RSS
piątek, 29 kwietnia 2011
Mustafa Owski: Zastanawiam się co dalej począć.

Dzisiaj na łamach Przeglądu Politycznego publikujemy autoryzowany wywiad z Mustafą Owskim, kawalerem Księstwa Sarmacji, odznaczonym Krzyżem Zasługi z Liliami I stopnia, Złotym Medalem Zasługi I stopnia, Srebrnym Medalem zasługi II stopnia, Brązowym Medalem Zasługi III stopnia, Medalem Koronacyjnym JKM Michała Feliksa oraz Medalem Koronacyjnym JKM Daniela Łukasza. Zapraszamy do lektury wywiadu umieszczonej poniżej.

Przegląd Polityczny: Mustafa Owski, jeden z pierwszych obywateli Rzeczpospolitej Sclavińskiej, który dzięki akcji reklamy Naszej mikronacji w czerwcu 2007 roku zamieszkał w Sclavinii i jak się dziś okazuje z mikronacjami związany jest nieprzerwanie, aż po dzisiejszy czas. Skąd drogi Mustafo bierzesz siłę i motywację do tak długiego i aktywnego życia w świecie mikronacji?

Mustafa Owski: Fakt – w v-świecie jestem z małymi przerwami już cztery lata. Głównym magnesem który nie pozwala mi zupełnie odciąć się do działania w mikronacjach, to ich różnorodność. Każda coś sobą reprezentuje – albo i nie. Jest mnóstwo ludzi o odmiennych poglądach, i każda dyskusja jest zupełnie inna niż poprzednia w której brałem udział. Z każdym dniem można zobaczyć coś innego, jakaś nowa inicjatywa, jakiś nowy artykuł w jednej z wieli gazet, nowa dyskusja, nowi ludzie. Przez długi czas to wszystko działo się właśnie w, lub wokół Rzeczpospolitej Sclavińskiej. Przed inkorporacją RS tętniła życiem, mnogość wszelkich mediów, firm nie pozwalała na nudę – a tego nie lubię. Po inkorporacji działo się jeszcze więcej, bo oprócz naszych wewnętrznych spraw, powoli zaczynaliśmy wkraczać na arenę Księstwa Sarmacji. Problemy Księstwa, stawały się naszymi problemami, bo byliśmy jego częścią. Każdy mógł znaleźć coś dla siebie, jakąś niszę w której mógł się spełniać i osiągać sukcesy. Dla mnie również się coś znalazło – pisanie w gazetach – na początku Metallicon gazeta muzyczna, potem Głos krytyki i na koniec B.I.G.O.S który działa do dzisiaj. Do tego dochodził polityka. Jednak największe triumfy świeciłem na polu sportowym – z moim klubem SKS Palestin najpierw w lidze RS, potem RSiT i teraz Trizondalu, z reprezentacją Sclavinii, a potem RSiT również szło mi bardzo dobrze. Właśnie to wszystko nie pozwalało mi odejść. Byłem przywiązany do tego co budowałem przez 4 lata.

Przegląd Polityczny: Jak z perspektywy tych lat wspominasz swoją karierę i osiągnięcia? Przeżyłeś wiele miesięcy na terytorium Rzeczpospolitej Sclavińskiej tej z przed i po inkorporacji, byłeś obywatelem Rzeczpospolitej Sclavinii i Trizondalu, a ostatnio stanowiłeś fundament emigracji sclavińskiej stojącej w opozycji do Królestwa Sclavinii. Na pewno masz wiele wspomnień z tych lat.

Mustafa Owski: Co do okresu emigracji, na której jestem do dziś – jestem w dość trudnej sytuacji. Zostałem sam, i zastanawiam się co dalej począć.

Oczywiście. W przeciągu czterech lat co nieco działałem. Początki nie były łatwe, ale szybko się przebiłem, i razem z Tobą Guedesie przyczyniłem się do budowy silnej Rzeczpospolitej. Politykowanie nigdy nie było moją mocno stroną, ale mimo wszystko dawałem z siebie jak najwięcej. O ile się nie mylę, nikt nie był ministrem bez żadnej przerwy dłużej niż ja. Pełniłem urząd Ministra Stanu przez sześć miesięcy, więc najgorszy chyba nie byłem. Byłem również Ministrem Skarbu, potem przekształconego Ministerstwa Stanu oraz Skarbu, tj. MSWiA do czego sam doprowadziłem chcąc zmniejszyć liczbę ministerstw. Byłem wielokrotnie posłem, i przez dwa dni marszałkiem – premierem (:D:D:D) Byłem również burmistrzem Eldoradu, ale tu muszę się przyznać wiele nie zdziałałem. Usypanie wysp na morzu obok Eldoratu to jest mój jedyny wpływ w rozwój Eldoratu. Ale to było dużo wcześniej niż moje burmistrzowanie. Działałem również w Sarmacji -  byłem bosmanem w Książęcej Marynarce Wojennej, ambasadorem w Królestwie Elderlandu, i trenerem kilku zespołów w Sarmackiej Lidze Piłkarskiej. 

