Przyszły premier poszedł zatem do scholandzkiego Radia i w publicznym wystąpieniu wezwał Scholandczyków, zwłaszcza bezrobotnych, ale koniecznie popierających PLI, do zgłaszania się jako kandydatów na ministra. W umówionym miejscu i czasie zebrały się tysiące osób - przed Dudone stanął zatem wielki problem: Jak wybrać najlepszego? Okazało się jednak, ze problem rozwiąże się sam. Podstępny jak zawsze Lis rozpuścił plotkę, że telewizja, którą swego czasu obiecywali Dudone z Sawsem, nie zostanie stworzona. Kto zaś przy zdrowych zmysłach chce być ministrem, nie mogąc często i obficie przemawiać do narodu? Jedynym komunikatorem pozostaje lista scholandzka, zatem forma pisemna - a tu trzeba umieć i pisać, i czytać ze zrozumieniem, nie mówiąc o formułowaniu myśli w takiż zrozumiały sposób. Wniosek: funkcja ministra wymaga znajomości CAŁEGO abecadła, a na dokładkę minimum logiki. W ten sposób Lis - ten wieczny krytykant i Zły Duch PLI - zasiał wśród potencjalnych kandydatów i pociotków wybranej Grupy potężny zamęt. Wśród zgromadzonego tłumu pojawiła się nagle niepewność, dały się słyszeć szmery i pojękiwania. Niemniej stali tam dalej, żądni


jakiegokolwiek wsparcia, zdesperowani i pocieszający się słowami, że przecież i Dudone niedawno był ministrem i jakoś mu poszło.
    Nie tak miała według założenia perfidnego Lisa wyglądać reakcja ludzi. Jak zwykle jednak szybko wpadł mu do głowy nowy pomysł, jak przedłużyć do granic absurdu długość powstawania rządu. Zawijając rudą i fałszywą kitę pod siebie, pobiegł do swojej kamienicy i wśród nieco wyblakłych transparentów typu "Dudone musi odejść", czy: "Dla polityka konieczna gramatyka" wyszukał najbardziej odpowie-
dni do obecnej sytuacji.Wyniósł go kiedyś chyłkiem - Lisim zwyczajem - z jednej z konwencji wyborczych Partii Ludzi Inteligentnych, a napis na nim brzmiał "PLI to darmowe piwo i przekąski - wszystko na nasz koszt". Gdy wrócił pod gmach, w którym odbywał się casting, tłum omal nie oszalał z podniecenia. W ciągu 10 minut wszyscy pobiegli w stronę najbliższego przedstawicielstwa PLI. Pozostał jedynie jeden - zapomniany, półprzytomny lump Miecior, dogorywający gdzieś w krzakach po wczorajszej imprezie zwolenników Szatyna, suto zaprawianej szmuglowaną sarmacką whisky. Głowa ciążyła mu niemiłosiernie, lecz zdesperowany Dudone