|
gazet. Na widok zdjęcia Smerfetki nad premierowskim biurkiem Dudone Król lekko przybladł (Kaprysina dobrze doradziła kole- gom, co mają pokazać na koniec), a w je- go zimnych oczach pokazał się znany naj- bliższym stalowy błysk. W tym momencie opozycjoniści wiedzieli już, że wygrali. Armin Frederik lakonicznie podziękował za powitanie, po czym przeszedł przez hol lotniska (witany zdumionymi spojrzeniami nielicznych o tej porze pasażerów) i wsiadł do czekającej limuzyny. Na Zamku natychmiast zamknął się w gabinecie z czekającym nań (byłym już) Regentem Nuerenbergiem. Zapewne żaden historyk nie dowie się już i nie zapisze, co sobie powiedzieli obaj przyjaciele, niemniej musiała to być jedna z najtrudniejszych rozmów w ich życiu... Niczego nie podejrzewający Dudone ciężko pracował w swoim gabinecie. Można by powiedzieć, że dokonywał pilnego przeglądu kadr: oglądał właśnie z pomocą lupy wykopiowane z książek dla dzieci ryciny Chochlików, które mu właśnie przywiozła wojskowa służba wywiadowcza. Dziwiono się wprawdzie w armii, dlaczego Dudone akurat żołnierzom wydał polecenie dostarczenia podobizn tych złośliwych istot, ale rozkaz w Scholandii zawsze był |
rozkazem i pułkownik Kwiatkowski (ksywka: "Ku chwale Ojczyzny") kazał całemu personelowi Sztabu Generalnego przeszukiwać wszystkie wydania bajek i legend, by spełnić zachciankę Premiera. Annoduda malowała na różowo jajka (pomyliła się jej bowiem wrześniowa Równonoc z Wielkanocą) i puszczała bańki mydlane, Maxima zaś w sypialni dochodziła do siebie po upojnej nocy z Sawsem (pili wszak Tygryska i sok malinowy), znów najgłębiej przekonana o jego płomiennej miłości. Na dźwięk kroków Szuala Dudone podniósł wzrok, a ujrzawszy swego Mentora rozpromienił się. Natychmiast zrzucił z biurka kopie nędznych Chochlików, już wiedział, że jedyny i prawdziwy Geniusz Polityki wrócił, by mu doradzać. Wszystko już będzie dobrze, teraz zawsze zza cienkiej ściany będzie słyszał głos Markgrafa! -"Witaj nam w domu, Szlachetny Wieszczu!" - Dudone był rozpromieniony, a z jego brązowych oczu przebijała szczera radość. - "W sumie dobrze nam idzie, a z Tobą pójdzie jeszcze lepiej - mamy kompletny Rząd, piękne bale i jednego Sarmatę mniej". Szual już chciał wyprowadzić Premiera z jego radosnego przekonania, ale ta wypowiedź wzbudziła |