Osobiście zasugeruję coś "z innej beczki" - historię przedinternetową.
Ma ona dużo zalet. Nie trzeba od razu pisać grubych tomisk obejmujących tysiące lat. Wystarczy stworzyć koncepcje kilku kluczowych postaci - władców, możnych itp., najlepiej żyjących w dużych odstępach czasowych, aby można było uzasadnić różnorakie zmiany w międzyczasie - i już można nazywać ich imionami wszelkie instytucje, powoływać się w przemówieniach na ich cnoty i tak dalej. To wszystko dodaje kolorytu oraz zapewnia fundament pod dalszą twórczość - prace naukowe lub powieści.
Kilka pomysłów - pierwszy ochrzczony władca Skarlandu, jakiś odpowiednik św. Izydora z Sewilli, pionier międzykontynentalnych podróży... co tam jeszcze przyjdzie do głowy
