|
oba scholandzkie Kościoły chrześcijańskie wprzęgły odwiecznego wroga narodu w swą ekumeniczną kampanię na rzecz moralności, finansowaną po cichu przez zamożnego Księcia Filipa). Teraz jednak ten straszny potwór siedział przed nią i bawił się swym straszliwym nożem (dokładnie jak w komiksie, brakowało tylko zakrwawionego śliniaczka)! Ale co to ... Maxima przeżyła kolejny wstrząs: przed Kanclerzem klęczał jej ukochany Saws i radośnie odbierał od niego pieniądze! Był to kwadrylion libertów (w jednym banknocie). -Dobrze się sprawiłeś - powiedział potwór do Sawsa - teraz dowiemy się wszystkich strategicznych sekretów Scholandii. Rachunek za malowanie twojej budy na różowo i szmatki na baldachim możesz mi potem przesłać. Księstwo wszystko ureguluje. -Tak, o Wielki, Nieomylny, Żelazny Kanclerzu, Natchnienie Panujących, Koszmarze Scholandczyków, Geniuszu Sarmatów, Ojcze Wszystkich Konfliktów, Chwało Grodziska i Okolic! - Saws jak widać szybko uczył się sarmackich obyczajów. Mam nadzieję, że moja przysługa nie będzie zapomniana przez Wielką Sarmację. Teraz będziecie wiedzieli wszystko... |
Po czym obaj - Zły Duch i ohydny zdrajca - zabrali się do przesłuchiwania Pa-ni Minister. Ale im więcej chcieli się dowie- dzieć, tym bardziej zawzięta stawała się nieszczęsna członkini sławetnej Familii. Postanowiła sobie, że prędzej umrze wirtu- alnie,niż powie tym strasznym złoczyńcom, w której norce schowała się w ostatnim odcinku Smerfetka albo jaki kolor będą miały baloniki na najbliższym balu Annodudy. Zresztą miała o tyle łatwiej, że pytali ją o rzeczy, o których nigdy nie słyszała - jakieś "systemy", "bu-dżety" a nawet "stra-tego-tegi-czne plany". Nic z tych rzeczy Maxima nie byłaby w stanie nawet powtórzyć, toteż dzielnie przeszła przesłuchanie. Zdesperowany Czekański kazał wezwać Świstaka Staszka (bo i on już zdążył zbiec do Grodziska), żeby dokonać konfrontacji. Maxima poczuła się jeszcze gorzej, gdy ujrzała we wrogim gnieździe ukochanego powiernika jej Brata Premiera. Ale i tak nic nie powiedziała, bo nie była w stanie. Dręczyciele kazali ją więc odprowadzić do lochu i rozpoczęli naradę: -Nasz genialny plan jak zwykle spalił na panewce - mruknął zawiedziony Kanclerz. Ona nic nie powie - rzekł z nutką podziwu - A zresztą: ciekawą ma linię obrony, ciągle marudzi o jakichś fikcyjnych postaciach. |