umieszczonych w kasie pancernej zamiast stosu nudnych papierów najpierw zaczął dziwnie prychać, a potem jakoś tak dziwnie poczerwieniał i wybiegł z gabinetu. Maximie wydawało się nawet, że słyszała głośny śmiech! Natychmiast wybiegła za zuchwalcem i wykrzyczała na cały korytarz:
- Ale Wy jesteście. Sami się śmiejecie i nie powiecie mi z czego!! A może ja też chciałabym się pobawić z Wami?
    Dramatyczny apel pani minister od gospodarki spowodował lekki popłoch w całym budynku. Urzędnicy w pośpiechu chowali się w swoich gabinetach a kilku interesantów, którzy załatwiali jakieś sprawy w okazałym gmaszysku z betonu i szkła przy Bulwarze Władzy, zamarło w bezruchu gapiąc się na miotającą się na wysokiej galerii postać w zielonym ogromnym kapeluszu, różowej sukni z niebieskimi dodatkami i jadowicie żółtych pantoflach, gorączkowo wymachującą rękoma.
- Może razem poczytamy moją książkę?! Jest o gospodarce! "Liczykrupa" się nazywa - krzyczała głośno sylwetka o wściekle kolorystycznych akcentach.
-Khe, khe - rozległo się głośne chrząknięcie za plecami rozemocjonowanej Maximy.


    Pani minister obejrzała się - za jej plecami stał przymilnie uśmiechnięty Sawsi, były minister i ulubieniec jej wielkiego brata, którego książę-patriarcha rozszyfrował dawno temu jako Kryptosarmatę. Sawsi był od dawna bezskutecznie poszukiwany przez scholandzkie służby bezpieczeństwa. Nic dziwnego - ostatnio ciągle występował w przebraniu ... świstaka. Nikt zatem nie śmiał go legitymować, jako że co wieczór spotykał się z Oficjalnym Doradcą Rządu - Świstakiem Staszkiem, który przedstawiał go był jako swego kuzyna.