

Zabytkowy Ratusz w Nowym Kotwiczu został wybudowany w XVIII wieku pod kierownictwem trzyczaszkowskiego architekta Wernerusa von Arbereit-Undzen na zlecenie tutejszego rodu, o którym nie zachowały się żadne wzmianki. W późniejszych czasach, po pożarze ratusza znajdującego się w rynku, stał się siedzibą władz miejskich. Charakterystyczną cechą tego budynku jest symetryczna fasada. Główną atrakcją turystyczną jest znajdująca się w środku bardzo stara i cenna marmurowa posadzka z pięknymi scenami ze starożytnych mitów.
W zabytkowej części mieszkalnej ratusza można wydzielić 25 komnat oraz 5 łazienek i stare pomieszczenia gospodarcze. Bardzo okazały jest hol główny, gdzie wyłożona jest marmurowa posadzka, a na ścianach znajdują się oryginalne dzieła Vincenza Skiboliego, ufundowane przez Sejm Rzeczpospolitej Sclavinskiej z okazji ponownej lokacji i odnowy Kotwicza. Znajduje sie tam również kaplica obrządku bizantyjskiego z drewnianym, pozłacanym ikonostasem. Budynek znajduje się w rozległym parku, otoczonym pięknym ogrodem z oranżerią. Ogrodzenie nie zachowało się do dzisiejszych czasów, lecz według legend popularnych wśród tutejszej ludności "złotem Kotwicza mury wysadzano". Do najpiękniejszych pomieszczeń można zaliczyć salę obrad Rady Miasta i Regionu, gdzie niegdyś była sala balowa księżnej. W budynku przechowywane jest drogocenne chińskie lustro i cesarska zastawa do herbaty.
Z ratuszową posadzką wiąże się ciekawa historia. Po ponownej lokacji miasta Urząd Miasta mieścił się w średniowiecznej siedzibie magnackiego rodu. W maju 2008 roku, Ministerstwo Oświaty Sclavinii zażądało od ówczesnego burmistrza, Daniela hrabiego Chojnackiego (później: JKM Daniela Łukasza), opuszczenia budynku, ze względu na cenną marmurową podłogę. W odpowiedzi na to, Urząd Miasta zarządził jej natychmiastowy demontaż. Nie wiadomo, co dalej działo się z posadzką - wpływowi ludzie z całej Sarmacji wciąż przyznają się do posiadania jej elementów. W listopadzie 2008, staraniem Ministra Kultury, Michała Siduniaka, udało się jednak odzyskać większą część posadzki, którą przetransportowano XVIII-wiecznego ratusza i tam wyłożono w wielkim holu. Zastąpiła ona starszą, będącą w opłakanym stanie, podłogę.
Współcześnie pałac pozostaje własnością władz miasta, ale oficjalna siedziba magistratu znajduje się w rynku.
Oranżeria została wybudowana dużo wcześniej niż stary ratusz, który jest już drugim budynkiem stojącym w tym miejscu. Pomarańczarnia w przeciwieństwie do XVIII-wiecznego pałacu jest budowlą barokową. Architekt nie jest znany, lecz wiadomo że były tu hodowane pierwsze cytrusy na ziemi sclavińskiej, sprowadzane z Tropicany. Owoce te nie były jeszcze wówczas dostępne nawet w stolicy. Nad głównym wejściem można zobaczyć wspaniałe płaskorzeźby przedstawiające sceny z bitew granicznych, które Hrabstwo Mirii prowadziło nieprzerwanie przez ponad dwieście lat z barbarzyńskimi plemionami zamieszkującymi tutejsze bory. Jest to jedno z niewielu źródeł, z których możemy wywnioskować wygląd rosnących dawniej w okolicy lasów, gdyż po ostatecznej zwycięstwie Kotwiczan w większości wykarczowano je pod pola uprawne. Zilustrowany został również chrzest tutejszych książąt, którego dokonali prawdopodobnie bizantyjscy misjonarze ok. XI wieku. Jak w każdej oranżerii, południowa ściana budynku to przede wszystkim okna, zapewniające wystarczające ciepło tropikalnym owocom. Wokół pomarańczarni rosną rzadkie okazy kasztanowca drobnokwiatowego. Z budynkiem połączone są miedziane rury pochodzące z XVIII wieku, które kiedyś doprowadzały tam wodę. Teraz są tylko zabytkiem, gdyż ze względów zdrowotnych nie wolno ich już używać.
