Czy Eminencja nie zna zasady
à chacun selon ses oeuvres, przy czym
oeuvres, czyli zasługi/dzieła należy postrzegać w ujęciu całościowym, a nie tylko w wybranym, wygodnym dla nas okresie? Po pierwsze, większość "nieprzychylnych osób", jak to ujął Eminencja, docenia i pamięta zasługi Pana Prezydenta Catalana dla Skarlandu. Ale te osoby pamiętają także wypowiedzi JW Norberta (zarówno publiczne, jak i prywatne) oraz jego działania, które ciężko zaliczyć do tych korzystnych dla Imperium, na podstawie których opinia jest taka, jaka jest.
Co do administracji i domeny Eminencjo, zapewniam, że nikt nie jest niczym uwiązany - Skarland będzie tam, gdzie będą jego obywatele, a nie JW Norbert - i całe szczęście, że tak jest. To nie jest osiemnastowieczna Francja, gdzie jedna osoba uważała się za kwintesencję państwa. Oczywiście wszyscy by chcieli (a przynajmniej mam taką nadzieję), żebyśmy dalej
bawili się (podkreślam ten zwrot) w obecnym składzie i obecnej formie, ale między bajki trzeba włożyć twierdzenia Waszej Eminencji o braku alternatywy.
Nie twierdzę, że król-senior nie ma wad - każdy je ma. Nie daje to jednak Panu żadnego prawa do krytyki.
W Skarlandzie istnieje wolność myśli i słowa, dopóki te treści nie naruszają praw osób trzecich. I jest oraz będzie tak nadal, czy to się Eminencji podoba, czy też nie. Więc bardzo proszę Waszą Eminencję o powstrzymanie się na przyszłość od takich głupich i bzdurnych uwag.
Abstrahując od tej repliki, chciałbym zwrócić się bezpośrednio do JW Norberta: Dlaczego Pan Prezydent jest w każdej możliwej kwestii nastawiony anty- wobec osób nazywających się Medyceusz lub popierającej pomysł osoby o takim nazwisku i vice versa? Z czego to wynika? Zadawnione krzywdy? A może raczej zwykła zazdrość/zawiść i w związku z tym zacietrzewienie i permanentna antagonistyczna postawa?
Bowiem ile razy próbowałem, najczęściej na gruncie bardziej prywatnym, załagodzić (zazwyczaj głupie) spory między nami, a także między Waszą Wysokością, a resztą rodziny królewskiej, to zawsze spotykałem się albo z wymownym milczeniem, kolokwialnie mówiąc, zwykłym strzeleniem focha i olaniem mnie, albo zawoalowaną odpowiedzią odmowną w postaci nieprzyjaznych (mówiąc eufemistycznie) działań/komentarzy na forum publicznym. Bo niestety, przykro mi to mówić, ale w ostatnich miesiącach wyłącznie do tego ograniczyła się aktywność Waszej Wysokości - do publicznej krytyki dla krytyki oraz próby "dokopania" reszcie rodziny w Kongresie Narodowym/Kortezach Generalnych.
Jak więc zatem - i tutaj pytanie kieruję do ogółu, ale zwłaszcza do Eminencji Orange-Nassau, jako osoby która poruszyła ten wątek - mam mieć wyłącznie ogrom szacunku (piszę "ogrom", gdyż elemenatarny szacunek należy mieć zawsze wobec każdego) oraz pozytywną opinię wobec JW Norberta Catalana, gdy jego
oeuvres, zwłaszcza w ostatnim półroczu na to nie pozwalają? Ubolewam nad tym, ale to co przedstawiłem to łatwo weryfikowalne dla każdego fakty, więc nie poruszam się w sferze absurdalnych uprzedzeń, a opinii i stosunku do drugiego człowieka, wyrobionego na podstawie całości jego dokonań (EDIT: i nie wydaję sądów/opinii na temat samego człowieka, bo nikt nie jest do tego uprawniony, a jedynie jego dokonań, wypowiedzi i postaw).