciał spiskować,
Skończyło się na smole i pierzu na hrabinie.

Chociaż, jak pan wie, nie damy się Khmerskiej gadzinie,
To jednak należy zastosować sposób faktyczny,
embargo to margrabio, także sposób praktyczny.

Margrabia na to: "Nieprawdę, Panie Ochojski, rzeczecie,
Khmerów embargo grzeje i ziębi, w zimie i w lecie,
Mają oni zali jakieś interesy tu, w Nowej Bialenii?"

Aż wtedy do debatujących przychodzi człek co przybywa z jakiej unii:
-"Zwą mnie Jan z Aykmów, powiecie który rok macie?"
-"Pan, z Apaczów przybywa, to 1112 naszej rachuby, chodź pan na herbacie".

Pyta gościa pan Ochojski: Po cóż tutaj przybywacie?
- Wieści mam dla nas wszystkich wspaniałe!
Lud goni z kraju khmerstwo zwyrodniałe!

Już ten szatan do piekła jak należy, odszedł,
Arystokrata nasz przeszedł na jasną stronę,
Nastaje dzień coraz jaśniejszy, wiwat!"

Wszyscy oni biegną na Nowej Bialenii Dwuwirat,
Prezydenta i królowej z Kazimieniczów rządy.
Jakby z tej okazji, nie wiedząc, zakwitły klomby.

Tam ma być wygłaszane przemówienie Rydla,
O działaniach podjętych, najwyższego szczebla,
Jednak nie przemówi on. Ktoś go bowiem mieczem potraktował,

Acz, swojej pracy zabójca nie szanował,
ucho odciął, zamiast kark uciąć.
Miasto w posadach się musi chwiać.

Rydel w szoku jest, nikt nie zauważył,
Że w gardło jego wbity jest nożyk,
Rana lekka, lecz głosu go pozbawi,

Jeśli na dłużej ją zostawi.
Medycy pośpieszyli do lidera,
Od tego zależy ich kariera.

Lud zastanawia się, któż był zamachowcem.
Tymczasem arystokrata zakończył rozmowę,
Samphan sam siedzi, list pisać zaczyna.

I nagle wpada na pomysł gdzie jest dziewczyna,
Piękna córka arystokraty zrozpaczonego,
Z pewnością w pałacu hrabiego Glińskiego,

Jednak nie o ratunku myśli ten psi syn,
Tylko pragnie wręcz więcej mieć win,
Raport o spotkaniu wysyła do Glińskiego,

Wtem, za morzem, lekarze głos uratowali owego,
prezydenta Rydla, odpoczynek ma być nie krótki,
pięć dni ma potrwać, więc nie malutki.
« Ostatnia zmiana: Czw, 01 Sty 1970, 01:00:00 wysłana przez Guest »
/-/ Konstanty Jerzy wielki kniaź Michalski
Immanuel Kartografii Tamostosowanej
Rednacz Gazety Bialeńskiej

Offline Maciej Kamiński

  • Grand
  • Policja Krajowa
  • Entuzjasta
  • ******
  • Wiadomości: 11835
  • : 228
  • Płeć: Mężczyzna
  • Gestapo Ortograficzne, Oko Sprawiedliwości
    • NPE: BI13111700005
  • Stopień służbowy Stopień w Policji Krajowej RB
    • Zobacz profil
    • Odznaczenia
Re: "O przypadkach dzielnych praszczurów..." - Księga III
« Odpowiedź #42 dnia: Pią, 25 Kwi 2014, 21:36:41 »
W Równogrodzie, stolicy Nowej Bialenii,
Siedzi prezydent Rydel, popijając ocet winny,
I czyta ze zgrozą list otrzymany od Leksego.

Pisze on, że Nowobialeńczycy czynią wiele złego,
Że od Proroka się odwrócili plecami,
I grabieży dokonują całkiem sami.

Nie wszyscy wprawdzie, treść listu mówi,
Ale większość odeszła, na robotę głupich,
Jednak i sukces ludzi wolności się dokonał,

Część Khmerów najdzielniejszy Apostoł przekonał,
Aby na słuszną ścieżkę zstąpili, i razem z Mesjaszem,
Czynili dobro, wbrew Saremu, który jest szatanem.

Rydel z królową Katarzyną teraz rozmawia,
Mówią, że nadszedł kres tego bajania,
I pora podjąć kroki zdecydowane,

By utrzymać rodaków w dobrym stanie,
Nim więcej ich w rozbójników się zamieni,
Przynosząc wstyd Starej i Nowej Bialenii.

W Tambowie tymczasem zbiera się armia Melchizedeka,
Na jej czele stoi Czaja, najwierniejszy szlachetka,
Zelżony przez panów braci za dobro, w które uwierzył,

Nie przejmuje się tym, wie, że lepiej słusznie przeżyć.
Pod pałacem arystokraty zbiera się wtenczas ciżba,
Żądna krwi i łupów podłych rozbójników istna wyspa,

Wśród nich wielu jest Nowobialeńczyków,
Nie wiedzą, że nie chce od chłosty ryków,
Swych rodaków słuchać, ale musi,

Bo khmerski szatan mu córkę udusi,
Jedyne dziecko arystokraty, ukochane,
Dla niego woli on trzymać z szatanem.

W ten sposób anioł mroku stał się Panem,
Wielu dusz bialeńskich możnych i wielkich,
Arystokratów i oficerów niemal wszelkich.

Tłum żąda głowy arystokraty, gwiżdżąc głośno,
Ten z bólem serca wysyła na nich swe wojsko,
A sam odjeżdża, by przekazać szatanowi daninę.

Krew oblała wolnogradzką, lesistą równinę,
Krew dzieci ziemi ojczystej, synów i cór jej,
Co życie oddali dla swobody ziemi swej.

Na miejsce przychodzi Krzysztof, Apostoł,
Miał zawrócić dzieci Proroka ku Jego wioskom,
Spóźnił się, więc wśród łkań swych, modli się,

"Boże, Ojcze Wszechmogący, dziś proszę Cię,
Byś przywrócił kraju temu jego siłę i moc,
I wygnał stąd khmerską, długą noc.

W imię Ojca, Syna i Ducha,
Niech się skończy ta zawierucha."
Arystokrata dotarł do dworu Sarego,

Prosi o skończenie konfliktu strasznego,
O pokój wielki i trwały, na wieki wieków,
Skończyć wojnę jak australopiteków.

Szatan mu na to krótko i złowieszczo mówi:
"Jeszcze słowo, a córka nie będzie miała nogi!
Precz psie, pilnuj interesów swego pana, mnie!"

Stary szlachcic rzecze: "Dość tego, o nie!"
Wyjmuje szablę ojców swych i dziadów,
Rozcina wroga i znika bez żadnych śladów.

Wieść ta dociera w mig do wszystkich w Bialenii,
Wszyscy w domach cieszą się z szatana śmierci,
Jeden Samphan, zdrajca, drży aż cały, bo wie,

Że już wkrótce wściekły lud Bialenii go dorwie,
Wówczas nie będzie już żadnej litości,
Dla kolaborantów, zdrajców bialeńskości.

Z zadumy wyrywa go pukanie do drzwi,
Niemal dostaje od tego epilepsji,
Myśli, że to arystokrata córki tu szuka,

Lecz nie w tym celu on do drzwi puka.
Proponuje zdrajcy nawrócenie,
I szansę na win przebaczenie.

Samphan się zgadza, zastrzega jednak,
Że córki więzienia nie zna, wiedzy mu brak,
Arystokrata, zasmucony, prosi o dyskrecję,

Chce bowiem zdradzić straszną profecję.
Wróżka sclavińska mu wywróżyła,
Coś, czym sama się zatrwożyła.

Iż czeka wszystkich Bialeńczyków tortur całe gremium,
Od chłost, rozciągania, do krzyżowania i ciał w ogniu,
A winni będą powstańcy, Khmerom zbyt mili.

"Przypomną też ludowi co żeśmy robili,
I nas czeka zemsta za nasze czyny,
Odpokutujemy wszystkie swe winy."

W Nowej Bialenii natomiast,
Katarzyna z prezydentem budują setki miast,
nie wiedząc co jej dom rodzinny czeka.

Gdy w starym kraju brakuje i mleka,
Tam wszystko płynie mlekiem, miodem,
Na gospodarką czuwa kniaź Nikodem.

On sam, z Weblandu pochodzi,
choć nigdy Bialenii nie szkodzi.
Kniaź właśnie reformy nad transportem koni robi,

Wie, że przez to kraj się dorobi,
By dalej prowadzić srogie walki,
Zmieść wolności narodów rywalki.

Jak wie, tylko na wojnie zyskają bankierzy,
no i podli hochsztaplerzy.
Margrabia Wielobialeński bada nad wojskiem.

Gdy wnet spotyka syna pani Ochojskiej,
artystki wielkiej i jakże wpływowej,
Przeciwniczki wszelkiej misji wojskowej.

Syn ten, margrabiemu tłumacze teorię swej matki:
"Nie na darmo, zbieraliśmy datki,
aby pierwszą wyprawę głęboko zniweczyli.

Wielu chce byśmy znowu gdzieś wkroczyli,
Lecz matka ma, sławetna hrabina,
Wie, że zysków tylko ociupina,

Przeto protest antywojenny chciała organizować,
Ale lud przeciw Prorokowi nie chciał spiskować,
Skończyło się na smole i pierzu na hrabinie.

Chociaż, jak pan wie, nie damy się Khmerskiej gadzinie,
To jednak należy zastosować sposób faktyczny,
embargo to margrabio, także sposób praktyczny.

Margrabia na to: "Nieprawdę, Panie Ochojski, rzeczecie,
Khmerów embargo grzeje i ziębi, w zimie i w lecie,
Mają oni zali jakieś interesy tu, w Nowej Bialenii?"

Aż wtedy do debatujących przychodzi człek co przybywa z jakiej unii:
-"Zwą mnie Jan z Aykmów, powiecie który rok macie?"
-"Pan, z Apaczów przybywa, to 1112 naszej rachuby, chodź pan na herbacie".

Pyta gościa pan Ochojski: Po cóż tutaj przybywacie?
- Wieści mam dla nas wszystkich wspaniałe!
Lud goni z kraju khmerstwo zwyrodniałe!

Już ten szatan do piekła jak należy, odszedł,
Arystokrata nasz przeszedł na jasną stronę,
Nastaje dzień coraz jaśniejszy, wiwat!"

Wszyscy oni biegną na Nowej Bialenii Dwuwirat,
Prezydenta i królowej z Kazimieniczów rządy.
Jakby z tej okazji, nie wiedząc, zakwitły klomby.