Kaplica w obecnej formie została odbudowana w roku 1932 przez mieszkańców Kotwicza, po barbarzyńskim spaleniu wcześniejszej przez rodzimowiercą organizację pogan. Dawna, XVIII-wieczna kaplica, była utrzymana w stylu neogotyckim. Charakterystyczna dla architektury tamtych czasów, zbudowana z czerwonej cegły, z jedną wieżyczką główną i dwoma pobocznymi. Nad drzwiami znajduje się miejsce na skradzioną figurę Marii - Pocieszycielki Strapionych, która w niewyjaśnionych okolicznościach zginęła w dniu Wszystkich Świętych 1945 roku. Na jej miejsce nie została nigdy postawiona inna figura, gdyż mieszkańcy wierzą iż poprzednia miała cudowną moc, ponieważ jako jedyna ocalała całkowicie w pożarze. Zdaniem wielu miejscowych rzeźba w końcu się odnajdzie. Pomimo istnienia w Kotwiczu wielu innych świątyń, wiele uroczystości i nabożeństw odprawianych jest tutaj. Najcenniejsze wyposażenie kaplicy to kamienna chrzcielnica pochodząca prawdopodobnie jeszcze ze średniowiecza. Ciekawostką jest następujący zwyczaj: w święta wielkanocne wierni przynoszą do świątyni chleb na chrzanowych liściach. Pochodzenia tej tradycji nie znamy, jednak prawdopodobnie wywodzi się ona jeszcze z pogaństwa.
Rybacy w Kotwiczu byli niegdyś najliczniejszą grupą społeczną ze względu na portowe położenie miasta. Wszyscy doceniali i nadal doceniają ich trud i pracę, a kotwickie ryby są niezwykle popularne na terenie całej Sclavinii ze względu na przysłowiową już świeżość i wysoką jakość. Budowę pomnika zleciła tutejszemu rzeźbiarzowi Rada Miasta uchwałą podjęta w roku 1848. Pomnik wykonano w gabrze przywiezionym specjalnie z Gór Kocich. Przedstawia on rybaków wyciągających sieci z wody. Rzeźbiarz - Antoni Gerwazy Pacewicz - zamówienie wykonał w ciągu 7 miesięcy i 8 dni. Pod pomnikem, na kamiennej tablicy wykuto napis: "Tym co są i co byli. Co z rybackiej wioski, portowe miasto stworzyli. Wszystkim rybakom z Nowego Kotwicza.". Pomnik znajduje się w centrum miasta, obok fontanny i stanowi cel wszystkich wycieczek turystycznych, które zawsze podziwiają "Rybaków z Kotwicza". Co roku z okazji regionalnego Dnia Rybaka, w pobliżu pomnika organizowany jest festyn, odbywają się koncerty zespołów ludowych oraz smażone są morskie ryby. Legenda mówi, że pod pomnikiem ukryta jest kość wielorybia.
Szlachecki zajazd, w którym niegdyś odbywały się huczne zabawy z okazji Hubertusa i okolicznościowych polowań organizowanych przez lokalne rody magnackie. Najbardziej rzucającym się w oczy elementem tegoż dworku-leśniczówki jest poddasze, które w przeciwieństwie do całego budynku jest wykonane z nietypowej cegły kremowej barwy. Najprawdopodobniej ta część budynku została dobudowana w dużo późniejszych czasach. Zabytek ten łączy w sobie cechy prostej leśniczówki i dworku. Brakuje mu charakterystycznego dla szlacheckich siedzib ganku opartego o kolumny, lecz posiada budowę XVI-wiecznego dworku. W środku, na ścianach, znajdują się skóry zwierząt łownych spotykanych na tych terenach, takich jak: niedźwiedź miryjski, gronostaj czerwony czy żubr oraz trofea danieli, jeleni i łosi. Legenda głosi, że gdy pewien myśliwy wyszedł na łowy, zobaczył uwięzioną w kłusowniczej pułapce małą sarenkę. Uratował ją, a gdy uciekała ukazał mu się patron myśliwych - św. Hubert - i powiedział pamiętne słowa: "Bądźcie opiekunami trzody, którą wam Bóg ofiarował". Od tej pory jest to tradycyjne zawołanie sclavińskich myśliwych.
Designed by 2noobs.net
Wszelkie prawa zastrzeżone.
Ostatnia aktualizacja: 30 grudnia 2008 r.