Dużo lepiej szło mi pisanie. Najpierw założyłem gazetę muzyczną – Metallicon, która wchodziła w skład UMC. Napisałem kilka numerów, jednak temat o ciężkiej muzyce raczej się przyjął. Potem pisałem w Głosie Krytyki który powstał pod wpływem emocji związanych z pewnymi absurdalnymi pomysłami niektórych osób w RS. Więc krytykowałem wszystko co było głupie lub nielogiczne. Po jakimś czasie jednak stwierdziłem, że szkoda języka na poważne kłótnie. W ogóle w tamtym momencie doszedłem do wniosku, że poważną wadą mikronacji jest zbyt poważne jej traktowanie. Powstał wtedy B.I.G.O.S który miał nieco luźniej i z humorem opisywać wydarzenia w RS. I to się udało. Od momentu powstania tej gazety aktywnie zacząłem propagować ideę traktowania mikronacji jako zabawy Bo typowe polskie kłótnie wcale nie pomagały, a tylko szkodziły relacją miedzy poszczególnymi osobami w państwie. Różnice poglądów są tak duże, że nie da się uniknąć typowego piekiełka, co widzimy chociażby w zażartej walce pomiędzy socjalizmem a innymi opcjami politycznymi. Co rusz widzimy obrzucanie się błotem i to tylko dlatego że ktoś ma inne zdanie. Np. ja zupełnie nie rozumiem nagonki na Marcela Hansa, który bawi się socjalizmem. Wszystkie prace, inicjatywy Marcela mają zabarwienie humorystyczne, a inni traktują to tak osobiście, że ich żółć zalewa. A ja się pytam po co? Take it easy. Zbyt poważne podchodzimy do polityki. Ale dość o tym. Sport jest o wiele bardziej emocjonujący, a i tak w mikroświecie stanowi mały procent zainteresowań mieszkańców mikronacji. Jako trener kilku klubów z którymi osiągałem niemałe sukcesy (SKS Palestin sześciokrotny mistrz Slcavinii i RSiT. Reprezentacja Sclavini a potem RSiT – dwukrotnie doprowadziłem zespół do półfinałów, i dwukrotnie do ćwierćfinałów  V-Mudnialu,  oraz dwukrotnie zdobyłem wicemistrzostwo V-Mundialu.) Jednak piłka nożna zawsze miała problemy, bo drużynę trzeba prowadzić regularnie. Nawet za czasów największej aktywności RS, nigdy w lidze nie było więcej niż 8 zespołów. Własnie takie raczej pokojowe inicjatywy powinny stanowić oś wokół których obracają się mikronacje. Zdrowa rywalizacja nie tylko w piłce nożnej. Jest tyle sportów które można zaadoptować na potrzeby mikronacji, a mimo wszystko największą popularnością cieszy się najbrudniejszy zawód – polityk.

 

Przegląd Polityczny: Ostatnie miesiące nie są raczej zbytnio optymistyczne dla Ciebie. Byłeś przeciwnikiem rozpadu Rzeczpospolitej Sclavinii i Trizondalu. Nie poparłeś II Rzeczpospolitej Sclavińskiej Emila Potockiego, a dzisiejsze Królestwo Sclavinii póki co jest dla Ciebie obojętne. Co planujesz i czy w tych planach przewija się wizja powrotu do aktywności w Królestwie Sclavinii?

 

Mustafa Owski: Guedesie, przecież razem planowaliśmy powrót, tylko nie teraz. Nieco zdziwiła mnie twoja tak szybka decyzja. Ty który byłeś przeciwko, i jeszcze dwa dni temu chciałeś czekać, teraz wkraczasz do Sclavinii i nieźle się wpasowujesz, a z dawnych oporów nie zostało nic. Nieco mnie to zaskakuje. Ale nie wykluczam że również powrócę. Jednak zanim podejmę taką decyzję, muszę się zastanowić, czy jest sens. Na 100%, jeżeli wrócę, będę szedł pod prąd, i nie wiem czy chce mi się użerać ze wszystkimi mieszkańcami Królestwa Sclavinii, którzy nie słyną z wyrozumiałości, i fanatycznie popierają Króla Emila. Powstawanie jakiś bojówek, partie które za cel obierają odebranie demokracji na prawie każdym szczeblu, ustanowienie jednej religii, jakieś pomysły o tolerancji religijnej ale nie na wyższych szczeblach (o ile dobrze zrozumiałem punkt jednej z nowo powstającej partii – „Utrzymanie tolerancji religijnej i rasowej w kraju oprócz pełnienia wyższych godności.”), dbanie o konserwatywność kraju i jego prawicowość – i to ma być kraj który w konstytucji ma zapisanie wolność wyznania, słowa i wyznawanych poglądów politycznych. Przecież statut takiej partii stoi w zupełnej sprzeczności z konstytucją. Dlatego nie wiem, czy będę miał tyle cierpliwości, żeby codziennie wykładać swoje racji osobom, które i tak odrzucą wszystko dla samej zasady, bo chce coś zmienić.