Tam ma być wygłaszane przemówienie Rydla,
O działaniach podjętych, najwyższego szczebla,
Jednak nie przemówi on. Ktoś go bowiem mieczem potraktował,

Acz, swojej pracy zabójca nie szanował,
ucho odciął, zamiast kark uciąć.
Miasto w posadach się musi chwiać.

Rydel w szoku jest, nikt nie zauważył,
Że w gardło jego wbity jest nożyk,
Rana lekka, lecz głosu go pozbawi,

Jeśli na dłużej ją zostawi.
Medycy pośpieszyli do lidera,
Od tego zależy ich kariera.

Lud zastanawia się, któż był zamachowcem.
Tymczasem arystokrata zakończył rozmowę,
Samphan sam siedzi, list pisać zaczyna.

I nagle wpada na pomysł gdzie jest dziewczyna,
Piękna córka arystokraty zrozpaczonego,
Z pewnością w pałacu hrabiego Glińskiego,

Jednak nie o ratunku myśli ten psi syn,
Tylko pragnie wręcz więcej mieć win,
Raport o spotkaniu wysyła do Glińskiego,

Wtem, za morzem, lekarze głos uratowali owego,
prezydenta Rydla, odpoczynek ma być nie krótki,
pięć dni ma potrwać, więc nie malutki.

Lud jednak wyjaśnień się domaga,
Ochojscy są wśród niego niczym żaga,
Protest przeciwko zamorskim starciom się zaczyna.
« Ostatnia zmiana: Czw, 01 Sty 1970, 01:00:00 wysłana przez Guest »
lic. net Maciej Kamiński herbu Sto Osiem, Członek Bialeńskiej Partii Demokratycznej, Minister Spraw Zagranicznych, Poseł, Prezes Policji Krajowej, Honorowo obywatel Jahołdajewszczyzny, Ambasador Republiki Bialeńskiej w Maharadżacie Tirimudzii i Trizondalu, Trener LKS-u Tomaszew, Selekcjoner Dżamahiriji, Dyrektor Bialeńskiego Biura Kartograficznego, Administrator forum i strony głównej Republiki Bialeńskiej oraz fanpage'a Republiki Bialeńskiej na Facebooku, Młodszy administrator systemu e-gospodarki Republiki Bialeńskiej, Operator bialeńskiego kanału IRC, Gospodarz na Tomaszewie, Posiadacz 158 folwarków, Wang IWA, Houellebecq Lahazydii, Jasny Gieroj, Tytan Pracy Spraw Wewnętrznych 2016.

Offline Konstanty Jerzy Michalski

  • Immanuel Kartografii Tamostosowanej
  • Obywatel
  • Bohater
  • ****
  • Wiadomości: 2164
  • : 21
  • Płeć: Mężczyzna
  • GG: 50930927
    • NPE: BI13111600010
  • Stopień służbowy Stopień w Siłach Zbrojnych RB
    • Zobacz profil
    • Odznaczenia
Re: "O przypadkach dzielnych praszczurów..." - Księga III
« Odpowiedź #43 dnia: Pią, 25 Kwi 2014, 21:42:03 »
W Równogrodzie, stolicy Nowej Bialenii,
Siedzi prezydent Rydel, popijając ocet winny,
I czyta ze zgrozą list otrzymany od Leksego.

Pisze on, że Nowobialeńczycy czynią wiele złego,
Że od Proroka się odwrócili plecami,
I grabieży dokonują całkiem sami.

Nie wszyscy wprawdzie, treść listu mówi,
Ale większość odeszła, na robotę głupich,
Jednak i sukces ludzi wolności się dokonał,

Część Khmerów najdzielniejszy Apostoł przekonał,
Aby na słuszną ścieżkę zstąpili, i razem z Mesjaszem,
Czynili dobro, wbrew Saremu, który jest szatanem.

Rydel z królową Katarzyną teraz rozmawia,
Mówią, że nadszedł kres tego bajania,
I pora podjąć kroki zdecydowane,

By utrzymać rodaków w dobrym stanie,
Nim więcej ich w rozbójników się zamieni,
Przynosząc wstyd Starej i Nowej Bialenii.

W Tambowie tymczasem zbiera się armia Melchizedeka,
Na jej czele stoi Czaja, najwierniejszy szlachetka,
Zelżony przez panów braci za dobro, w które uwierzył,

Nie przejmuje się tym, wie, że lepiej słusznie przeżyć.
Pod pałacem arystokraty zbiera się wtenczas ciżba,
Żądna krwi i łupów podłych rozbójników istna wyspa,

Wśród nich wielu jest Nowobialeńczyków,
Nie wiedzą, że nie chce od chłosty ryków,
Swych rodaków słuchać, ale musi,

Bo khmerski szatan mu córkę udusi,
Jedyne dziecko arystokraty, ukochane,
Dla niego woli on trzymać z szatanem.

W ten sposób anioł mroku stał się Panem,
Wielu dusz bialeńskich możnych i wielkich,
Arystokratów i oficerów niemal wszelkich.

Tłum żąda głowy arystokraty, gwiżdżąc głośno,
Ten z bólem serca wysyła na nich swe wojsko,
A sam odjeżdża, by przekazać szatanowi daninę.

Krew oblała wolnogradzką, lesistą równinę,
Krew dzieci ziemi ojczystej, synów i cór jej,
Co życie oddali dla swobody ziemi swej.

Na miejsce przychodzi Krzysztof, Apostoł,
Miał zawrócić dzieci Proroka ku Jego wioskom,
Spóźnił się, więc wśród łkań swych, modli się,

"Boże, Ojcze Wszechmogący, dziś proszę Cię,
Byś przywrócił kraju temu jego siłę i moc,
I wygnał stąd khmerską, długą noc.

W imię Ojca, Syna i Ducha,
Niech się skończy ta zawierucha."
Arystokrata dotarł do dworu Sarego,

Prosi o skończenie konfliktu strasznego,
O pokój wielki i trwały, na wieki wieków,
Skończyć wojnę jak australopiteków.

Szatan mu na to krótko i złowieszczo mówi:
"Jeszcze słowo, a córka nie będzie miała nogi!
Precz psie, pilnuj interesów swego pana, mnie!"

Stary szlachcic rzecze: "Dość tego, o nie!"
Wyjmuje szablę ojców swych i dziadów,
Rozcina wroga i znika bez żadnych śladów.

Wieść ta dociera w mig do wszystkich w Bialenii,
Wszyscy w domach cieszą się z szatana śmierci,
Jeden Samphan, zdrajca, drży aż cały, bo wie,

Że już wkrótce wściekły lud Bialenii go dorwie,
Wówczas nie będzie już żadnej litości,
Dla kolaborantów, zdrajców bialeńskości.

Z zadumy wyrywa go pukanie do drzwi,
Niemal dostaje od tego epilepsji,
Myśli, że to arystokrata córki tu szuka,

Lecz nie w tym celu on do drzwi puka.
Proponuje zdrajcy nawrócenie,
I szansę na win przebaczenie.

Samphan się zgadza, zastrzega jednak,
Że córki więzienia nie zna, wiedzy mu brak,
Arystokrata, zasmucony, prosi o dyskrecję,

Chce bowiem zdradzić straszną profecję.
Wróżka sclavińska mu wywróżyła,
Coś, czym sama się zatrwożyła.

Iż czeka wszystkich Bialeńczyków tortur całe gremium,
Od chłost, rozciągania, do krzyżowania i ciał w ogniu,
A winni będą powstańcy, Khmerom zbyt mili.

"Przypomną też ludowi co żeśmy robili,
I nas czeka zemsta za nasze czyny,
Odpokutujemy wszystkie swe winy."

W Nowej Bialenii natomiast,
Katarzyna z prezydentem budują setki miast,
nie wiedząc co jej dom rodzinny czeka.

Gdy w starym kraju brakuje i mleka,
Tam wszystko płynie mlekiem, miodem,
Na gospodarką czuwa kniaź Nikodem.

On sam, z Weblandu pochodzi,
choć nigdy Bialenii nie szkodzi.
Kniaź właśnie reformy nad transportem koni robi,

Wie, że przez to kraj się dorobi,
By dalej prowadzić srogie walki,
Zmieść wolności narodów rywalki.

Jak wie, tylko na wojnie zyskają bankierzy,
no i podli hochsztaplerzy.
Margrabia Wielobialeński bada nad wojskiem.

Gdy wnet spotyka syna pani Ochojskiej,
artystki wielkiej i jakże wpływowej,
Przeciwniczki wszelkiej misji wojskowej.

Syn ten, margrabiemu tłumacze teorię swej matki:
"Nie na darmo, zbieraliśmy datki,
aby pierwszą wyprawę głęboko zniweczyli.

Wielu chce byśmy znowu gdzieś wkroczyli,
Lecz matka ma, sławetna hrabina,
Wie, że zysków tylko ociupina,

Przeto protest antywojenny chciała organizować,
Ale lud przeciw Prorokowi nie chciał spiskować,
Skończyło się na smole i pierzu na hrabinie.

Chociaż, jak pan wie, nie damy się Khmerskiej gadzinie,
To jednak należy zastosować sposób faktyczny,
embargo to margrabio, także sposób praktyczny.

Margrabia na to: "Nieprawdę, Panie Ochojski, rzeczecie,
Khmerów embargo grzeje i ziębi, w zimie i w lecie,
Mają oni zali jakieś interesy tu, w Nowej Bialenii?"

Aż wtedy do debatujących przychodzi człek co przybywa z jakiej unii:
-"Zwą mnie Jan z Aykmów, powiecie który rok macie?"
-"Pan, z Apaczów przybywa, to 1112 naszej rachuby, chodź pan na herbacie".

Pyta gościa pan Ochojski: Po cóż tutaj przybywacie?
- Wieści mam dla nas wszystkich wspaniałe!
Lud goni z kraju khmerstwo zwyrodniałe!

Już ten szatan do piekła jak należy, odszedł,
Arystokrata nasz przeszedł na jasną stronę,
Nastaje dzień coraz jaśniejszy, wiwat!"

Wszyscy oni biegną na Nowej Bialenii Dwuwirat,
Prezydenta i królowej z Kazimieniczów rządy.
Jakby z tej okazji, nie wiedząc, zakwitły klomby.

Tam ma być wygłaszane przemówienie Rydla,
O działaniach podjętych, najwyższego szczebla,
Jednak nie przemówi on. Ktoś go bowiem mieczem potraktował,

Acz, swojej pracy zabójca nie szanował,
ucho odciął, zamiast kark uciąć.
Miasto w posadach się musi chwiać.

Rydel w szoku jest, nikt nie zauważył,
Że w gardło jego wbity jest nożyk,
Rana lekka, lecz głosu go pozbawi,

Jeśli na dłużej ją zostawi.
Medycy pośpieszyli do lidera,
Od tego zależy ich kariera.

