|
rabinowi Szualowi, kiwającemu się w drodze podczas odmawiania psalmów, pamiętał Strudolfa przymierzającego w wozie co bardziej barokowe ornaty i stuły - na scholandzkich kierowcach rządowych naprawdę niewiele robiło jeszcze wrażenie. Gdy nowi Ministrowie dotarli na miejsce, dumnie wysiedli pod Pałacem Rządowym z limuzyn. Prezentowali się nader poważnie ze swymi pięknymi, czarnymi, skórzanymi tekami, w których były liczne dokumenty zwłaszcza zaś nieoficjalne podręczniki PLI dla początkujących ministrów autorstwa nieocenionego Markgrafa. Tylko w teczkach obu sióstr Dudone zamiast trudno zrozumiałych broszur Szuala były komiksy, gdyż obie Panie Minister uważały że nie warto marnować czasu na rządowe pierdoły. Ich genialny Brat zarządzi i tak wszystkim lepiej niż one i bez problemu poprowadzi trzy resorty, zostawiając im czas na ulubione rozrywki. Dudone wyszedł ostatni ze swojej limuzyny. Miał na sobie czerwony, idealnie dopasowany, godny premiera dres, a w ręku trzymał swoja ulubioną różową teczkę z wizerunkiem Czarodziejki z Księżyca. Nikt nie wiedział do końca, co znajduje się w tej szałowej teczce. Siostry przypuszczały tylko, że są tam między innymi cudowne |
kredki, które dostał od babci. Wchodząc do Pałacu Familia wraz z kamratami zauważyła kręcącego się jak w ukropie po korytarzach, niezwykle zapracowanego Podniebnego Andy'ego, który od chwili nominacji sumiennie wykonywał swoją pracę, grabiąc martwe dusze, zamykając firmy i zabierając co się da samorządom. Ten przykład zdziałał mały cud: oto Lump Miecior widząc Ministra Finansów postanowił mu dorównać i również wziął się do roboty. Na dzień dobry zwolnił jakiegoś nieszczęsnego prefekta, który jeszcze całkiem niedawno kazał poszczuć policyjnymi psami szacowne zebranie zwolenników Szatyna i innych mętów. Po tym akcie urzędowym od razu spodobało mu się być ministrem. Natomiast Maxima i Annoduda usiadły na schodach prowadzących na drugie piętro i rozpoczęły czytanie komiksów. Sarmacki świstak Staszek, wprowadzony tylnymi schodami do gabinetu Premiera natychmiast zadekował się w jego służbowej toalecie, wyciągnął flaszkę whisky, którą dostał od Mieciora na dobry początek i rozpoczął jednoosobową libację. Jego uciążliwe mlaskania i chrząkania, potem zaś pijackie bekanie dało Premierowi do myślenia: A może ktoś mnie oszukał? |