 

Przegląd Polityczny: Królestwo Sclavinii to jedno, a Księstwo Sarmacji to drugie. Co zatem sądzisz jako postać pamiętająca "złoty wiek" Księstwa o dzisiejszej całkowitej zapaści Sarmacji oraz pogłębiającym się kryzysie mikronacji. Gdzie widzisz problem? Czy może cytując klasyka trzeba się pogodzić ze zdaniem, że wszystko ma swój koniec?

 

Mustafa Owski: Problemem mikronacji jest to, że traktuje się je zbyt poważnie. Sarmacja poszła w stronę pełnego odzwierciedlania realnego państwa. Mnogość aktów prawnych odrzuca potencjalnego nowego obywatela, i nawet dla mnie większość aktów jest zupełnie niezrozumiała. Ilość stanowisk, których nie można obsadzić bo brakuje ludzi, wreszcie zwykłe zmęczenie materiału. Sarmacja nie ma nic nowego i ciekawego do zaoferowania. Kiedyś to prowincje stanowiły o sile KS, ale teraz, gdy na dobrą sprawę jest tylko Teutonia, (Starosarmacja się sztucznym tworem, który powstał tylko po to żeby coś siedziało. Przykładem wojennej rozpaczliwej próby uaktywnienia obywateli jest militaryzacja Starosarmacji). Sarmacja będzie trwała, ale muszą nastąpić drastyczne zmiany aby wyrwała się z marazmu .Porównując Sarmację Kiedyś i teraz, można się tylko złapać za głowę.

 

Przegląd Polityczny: Na koniec pragniemy się dowiedzieć co Mustafa Owski sądzi o polityce zagranicznej Królestwa Sclavinii oraz planach wejścia w struktury Organizacji Polskich Mikronacji oraz rozpoczęcia rozmów w sprawie nawiązania stosunków dyplomatycznych z mikronacjami pokroju Scholandii oraz Austro - Węgier.

 

Mustafa Owski: Uważam to za bardzo dobre posuniecie z perspektywy władz Królestwa Sclavinii. Akces do OPM, może nie tak poważanego jak kiedyś nadal jest dobrym krokiem. Magia nazwy zawsze działa, a bycie w strukturach organizacje daje pole do popisu dla obywateli Sclavinii. Nawiązanie stosunków dyplomatycznych z jednymi z najstarszych mikronacji nie podlega w ogóle dyskusji. Aby być poważanym i uznawanym na arenie międzynarodowej trzeba liczyć się ze starszymi mikronacjami. Mówienie, że trzeba się skupić na tylko własnych sprawach jest absurdem. Właśnie prowadzenie aktywnej polityki zagranicznej jest zabawą samą w sobie. Daje impuls do rozwoju, nawiązywania kontaktów z innymi i uczenia się.

13:01, guedesdelima
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 26 kwietnia 2011
Zmienić wizerunek Sclavinii i Sclavińczyków!

Ostatnie dni w funckjonowaniu Królestwa Sclavinii były niezwykle napięte i odbiły się szerokim echem w całym mikroświecie za sprawą głośnych artykułów w Bramie Sarmackiej, Planecie Mikronacyjnej, Trizondalskiej Prawdzie czy Kurierze Sclavińskim. Wizerunek Królestwa jak i samych mieszkańców niewątpliwie został naruszony. Dzisiejszy jednak dzień i decyzja o reaktywacji na terytorium Królestwa Sclavinii UNICORN MEDIA CORPORATION może być zalążkiem polityki poprawy wizerunku Sclavinii i Jej mieszkańców.

Czym właściwie jest Unicorn Media Corporation?