Lud zastanawia się, któż był zamachowcem.
Tymczasem arystokrata zakończył rozmowę,
Samphan sam siedzi, list pisać zaczyna.

I nagle wpada na pomysł gdzie jest dziewczyna,
Piękna córka arystokraty zrozpaczonego,
Z pewnością w pałacu hrabiego Glińskiego,

Jednak nie o ratunku myśli ten psi syn,
Tylko pragnie wręcz więcej mieć win,
Raport o spotkaniu wysyła do Glińskiego,

Wtem, za morzem, lekarze głos uratowali owego,
prezydenta Rydla, odpoczynek ma być nie krótki,
pięć dni ma potrwać, więc nie malutki.

Lud jednak wyjaśnień się domaga,
Ochojscy są wśród niego niczym żaga,
Protest przeciwko zamorskim starciom się zaczyna.

Wielobialeński bać się poczyna,
W kawiarni, swoim wymyśle,
po godzinach opiera się na wiecu poparcia - swoim pomyśle.
« Ostatnia zmiana: Czw, 01 Sty 1970, 01:00:00 wysłana przez Guest »
/-/ Konstanty Jerzy wielki kniaź Michalski
Immanuel Kartografii Tamostosowanej
Rednacz Gazety Bialeńskiej

Offline Maciej Kamiński

  • Grand
  • Policja Krajowa
  • Entuzjasta
  • ******
  • Wiadomości: 11835
  • : 228
  • Płeć: Mężczyzna
  • Gestapo Ortograficzne, Oko Sprawiedliwości
    • NPE: BI13111700005
  • Stopień służbowy Stopień w Policji Krajowej RB
    • Zobacz profil
    • Odznaczenia
Re: "O przypadkach dzielnych praszczurów..." - Księga III
« Odpowiedź #44 dnia: Sob, 26 Kwi 2014, 13:55:07 »
W Równogrodzie, stolicy Nowej Bialenii,
Siedzi prezydent Rydel, popijając ocet winny,
I czyta ze zgrozą list otrzymany od Leksego.

Pisze on, że Nowobialeńczycy czynią wiele złego,
Że od Proroka się odwrócili plecami,
I grabieży dokonują całkiem sami.

Nie wszyscy wprawdzie, treść listu mówi,
Ale większość odeszła, na robotę głupich,
Jednak i sukces ludzi wolności się dokonał,

Część Khmerów najdzielniejszy Apostoł przekonał,
Aby na słuszną ścieżkę zstąpili, i razem z Mesjaszem,
Czynili dobro, wbrew Saremu, który jest szatanem.

Rydel z królową Katarzyną teraz rozmawia,
Mówią, że nadszedł kres tego bajania,
I pora podjąć kroki zdecydowane,

By utrzymać rodaków w dobrym stanie,
Nim więcej ich w rozbójników się zamieni,
Przynosząc wstyd Starej i Nowej Bialenii.

W Tambowie tymczasem zbiera się armia Melchizedeka,
Na jej czele stoi Czaja, najwierniejszy szlachetka,
Zelżony przez panów braci za dobro, w które uwierzył,

Nie przejmuje się tym, wie, że lepiej słusznie przeżyć.
Pod pałacem arystokraty zbiera się wtenczas ciżba,
Żądna krwi i łupów podłych rozbójników istna wyspa,

Wśród nich wielu jest Nowobialeńczyków,
Nie wiedzą, że nie chce od chłosty ryków,
Swych rodaków słuchać, ale musi,

Bo khmerski szatan mu córkę udusi,
Jedyne dziecko arystokraty, ukochane,
Dla niego woli on trzymać z szatanem.

W ten sposób anioł mroku stał się Panem,
Wielu dusz bialeńskich możnych i wielkich,
Arystokratów i oficerów niemal wszelkich.

Tłum żąda głowy arystokraty, gwiżdżąc głośno,
Ten z bólem serca wysyła na nich swe wojsko,
A sam odjeżdża, by przekazać szatanowi daninę.

Krew oblała wolnogradzką, lesistą równinę,
Krew dzieci ziemi ojczystej, synów i cór jej,
Co życie oddali dla swobody ziemi swej.

Na miejsce przychodzi Krzysztof, Apostoł,
Miał zawrócić dzieci Proroka ku Jego wioskom,
Spóźnił się, więc wśród łkań swych, modli się,

"Boże, Ojcze Wszechmogący, dziś proszę Cię,
Byś przywrócił kraju temu jego siłę i moc,
I wygnał stąd khmerską, długą noc.

W imię Ojca, Syna i Ducha,
Niech się skończy ta zawierucha."
Arystokrata dotarł do dworu Sarego,

Prosi o skończenie konfliktu strasznego,
O pokój wielki i trwały, na wieki wieków,
Skończyć wojnę jak australopiteków.

Szatan mu na to krótko i złowieszczo mówi:
"Jeszcze słowo, a córka nie będzie miała nogi!
Precz psie, pilnuj interesów swego pana, mnie!"

Stary szlachcic rzecze: "Dość tego, o nie!"
Wyjmuje szablę ojców swych i dziadów,
Rozcina wroga i znika bez żadnych śladów.

Wieść ta dociera w mig do wszystkich w Bialenii,
Wszyscy w domach cieszą się z szatana śmierci,
Jeden Samphan, zdrajca, drży aż cały, bo wie,

Że już wkrótce wściekły lud Bialenii go dorwie,
Wówczas nie będzie już żadnej litości,
Dla kolaborantów, zdrajców bialeńskości.

Z zadumy wyrywa go pukanie do drzwi,
Niemal dostaje od tego epilepsji,
Myśli, że to arystokrata córki tu szuka,

Lecz nie w tym celu on do drzwi puka.
Proponuje zdrajcy nawrócenie,
I szansę na win przebaczenie.

Samphan się zgadza, zastrzega jednak,
Że córki więzienia nie zna, wiedzy mu brak,
Arystokrata, zasmucony, prosi o dyskrecję,

Chce bowiem zdradzić straszną profecję.
Wróżka sclavińska mu wywróżyła,
Coś, czym sama się zatrwożyła.

Iż czeka wszystkich Bialeńczyków tortur całe gremium,
Od chłost, rozciągania, do krzyżowania i ciał w ogniu,
A winni będą powstańcy, Khmerom zbyt mili.

"Przypomną też ludowi co żeśmy robili,
I nas czeka zemsta za nasze czyny,
Odpokutujemy wszystkie swe winy."

W Nowej Bialenii natomiast,
Katarzyna z prezydentem budują setki miast,
nie wiedząc co jej dom rodzinny czeka.

Gdy w starym kraju brakuje i mleka,
Tam wszystko płynie mlekiem, miodem,
Na gospodarką czuwa kniaź Nikodem.

On sam, z Weblandu pochodzi,
choć nigdy Bialenii nie szkodzi.
Kniaź właśnie reformy nad transportem koni robi,

Wie, że przez to kraj się dorobi,
By dalej prowadzić srogie walki,
Zmieść wolności narodów rywalki.

Jak wie, tylko na wojnie zyskają bankierzy,
no i podli hochsztaplerzy.
Margrabia Wielobialeński bada nad wojskiem.

Gdy wnet spotyka syna pani Ochojskiej,
artystki wielkiej i jakże wpływowej,
Przeciwniczki wszelkiej misji wojskowej.

Syn ten, margrabiemu tłumacze teorię swej matki:
"Nie na darmo, zbieraliśmy datki,
aby pierwszą wyprawę głęboko zniweczyli.

Wielu chce byśmy znowu gdzieś wkroczyli,
Lecz matka ma, sławetna hrabina,
Wie, że zysków tylko ociupina,

Przeto protest antywojenny chciała organizować,
Ale lud przeciw Prorokowi nie chciał spiskować,
Skończyło się na smole i pierzu na hrabinie.

Chociaż, jak pan wie, nie damy się Khmerskiej gadzinie,
To jednak należy zastosować sposób faktyczny,
embargo to margrabio, także sposób praktyczny.

Margrabia na to: "Nieprawdę, Panie Ochojski, rzeczecie,
Khmerów embargo grzeje i ziębi, w zimie i w lecie,
Mają oni zali jakieś interesy tu, w Nowej Bialenii?"

Aż wtedy do debatujących przychodzi człek co przybywa z jakiej unii:
-"Zwą mnie Jan z Aykmów, powiecie który rok macie?"
-"Pan, z Apaczów przybywa, to 1112 naszej rachuby, chodź pan na herbacie".

Pyta gościa pan Ochojski: Po cóż tutaj przybywacie?
- Wieści mam dla nas wszystkich wspaniałe!
Lud goni z kraju khmerstwo zwyrodniałe!

Już ten szatan do piekła jak należy, odszedł,
Arystokrata nasz przeszedł na jasną stronę,
Nastaje dzień coraz jaśniejszy, wiwat!"

Wszyscy oni biegną na Nowej Bialenii Dwuwirat,
Prezydenta i królowej z Kazimieniczów rządy.
Jakby z tej okazji, nie wiedząc, zakwitły klomby.

Tam ma być wygłaszane przemówienie Rydla,
O działaniach podjętych, najwyższego szczebla,
Jednak nie przemówi on. Ktoś go bowiem mieczem potraktował,

Acz, swojej pracy zabójca nie szanował,
ucho odciął, zamiast kark uciąć.
Miasto w posadach się musi chwiać.

Rydel w szoku jest, nikt nie zauważył,
Że w gardło jego wbity jest nożyk,
Rana lekka, lecz głosu go pozbawi,

Jeśli na dłużej ją zostawi.
Medycy pośpieszyli do lidera,
Od tego zależy ich kariera.

Lud zastanawia się, któż był zamachowcem.
Tymczasem arystokrata zakończył rozmowę,
Samphan sam siedzi, list pisać zaczyna.

I nagle wpada na pomysł gdzie jest dziewczyna,
Piękna córka arystokraty zrozpaczonego,
Z pewnością w pałacu hrabiego Glińskiego,

Jednak nie o ratunku myśli ten psi syn,
Tylko pragnie wręcz więcej mieć win,
Raport o spotkaniu wysyła do Glińskiego,

Wtem, za morzem, lekarze głos uratowali owego,
prezydenta Rydla, odpoczynek ma być nie krótki,
pięć dni ma potrwać, więc nie malutki.

Lud jednak wyjaśnień się domaga,
Ochojscy są wśród niego niczym żaga,
Protest przeciwko zamorskim starciom się zaczyna.

Wielobialeński bać się poczyna,
W kawiarni, swoim wymyśle,
po godzinach opiera się na wiecu poparcia - swoim pomyśle.

