go od wczoraj. Wypił ostatnie litry "Sankt Ulryk" z królewskiego browaru znalezione w ministerialnym barku. Wysłał nawet służbowego kierowcę po kolejną partię ulubionego napoju, ale okazało się, że wyjeżdżający na urlop monarcha zamknął browaru na cztery spusty. Podchmielony Miecior wysłał dramatyczny apel do producentów alkoholu o zwiększoną produkcję,(rząd się wprawdzie sam wyżywi, ale przecież ministrowi nie wypada bimbru pędzić" - jak zauważył świstak), ale jak na razie nie było odpowiedzi. Znalazł w końcu ukrytą przemyślnie butelczynę w jednej z szuflad premierowskiego biurka, ale okazało się, że było to oranżada "Słoneczna Limonka" produkowana w Inselii przez scholandzkiego sędziego Strudolfa... Bezmyślnie oglądający etykietę "Limonki" Miecior nagle wpadł jak zneutralizować opozycję i zarazem rozwiązać problem przymusowej prohibicji.
- Cicho bądź Don Christoforo! Świstak zajmij go czymś. Może pozawijajcie coś w te sreberka - warknął przerywając narzekania Don Dudone i sięgnął po telefon. Wybrał numer do Sprawiedliwego Michaela - jak lubił się nazywać Strudolfini - lub też Wiecznego Zrzędy - jak mówili o nim oponenci.


- Witam Waszą Sprawiedliwość. Tu minister Miecior De La Skarpette. Tak, tak... ten sam od spraw wewnętrznych, administracji i innych rzeczy - mówił do słuchawki patrząc jak świstak wyprowadza premiera do pokoju z zabawkami.
    Zdzwiony Strudolf słuchał wynurzeń ministra od spraw wewnętrznych na temat braku krajowych alkoholi i związanych z tym potwornych katuszy przyzwoitych obywateli, którzy chcieliby wypić za nieustające sukcesy rządu i zdrowie Jedynego Sprawiedliwego Sędziego Naszego Kochanego. Ochrypły głos (Ach ta chrypka Wasza Sprawiedliwość.  Przeziębi-
łem się nieco, bo wieczory są coraz chłodniejsze) jako żywo przypominające mu stałych nabywców wina "Wisienka", które produkowały jego zakłady zaczynał mu przeszkadzać. A na dodatek cierpły mu kolana, bo telefon zastał go w trakcie pozowania do kolejnego obrazu. Był w pełnym stroju pontyfikalnym z tiarą klęcząc pobożnie na klęczniku, który właśnie okazywał się wyjątkowo niewygodny. W końcu ze stęknięciem przerwał Mieciorowi i podniósł się, podpierając się pastorałem.
- To o co Panu chodzi? - przerwał wreszcie słowotok Mieciora.