Rozdział Siódmy


axima oblała się czerownym rumień-
cem. Jej bohater, jedyny, wyśniony... tak, to on! To jego codziennie pokazywali ostatnimi czasy w każdej przerwie reklamowej, a teraz stoi tu przed nią. Pani Minister chwilkę poświęciła na przemyślenia, czy aby na pewno Luby dostrzegł duże serduszka, które pojawiły się w jej oczach (w bajkach w końcu zawsze tak było) i z żalem stwierdziła, że ona w jego oczach ich nie ujrzała. Jej smutek jednak nie trwał długo, gdyż Sawsi chwycił ją za rękę, wciągnął do jej gabinetu i przekręcił kluczyk w drzwiach.
- Zadzwoń do sekretarki i powiedz, że jesteś zajęta i NIKT nie ma ci teraz przeszkadzać... albo lepiej po prostu tylko to powiedz, ja wykręcę numer za ciebie.

***
     W międzyczasie Annoduda jako Minister Kultury  miała  zajmować  się przygotowa-
niem balu dla śmietanki towarzyskiej Scholandii. Jak stary zwyczaj kazał, należało zaprosić na niego wszystkich


przedstawicieli szlachty wraz z osobami towarzyszącymi, nie zapominając oczywiście o członkach rządu. Troskliwy Markgraf Shalom, będąc już w samolocie powrotnym załatwił dzwoniąc na prawo i lewo pomoc dla Annodudy w przygotowaniach. Na skutek jego poleceń pewna nieszczęsna urzędniczka siedziała teraz w gabinecie Minister Kultury i wysłuchiwała jej coraz oryginalniejszych pomysłów.
-Taak! Świetnie zrobimy balik... znaczy się bal przebierańców, nie wpuścimy nikogo, kto nie włoży jakiegoś kolorowego i bajkowego stroju! Jestem bajeczna, prawda?! Niech tylko mój ukochany Christuni-misunio-bratunio o tym usłyszy, to na pewno mi zaklaszcze! A Barbara będzie ze mnie dum..
-Pani Mini...
-Nie przeszkadzaj mi, nie widzisz, że obmyślam wszystko, by zabawa była cudowna! Balony przy suficie będą różowe, niebieskie, czerwone, żółte, pomarańczo-
we... a może zrobić je tylko w kolorach Smerfów?
-Myślę, że to nie...
- Ale żaden nie jest różowy! Barbarze będzie przykro, nie mogę tak zranić jej kochanego malutkiego superowskiego