Chce, by do planowania ruchów armii,
Dopuścić cywilnych konstabli,
Aby lud miał wpływ na wojnę.
« Ostatnia zmiana: Czw, 01 Sty 1970, 01:00:00 wysłana przez Guest »
lic. net Maciej Kamiński herbu Sto Osiem, Członek Bialeńskiej Partii Demokratycznej, Minister Spraw Zagranicznych, Poseł, Prezes Policji Krajowej, Honorowo obywatel Jahołdajewszczyzny, Ambasador Republiki Bialeńskiej w Maharadżacie Tirimudzii i Trizondalu, Trener LKS-u Tomaszew, Selekcjoner Dżamahiriji, Dyrektor Bialeńskiego Biura Kartograficznego, Administrator forum i strony głównej Republiki Bialeńskiej oraz fanpage'a Republiki Bialeńskiej na Facebooku, Młodszy administrator systemu e-gospodarki Republiki Bialeńskiej, Operator bialeńskiego kanału IRC, Gospodarz na Tomaszewie, Posiadacz 158 folwarków, Wang IWA, Houellebecq Lahazydii, Jasny Gieroj, Tytan Pracy Spraw Wewnętrznych 2016.

Offline Konstanty Jerzy Michalski

  • Immanuel Kartografii Tamostosowanej
  • Obywatel
  • Bohater
  • ****
  • Wiadomości: 2164
  • : 21
  • Płeć: Mężczyzna
  • GG: 50930927
    • NPE: BI13111600010
  • Stopień służbowy Stopień w Siłach Zbrojnych RB
    • Zobacz profil
    • Odznaczenia
Re: "O przypadkach dzielnych praszczurów..." - Księga III
« Odpowiedź #45 dnia: Sob, 17 Maj 2014, 20:56:12 »
W Równogrodzie, stolicy Nowej Bialenii,
Siedzi prezydent Rydel, popijając ocet winny,
I czyta ze zgrozą list otrzymany od Leksego.

Pisze on, że Nowobialeńczycy czynią wiele złego,
Że od Proroka się odwrócili plecami,
I grabieży dokonują całkiem sami.

Nie wszyscy wprawdzie, treść listu mówi,
Ale większość odeszła, na robotę głupich,
Jednak i sukces ludzi wolności się dokonał,

Część Khmerów najdzielniejszy Apostoł przekonał,
Aby na słuszną ścieżkę zstąpili, i razem z Mesjaszem,
Czynili dobro, wbrew Saremu, który jest szatanem.

Rydel z królową Katarzyną teraz rozmawia,
Mówią, że nadszedł kres tego bajania,
I pora podjąć kroki zdecydowane,

By utrzymać rodaków w dobrym stanie,
Nim więcej ich w rozbójników się zamieni,
Przynosząc wstyd Starej i Nowej Bialenii.

W Tambowie tymczasem zbiera się armia Melchizedeka,
Na jej czele stoi Czaja, najwierniejszy szlachetka,
Zelżony przez panów braci za dobro, w które uwierzył,

Nie przejmuje się tym, wie, że lepiej słusznie przeżyć.
Pod pałacem arystokraty zbiera się wtenczas ciżba,
Żądna krwi i łupów podłych rozbójników istna wyspa,

Wśród nich wielu jest Nowobialeńczyków,
Nie wiedzą, że nie chce od chłosty ryków,
Swych rodaków słuchać, ale musi,

Bo khmerski szatan mu córkę udusi,
Jedyne dziecko arystokraty, ukochane,
Dla niego woli on trzymać z szatanem.

W ten sposób anioł mroku stał się Panem,
Wielu dusz bialeńskich możnych i wielkich,
Arystokratów i oficerów niemal wszelkich.

Tłum żąda głowy arystokraty, gwiżdżąc głośno,
Ten z bólem serca wysyła na nich swe wojsko,
A sam odjeżdża, by przekazać szatanowi daninę.

Krew oblała wolnogradzką, lesistą równinę,
Krew dzieci ziemi ojczystej, synów i cór jej,
Co życie oddali dla swobody ziemi swej.

Na miejsce przychodzi Krzysztof, Apostoł,
Miał zawrócić dzieci Proroka ku Jego wioskom,
Spóźnił się, więc wśród łkań swych, modli się,

"Boże, Ojcze Wszechmogący, dziś proszę Cię,
Byś przywrócił kraju temu jego siłę i moc,
I wygnał stąd khmerską, długą noc.

W imię Ojca, Syna i Ducha,
Niech się skończy ta zawierucha."
Arystokrata dotarł do dworu Sarego,

Prosi o skończenie konfliktu strasznego,
O pokój wielki i trwały, na wieki wieków,
Skończyć wojnę jak australopiteków.

Szatan mu na to krótko i złowieszczo mówi:
"Jeszcze słowo, a córka nie będzie miała nogi!
Precz psie, pilnuj interesów swego pana, mnie!"

Stary szlachcic rzecze: "Dość tego, o nie!"
Wyjmuje szablę ojców swych i dziadów,
Rozcina wroga i znika bez żadnych śladów.

Wieść ta dociera w mig do wszystkich w Bialenii,
Wszyscy w domach cieszą się z szatana śmierci,
Jeden Samphan, zdrajca, drży aż cały, bo wie,

Że już wkrótce wściekły lud Bialenii go dorwie,
Wówczas nie będzie już żadnej litości,
Dla kolaborantów, zdrajców bialeńskości.

Z zadumy wyrywa go pukanie do drzwi,
Niemal dostaje od tego epilepsji,
Myśli, że to arystokrata córki tu szuka,

Lecz nie w tym celu on do drzwi puka.
Proponuje zdrajcy nawrócenie,
I szansę na win przebaczenie.

Samphan się zgadza, zastrzega jednak,
Że córki więzienia nie zna, wiedzy mu brak,
Arystokrata, zasmucony, prosi o dyskrecję,

Chce bowiem zdradzić straszną profecję.
Wróżka sclavińska mu wywróżyła,
Coś, czym sama się zatrwożyła.

Iż czeka wszystkich Bialeńczyków tortur całe gremium,
Od chłost, rozciągania, do krzyżowania i ciał w ogniu,
A winni będą powstańcy, Khmerom zbyt mili.

"Przypomną też ludowi co żeśmy robili,
I nas czeka zemsta za nasze czyny,
Odpokutujemy wszystkie swe winy."

W Nowej Bialenii natomiast,
Katarzyna z prezydentem budują setki miast,
nie wiedząc co jej dom rodzinny czeka.

Gdy w starym kraju brakuje i mleka,
Tam wszystko płynie mlekiem, miodem,
Na gospodarką czuwa kniaź Nikodem.

On sam, z Weblandu pochodzi,
choć nigdy Bialenii nie szkodzi.
Kniaź właśnie reformy nad transportem koni robi,

Wie, że przez to kraj się dorobi,
By dalej prowadzić srogie walki,
Zmieść wolności narodów rywalki.

Jak wie, tylko na wojnie zyskają bankierzy,
no i podli hochsztaplerzy.
Margrabia Wielobialeński bada nad wojskiem.

Gdy wnet spotyka syna pani Ochojskiej,
artystki wielkiej i jakże wpływowej,
Przeciwniczki wszelkiej misji wojskowej.

Syn ten, margrabiemu tłumacze teorię swej matki:
"Nie na darmo, zbieraliśmy datki,
aby pierwszą wyprawę głęboko zniweczyli.

Wielu chce byśmy znowu gdzieś wkroczyli,
Lecz matka ma, sławetna hrabina,
Wie, że zysków tylko ociupina,

Przeto protest antywojenny chciała organizować,
Ale lud przeciw Prorokowi nie chciał spiskować,
Skończyło się na smole i pierzu na hrabinie.

Chociaż, jak pan wie, nie damy się Khmerskiej gadzinie,
To jednak należy zastosować sposób faktyczny,
embargo to margrabio, także sposób praktyczny.

Margrabia na to: "Nieprawdę, Panie Ochojski, rzeczecie,
Khmerów embargo grzeje i ziębi, w zimie i w lecie,
Mają oni zali jakieś interesy tu, w Nowej Bialenii?"

Aż wtedy do debatujących przychodzi człek co przybywa z jakiej unii:
-"Zwą mnie Jan z Aykmów, powiecie który rok macie?"
-"Pan, z Apaczów przybywa, to 1112 naszej rachuby, chodź pan na herbacie".

Pyta gościa pan Ochojski: Po cóż tutaj przybywacie?
- Wieści mam dla nas wszystkich wspaniałe!
Lud goni z kraju khmerstwo zwyrodniałe!

Już ten szatan do piekła jak należy, odszedł,
Arystokrata nasz przeszedł na jasną stronę,
Nastaje dzień coraz jaśniejszy, wiwat!"

Wszyscy oni biegną na Nowej Bialenii Dwuwirat,
Prezydenta i królowej z Kazimieniczów rządy.
Jakby z tej okazji, nie wiedząc, zakwitły klomby.

Tam ma być wygłaszane przemówienie Rydla,
O działaniach podjętych, najwyższego szczebla,
Jednak nie przemówi on. Ktoś go bowiem mieczem potraktował,

Acz, swojej pracy zabójca nie szanował,
ucho odciął, zamiast kark uciąć.
Miasto w posadach się musi chwiać.

Rydel w szoku jest, nikt nie zauważył,
Że w gardło jego wbity jest nożyk,
Rana lekka, lecz głosu go pozbawi,

Jeśli na dłużej ją zostawi.
Medycy pośpieszyli do lidera,
Od tego zależy ich kariera.

Lud zastanawia się, któż był zamachowcem.
Tymczasem arystokrata zakończył rozmowę,
Samphan sam siedzi, list pisać zaczyna.

I nagle wpada na pomysł gdzie jest dziewczyna,
Piękna córka arystokraty zrozpaczonego,
Z pewnością w pałacu hrabiego Glińskiego,

Jednak nie o ratunku myśli ten psi syn,
Tylko pragnie wręcz więcej mieć win,
Raport o spotkaniu wysyła do Glińskiego,

Wtem, za morzem, lekarze głos uratowali owego,
prezydenta Rydla, odpoczynek ma być nie krótki,
pięć dni ma potrwać, więc nie malutki.

Lud jednak wyjaśnień się domaga,
Ochojscy są wśród niego niczym żaga,
Protest przeciwko zamorskim starciom się zaczyna.

Wielobialeński bać się poczyna,
W kawiarni, swoim wymyśle,
po godzinach opiera się na wiecu poparcia - swoim pomyśle.

Chce, by do planowania ruchów armii,
Dopuścić cywilnych konstabli,
Aby lud miał wpływ na wojnę.