Jest to korporacja medialna, która powstała 21 marca 2008 roku w wyniku połączenia de Lima Media Corporation, Forum Sclavinum oraz Korporacji Medialnej Mateusza Kani. W swojej historii zasięgiem działania objęła Rzeczpospolitą Sclavińską, Księstwo Sarmacji, Księstwo Trizondalu, Królestwo Surmeńskie oraz V Rzeczpospolitą. Unicorn Media Corporation funkcjonowała również na terytorium niepodległej Rzeczpospolitej Sclavinii i Trizondalu, gdzie aż do numeru 85 funkcjonowała najstarsza z działających gazeta sclavińska - Przegląd Polityczny.

Po rozpadzie Rzeczpospolitej Sclavinii i Trizondalu, Unicorn Media Corporation zaniechało swojego działania, a na ręce Jana Dmowskiego y Potockiego złożono opiekę nad materiałami archiwalnymi pozostałymi po działalności korporacji medialnej. W dniu 26 kwietnia 2011 podjęto jednak decyzję o powrocie do aktywnego funkcjonowania podmiotów korporacji medialnej im. jednorożca. W skład Unicorn Media Corporation niegdyś wchodziły Przegląd Polityczny, Liberum Veto, Prywatny Ośrodek Badań Opinii Publicznej, Moto Świat, Skandalista, Historia Powszechna, Organizacja Propagandy "Sclavinia" oraz Agencja Reklamy. Prawdopodobnie z tych wszystkich podmiotów UMC na sam początek reaktywowany zostanie jedynie Przegląd Polityczny, który poza opisywaniem wydarzeń stricte z terytorium Królestwa Sclavinii zajmie się też relacjonowaniem wydarzeń z innych zakątków mikroświata. W tym celu właśnie nawiązana zostanie współpraca z dziennikarzami z wielu innych mikronacji oraz dziennikarzami sclavińskimi, m.in. Carlosem de Sactio.

Zmierzając do meritum artykułu, właśnie powrót do aktywnego funkcjonowania najsłynniejszej korporacji medialnej w historii państwowości sclavińskiej będzie regularnie relacjonował wydarzenia z kraju i pokazywał szerokiej publice aktywną i rzeczową działalność oraz dyskusję w Królestwie Sclavinii, które na pewno ma się czym pochwalić w ostatnich tygodniach, a niestety dzięki opieszałości i izolacji mediów, nie jest promowane na forum publicznym. W końcu mikronacja z tradycjami sięgającymi 2006 roku oraz starająca się o członkostwo w Organizacji Polskich Mikronacji powinna być promowana, reklamowana oraz opisywana przez media.

 

15:22, guedesdelima
Link Dodaj komentarz »
piątek, 22 kwietnia 2011
To co poróżniło Sclavińczyków - polemiki ciąg dalszy.

„Nikt tak jak Sclavińczycy nie kocha swojej Ojczyzny.” Te słowa przyświecały mi kiedy moja wirtualna Ojczyzna, którą współtworzyłem z Michałem Stoyałowskim, Emilem Potockim oraz Izaakiem Amadejem, przeżywała kryzysy aktywności, cierpiała na skutek kryzysów rządowych oraz zatracała działalność i stawała się cieniem Rzeczpospolitej Sclavinii i Trizondalu. W wielu przemówieniach powtarzałem słowa, „Jeszcze Sclavinia nie zginęła i nie zginie.”, bo wiedziałem, że dopóki żyją i aktywni są Sclavińczycy, państwowość sclavińska przetrwa i będzie dawać radość kolejnym pokoleniom. Wypadki potoczyły się tak, że często musiałem zajmować się różnymi sprawami, ale jestem i zawsze byłem tylko Sclavińczykiem.

Niestety walka o dobro i przyszłość Sclavinii, którą rozpocząłem po rozpadzie Rzeczpospolitej Sclavinii i Trizondalu, skazała mnie na terytorium Królestwa Sclavinii, a wcześniej II Rzeczpospolitej Sclavińskiej na haniebny tytuł zdrajcy, sprzedawczyka oraz co najbardziej zabolało, obcokrajowca. Postanowiłem zatem wyprostować całą tą sytuację bez unoszenia się honorem i odpowiadania agresją na agresję, której zbyt wiele już w tej wojnie sclavińsko – sclavińskiej. W konsultacji z moim wieloletnim współpracownikiem i dzisiejszym Królem, Emilem Potockim postanowiłem przywołać moje zasługi w oparciu o historię Stanisława Gertalda oraz sprostować wszystko to, co stało się pożywką dla ludzi pokroju Roberta Dąbskiego. 

