|
- No... Zamówienie rządowe mam... Piwo i wino w każdej ilości do ministerialnych gabinetów. Dostawy proszę kierować do mojego ministerstwa. A... I jeszcze coś. Taką prośbę mam - jakieś dobre słówko by o nas powiedzieć do tych łajz, dziennikarzy. Bo Lis zły jest na rząd i premiera, że chce zamówienia od Waszej Pobożności brać zamiast budżet przygotować. A Pan premier tak Pana ceni i się strasznie tym przejął - bąkał minister pocierając niegolony od kilku dni podbródek. - Hm... Da się zrobić. A ile tego wina ma być? - zapytał rzeczowo Strudolf przeliczając szybko zysk na cenę wspaniałego ornatu, który widział niedawno na wystawie. - Każda ilość Wasza Sprawiedliwość. Każda - mówił przymilnie Miecior przełykając ślinkę. Chwilę potem prześwietny Markgraf Strudolfini zasiadł do pisania listu w obronie rządu zaczynającego się od słów: Dajmy im szansę Panie Lis. Niech się uczą. Młodzi mają prawo do własnych błędów. Skończmy wojny scholandzko-scholandzkie dla dobra kraju - patetycznie pisał Strudolfini zerkając raz po raz w lusterko i w myślach przymierzając nowy ornat. Zgodnie z przewidywaniami Mieciora, dziennikarze zajęli się dyskusją Strudolfa |
i Lisa. Opozycja zaczęła pisać do siebie nawzajem listy. Don Dudone został wysłany w tym czasie z zagraniczną wizytą na oficjalny wyjazd do Solardii. Regent zabrał go ze sobą na podpisanie traktatu, ale premier pod pozorem zwiedzania kazał wysadzić się przy pierwszym wesołym miasteczku. Do Scholandii wrócił dopiero po kilku dniach. W tym czasie Miecior podrabiając niezgrabne kulfony Don Dudone wysłał pisemne polecenie ministrowi finansów Podniebnemu Andiemu, by jak najszybciej napisał budżet uwzględniający wydatki na odbudowę strategicznych zapasów Scholandii w napojach mocnych. W tym czasie Maxima oglądała swoje nowe biuro. W gruncie rzeczy nie było w nim ciekawego. Biurko było zawalone papierami - wcale nie kolorowymi a poprzedni minister nie używał nawet kredek. Nie znalazła było też plasteliny! Stanowczo - ponure miejsce. Na dodatek szafa była za mała i umieszczenie tam wszystkich kreacji na bale rządowe (o których tyle czytała w ukochanych powieściach o miłości typu "Kopciuszek" "Królewna Śnieżka") okazało się niemożliwe. Jakby tego było mało jeden z urzędników na widok jej cennych różowych pantofli na bardzo wysokim obcasie i kompletu peruk wprost z Solardii |