Lecz, przeciw temu hufce ciężkozbrojne,
w miecze i przedwieczne wynalazki wyposażone,
Przez wszelką, w tym wojnie przeciwną, ludność chwalone.
« Ostatnia zmiana: Czw, 01 Sty 1970, 01:00:00 wysłana przez Guest »
/-/ Konstanty Jerzy wielki kniaź Michalski
Immanuel Kartografii Tamostosowanej
Rednacz Gazety Bialeńskiej

Offline Maciej Kamiński

  • Grand
  • Policja Krajowa
  • Entuzjasta
  • ******
  • Wiadomości: 11835
  • : 228
  • Płeć: Mężczyzna
  • Gestapo Ortograficzne, Oko Sprawiedliwości
    • NPE: BI13111700005
  • Stopień służbowy Stopień w Policji Krajowej RB
    • Zobacz profil
    • Odznaczenia
Re: "O przypadkach dzielnych praszczurów..." - Księga III
« Odpowiedź #46 dnia: Sob, 17 Maj 2014, 21:58:18 »
W Równogrodzie, stolicy Nowej Bialenii,
Siedzi prezydent Rydel, popijając ocet winny,
I czyta ze zgrozą list otrzymany od Leksego.

Pisze on, że Nowobialeńczycy czynią wiele złego,
Że od Proroka się odwrócili plecami,
I grabieży dokonują całkiem sami.

Nie wszyscy wprawdzie, treść listu mówi,
Ale większość odeszła, na robotę głupich,
Jednak i sukces ludzi wolności się dokonał,

Część Khmerów najdzielniejszy Apostoł przekonał,
Aby na słuszną ścieżkę zstąpili, i razem z Mesjaszem,
Czynili dobro, wbrew Saremu, który jest szatanem.

Rydel z królową Katarzyną teraz rozmawia,
Mówią, że nadszedł kres tego bajania,
I pora podjąć kroki zdecydowane,

By utrzymać rodaków w dobrym stanie,
Nim więcej ich w rozbójników się zamieni,
Przynosząc wstyd Starej i Nowej Bialenii.

W Tambowie tymczasem zbiera się armia Melchizedeka,
Na jej czele stoi Czaja, najwierniejszy szlachetka,
Zelżony przez panów braci za dobro, w które uwierzył,

Nie przejmuje się tym, wie, że lepiej słusznie przeżyć.
Pod pałacem arystokraty zbiera się wtenczas ciżba,
Żądna krwi i łupów podłych rozbójników istna wyspa,

Wśród nich wielu jest Nowobialeńczyków,
Nie wiedzą, że nie chce od chłosty ryków,
Swych rodaków słuchać, ale musi,

Bo khmerski szatan mu córkę udusi,
Jedyne dziecko arystokraty, ukochane,
Dla niego woli on trzymać z szatanem.

W ten sposób anioł mroku stał się Panem,
Wielu dusz bialeńskich możnych i wielkich,
Arystokratów i oficerów niemal wszelkich.

Tłum żąda głowy arystokraty, gwiżdżąc głośno,
Ten z bólem serca wysyła na nich swe wojsko,
A sam odjeżdża, by przekazać szatanowi daninę.

Krew oblała wolnogradzką, lesistą równinę,
Krew dzieci ziemi ojczystej, synów i cór jej,
Co życie oddali dla swobody ziemi swej.

Na miejsce przychodzi Krzysztof, Apostoł,
Miał zawrócić dzieci Proroka ku Jego wioskom,
Spóźnił się, więc wśród łkań swych, modli się,

"Boże, Ojcze Wszechmogący, dziś proszę Cię,
Byś przywrócił kraju temu jego siłę i moc,
I wygnał stąd khmerską, długą noc.

W imię Ojca, Syna i Ducha,
Niech się skończy ta zawierucha."
Arystokrata dotarł do dworu Sarego,

Prosi o skończenie konfliktu strasznego,
O pokój wielki i trwały, na wieki wieków,
Skończyć wojnę jak australopiteków.

Szatan mu na to krótko i złowieszczo mówi:
"Jeszcze słowo, a córka nie będzie miała nogi!
Precz psie, pilnuj interesów swego pana, mnie!"

Stary szlachcic rzecze: "Dość tego, o nie!"
Wyjmuje szablę ojców swych i dziadów,
Rozcina wroga i znika bez żadnych śladów.

Wieść ta dociera w mig do wszystkich w Bialenii,
Wszyscy w domach cieszą się z szatana śmierci,
Jeden Samphan, zdrajca, drży aż cały, bo wie,

Że już wkrótce wściekły lud Bialenii go dorwie,
Wówczas nie będzie już żadnej litości,
Dla kolaborantów, zdrajców bialeńskości.

Z zadumy wyrywa go pukanie do drzwi,
Niemal dostaje od tego epilepsji,
Myśli, że to arystokrata córki tu szuka,

Lecz nie w tym celu on do drzwi puka.
Proponuje zdrajcy nawrócenie,
I szansę na win przebaczenie.

Samphan się zgadza, zastrzega jednak,
Że córki więzienia nie zna, wiedzy mu brak,
Arystokrata, zasmucony, prosi o dyskrecję,

Chce bowiem zdradzić straszną profecję.
Wróżka sclavińska mu wywróżyła,
Coś, czym sama się zatrwożyła.

Iż czeka wszystkich Bialeńczyków tortur całe gremium,
Od chłost, rozciągania, do krzyżowania i ciał w ogniu,
A winni będą powstańcy, Khmerom zbyt mili.

"Przypomną też ludowi co żeśmy robili,
I nas czeka zemsta za nasze czyny,
Odpokutujemy wszystkie swe winy."

W Nowej Bialenii natomiast,
Katarzyna z prezydentem budują setki miast,
nie wiedząc co jej dom rodzinny czeka.

Gdy w starym kraju brakuje i mleka,
Tam wszystko płynie mlekiem, miodem,
Na gospodarką czuwa kniaź Nikodem.

On sam, z Weblandu pochodzi,
choć nigdy Bialenii nie szkodzi.
Kniaź właśnie reformy nad transportem koni robi,

Wie, że przez to kraj się dorobi,
By dalej prowadzić srogie walki,
Zmieść wolności narodów rywalki.

Jak wie, tylko na wojnie zyskają bankierzy,
no i podli hochsztaplerzy.
Margrabia Wielobialeński bada nad wojskiem.

Gdy wnet spotyka syna pani Ochojskiej,
artystki wielkiej i jakże wpływowej,
Przeciwniczki wszelkiej misji wojskowej.

Syn ten, margrabiemu tłumacze teorię swej matki:
"Nie na darmo, zbieraliśmy datki,
aby pierwszą wyprawę głęboko zniweczyli.

Wielu chce byśmy znowu gdzieś wkroczyli,
Lecz matka ma, sławetna hrabina,
Wie, że zysków tylko ociupina,

Przeto protest antywojenny chciała organizować,
Ale lud przeciw Prorokowi nie chciał spiskować,
Skończyło się na smole i pierzu na hrabinie.

Chociaż, jak pan wie, nie damy się Khmerskiej gadzinie,
To jednak należy zastosować sposób faktyczny,
embargo to margrabio, także sposób praktyczny.

Margrabia na to: "Nieprawdę, Panie Ochojski, rzeczecie,
Khmerów embargo grzeje i ziębi, w zimie i w lecie,
Mają oni zali jakieś interesy tu, w Nowej Bialenii?"

Aż wtedy do debatujących przychodzi człek co przybywa z jakiej unii:
-"Zwą mnie Jan z Aykmów, powiecie który rok macie?"
-"Pan, z Apaczów przybywa, to 1112 naszej rachuby, chodź pan na herbacie".

Pyta gościa pan Ochojski: Po cóż tutaj przybywacie?
- Wieści mam dla nas wszystkich wspaniałe!
Lud goni z kraju khmerstwo zwyrodniałe!

Już ten szatan do piekła jak należy, odszedł,
Arystokrata nasz przeszedł na jasną stronę,
Nastaje dzień coraz jaśniejszy, wiwat!"

Wszyscy oni biegną na Nowej Bialenii Dwuwirat,
Prezydenta i królowej z Kazimieniczów rządy.
Jakby z tej okazji, nie wiedząc, zakwitły klomby.

Tam ma być wygłaszane przemówienie Rydla,
O działaniach podjętych, najwyższego szczebla,
Jednak nie przemówi on. Ktoś go bowiem mieczem potraktował,

Acz, swojej pracy zabójca nie szanował,
ucho odciął, zamiast kark uciąć.
Miasto w posadach się musi chwiać.

Rydel w szoku jest, nikt nie zauważył,
Że w gardło jego wbity jest nożyk,
Rana lekka, lecz głosu go pozbawi,

Jeśli na dłużej ją zostawi.
Medycy pośpieszyli do lidera,
Od tego zależy ich kariera.

Lud zastanawia się, któż był zamachowcem.
Tymczasem arystokrata zakończył rozmowę,
Samphan sam siedzi, list pisać zaczyna.

I nagle wpada na pomysł gdzie jest dziewczyna,
Piękna córka arystokraty zrozpaczonego,
Z pewnością w pałacu hrabiego Glińskiego,

Jednak nie o ratunku myśli ten psi syn,
Tylko pragnie wręcz więcej mieć win,
Raport o spotkaniu wysyła do Glińskiego,

Wtem, za morzem, lekarze głos uratowali owego,
prezydenta Rydla, odpoczynek ma być nie krótki,
pięć dni ma potrwać, więc nie malutki.

Lud jednak wyjaśnień się domaga,
Ochojscy są wśród niego niczym żaga,
Protest przeciwko zamorskim starciom się zaczyna.

Wielobialeński bać się poczyna,
W kawiarni, swoim wymyśle,
po godzinach opiera się na wiecu poparcia - swoim pomyśle.

Chce, by do planowania ruchów armii,
Dopuścić cywilnych konstabli,
Aby lud miał wpływ na wojnę.

Lecz, przeciw temu hufce ciężkozbrojne,
w miecze i przedwieczne wynalazki wyposażone,
Przez wszelką, w tym wojnie przeciwną, ludność chwalone,

Występują, i ośmieszając Wielobialeńskiego, po murach rysują,
Chcą osiągnąć sytuację idealną, póki Proroka nie ma, więc kują,
Pomniki obelżywe, niszczą obiekty właściwe, pozostawiając herb,
« Ostatnia zmiana: Czw, 01 Sty 1970, 01:00:00 wysłana przez Guest »
lic. net Maciej Kamiński herbu Sto Osiem, Członek Bialeńskiej Partii Demokratycznej, Minister Spraw Zagranicznych, Poseł, Prezes Policji Krajowej, Honorowo obywatel Jahołdajewszczyzny, Ambasador Republiki Bialeńskiej w Maharadżacie Tirimudzii i Trizondalu, Trener LKS-u Tomaszew, Selekcjoner Dżamahiriji, Dyrektor Bialeńskiego Biura Kartograficznego, Administrator forum i strony głównej Republiki Bialeńskiej oraz fanpage'a Republiki Bialeńskiej na Facebooku, Młodszy administrator systemu e-gospodarki Republiki Bialeńskiej, Operator bialeńskiego kanału IRC, Gospodarz na Tomaszewie, Posiadacz 158 folwarków, Wang IWA, Houellebecq Lahazydii, Jasny Gieroj, Tytan Pracy Spraw Wewnętrznych 2016.

