|
kowie ND słyszeli, jak portierzy i sprzątaczki robią zakłady, kto będzie ministrem. Wstyd rumienił ich policzki, gdy słyszeli kolejne nazwiska na giełdzie. Oboje jednak wierzyli, że Królestwo nie upadło jeszcze tak nisko. Jakże miał ich zdziwić przedstawiony skład Królewskiego Rządu. Punktualnie o jedenastej weszli do sali obrad i dalej czekali. W pół do dwunastej Lis zadzwonił do Kaprysiny, by spytać, co porabia. O dwunastej Antyttle skoczył do bufetu po dwie kawy. Dziesięć po dwunastej do sali wbiegła zdyszana była Premier, Kasia Thrumienka. -Jeszcze nie zaczęliście? Dobrze. - Rzekła zdyszana. - A już się bałam, że trzynasta pomyliła mi się z jedenastą. O, kawa! Pani Thrumienka jak widać także, choć w domowym zaciszu, opijała była swój wyborczy sukces. W pół do pierwszej zjawiła się w końcu Rodzina Trzymająca Władzę. Barbara Maxima usiadła z boku, w miejscu dla widzów, a Christoforo i Annoduda zajęli swoje miejsca (wcześniej pół dnia ćwiczyli z Shalomem rozkład siedzeń w Parlamencie). Dopiero wtedy cała szóstka spostrzegła w rogu sali Regenta Nuerenberga. Ten patrzył na nich dobrotliwie i trochę sennie. Jako (świeżo zawieszony i absolutnie bezstronny) czło- |
nek PLI także nieco zabalował. Plotki o jego nocnych suto zakrapianych imprezach z Malatharem w osławionym "Pasibrzuchu" już od dawna rozchodziły się po całym Scholopolis, pewnie tylko już sam Król jeszcze o niczym nie wiedział. Za pięć pierwsza udało się w końcu rozpocząć obrady i na mównicę wkroczył, dumnie wyprężony, Christoforo Dudone. - ... To po-raz ko... ko... kolejny uś-miech-nął się... los dla rzą-du Pa...Pi... no, tego, PLI. - Wydukał szczęśliwy. Annoduda i Barbara Maxima spojrzały z podziwem na brata, w końcu z całej rodziny czytał najlepiej, opozycjoniści zaś zatykali usta, by nie wybuchnąć śmiechem. Katarzyna Thrumienka dopijała kawę, półprzytomnie rozglądając się po sali. - Misie... misję... PLI... rozu-miemy... ja... ko re... re... reha... - Realizację - podpowiedział życzliwie Regent. -Tak, rezację. Rezację sta... starannie... Czytanie expose ciągnęło się w nieskończoność. Minęła pora obiadu, podwieczorku, wieczorynki (tego dnia miały lecieć Smerfy, ale Familia nigdy się o tym nie przekonała), kolacji, wieczornego filmu. Nastała ciemna noc, gdy Dudone rzekł: -... i wno-szę o u-dzie-le-nie wo-tum |