- Jakiego Sarmatę? - zapytał nieufnie.
-Tego ich Aurora... Admiratora... nie - chyba Ambasadora... wiesz, Nuerenberg kazał mi go wyrzucić, jak cię nie było. Bo ja zawsze słuchałem Nuerenberga, ponieważ twój telefon nie chciał ze mną rozmawiać, musisz go upomnieć.
    Koliński, usłyszawszy takie streszczenie rządów, aż usiadł z wrażenia. Całą swoją polityczną działalność poświęcił na łagodzenie scholandzko-sarmackich sporów, nawet Księcia Filipa próbował nawracać, że nie warto balansować na krawędzi wojny, tymczasem to jego wychowanek właśnie ... wojnę spowodował. Bo że do konfliktu dojdzie, Koliński nie wątpił. Zły Duch Czekański tylko czekał na taki piękny pretekst, a jego, Szuala, Premier z Kapelusza właśnie mu go dostarczył. Nie widząc dla siebie już nic do zrobienia tego wieczoru, a oczekując jutro od rana cyklonu od strony Zamku, Koliński postanowił nie wyprowadzać już Dudone z jego dobrego nastroju. Niech sobie chłopak ostatni wieczór pomyśli, że jest dobrze. Z wisielczym, iście żydowskim humorem Szual poklepał więc Christoforo po ramieniu, otworzył wyjętą z bagażów koszerną wódkę i obaj zaczęli się zalewać. Gdy jeszcze dołączył do nich Miecior (który


zawsze potrafił wyczuć alkohol na minimum kilometr), a Markgraf wyjął z kufrów kolejne butelki, przeznaczone dla gminy żydowskiej w Elfidias, ich pijackie okrzyki zaczęły się nieść po całym Bulwarze Władzy... Tak kończył się ostatni wieczór urzędowania sławetnego Rządu Don Dudone.
    A musiał być to wieczór ostatni. Co było dalej, Scholandczycy wiedzą z prasy i oficjalnych dokumentów. Król otóż na hasło: "ratujmy Scholandię" błyskawicznie dogadał się z opozycją. Na dzień dobry kazał premierowi udawać, że go nie ma, potem wykorzystując jego oficjalną nieobecność (i przeszkodę w sprawowaniu urzędu), zdymisjonował go. Markgraf Szual niedługo cieszył się (a może i martwił) funkcją Szefa Rządu, gdyż Król miał już tym razem naprawdę dość. Przymknął więc oczy na szytą grubymi nićmi grę opozycji, która za pomocą sfałszowanych liścików skusiła posłankę Thrumienkę na spotkanie z uwielbianym przez nią Hrabią Malatharem, a potem zamknęła ich razem w altance. Gdy już Szlachetna Dama się z niej wydostała i ostatkiem tchu wpadła na salę Parlamentu, by zagłosować, Antyttle (w roli Marszałka), właśnie jąkając się z pośpiechu stwierdzał, że przed minutą nowemu Rządowi PLI zabrakło ... jednego głosu do uzyskania