Offline Jan Sapieha

  • Osiedlowiec
  • ***
  • Wiadomości: 455
  • : 0
    • Zobacz profil
    • Odznaczenia
Re: "O przypadkach dzielnych praszczurów..." - Księga III
« Odpowiedź #47 dnia: Nie, 18 Maj 2014, 00:16:54 »
W Równogrodzie, stolicy Nowej Bialenii,
Siedzi prezydent Rydel, popijając ocet winny,
I czyta ze zgrozą list otrzymany od Leksego.

Pisze on, że Nowobialeńczycy czynią wiele złego,
Że od Proroka się odwrócili plecami,
I grabieży dokonują całkiem sami.

Nie wszyscy wprawdzie, treść listu mówi,
Ale większość odeszła, na robotę głupich,
Jednak i sukces ludzi wolności się dokonał,

Część Khmerów najdzielniejszy Apostoł przekonał,
Aby na słuszną ścieżkę zstąpili, i razem z Mesjaszem,
Czynili dobro, wbrew Saremu, który jest szatanem.

Rydel z królową Katarzyną teraz rozmawia,
Mówią, że nadszedł kres tego bajania,
I pora podjąć kroki zdecydowane,

By utrzymać rodaków w dobrym stanie,
Nim więcej ich w rozbójników się zamieni,
Przynosząc wstyd Starej i Nowej Bialenii.

W Tambowie tymczasem zbiera się armia Melchizedeka,
Na jej czele stoi Czaja, najwierniejszy szlachetka,
Zelżony przez panów braci za dobro, w które uwierzył,

Nie przejmuje się tym, wie, że lepiej słusznie przeżyć.
Pod pałacem arystokraty zbiera się wtenczas ciżba,
Żądna krwi i łupów podłych rozbójników istna wyspa,

Wśród nich wielu jest Nowobialeńczyków,
Nie wiedzą, że nie chce od chłosty ryków,
Swych rodaków słuchać, ale musi,

Bo khmerski szatan mu córkę udusi,
Jedyne dziecko arystokraty, ukochane,
Dla niego woli on trzymać z szatanem.

W ten sposób anioł mroku stał się Panem,
Wielu dusz bialeńskich możnych i wielkich,
Arystokratów i oficerów niemal wszelkich.

Tłum żąda głowy arystokraty, gwiżdżąc głośno,
Ten z bólem serca wysyła na nich swe wojsko,
A sam odjeżdża, by przekazać szatanowi daninę.

Krew oblała wolnogradzką, lesistą równinę,
Krew dzieci ziemi ojczystej, synów i cór jej,
Co życie oddali dla swobody ziemi swej.

Na miejsce przychodzi Krzysztof, Apostoł,
Miał zawrócić dzieci Proroka ku Jego wioskom,
Spóźnił się, więc wśród łkań swych, modli się,

"Boże, Ojcze Wszechmogący, dziś proszę Cię,
Byś przywrócił kraju temu jego siłę i moc,
I wygnał stąd khmerską, długą noc.

W imię Ojca, Syna i Ducha,
Niech się skończy ta zawierucha."
Arystokrata dotarł do dworu Sarego,

Prosi o skończenie konfliktu strasznego,
O pokój wielki i trwały, na wieki wieków,
Skończyć wojnę jak australopiteków.

Szatan mu na to krótko i złowieszczo mówi:
"Jeszcze słowo, a córka nie będzie miała nogi!
Precz psie, pilnuj interesów swego pana, mnie!"

Stary szlachcic rzecze: "Dość tego, o nie!"
Wyjmuje szablę ojców swych i dziadów,
Rozcina wroga i znika bez żadnych śladów.

Wieść ta dociera w mig do wszystkich w Bialenii,
Wszyscy w domach cieszą się z szatana śmierci,
Jeden Samphan, zdrajca, drży aż cały, bo wie,

Że już wkrótce wściekły lud Bialenii go dorwie,
Wówczas nie będzie już żadnej litości,
Dla kolaborantów, zdrajców bialeńskości.

Z zadumy wyrywa go pukanie do drzwi,
Niemal dostaje od tego epilepsji,
Myśli, że to arystokrata córki tu szuka,

Lecz nie w tym celu on do drzwi puka.
Proponuje zdrajcy nawrócenie,
I szansę na win przebaczenie.

Samphan się zgadza, zastrzega jednak,
Że córki więzienia nie zna, wiedzy mu brak,
Arystokrata, zasmucony, prosi o dyskrecję,

Chce bowiem zdradzić straszną profecję.
Wróżka sclavińska mu wywróżyła,
Coś, czym sama się zatrwożyła.

Iż czeka wszystkich Bialeńczyków tortur całe gremium,
Od chłost, rozciągania, do krzyżowania i ciał w ogniu,
A winni będą powstańcy, Khmerom zbyt mili.

"Przypomną też ludowi co żeśmy robili,
I nas czeka zemsta za nasze czyny,
Odpokutujemy wszystkie swe winy."

W Nowej Bialenii natomiast,
Katarzyna z prezydentem budują setki miast,
nie wiedząc co jej dom rodzinny czeka.

Gdy w starym kraju brakuje i mleka,
Tam wszystko płynie mlekiem, miodem,
Na gospodarką czuwa kniaź Nikodem.

On sam, z Weblandu pochodzi,
choć nigdy Bialenii nie szkodzi.
Kniaź właśnie reformy nad transportem koni robi,

Wie, że przez to kraj się dorobi,
By dalej prowadzić srogie walki,
Zmieść wolności narodów rywalki.

Jak wie, tylko na wojnie zyskają bankierzy,
no i podli hochsztaplerzy.
Margrabia Wielobialeński bada nad wojskiem.

Gdy wnet spotyka syna pani Ochojskiej,
artystki wielkiej i jakże wpływowej,
Przeciwniczki wszelkiej misji wojskowej.

Syn ten, margrabiemu tłumacze teorię swej matki:
"Nie na darmo, zbieraliśmy datki,
aby pierwszą wyprawę głęboko zniweczyli.

Wielu chce byśmy znowu gdzieś wkroczyli,
Lecz matka ma, sławetna hrabina,
Wie, że zysków tylko ociupina,

Przeto protest antywojenny chciała organizować,
Ale lud przeciw Prorokowi nie chciał spiskować,
Skończyło się na smole i pierzu na hrabinie.

Chociaż, jak pan wie, nie damy się Khmerskiej gadzinie,
To jednak należy zastosować sposób faktyczny,
embargo to margrabio, także sposób praktyczny.

Margrabia na to: "Nieprawdę, Panie Ochojski, rzeczecie,
Khmerów embargo grzeje i ziębi, w zimie i w lecie,
Mają oni zali jakieś interesy tu, w Nowej Bialenii?"

Aż wtedy do debatujących przychodzi człek co przybywa z jakiej unii:
-"Zwą mnie Jan z Aykmów, powiecie który rok macie?"
-"Pan, z Apaczów przybywa, to 1112 naszej rachuby, chodź pan na herbacie".

Pyta gościa pan Ochojski: Po cóż tutaj przybywacie?
- Wieści mam dla nas wszystkich wspaniałe!
Lud goni z kraju khmerstwo zwyrodniałe!

Już ten szatan do piekła jak należy, odszedł,
Arystokrata nasz przeszedł na jasną stronę,
Nastaje dzień coraz jaśniejszy, wiwat!"

Wszyscy oni biegną na Nowej Bialenii Dwuwirat,
Prezydenta i królowej z Kazimieniczów rządy.
Jakby z tej okazji, nie wiedząc, zakwitły klomby.

Tam ma być wygłaszane przemówienie Rydla,
O działaniach podjętych, najwyższego szczebla,
Jednak nie przemówi on. Ktoś go bowiem mieczem potraktował,

Acz, swojej pracy zabójca nie szanował,
ucho odciął, zamiast kark uciąć.
Miasto w posadach się musi chwiać.

Rydel w szoku jest, nikt nie zauważył,
Że w gardło jego wbity jest nożyk,
Rana lekka, lecz głosu go pozbawi,

Jeśli na dłużej ją zostawi.
Medycy pośpieszyli do lidera,
Od tego zależy ich kariera.

Lud zastanawia się, któż był zamachowcem.
Tymczasem arystokrata zakończył rozmowę,
Samphan sam siedzi, list pisać zaczyna.

I nagle wpada na pomysł gdzie jest dziewczyna,
Piękna córka arystokraty zrozpaczonego,
Z pewnością w pałacu hrabiego Glińskiego,

Jednak nie o ratunku myśli ten psi syn,
Tylko pragnie wręcz więcej mieć win,
Raport o spotkaniu wysyła do Glińskiego,

Wtem, za morzem, lekarze głos uratowali owego,
prezydenta Rydla, odpoczynek ma być nie krótki,
pięć dni ma potrwać, więc nie malutki.

Lud jednak wyjaśnień się domaga,
Ochojscy są wśród niego niczym żaga,
Protest przeciwko zamorskim starciom się zaczyna.

Wielobialeński bać się poczyna,
W kawiarni, swoim wymyśle,
po godzinach opiera się na wiecu poparcia - swoim pomyśle.

Chce, by do planowania ruchów armii,
Dopuścić cywilnych konstabli,
Aby lud miał wpływ na wojnę.

Lecz, przeciw temu hufce ciężkozbrojne,
w miecze i przedwieczne wynalazki wyposażone,
Przez wszelką, w tym wojnie przeciwną, ludność chwalone,

Występują, i ośmieszając Wielobialeńskiego, po murach rysują,
Chcą osiągnąć sytuację idealną, póki Proroka nie ma, więc kują,
Pomniki obelżywe, niszczą obiekty właściwe, pozostawiając herb,

Wtedy nadeszła pewna sytuacja w której zmalała wszelka profanacja,
Zapach damskich perfum jako dedykacja, osobny wstęp, dalej prokreacja,
Robi to najlepiej miejska populacja, zdrowie poprawia temat ostra akcja,
« Ostatnia zmiana: Czw, 01 Sty 1970, 01:00:00 wysłana przez Guest »
Jan Sapieha
Lew Wolnogradu

Offline Konstanty Jerzy Michalski

  • Immanuel Kartografii Tamostosowanej
  • Obywatel
  • Bohater
  • ****
  • Wiadomości: 2164
  • : 21
  • Płeć: Mężczyzna
  • GG: 50930927
    • NPE: BI13111600010
  • Stopień służbowy Stopień w Siłach Zbrojnych RB
    • Zobacz profil
    • Odznaczenia
Re: "O przypadkach dzielnych praszczurów..." - Księga III
« Odpowiedź #48 dnia: Nie, 18 Maj 2014, 12:03:12 »
W Równogrodzie, stolicy Nowej Bialenii,
Siedzi prezydent Rydel, popijając ocet winny,
I czyta ze zgrozą list otrzymany od Leksego.