„Jednakże Sclavinia nie przetrwałaby długo, gdyby nie wielka akcja reklamy Rzeczypospolitej w Internecie, którą przeprowadził Minister Spraw Zagranicznych Guedes de Lima (wtedy jeszcze Fan). Dzięki rozreklamowaniu Sclavinii, do naszej mikronacji zaczęły spływać rzesze nowych obywateli takich jak Mateusz Iontz, Mustafa Kalashnikov ( przyp. Owski ), Barjuan Watts, Adam Kokoszek, Jordan van Zjom, Maciej Parka i wielu innych, którzy wraz ze „starą gwardią” reprezentowaną przez „wielką czwórkę”, oraz Stanisława Gertalda (Ministra Finansów z I RN), Daniela Wińskiego (Ministra Kultury z Rzeczypospolitej Narodów), Mariano Silvo Barbossę (dawniej AdeXa), Piotra Centarowicza (dawniej Szumela)...”, po doświadczeniach w Ministerstwie Spraw Zagranicznych Rzeczpospolitej Narodów przeprowadziłem akcję reklamy na niespotykanie szeroką skalę, zalewając kilkadziesiąt for tematycznych ogłoszeniami, reklamującymi młodą Rzeczpospolitą Sclavińską. Do dziś uważam tą akcję za największy mój sukces, który dał stabilność nowo utworzonej mikronacji. 

„Największym sukcesem Guedesa de Limy była jednak inna rzecz. On zapewnił Sclavinii trwałość powodując wejście jej w skład Księstwa Sarmacji (potocznie zwanego inkorporacją). On właśnie jako Minister Spraw Zagranicznych wynegocjował Traktat, na podstawie którego weszliśmy 16 lipca w skład Księstwa Sarmacji, największej polskiej mikronacji, jako Kraj Koronny. Przyszłość pokazała, że zarówno Sclavinia, jak i Sarmacja miały z tego powodu niemałe sukcesy. Inkorporacja zbiegła się niejako z objęciem władzy w Państwie przez Guedesa de Limę, który w niecały tydzień przed oficjalnym ratyfikowaniem Traktatu przez sarmacką Izbę Poselską został wybrany niemal jednogłośnie prezydentem Sclavinii, następcą na tym zaszczytnym stanowisku Michała Stoyałowskiego.” Faktycznie, wynegocjowanie traktatu inkorporacyjnego oraz samo zainteresowanie Księstwa Sarmacji tak młodą i dopiero raczkującą mikronacją, było nie lada sukcesem całej Sclavinii w tym mnie, gdyż mogłem zaszczytnie i symbolicznie wprowadzić naród Sclaviński do Korony Księstwa Sarmacji i tym samym zapewnić trwały byt i pewną pozycję w polskim mikroświecie Rzeczpospolitej Sclavińskiej. 

„Jednak oprócz słabego działania Sejmu Sierpień w Sclavinii można śmiało zaliczyć do miesięcy bardzo udanych. Był to miesiąc, w którym na każdym kroku można było widzieć efekty działań de Limy jako prezydenta. Zaczęło się obiecująco, od świetnie i hucznie obchodzonego Święta Symboli Narodowych 8 Sierpnia. Z tej okazji Prezydent nadał ordery „wielkiej czwórce”, oraz odbyły się różne pokazy filmowe i Koncerty. Sierpień nie był może miesiącem wielkich wydarzeń o charakterze politycznym, jednak jedno się rzuca w oczy- wielki rozwój kultury Sclavińskiej w tym okresie.” Sierpień 2007 roku był pierwszym w historii kryzysem aktywności, spowodowanym masowymi wyjazdami wakacyjnymi działaczy rządu oraz aktywnych obywateli Sclavinii. Jako ówczesny Prezydent oraz ostatni z aktywnych Ojców Założycieli postanowiłem trwać na posterunku i poświęcić Rzeczpospolitej Sclavińskiej kilkanaście godzin dziennie, by nie upadła i przetrwała ten trudny czas. „Oprócz prasowego giganta, czyli wydawanego przez Guedesa de Limę „Przeglądu Politycznego” kwitły także mniejsze gazety tematyczne. Ogólnie, Sclavinia rozwijała się niesłychanie pomimo trudnego, wakacyjnego okresu.” Co było ewenementem na skalę mikroświata, bo zamiast pogłębiać się w kryzysie, Sclavinia pięła się w górę i pokazywała całej Sarmacji jak dbać o aktywność. 

