zau... zaufa-nia Rzą-do-wi Kró... Król... Królewskiemu! W na-stę... pu-ją-cym skła-dzie. I wymienił swoich ministrów, a gdy odczytywał imiona swych sióstr, te nawzajem biły sobie brawo.
    Setki kilometrów dalej, w ekskluzywnym wielogwiazdkowym hotelu realnego świata, zniesmaczony Król pytał brata: "Jak to się mogło stać? Jak?". Młodszy zaś przedstawiciel Domu Scholandzkiego smętnie (choć patriotycznie) dopijał piwo Sankt Ulrich, rzucając od czasu do czasu lotkami w podziurawione zdjęcie niejakiego Czekańskiego z sarmackiego brukowca. Zaś w wyśnionym Izraelu Shalom, jedząc koszerne warzywa i popijając je koszerną wodą z lekkim niepokojem czekał, kiedy zadzwoni telefon.














Rozdział Czwarty


łońce właśnie wstało z mocnym po-
stanowieniem podjęcia trudu wędrówki po nieboskłonie. Christoforo nie miał takich dylematów, on nie wstawał. Bo on nie leżał, czuwał - od kilku dni. Chodził po pokoju i rozmyślał, spoglądając spode łba na bawiące się radośnie dwie panie Minister i drzemiącego w rogu pokoju kolejnego członka Rządu - Lumpa Mieciora:
-Co on mógł mieć na myśli? Co z tymi kroplami? Ech, życie...
    Albowiem już od paru dni lało jak z cebra od wtorku, dopiero dziś pogoda się poprawiła. Debatując o stanie państwa i rządu Miecior rzucił (koło środy) od niechcenia:
-Aura tak samo do bani jak nasz rząd, do dupy z tym wszystkim. Nawet krople deszczu w akcie samobójczym rzucają się z rozpaczy na szyby. Masz jakiś pomysł na poprawę jakości życia w prowincjach?
    To dało Christoforo do myślenia... Nastała sobota a Dudone nadal chodził po pokoju w tę i z powrotem rozmyślając:
-O co mu chodzi z tymi kroplami? Jakie