|
czekajcie na swego największego fana patetyczne sztuki, grane w zapadłych kibucach! Adieu dzielnico ortodoksów, gdzie można jeszcze zadumać się nad mądrościami Talmudu! Chociaż niekoniecznie.... Shalom dojrzał nagle w kącie jeszcze jednego partyjnego towarzysza. Christoforo Dudone, niedawny nabytek partii, siedział w rogu pod wielkim stołem, i bawił się w "Małego Redaktora" ze swymi dwoma siostrzyczkami, Barbarą Maximą oraz Annodudą, także członkiniami PLI. Właśnie przykładali nowy szablonik do okładki prawie już gotowej gazetki "Okiem Dudone". Gazetka miała być nazajutrz zaprezentowana w przedszkolu, do którego uczęszczała jeszcze młodsza siostrzyczka, dlatego całe rodzinne stadło z wypiekami na twarzy kłóciło się o brzmienie podtytułu, konkretnie zaś o pisownię daty dziennej. Na kartce przed redaktorami leżały trzy wersje tej daty: "ftorek", "vtorek" i "wtoreg". Grono redakcyjne oglądało je po kolei , nie mogąc zdecydować się na żadną. To jest to! - pomyślał Markgraf i zaraz poczuł się lepiej. Wstał ze swego fotela, władczym gestem odsunął podstawiany mu przez Kerada kieliszek koszernej wódki i powiedział uroczystym głosem: |
-Dudone - zostaw tę gazetkę! Chodź tutaj! Kiedy zdumiony Dudone opuścił swój placyk zabaw, Markgraf, kładąc mu rękę na ramieniu zwrócił się do swoich towarzyszy walki: -Musimy stawiać na młodych, ambitnych Scholandczyków. Sam postanowiłem zrobić im miejsce. Nikt nie powie, że PLI jest tylko partią scholandzkich dinozaurów. Nowym premierem będzie Dudone! Gdyby powiedzieć, że Keradowi i Wyspiańskiemu opadły szczęki, byłoby pewnie za mało. Ale żaden z nich nie ośmielił się sprzeciwić partyjnemu Guru, tak dobrze byli już wytresowani w szkole PLI. A może po prostu mieli już trochę w czubie. Nie czekając na ewentualne dyskusje, Koliński zaczął pisanie wniosku do Regenta o mianowanie Premierem Królewskiego Rządu wybitnego przedstawiciela nowej generacji PLI, baroneta don Christoforo Dudone. Natychmiast po podpisaniu go wziął się za pisanie Expose dla swego nowego ulubieńca. Po czym zaprogramował czerwony aparat na biurku na adres swojej komórki, przećwiczył z Premierem-nominatem podnoszenie słuchawki i raźnym krokiem, zadowolony z siebie, zszedł do czekającej limuzyny, która zawiozła go na lotnisko... |