„Był prezydentem, szefem Sądu Najwyższego, honorowym prezesem jedynej silnej partii w Sclavinii, a także właścicielem dwóch największych gazet informacyjnych „Przeglądu Politycznego” i „Liberum Veto”. Władza ta do tej pory nikomu nie przeszkadzała, gdyż wszyscy wiedzieli, że Guedes zrobi wszystko, by w Sclavinii było jak najlepiej, i by obywatelom się dobrze żyło. Do tej pory prezydent był na prawdę „prezydentem wszystkich Sclavińczyków” i „strażnikiem zgody narodowej”, był po prostu „człowiekiem Sclavinią” i nikt sobie z tego problemu nie robił.” Wtedy właśnie po raz pierwszy historia nazwała mnie „człowiekiem Sclavinią”. Faktycznie początek września pokazał, iż zdobyłem 100% władzy na terytorium Rzeczpospolitej Sclavińskiej co już wkrótce doprowadziło do kryzysu rządowego. „Stanisław Gertald, który na łamach „Naszej Rzeczpospolitej” napisał artykuł „Guedes de Lima-demokratyczny władca absolutny”. Artykuł ten wywołał olbrzymią debatę publiczną nad rządami Guedesa de Limy. Jednak stał się także zalążkiem do olbrzymiego ataku prezydenta na wszelką opozycję przeciw niemu, która wg. Niego „nie była godna rządzić krajem”.” Niestety, jak były wielki Sclavińczyk, Daniel Wiński wie, wtedy moim życiem wstrząsnęły prywatne i osobiste problemy, które odbiły się zachowaniem w mikroświecie. Artykuł Stanisława Gertalda stał się początkiem zażartej wojny, która jest moją czarną kartą w życiorysie wirtualnym. 

Październikowy przewrót oraz obalenie mojej persony, było wielkim sukcesem sclavińskiej sceny politycznej i pokazało, jak ówczesna Sclavinia była silna, scentralizowana i gotowa na przejęcie władzy od człowieka, który ciągnął ją praktycznie od czerwca, aż do końca września 2007 roku. Czas i społeczeństwo Sclavinii wybaczyły mi zachowanie z przełomu września i października oraz dało szansę na ustanowienie dnia 12 października dniem demokracji. Osobiste problemy wpłynęły niekorzystnie jeden, jedyny raz na moją personę. Jak czas i historia pokazała, już nigdy tego błędu nie powtórzyłem, oddając Sclavinii to co najlepsze w Guedesie de Limie. 

Od 12 maja do 11 października 2007 roku pełniłem funkcję Prezydenta Rzeczpospolitej Sclavińskiej. Byłem posłem na Sejm I kadencji od 18 maja do 16 czerwca 2007 roku. Byłem Marszałkiem Sejmu II kadencji od 06 czerwca do 29 października 2007 roku. W Sejmie VIII kadencji pełniłem funkcję Marszałka – Premiera od 12 lipca do 20 sierpnia 2008 roku. Pełniłem funkcję Ministra Skarbu w rządzie A. Nowaka od 04 do 20 marca 2008 roku. Ponadto byłem dyrektorem Teatru Narodowego, Biblioteki Narodowej oraz Filharmonii Narodowej czyli wszystkich placówek kulturowych funkcjonujących na terenie Rzeczpospolitej Sclavińskiej. Pełniłem również funkcję dyrektora Sclavińskiej Agencji Informacyjnej. 

Już po połączeniu Księstwa Trizondalu i Rzeczpospolitej Sclavińskiej byłem członkiem Konstytuanty Rzeczpospolitej Sclavinii i Trizondalu mając wpływ na kształt i przyszłość Sclavinii w wielonarodowościowym państwie, twardo broniąc sprawy sclavińskiej i aktywnie zarządzając departamentem sclavińskim, aż do rozpadu Rzeczpospolitej Trizondalu i Sclavinii. Doprowadziłem do powstania Jastrzębca oraz Nowego Eldoratu, kiedy utracono ziemie na terenach dawnej Mirii wraz z Eldoratem i Nowym Kotwiczem. Zadbałem o powrót do aktywności wielu słynnych postaci w tym Marka Janiszewskiego, Pedro Cavalairo czy Bartka de Limę. 

Społeczeństwo Królestwa Sclavinii mimo tego, iż jestem bezcennym elementem historii sclavińskiej i zawsze działałem dla dobra Sclavinii okrzyknęło mnie zdrajcą, gdyż fałszywie odebrało intencje Guedesa de Limy na terytorium Księstwa Sarmacji po powstaniu II Rzeczpospolitej Sclavińskiej. Otóż mając takie same prawa do Sclavinii jak i Emil Potocki postanowiłem dążyć do utworzenia Hrabstwa Sclavinii na terytorium Księstwa. Hrabstwa, nie posiadającego praw suwerenności i niepodległości, a jedynie symbolicznie nawiązującego do historii Rzeczpospolitej Sclavińskiej. Hrabstwo nie miało być nigdy przeciwwagą dla II Rzeczpospolitej Sclavińskiej, gdyż jak sam Emil Potocki doskonale wie, nowej Sclavinii życzyłem wszystkiego najlepszego. Hrabstwo Sclavinii miało się stać idyllą dla Sclavińczyków prosarmackich poglądów, którzy chcieli rozwijać Księstwo Sarmacji w oparciu o historyczne sclavińskie miasta jak Eldorat czy Nowy Kotwicz. Nigdy nie dążono do utworzenia pełnoprawnej mikronacji w granicach Księstwa. Domniemania i przypuszczenia doprowadziły do symbolicznego spalenia na stosie niezwykle zasłużonych postaci jak Mustafy Owskiego czy twórcy hymnu Sclavinii, Michała Staropodlaskiego. 