Pisze on, że Nowobialeńczycy czynią wiele złego,
Że od Proroka się odwrócili plecami,
I grabieży dokonują całkiem sami.

Nie wszyscy wprawdzie, treść listu mówi,
Ale większość odeszła, na robotę głupich,
Jednak i sukces ludzi wolności się dokonał,

Część Khmerów najdzielniejszy Apostoł przekonał,
Aby na słuszną ścieżkę zstąpili, i razem z Mesjaszem,
Czynili dobro, wbrew Saremu, który jest szatanem.

Rydel z królową Katarzyną teraz rozmawia,
Mówią, że nadszedł kres tego bajania,
I pora podjąć kroki zdecydowane,

By utrzymać rodaków w dobrym stanie,
Nim więcej ich w rozbójników się zamieni,
Przynosząc wstyd Starej i Nowej Bialenii.

W Tambowie tymczasem zbiera się armia Melchizedeka,
Na jej czele stoi Czaja, najwierniejszy szlachetka,
Zelżony przez panów braci za dobro, w które uwierzył,

Nie przejmuje się tym, wie, że lepiej słusznie przeżyć.
Pod pałacem arystokraty zbiera się wtenczas ciżba,
Żądna krwi i łupów podłych rozbójników istna wyspa,

Wśród nich wielu jest Nowobialeńczyków,
Nie wiedzą, że nie chce od chłosty ryków,
Swych rodaków słuchać, ale musi,

Bo khmerski szatan mu córkę udusi,
Jedyne dziecko arystokraty, ukochane,
Dla niego woli on trzymać z szatanem.

W ten sposób anioł mroku stał się Panem,
Wielu dusz bialeńskich możnych i wielkich,
Arystokratów i oficerów niemal wszelkich.

Tłum żąda głowy arystokraty, gwiżdżąc głośno,
Ten z bólem serca wysyła na nich swe wojsko,
A sam odjeżdża, by przekazać szatanowi daninę.

Krew oblała wolnogradzką, lesistą równinę,
Krew dzieci ziemi ojczystej, synów i cór jej,
Co życie oddali dla swobody ziemi swej.

Na miejsce przychodzi Krzysztof, Apostoł,
Miał zawrócić dzieci Proroka ku Jego wioskom,
Spóźnił się, więc wśród łkań swych, modli się,

"Boże, Ojcze Wszechmogący, dziś proszę Cię,
Byś przywrócił kraju temu jego siłę i moc,
I wygnał stąd khmerską, długą noc.

W imię Ojca, Syna i Ducha,
Niech się skończy ta zawierucha."
Arystokrata dotarł do dworu Sarego,

Prosi o skończenie konfliktu strasznego,
O pokój wielki i trwały, na wieki wieków,
Skończyć wojnę jak australopiteków.

Szatan mu na to krótko i złowieszczo mówi:
"Jeszcze słowo, a córka nie będzie miała nogi!
Precz psie, pilnuj interesów swego pana, mnie!"

Stary szlachcic rzecze: "Dość tego, o nie!"
Wyjmuje szablę ojców swych i dziadów,
Rozcina wroga i znika bez żadnych śladów.

Wieść ta dociera w mig do wszystkich w Bialenii,
Wszyscy w domach cieszą się z szatana śmierci,
Jeden Samphan, zdrajca, drży aż cały, bo wie,

Że już wkrótce wściekły lud Bialenii go dorwie,
Wówczas nie będzie już żadnej litości,
Dla kolaborantów, zdrajców bialeńskości.

Z zadumy wyrywa go pukanie do drzwi,
Niemal dostaje od tego epilepsji,
Myśli, że to arystokrata córki tu szuka,

Lecz nie w tym celu on do drzwi puka.
Proponuje zdrajcy nawrócenie,
I szansę na win przebaczenie.

Samphan się zgadza, zastrzega jednak,
Że córki więzienia nie zna, wiedzy mu brak,
Arystokrata, zasmucony, prosi o dyskrecję,

Chce bowiem zdradzić straszną profecję.
Wróżka sclavińska mu wywróżyła,
Coś, czym sama się zatrwożyła.

Iż czeka wszystkich Bialeńczyków tortur całe gremium,
Od chłost, rozciągania, do krzyżowania i ciał w ogniu,
A winni będą powstańcy, Khmerom zbyt mili.

"Przypomną też ludowi co żeśmy robili,
I nas czeka zemsta za nasze czyny,
Odpokutujemy wszystkie swe winy."

W Nowej Bialenii natomiast,
Katarzyna z prezydentem budują setki miast,
nie wiedząc co jej dom rodzinny czeka.

Gdy w starym kraju brakuje i mleka,
Tam wszystko płynie mlekiem, miodem,
Na gospodarką czuwa kniaź Nikodem.

On sam, z Weblandu pochodzi,
choć nigdy Bialenii nie szkodzi.
Kniaź właśnie reformy nad transportem koni robi,

Wie, że przez to kraj się dorobi,
By dalej prowadzić srogie walki,
Zmieść wolności narodów rywalki.

Jak wie, tylko na wojnie zyskają bankierzy,
no i podli hochsztaplerzy.
Margrabia Wielobialeński bada nad wojskiem.

Gdy wnet spotyka syna pani Ochojskiej,
artystki wielkiej i jakże wpływowej,
Przeciwniczki wszelkiej misji wojskowej.

Syn ten, margrabiemu tłumacze teorię swej matki:
"Nie na darmo, zbieraliśmy datki,
aby pierwszą wyprawę głęboko zniweczyli.

Wielu chce byśmy znowu gdzieś wkroczyli,
Lecz matka ma, sławetna hrabina,
Wie, że zysków tylko ociupina,

Przeto protest antywojenny chciała organizować,
Ale lud przeciw Prorokowi nie chciał spiskować,
Skończyło się na smole i pierzu na hrabinie.

Chociaż, jak pan wie, nie damy się Khmerskiej gadzinie,
To jednak należy zastosować sposób faktyczny,
embargo to margrabio, także sposób praktyczny.

Margrabia na to: "Nieprawdę, Panie Ochojski, rzeczecie,
Khmerów embargo grzeje i ziębi, w zimie i w lecie,
Mają oni zali jakieś interesy tu, w Nowej Bialenii?"

Aż wtedy do debatujących przychodzi człek co przybywa z jakiej unii:
-"Zwą mnie Jan z Aykmów, powiecie który rok macie?"
-"Pan, z Apaczów przybywa, to 1112 naszej rachuby, chodź pan na herbacie".

Pyta gościa pan Ochojski: Po cóż tutaj przybywacie?
- Wieści mam dla nas wszystkich wspaniałe!
Lud goni z kraju khmerstwo zwyrodniałe!

Już ten szatan do piekła jak należy, odszedł,
Arystokrata nasz przeszedł na jasną stronę,
Nastaje dzień coraz jaśniejszy, wiwat!"

Wszyscy oni biegną na Nowej Bialenii Dwuwirat,
Prezydenta i królowej z Kazimieniczów rządy.
Jakby z tej okazji, nie wiedząc, zakwitły klomby.

Tam ma być wygłaszane przemówienie Rydla,
O działaniach podjętych, najwyższego szczebla,
Jednak nie przemówi on. Ktoś go bowiem mieczem potraktował,

Acz, swojej pracy zabójca nie szanował,
ucho odciął, zamiast kark uciąć.
Miasto w posadach się musi chwiać.

Rydel w szoku jest, nikt nie zauważył,
Że w gardło jego wbity jest nożyk,
Rana lekka, lecz głosu go pozbawi,

Jeśli na dłużej ją zostawi.
Medycy pośpieszyli do lidera,
Od tego zależy ich kariera.

Lud zastanawia się, któż był zamachowcem.
Tymczasem arystokrata zakończył rozmowę,
Samphan sam siedzi, list pisać zaczyna.

I nagle wpada na pomysł gdzie jest dziewczyna,
Piękna córka arystokraty zrozpaczonego,
Z pewnością w pałacu hrabiego Glińskiego,

Jednak nie o ratunku myśli ten psi syn,
Tylko pragnie wręcz więcej mieć win,
Raport o spotkaniu wysyła do Glińskiego,

Wtem, za morzem, lekarze głos uratowali owego,
prezydenta Rydla, odpoczynek ma być nie krótki,
pięć dni ma potrwać, więc nie malutki.

Lud jednak wyjaśnień się domaga,
Ochojscy są wśród niego niczym żaga,
Protest przeciwko zamorskim starciom się zaczyna.

Wielobialeński bać się poczyna,
W kawiarni, swoim wymyśle,
po godzinach opiera się na wiecu poparcia - swoim pomyśle.

Chce, by do planowania ruchów armii,
Dopuścić cywilnych konstabli,
Aby lud miał wpływ na wojnę.

Lecz, przeciw temu hufce ciężkozbrojne,
w miecze i przedwieczne wynalazki wyposażone,
Przez wszelką, w tym wojnie przeciwną, ludność chwalone,

Występują, i ośmieszając Wielobialeńskiego, po murach rysują,
Chcą osiągnąć sytuację idealną, póki Proroka nie ma, więc kują,
Pomniki obelżywe, niszczą obiekty właściwe, pozostawiając herb,

Wtedy nadeszła pewna sytuacja w której zmalała wszelka profanacja,
Zapach damskich perfum jako dedykacja, osobny wstęp, dalej prokreacja,
Robi to najlepiej miejska populacja, zdrowie poprawia temat ostra akcja,

Sytuacje ratują, o dziwo, lekarze, na temat Rydla wypowiedzi,
Rydel żyje, dobrze się ma, już po spowiedzi,
Na powrót prezydent mówi, o potrzebie wojny  z Khmerską nawałą
« Ostatnia zmiana: Czw, 01 Sty 1970, 01:00:00 wysłana przez Guest »
/-/ Konstanty Jerzy wielki kniaź Michalski
Immanuel Kartografii Tamostosowanej
Rednacz Gazety Bialeńskiej

Offline Konstanty Jerzy Michalski

  • Immanuel Kartografii Tamostosowanej
  • Obywatel
  • Bohater
  • ****
  • Wiadomości: 2164
  • : 21
  • Płeć: Mężczyzna
  • GG: 50930927
    • NPE: BI13111600010
  • Stopień służbowy Stopień w Siłach Zbrojnych RB
    • Zobacz profil
    • Odznaczenia
Re: "O przypadkach dzielnych praszczurów..." - Księga III
« Odpowiedź #49 dnia: Nie, 18 Maj 2014, 12:03:12 »
W Równogrodzie, stolicy Nowej Bialenii,
Siedzi prezydent Rydel, popijając ocet winny,
I czyta ze zgrozą list otrzymany od Leksego.

