Rozdział ósmy


małej salce Rządowego Pałacu, z da-
la od zgiełku  orkiestry i bawiącej się  śmie-
tanki Królestwa, rozgrzany do czerwoności piwem, likierem i złością Regent Nuerenberg patrzył na Premiera Dudone wzrokiem Bazyliszka. Christoforo stał przed nim drżąc jak osika, mając przemożną ochotę zapaść się pod ziemię. Istotnie, wyglądało na to, że Regent przejdzie do rękoczynów, co przy jego dwumetrowej postaci i iście niedźwiedziowatych łapskach mogło się dla Premiera skończyć dość nieciekawie. Książę Delty trzymał w ręku nieszczęsną "śmietnikową depeszę" z Dreamlandu, Dudone zaś w najwyższym zdenerwowaniu miętosił raport SSB o sarmackim agencie.
-To Staszek go musiał wpuścić, on ma takie dobre serduszko - mamrotał Dudone - może jakiś kolega z jego stada także musiał uciekać z Sarmacji...
-A nie przyszło ci do główki, że to właśnie ta twoja kosmata maskotka może być sarmackim szpiegiem? - syknął przez zęby Regent, zbliżając się niebezpiecznie do premiera. Ten niespokojnie obejrzał się za


siebie, czy okno jest solidnie zamknięte. W takim nastroju Nuerenberga mógł się obawiać nawet błyskawicznego lotu na chodnik.
-Ależ to niemożliwe - wybełkotał Dudone - on przecież opowiadał mi, że jest prześladowany przez Czekańskiego. Pokazał mi nawet podpisane przez samego Czekańskiego zaświadczenie, że ten osobiście go prześladował - w tym momencie biedny Dudone musiał uskoczyć przed silnym zamachem Regenta. Nuerenberg nie próbował drugi raz, pohamował się pomyślawszy, co jutro napisałyby gazety. Spojrzał tylko na Christoforo z najwyższym niesmakiem i wycedził:
-Świstaka do aresztu, twoje siostrzyczki jutro do dymisji, a ty natychmiast podejmiesz pilne rozmowy z ambasadorem Dreamlandu w sprawie kryzysu. Masz z nim coś ustalić i zająć stanowisko w tym konflikcie. Swoje idiotyczne przemówienia i teksty masz odkręcić, napisz cokolwiek, na przykład, że wkradł się chochlik drukarski w twój artykuł. A teraz jazda na bal i ani słowa nikomu! Jeśli jeszcze raz zrobisz jakieś głupstwo, każę cię dorwać choćby w mysiej norze i osobiście uduszę!
    Dudone z nieopisaną ulgą opuścił salonik