Żadne działania nie były nigdy wymierzone w Emila Potockiego, a stanowiły jedynie alternatywę i zabezpieczenie bezpieczeństwa narodowego na wypadek niepowodzenia mikronacji Emila Potockiego, bo ciągłość musiała zostać zachowana, a Sarmacja mogła to zagwarantować. II Rzeczpospolita Sclavińska upadła i gdyby powstało Hrabstwo Sclavinii mogło dać ciągłość państwowości sclavińskiej. Odrodziło się jednak Królestwo Sclavinii, które póki co taką ciągłość gwarantuje i z punktu widzenia historii mikronacji, chwała mu za to. 

Zdrajcą zatem nie byłem, nie jestem i nie będę, co doskonale wie Wasz Król, Emil Potocki. Działałem, działam i jeżeli zajdzie potrzeba będę działał zawsze dla dobra Sclavinii. Dlatego też krytykowałem i krytykuję to co złe w dzisiejszym Królestwie. Obcokrajowcem nie jestem, gdyż jak sami widzicie historia nazwała mnie „człowiekiem Sclavinią” i wiele osób w mikroświecie zagwarantuje Wam to, że Guedes de Lima to nieliczny przypadek miłowania swojej wirtualnej Ojczyzny. Sprzedawczykiem również nie jestem, bo nie zaprzedałem duszy diabłu. Obywatelstwo Księstwa Sarmacji to jedynie gest w kierunku Księcia i Sarmatów, którzy dali tak wiele Sclavinii, że czołowa postać sclavińska chce pomagać swoim przyjaciołom z Księstwa. Tym bardziej zawsze powtarzałem, że jestem Sclavińczykiem, a dopiero później Sarmatom. 

Myślę, że ten artykuł da Wam do myślenie i zmieni Wasze zdanie na mój temat. Wasz Król doskonale wie, jak wiele może Królestwo Sclavinii skorzystać z mojej pomocy, gdy tylko zmieni swój stosunek do mojej osoby. Królestwo musi zmienić fałszywe zdanie o Mustafie Owskim oraz Michale Staropodlaskim. Te osoby dałyby się pociąć za Sclavinię i nie można ich skazywać na potępienie tylko dlatego, że podążają swoją drogą i mają inną wizję Sclavinii. Wizję, którą sam popieram i popierać będę, trwając w przekonaniu, że Sclavinia hołduje ideały demokracji i wolności słowa.

15:01, guedesdelima
Link Dodaj komentarz »
środa, 20 kwietnia 2011
Królestwo zakłamanej wiedzy

Współzałożyciel Rzeczpospolitej Sclavińskiej, członek sclavińskiej Alei Zasłużonych, Marszałek II kadencji Sejmu Sclavińskiego z 2007 roku, Minister Spraw Zagranicznych, Prezydent dwóch kadencji. Zagorzały sclaviński patriota oraz człowiek, który ze Sclavinią trwał w najlepsze dziś uznawany za zdrajcę oraz obcokrajowca nie mającego nic wspólnego z Królestwem Sclavinii, fałszywą i ciemną kartą w historii państwowości sclavińskiej.