Pisze on, że Nowobialeńczycy czynią wiele złego,
Że od Proroka się odwrócili plecami,
I grabieży dokonują całkiem sami.

Nie wszyscy wprawdzie, treść listu mówi,
Ale większość odeszła, na robotę głupich,
Jednak i sukces ludzi wolności się dokonał,

Część Khmerów najdzielniejszy Apostoł przekonał,
Aby na słuszną ścieżkę zstąpili, i razem z Mesjaszem,
Czynili dobro, wbrew Saremu, który jest szatanem.

Rydel z królową Katarzyną teraz rozmawia,
Mówią, że nadszedł kres tego bajania,
I pora podjąć kroki zdecydowane,

By utrzymać rodaków w dobrym stanie,
Nim więcej ich w rozbójników się zamieni,
Przynosząc wstyd Starej i Nowej Bialenii.

W Tambowie tymczasem zbiera się armia Melchizedeka,
Na jej czele stoi Czaja, najwierniejszy szlachetka,
Zelżony przez panów braci za dobro, w które uwierzył,

Nie przejmuje się tym, wie, że lepiej słusznie przeżyć.
Pod pałacem arystokraty zbiera się wtenczas ciżba,
Żądna krwi i łupów podłych rozbójników istna wyspa,

Wśród nich wielu jest Nowobialeńczyków,
Nie wiedzą, że nie chce od chłosty ryków,
Swych rodaków słuchać, ale musi,

Bo khmerski szatan mu córkę udusi,
Jedyne dziecko arystokraty, ukochane,
Dla niego woli on trzymać z szatanem.

W ten sposób anioł mroku stał się Panem,
Wielu dusz bialeńskich możnych i wielkich,
Arystokratów i oficerów niemal wszelkich.

Tłum żąda głowy arystokraty, gwiżdżąc głośno,
Ten z bólem serca wysyła na nich swe wojsko,
A sam odjeżdża, by przekazać szatanowi daninę.

Krew oblała wolnogradzką, lesistą równinę,
Krew dzieci ziemi ojczystej, synów i cór jej,
Co życie oddali dla swobody ziemi swej.

Na miejsce przychodzi Krzysztof, Apostoł,
Miał zawrócić dzieci Proroka ku Jego wioskom,
Spóźnił się, więc wśród łkań swych, modli się,

"Boże, Ojcze Wszechmogący, dziś proszę Cię,
Byś przywrócił kraju temu jego siłę i moc,
I wygnał stąd khmerską, długą noc.

W imię Ojca, Syna i Ducha,
Niech się skończy ta zawierucha."
Arystokrata dotarł do dworu Sarego,

Prosi o skończenie konfliktu strasznego,
O pokój wielki i trwały, na wieki wieków,
Skończyć wojnę jak australopiteków.

Szatan mu na to krótko i złowieszczo mówi:
"Jeszcze słowo, a córka nie będzie miała nogi!
Precz psie, pilnuj interesów swego pana, mnie!"

Stary szlachcic rzecze: "Dość tego, o nie!"
Wyjmuje szablę ojców swych i dziadów,
Rozcina wroga i znika bez żadnych śladów.

Wieść ta dociera w mig do wszystkich w Bialenii,
Wszyscy w domach cieszą się z szatana śmierci,
Jeden Samphan, zdrajca, drży aż cały, bo wie,

Że już wkrótce wściekły lud Bialenii go dorwie,
Wówczas nie będzie już żadnej litości,
Dla kolaborantów, zdrajców bialeńskości.

Z zadumy wyrywa go pukanie do drzwi,
Niemal dostaje od tego epilepsji,
Myśli, że to arystokrata córki tu szuka,

Lecz nie w tym celu on do drzwi puka.
Proponuje zdrajcy nawrócenie,
I szansę na win przebaczenie.

Samphan się zgadza, zastrzega jednak,
Że córki więzienia nie zna, wiedzy mu brak,
Arystokrata, zasmucony, prosi o dyskrecję,

Chce bowiem zdradzić straszną profecję.
Wróżka sclavińska mu wywróżyła,
Coś, czym sama się zatrwożyła.

Iż czeka wszystkich Bialeńczyków tortur całe gremium,
Od chłost, rozciągania, do krzyżowania i ciał w ogniu,
A winni będą powstańcy, Khmerom zbyt mili.

"Przypomną też ludowi co żeśmy robili,
I nas czeka zemsta za nasze czyny,
Odpokutujemy wszystkie swe winy."

W Nowej Bialenii natomiast,
Katarzyna z prezydentem budują setki miast,
nie wiedząc co jej dom rodzinny czeka.

Gdy w starym kraju brakuje i mleka,
Tam wszystko płynie mlekiem, miodem,
Na gospodarką czuwa kniaź Nikodem.

On sam, z Weblandu pochodzi,
choć nigdy Bialenii nie szkodzi.
Kniaź właśnie reformy nad transportem koni robi,

Wie, że przez to kraj się dorobi,
By dalej prowadzić srogie walki,
Zmieść wolności narodów rywalki.

Jak wie, tylko na wojnie zyskają bankierzy,
no i podli hochsztaplerzy.
Margrabia Wielobialeński bada nad wojskiem.

Gdy wnet spotyka syna pani Ochojskiej,
artystki wielkiej i jakże wpływowej,
Przeciwniczki wszelkiej misji wojskowej.

Syn ten, margrabiemu tłumacze teorię swej matki:
"Nie na darmo, zbieraliśmy datki,
aby pierwszą wyprawę głęboko zniweczyli.

Wielu chce byśmy znowu gdzieś wkroczyli,
Lecz matka ma, sławetna hrabina,
Wie, że zysków tylko ociupina,

Przeto protest antywojenny chciała organizować,
Ale lud przeciw Prorokowi nie chciał spiskować,
Skończyło się na smole i pierzu na hrabinie.

Chociaż, jak pan wie, nie damy się Khmerskiej gadzinie,
To jednak należy zastosować sposób faktyczny,
embargo to margrabio, także sposób praktyczny.

Margrabia na to: "Nieprawdę, Panie Ochojski, rzeczecie,
Khmerów embargo grzeje i ziębi, w zimie i w lecie,
Mają oni zali jakieś interesy tu, w Nowej Bialenii?"

Aż wtedy do debatujących przychodzi człek co przybywa z jakiej unii:
-"Zwą mnie Jan z Aykmów, powiecie który rok macie?"
-"Pan, z Apaczów przybywa, to 1112 naszej rachuby, chodź pan na herbacie".

Pyta gościa pan Ochojski: Po cóż tutaj przybywacie?
- Wieści mam dla nas wszystkich wspaniałe!
Lud goni z kraju khmerstwo zwyrodniałe!

Już ten szatan do piekła jak należy, odszedł,
Arystokrata nasz przeszedł na jasną stronę,
Nastaje dzień coraz jaśniejszy, wiwat!"

Wszyscy oni biegną na Nowej Bialenii Dwuwirat,
Prezydenta i królowej z Kazimieniczów rządy.
Jakby z tej okazji, nie wiedząc, zakwitły klomby.

Tam ma być wygłaszane przemówienie Rydla,
O działaniach podjętych, najwyższego szczebla,
Jednak nie przemówi on. Ktoś go bowiem mieczem potraktował,

Acz, swojej pracy zabójca nie szanował,
ucho odciął, zamiast kark uciąć.
Miasto w posadach się musi chwiać.

Rydel w szoku jest, nikt nie zauważył,
Że w gardło jego wbity jest nożyk,
Rana lekka, lecz głosu go pozbawi,

Jeśli na dłużej ją zostawi.
Medycy pośpieszyli do lidera,
Od tego zależy ich kariera.

Lud zastanawia się, któż był zamachowcem.
Tymczasem arystokrata zakończył rozmowę,
Samphan sam siedzi, list pisać zaczyna.

I nagle wpada na pomysł gdzie jest dziewczyna,
Piękna córka arystokraty zrozpaczonego,
Z pewnością w pałacu hrabiego Glińskiego,

Jednak nie o ratunku myśli ten psi syn,
Tylko pragnie wręcz więcej mieć win,
Raport o spotkaniu wysyła do Glińskiego,

Wtem, za morzem, lekarze głos uratowali owego,
prezydenta Rydla, odpoczynek ma być nie krótki,
pięć dni ma potrwać, więc nie malutki.

Lud jednak wyjaśnień się domaga,
Ochojscy są wśród niego niczym żaga,
Protest przeciwko zamorskim starciom się zaczyna.

Wielobialeński bać się poczyna,
W kawiarni, swoim wymyśle,
po godzinach opiera się na wiecu poparcia - swoim pomyśle.

Chce, by do planowania ruchów armii,
Dopuścić cywilnych konstabli,
Aby lud miał wpływ na wojnę.

Lecz, przeciw temu hufce ciężkozbrojne,
w miecze i przedwieczne wynalazki wyposażone,
Przez wszelką, w tym wojnie przeciwną, ludność chwalone,

Występują, i ośmieszając Wielobialeńskiego, po murach rysują,
Chcą osiągnąć sytuację idealną, póki Proroka nie ma, więc kują,
Pomniki obelżywe, niszczą obiekty właściwe, pozostawiając herb,

Wtedy nadeszła pewna sytuacja w której zmalała wszelka profanacja,
Zapach damskich perfum jako dedykacja, osobny wstęp, dalej prokreacja,
Robi to najlepiej miejska populacja, zdrowie poprawia temat ostra akcja,

Sytuacje ratują, o dziwo, lekarze, na temat Rydla wypowiedzi,
Rydel żyje, dobrze się ma, już po spowiedzi,
Na powrót prezydent mówi, o potrzebie wojny  z Khmerską nawałą
« Ostatnia zmiana: Czw, 01 Sty 1970, 01:00:00 wysłana przez Guest »
/-/ Konstanty Jerzy wielki kniaź Michalski
Immanuel Kartografii Tamostosowanej
Rednacz Gazety Bialeńskiej