"Guedesie, dziś sclavińczycy chcą Ci powiedzieć, iż mimo konfliktów i kontrowersji NIGDY nie zapomną o Twoich zasługach." - kiedy niegdyś, najsłynniejszy redaktor Rzeczpospolitej Sclavińskiej, Stanisław Gertald pisał te słowa na myśl mu nie przeszło, że przyszłe pokolenia zapomną o zasługach współtwórcy i jednej z najbardziej kluczowych postaci w historii Sclavinii, Guedesa de Limy. "Mimo wszystko komentowanie naszych wewnętrznych spraw przez obcokrajowców jest co najmniej niegrzeczne." - właśnie w tak amatorski, absurdalny i pozbawiony elementarnej wiedzy sposób wypowiada się czołowa postać dzisiejszego Królestwa Sclavinii, Xawery Branicki. Stawiając w jednym rzędzie obcokrajowców z innych mikronacji oraz Sclavińczyka z krwi i kości, który dobru Sclavinii poświęcił wiele lat. "...jeżeli jakiś gość zagraniczny (bo tak można powiedzieć do pana de Limy) się wypowiada..", kolejna postać to Robert Dąbski, któremu tylko wydaje się, że jest Sclavińczykiem, pokazuje swoje nieuctwo i zakłamanie Królestwa Sclavinii, które może dzisiaj istnieć dzięki ambicji i aktywności Guedesa de Limy, który najpierw doprowadził do wejścia Rzeczpospolitej w skład Korony Księstwa Sarmacji, a później kierował młodą mikronacją jako Jej prezydent. Panom Branickiemu i Dąbskiemu, przydałaby się lektura historii Stanisława Gertalda opisująca pierwsze miesiące istnienia Sclavinii. Skandaliczna nieznajomość historii oraz powszechne zakłamanie jest zasługą Emila Potockiego, który wśród niedouczonego społeczeństwa dzisiejszego "królestwa" jest wyidalizowanym zbawicielem Sclavinii, a tak na prawdę jest buntownikiem, który wykorzystał Sclavinię do zaspokojenia swoich chorych ambicji bycia Królem, rozbijając Rzeczpospolitą Sclavinii i Trizondalu. Fakt, rozwód poparłem, bo chciałem samodzielnie funkcjonującej Sclavinii ale tworzonej w szacunku do historii, tradycji oraz dawnych obywateli, nawet tych, którzy obrali inną drogę.

Nie można mieć pretensji do społeczeństwa, które rzuca oszczerstwami i błędnymi informacjami, chociażby o tym, iż jestem obcokrajowcem, a Mustafa Owski zdrajcą. Naród jest zaślepiony, niewykształcony i niedoinformowany w kwestii przeszłości, bo zapewne są mu obce kwestie chociażby Alei Zasłużonych czy ludzi pokroju Marka Janiszewskiego, Aarona Rozmana czy Stanisława Gertalda, a o Piotrze Cetnarowiczu nawet nie wspominając. Emil Potocki jest głównym winowajcą i zdrajcą ideałów sclavińskich, gdyż zakpił z historii i historia mu tego nie zapomni. Sclavinia i Jej tradycja nie była, nie jest i nigdy nie będzie prywatnym dobrem Emila, który celowo zataił wiele historii i nawet nie zaprotestował, kiedy niedouczony i niedoinformowany naród bluzgał na wieloletniego współpracownika i byłego dobrego znajomego, Guedesa de Limę. Hańbiąco poparł swoje ślepe owieczki, które zaspokoiły jego pęd do władzy absolutnej i wirtualne epitety ubóstwiania władcy.

Strasznie nieświadoma jest dzisiejsze Królestwo Sclavinii, które nie zna swojej historii, nie zna członków Alei Zasłużonych, obywateli Rzeczpospolitej Sclavińskiej uhonorowanych wieloma medalami okolicznościowy, jak np. orderem jednorożca. Jako osoba trwająca nierozerwalnie ze Sclavinią, a licząc I i II Rzeczpospolitą Narodów od końca 2006 roku jestem niezwykle zasmucony, że muszę patrzeć na tak niewykształcone, niedouczone i płytkie społeczeństwo dzisiejszej Sclavinii. Parafrazując słowa bohatera, "Królestwo Sclavinii to nie jest prawda, Królestwo Sclavinii to nie jest honor", póki tchu mego w piersiach, będę o tym mówił.

Gdyby postaciom pokroju Branickiego czy Dąbskiego zależało na byciu Sclavińczykami, sami sięgneliby po źródła historyczne, poczytaliby artykuły na wikipedii sclavińskiej tej jedynej i prawdziwej znajdującej się na serwerach sarmacja.org, wgłębiliby się w archiwalne numery Naszej Rzeczpospolitej, Przeglądu Politycznego czy Gońca Sclavińskiego. "Panie de Lima, pańskie stwierdzenie że jestem pseudosclavińczykiem są śmieszne i dziwne." - Na bycie Sclavińczykiem trzeba się zasłużyć, bo ta nomenklatura zobowiązuje do szacunku i wiedzy, dlatego dzisiejsze masy, ślepo wpatrzone w kult wirtualnego władcy nie zasługują i jedynie hańbią to co przez lata wypracowali ludzie, którzy gdyby wiedzieli co dzieje się w dzisiejszej Sclavinii, zapewne poparliby moje apele i staneliby po stronie prawdy historycznej.

Guedes de Lima

21:16, guedesdelima
Link Dodaj komentarz »